panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

znak_zapytania

10.1 Kto stworzył boga? – część I – cykl – Tajemnice boskich igrzysk.

| 2 Comments

 

Wszystkie odcinki z cyklu – Tajemnice boskich igrzysk.

 

Boga nie trzeba było stwarzać, jeżeli o/On jest to – b/Bóg jest, był i zawsze będzie. Boga trzeba było wymyślić tylko wtedy, jeżeli uwierzymy, że g/Go nie było, wtedy b/Bóg jest od momentu, od kiedy g/Go wymyślono/stworzono.

Teoretycznie wygląda to tak, jeżeli wierzysz, że jest możliwa doskonałość, której ty doświadczyć nie możesz, to automatycznie zakładasz, że jest b/Bóg, bez względu na to czy nazywasz ją b/Bogiem czy nie, bez względu na to jaka ta doskonałość jest np. czy bawisz się w określenie jej atrybutów czy nie.

Nie wiem, kto ma rację czy o/On istnieje czy nie, ja po prostu w n/Niego wierzę. Natomiast wiara w j/Jego istnienie bądź nie, nie ma znaczenia dla n/Niego samego, bo b/Bóg nie przestanie istnieć dlatego, że Kowalski w n/Niego nie wierzy, tak samo jak nie pojawi się, dlatego, że Nowak wierzy, że jest b/Bóg.

Tak samo, czy b/Bóg istnieje czy nie, nie zmieni się przez to w co ty wierzysz w religię jakieś konkretne wyznanie, czy w ateizm, czyli, że b/Boga nie ma. Jedynie co wymyślono to b/Boga jakiego nam się przedstawia, b/Boga jakim g/Go chcą widzieć ludzie, o/On prawdopodobnie nie ma nic wspólnego z b/Bogiem w rzeczywistości, jeżeli w ogóle takowy istnieje.

Bóg jakiego, nawet jak się objawił to ludzie opisali g/Go w taki sposób jak zrozumieli i niestety nie oddaje to j/Jego natury, a o tym jak to z n/Nim jest naprawdę przekonamy się po śmierci. Póki co zastanówmy się: dlaczego i po co g/Go wymyślono, w co tak naprawdę staramy się uwierzyć, albo inni chcą abyśmy uwierzyli.

 

znak_zapytania

Ludzie zawsze próbowali znaleźć odpowiedzi na nurtujące pytania: skąd się wziąłem, po co tu jestem, dokąd zmierzam i co będzie dalej jak to ziemskie życie się skończy. Nauka twierdzi, że powstaliśmy w drodze ewolucji i nie zajmuje się kwestią istnienia b/Boga. Natomiast religia zapewnia nas, że zostaliśmy stworzeni przez b/Boga i zmierzamy do tego, aby się z n/Nim spotkać po śmierci.

Podobno wierzymy w co chcemy i to niby tylko nasza sprawa, nawet gwarantuje to prawo, ale nie do końca okazuje się twoją sprawą. Od samego początku są tacy, którzy chcą wiarę narzucić. Pierwsze osoby, które to robią to nasi rodzice, którzy chcą dla nas jak najlepiej, więc wychowują w swojej wierze bez względu na to czy jest to ateizm czy katolicyzm, zrobią wszystko, abyś był podobny do nich.

Różnica w wierze w naukę i w religię jest tylko jedna, nauka przyznaje się czasem do pomyłki, stare teorie odchodzą do lamusa, bo nowe lepiej nadają się do opisu otaczającego nas świata, a także czasem przyznaje się, że na razie nie znalazła odpowiedzi i dalej jej poszukuje. Religia generalnie nie zmienia się poza jakimiś drobiazgami i nie przyzna się ani do pomyłki, ani do tego, że nie zna odpowiedzi na dane pytania.

 

znak_zapytania 

Życie nie przestanie być ani gorsze ani lepsze, gdy przestaniemy wierzyć w b/Boga, będzie trochę inne, bo np. przestaniemy spędzać czas w kościele tylko poczytamy książkę, albo oddamy się medytacji. To wymysł religii, że życie jest lepsze jeżeli wierzymy w b/Boga, bo rozciąga nam mrzonkę, że w życiu doczesnym i po śmierci będziemy szczęśliwi u boku b/Boga. Tylko dlaczego nie możemy być szczęśliwi bez b/Boga?

Bóg nas kocha, ciągle nam pomaga i oferuje nam szczęście wieczne. Pierwsze to, takie zapewnienia religijne nie muszą być prawdą, nawet jeżeli ktoś coś widział czy słyszał to nie znaczy, że b/Bóg się objawił, a nie zwiodły go ludzkie zmysły. To co odczytujemy jako pomoc i boską interwencję, wcale nią być nie musi, tylko dlatego, że w to wierzymy.

Jeżeli pomoże mi drugi człowiek, to dlaczego nie mógł tego zrobić z własnej dobroci, dlaczego b/Bóg musiał go postawić na mojej drodze? Na dobrą sprawę to mógł mi go s/Szatan podstawić, aby mnie zwieść! To kwestia wiary, co przyjmę za prawdę. My tylko przyzwyczajeni zostaliśmy tak to spostrzegać nic nie może się wydarzyć bez udziału sił nadprzyrodzonych od samego początku, nawet tam w raju, człowiek był taki słaby, że sam grzechu popełnić nie potrafił, musiał go s/Szatan skusić!

Po drugie ten doskonały b/bóg okazuje się nie taki doskonały, bo nie zapewnia nam tego wiecznego szczęścia bezinteresownie, a religia wykłada nam w szczegółach, co musimy robić, aby na nie zasłużyć. Postępuj zgodnie z zaleceniami a ocalę cię od śmierci wiecznej, a jak ci się nie podoba to nie rób tak jak ci każę – masz w końcu wolną wolę, ale ostrzegam, że powiem ci do piekła won.

Piękna wizja szczególnie u katolików umrzesz, pójdziesz do Szeolu, posiedzisz w tej poczekalni, aż zdecyduje się zejść i dokonać Sądu ostatecznego i ujawnię jaki dostałeś przydział zakwaterowania. Całe życie rób, co ci zaleciłem, a na końcu jak uznam, że dobrze wykonałeś robotę dam ci nagrodę, pozwolę na siebie spojrzeć.

Odkąd miłość jest w jakikolwiek uwarunkowana robieniem czegokolwiek? Dlaczego miłosierny b/Bóg ma mnie wygnać do piekła? Rozumiem, że j/Jego miłosierdzie to zdolność przebaczenia wszystkiego, a piekło to kara na jaką zasłużyłam. Ok, ale czy doskonały b/Bóg jest w stanie skazać na wieczną karę? Przebaczenie po to, aby wygnać precz na zawsze? Po co mi przebaczenie, jeżeli ono nic nie znaczy? Niby co będę się lepiej czuć w piekle ze świadomością, że b/Bóg mi przebaczył?

 

znak_zapytania

Piekło powszechnie rozumiane jest jako brak dostępu do b/Boga i męki duszy związane ze świadomością, że nie ma możliwości, aby kiedyś się to zmieniło.  Tylko niby czemu ma to być męką? A co w piekle nie można się pogodzić ze swoim losem i przestać się męczyć? Ludzie potrafią zaakceptować kalectwo, ból i nawet dożywocie, czy karę śmierci na krześle elektrycznym.

Owszem dla jednych będzie to nieszczęście, ale dla innych niekoniecznie. Ile to osób pcha się do więzienia, aby mieć problemy z głowy, posiłki regularne dostarczone, darmowe zakwaterowanie i czas wolny na myślenie o czym się chce bez rozpraszania się na chodzenie do pracy czy docinki sąsiadów. Jezus pogodził się ze swoją śmiercią, Kolbe też i moja znajoma, która dostała wyrok nowotworowy.

W sumie to rodzimy się z wyrokiem śmierci, tylko nie wiemy, kiedy on zostanie wykonany. Śmierć jest naturalna, tylko czasem przychodzi w sztucznie wykreowanych przez człowieka czy chorobę warunkach. Skoro śmierć jest złem, czy bez wartości to po cholerę ją wprogramowano w projekt życie.

Chyba ludzie chcą ją widzieć, jako coś bezwartościowego i złego, czyżby nie spodobało im się umieranie, więc nadali jej nowe znaczenie – początek nowego życia? Czyżby odzywało się pragnienie nieśmiertelności? Nie da się żyć wiecznie z takim ciałem to pożyjemy sobie bez ciała? Zgoda jest taka możliwość, ale to nie znaczy, że tak na pewno będzie! Nieśmiertelność duszy, czy nawet istnienie samej duszy to wiara nic poza tym.

To co jak nie mam nieśmiertelnej duszy to moje życie nie ma tu sensu? A co jest sensem życia, tylko raj? Nie może mieć sensu życie, które jest ograniczone czasem między narodzinami i śmiercią? Tylko dlaczego? Słońce będzie inaczej świecić, kawa będzie inaczej smakować, a ludzie przestaną się uśmiechać?

Nie sądzę, że nie można znaleźć sensu w doczesności, ludzie nie umieją się nią cieszyć do końca, bo zamiast się radować tym co jest, ciągle myślą o tym, że to przeminie. No to niech przeminie, fajnie, ale na razie jest, dopiero za chwilę przyjdzie nowe może lepsze, a może gorsze, ale dzięki tej różnicy dostrzegę, czy na pewno było lepsze czy wcale nie.

To ludziom się wydaje, że życie będzie lepsze, jeżeli mają gwarancję spełnienia marzenia o nieśmiertelności. To religia nam tłumaczy, że na drugiej stronie będzie lepiej, bo wreszcie będzie prawdziwa sprawiedliwość, bezinteresowność i pozbędziemy się ciała, które nas ogranicza zmysłami, które być może nie jest takie, jakie byśmy chcieli mieć. Oczywiście pomijam tu już takie walory jak piękno, bo ono nie dość, że jest  kwestią gustu to też jest  nietrwałe, z czasem przychodzi starość czy choroba i zaczyna się cyrk.

Kto mi do cholery zagwarantuje, że nie dostanę ciała astralnego, które będzie jeszcze gorszym więzieniem niż to, które obecnie posiadam. Może życie na drugiej stronie będzie gorszym zniewoleniem niż to tu, może tam też boli, może tam nie ma sprawiedliwości, tylko totalna anarchia.

 

znak_zapytania

Wbrew moim pobożnym życzeniom nie będę wolna, nawet sama religia zabiera mi prawo do wolności, jedyna opcja jaką mi daje to: piekło, czyściec czy niebo. Może się okazać, że łudzę się nadzieją, że jak przestanie mnie ciało ograniczać to wreszcie skosztuję wolności, a tu gówno prawda jestem na łasce i niełasce u b/Boga.

Po co mi ta nieśmiertelność jak nawet z niej nie skorzystam? Jeśli nie ma tam wolności to ja nie chce i bardzo dziękuję za takie atrakcje, nie podoba mi się, z deszczu pod rynnę! Człowiek lubi z natury mieć wszystko zaplanowane, jest mu tak wygodniej i rzekomo lepiej. Ma podobno wtedy mniej problemów, nie musi się przejmować i szukać odpowiedzi, czy rozwiązań, ktoś już go wyręczył i zaproponował lekarstwo na wszystkie jego bolączki. Jak mi się nie podoba to mogę nie wierzyć, ale nie zmieni to podobno faktu, że piekiełko gwarantowane.

Tylko czy religia zmieni coś, że jeżeli b/Bóg jest inny i miał inny p/Plan b/Boży, a w ogóle to dlaczego musiał mieć plan, bez planowania nie można być doskonałym, czy nie wypada być b/Bogiem? Tylko czy coś zmieni się, jeżeli na całym świecie wszyscy uwierzą w takiego b/Boga, że jak umrą to o/On się okaże inny lub nikt g/Go nie spotka, nie koniecznie dlatego, że go nie ma? O tym dlaczego mimo, że istnieje b/Bóg to możemy g/Go wcale nie spotkać po śmierci opowiem w kolejnym odcinku. Ciekawe na którego konia ty stawiasz?

 

znak_zapytania

 

 

Udostępnij na:

2 Comments

  1. Fajny styl z szyderczym humorkiem!

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*