panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

pęknięte_serce_2

Oblicza miłości. – część I.

| 0 comments

 

 

Ich małżeństwo od roku już było totalną fikcją, ale to co wydarzyło się dzisiaj przytłoczyło go i całą rodzinę. Zbychu siedział na fotelu, bełkotał pod nosem i trząsł się jak galareta. Jego ojciec patrzył na niego i nie mógł uwierzyć, co się z nim dzieje. Nalał kolejny kieliszek i wsadził go w drżącą rękę syna. Zbychu dobiegał czterdziestki, a wyglądał jak maleńki, zagubiony chłopiec błagający bezradnie o pomoc.

Ojciec nie wiedział, co powiedzieć, słyszał płacz dziecka za ścianą i głos swojej żony Anny, próbującej uspokoić wnuczkę. Po chwili w mieszkaniu ucichło, przez chwilę zastanawiał się jak Anna jak to możliwe, że Anna jeszcze się nie rozsypała i jest w stanie zająć się dziećmi. Napełnił kieliszki od nowa i przepili jeszcze raz.

Ojciec zamknął oczy, przez pryzmat wspomnień zobaczył syna parę lat wstecz. Silny, młody człowiek stał przy samochodzie i rozmawiając przez telefon uśmiechał się szeroko. Wsiedli do jego auta i przyjechali tutaj. Tak jak dziś popijali po kielonku, jak zwykle przy wielkich okazjach, wtedy oblewając pierwszy biznesowy sukces, a dziś? Wszystko się zmieniło, pierwszy raz topili smutki w alkoholu próbując zagłuszyć przygniatające poczucie pustki, a może ukoić nerwy.

Spojrzał jeszcze raz na syna, gdzie się podział tamten chłopak? Zbychu podał mu swój pusty kieliszek…

 

***

Kaśka i Zbychu wzięli ślub kilka lat temu. Byli tacy młodzi, w sumie nie wiele ich łączyło, ale ona była w ciąży i Zbychu poczuwał się w obowiązku. W sumie to nie był pewien, czy tego obowiązku nie wmówili mu znajomi z rodzinką na czele. Rodzice Kaśki byli wściekli i nie bardzo chcieli się zgodzić, pewnie zdecydowali się być razem trochę im na przekór. Wzięli ślub i próbowali sobie jakoś życie ułożyć.

Na początku zamieszkali u jego rodziców w pokoju Zbycha. Rodzice Kaśki mieli dom, ale mieli też pretensję do Zdzicha, że im córkę zbałamucił i nie pasowało im, że Kaśka chce to dziecko urodzić i zmarnować sobie życie u jego boku.

Kaśka tak jak jej rodzice przewidzieli zawaliła studia, na początku wzięła dziekankę, marząc, że wróci na uczelnie i zrobi magistra, ale nigdy się to jej nie udało. Zbychu też dał plamę, jakoś skończył rok, dorabiając, jako ochroniarz w klubie jazzowym. Później znalazł lepszą pracę, która jednak kolidowała ze studiami i przerzucił się na zaoczne.

Nim skończył jego siostra wyjechała z koleżanką za granicę, nie wróciła po wakacjach, znalazła tam pracę i faceta i zdecydowała zostać. Rodzice zaproponowali jej pokój wnukowi. Anna, jego matka bardzo się wtrącała do wychowania małego, którego traktowała jak własnego syna. Kaśce to zbytnio nie przeszkadzało, była zadowolona, że może poszukać pracy, bo ma się kto dzieckiem zająć.

Kaśka szybko zahaczyła się w supermarkecie i dla Zbycha miała jeszcze mniej czasu. Zachłystnęła się wolnością, a koleżanki z pracy i nowy styl życia, oddalił ich od siebie jeszcze bardziej. Mijali się jak obcy ludzie, spali obok siebie jak brat z siostrą. Kaśka chyba miała pretensję, że mu się lepiej powiodło, w końcu skończył studia i otworzył całkiem dochodowy interes, a ona na kasie użerała się z ludźmi.

Zbychu nie miał pretensji, chyba też jej nie kochał, robił swoje i był zajęty rozwijająca się firmą. Gdy tylko był wolny poświęcał czas synowi, wieczorami czasem urywał się na piwo. Wkurzała go ich wstrzemięźliwość, więc przerzucił się na robótki ręczne przy pornosach we własnym biurze. Czasem odwiedzał agencje erotyczne, nie uprawiał seksu, ale miał frajdę, gdy jakaś toples panienka go dotykała i kończyła zabawę ustami.

 

***

Rodzice Kaśki od początku dziwnie się zachowywali, ale z czasem jakby nawiązali bliższy kontakt. Na początku oficjalnie na ślubie byli i na chrzcinach, świsnęli grubą kopertą i tyle. Nieoficjalnie matka Kaśki odwiedzała ich po kryjomu martwiąc się o córkę i później odwiedzając wnuka.

Ojciec Kaśki był bardzo wyniosły i tak jakby traktował ich jak ludzi innej kategorii. Taki był niedostępny, dziwnie sztywny, chociaż wyjątkowo kulturalnie się zachowywał to jego rezerwę wyczuwało się na kilometr.  Matka Kaśki była inna, bardzo spokojna i pogodna kobieta, też nie była tym ich związkiem zachwycona, ale starała się pomóc.

Często dzwoniła do córki i wpadała na parę minut co kilka dni. Nigdy nie zostawała dłużej, bo spotkania kończyły się awanturą o ojca, tzn. Kaśka się unosiła, a wtedy jej matka brała zawczasu nogi za pas nim, nim córka wybuchnie litanią pretensji. Po kilku godzinach czy dniach znów dzwoniła. Kaśka nie zawsze odbierała komórkę i nie zawsze chciała podejść do telefonu, wtedy pytała Zbycha lub Annę jak się czuje i upewniała się czy dadzą jej znać jakby coś się działo i szybko kończyła rozmowę.

Odkąd mały się urodził przychodziła częściej, jak Kaśki nie było to siadywała przy jego łóżeczku, albo brała go na ręce i śpiewała. Głos miała piękny i ciepły, Zbychu i Anna często stali pod uchylonymi drzwiami, aby posłuchać i ukradkiem na nich popatrzyć. Nie przeszkadzali, bo wiedzieli, że za kilka minut ich opuści prawie bez słowa.

Matka Kaśki zawsze zostawiała kasę pod jego poduszką i siaty prezentów przy łóżeczku. Annę to drażniło, bo matka Kaski miała hopla na punkcie ciuchów i kupowała ich sterty jakby dla trojaczków, a poza tym miała wrażenie, że jej wypomina ubóstwo, nie odzywała się, bo bez tych pieniążków ciężko byłoby im się utrzymać. Kaśka zarządziła, że to jest kasa małego i kupiła ozdobny kuferek, położyła go na najwyższej półce w pokoju i kazała tam wszystko wrzucać.

Sama nie ruszała tych pieniędzy i nawet na farbę do włosów pożyczała od Zbycha, albo Anny jak jej brakło. Nikt z domowników z tego funduszu też nie korzystał, poza oczywiście małym. Z tych pieniędzy kupowało mu się wszystko od pampersów po zupki, grzechotki, kremiku i pudru do pupci, i jeszcze zostawało. Często mały był najbogatszym członkiem rodziny.

 

***

Ojciec Kaśki długo był na nich zły i nie zapraszał ich do siebie. Owszem bywał na oficjalnych imprezach, nawet je sponsorował, jak np. zapłacił za ślubną salę i białą suknię Kaśki, czy chrzciny w lokalu, ale jak sam powiedział tylko z obowiązku, aby mu wstydu nie przynieśli.

Miał pretensje do Kaśki, że się puściła z nieodpowiednim facetem i spieprzyła sobie życie. Często powtarzał, że nie tak miało być. Jego jedyna córusia miała skończyć prestiżowe studia, za młodu poszaleć i ostatecznie wyjść za jakiegoś szanowanego biznesmena.

Stało się rzeczywiście inaczej, jego córusia poszalała wcześniej, na skrobankę za granice jechać nie chciała ze strachu, a może jemu na przekór, bo krzyczała wtedy na niego pierwszy raz, że to jej życie i on nim rządzić nie będzie.

Ślubem się zajął pod naciskiem żony z którą był szczęśliwy od 30 lat i nie chciał jej zranić, a może i bał się, ze ją też straci tak jak córkę.  Kaśki nie rozumiał kompletnie, żeby Zbychu miał pozycję i majątek, albo, żeby mu powiedziała, że go kocha, a tu nic z tego. Chłopak bez grosza przy duszy, nie znali się zbyt długo, zwykła wpadka na trzeciej, czy czwartej randce, żadne ochy czy achy i rozwrzeszczana córka, że woli iść w nieznane i wreszcie się uwolnić od upierdliwego ojca!

Przecież on jej nic nie zrobił, jaki upierdliwy staruszek? Nieba jej całe życie chylił, do najlepszych szkół wysłał, od małego wakacje za granicą, samochód na osiemnastkę kupił. Miała co chciała, spędzali dużo czasu, jeździli z matką po całym świecie to do Disneylandu, a jak urosła do Egiptu i tropikalnych krajów.

Jak ona mogła mu powiedzieć, że w domu się dusi, chce sobie czas sama zorganizować? Przecież ona tego nie potrafi, jak sobie zorganizowała to z brzuchem wróciła, narozrabiała i jeszcze sobie pomóc nie pozwoli! Ech te kobiety, im się nie da dogodzić!

Tylko czemu jego żona tak ciągle jej broni i prosi, aby odpuścił? Niby co ma odpuścić powiedział jasno, albo we te, albo we te… Albo jedzie na zabieg i wraca na studia, albo niech sobie radzi sama i mu głowy nie zawraca. Za ślub zapłaci, bo wstyd, aby jego córka porządnego wesela nie miała i nic więcej, jak taka dorosła to niech pokaże jak lepiej potrafi żyć. Tylko patrzyć jak z płaczem wróci!

 

***

Mały rósł, Zbychu podpisał kontrakt z maleńką zagranicznym przedsiębiorstwem i jego firma stanęła na nogi.  Pieniędzy było więcej, sytuacja dość stabilna, więc zaczęli myśleć o własnym lokum. Babcia Anna nie była zadowolona, bała się pustego mieszkania i wyraźnie odradzała im ten pomysł.

Kaśka od jakiegoś czasu była inna, jakby bardziej interesowała się domem i mocniej zaprzyjaźniła się ze Zbychem. Nie mijała go już tak ostentacyjnie w drzwiach, zapytała czasem jak w firmie, dłużej bywała w domu i małym też się więcej zajmowała, nawet zaczęła wstawać wcześniej, aby go odprowadzać do Akademii Plastusia.

Mały przecież nie chodził do przedszkola, bo babcia Anna się nim zajmowała, ale kilka miesięcy temu Zbychu się postawił matce i wysłał go na kilka godzin z domu. Nie podobało mu się, że syn bardziej się trzyma babcinej spódnicy, firmę musiał prowadzić, więc wykombinował, że nim małego całkiem zdominuje to zapisze go do tej Akademii.

Zajęcia 4- godzinne i tylko 3 razy w tygodniu, ale każda izolacja od nadgorliwej Babci wydawała mu się dobrym rozwiązaniem, bo do Matki nie docierały żadne prośby, aby taka nadopiekuńcza nie była. Poza tym kontakt z innymi dziećmi i te inne rzeczy, których jego żona wydawało się wcale nie zauważa.

Tak czy owak, Matka protestowała, jego ojciec siedział cicho, Kaśka też, a on pod pretekstem dbałości o zmęczoną Annę wysłał go na zajęcia. Z pracy też zaczął wychodzić wcześniej, nie zarywał weekendów, aby jak najwięcej czasu z synem spędzić. Te chwile z synem dawały mu siłę do ciągnięcia tego fikcyjnego, czysto formalnego związku, gdyby nie on to chyba by się dawno już rozwiedli. W końcu chłopczyk nie był już taki malutki, a wspólne zabawy przypominały mu jego dzieciństwo i beztroskie czasy.

 

***

Kaśka była coraz bliżej, Zbychu miał wrażenie, że po woli się w sobie zakochują. Nie było to jakieś wzniosłe uczucie z motylkami w żołądku, ale jakaś ciepła więź zaczęła między kiełkować. Zaczęli wychodzić do kina i na kawę na miasto, dużo więcej rozmawiali i nawet sypiali ze sobą. Kaśka  zaczęła przebąkiwać, aby spróbowali jeszcze raz i miała tyle optymizmu, że wreszcie staną się prawdziwym małżeństwem.

Wszystko jakoś zaczęło się lepiej układać. Po jakimś czasie zdecydowali się odłączyć od rodziców Zbycha. Planowali kupić na kredyt mieszkanie, albo coś wynająć. Myśleli o drugim dziecku, a Kaśka chciała iść na wychowawczy i zająć się domem. Sielankowa przyszłość wydawała się być w zasięgu ręki.

Ojciec Kaśki jakoś się przekonał do ich małżeństwa, z czasem zaczął ich z żona odwiedzać i pokazywać się na rodzinnych imprezach. Na ostatnich imieninach zaproponował, że im mieszkanie kupi. Zbychu nie był zachwycony, że teść nagle zapałał miłością, bo był przekonany, że docenia go tylko dlatego, że miał farta w interesach.

Zbychu dał się przekonać, gdy Kaśka tłumaczyła mu, że to ich jedyna szansa. W duchu przyznawał jej racje, chociaż nie bardzo mógł uwierzyć  i zrozumieć jak to się stało, że tak wyspokojniała i zmieniła. Był jednak szczęśliwy, że wreszcie ma normalne małżeństwo, a żonie zależy na nim i dziecku. Może wydoroślała? Może zaczęła doceniać to co ma, a nie latać po świecie jak jej popieprzone koleżanki?

 

***

Ojciec spojrzał jeszcze raz na syna, gdzie się podział tamten chłopak? Zbychu podał mu swój pusty kieliszek… Był już całkiem pijany, ale ojciec nie miał lepszego pomysłu, jak pomóc mu zapomnieć, co się stało. Bez sprzeciwu dolał wódki. Nie rozmawiali, ale w głowie kotłowało mu jedno pytanie  – I co ty teraz zrobisz, jak nauczysz się z tym żyć?  Zbychu opadł na fotelu, znów wyglądał jak mały bezradny chłopiec.

 

 

cdn.

 

 

Oblicza miłości – część II (ostatnia)

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*