panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

znak_zapytania

10.2 Kto stworzył boga? – część II – cykl – Tajemnice boskich igrzysk.

| 3 Comments

 

Wszystkie odcinki z cyklu – Tajemnice boskich igrzysk.

 

Bóg istnieje, chociaż spora część ludzi nie potrafi w to uwierzyć, ich wybór i sprawa. Zastanawiam się, czy to nie jest trochę wina religii. Z dwóch powodów: religia wydaje się czasem bardzo dziwna i niezrozumiała, a ludziom z natury trudno jest uwierzyć w coś, co brzmi abstrakcyjnie czy nielogicznie. Drugie to religia zamyka w systemie i ogranicza swobodne myślenie.

Co do abstrakcyjności to jestem trochę zdziwiona, ludzie przyjmują wiele rzeczy za pewnik, chociaż nie widzieli i nie sprawdzili, niektórych obiektów i spraw po prostu nie da się zobaczyć. Nie można zobaczyć uczuć, a ludzie twierdzą, że je odczuwają np. przyjaźń, fizycznie też czują coś, czego nie widzą np. zimno czy ból, nie mówiąc już o sprawach bardziej odległych jak grawitacja czy pole magnetyczne. Oczywiście, że pewne fakty można potwierdzić empirycznie, ale nie wszystkie np. jaki wpływ na Kowalskiego ma przelot gołębia nad głową, jeżeli ten nie narobi mu na szczęście na kołnierz.

Skoro nie możemy zobaczyć i zmierzyć to nie znaczy, że czegoś tam nie ma, oczywiście nie znaczy też, że tam jest. Jedni wierzą, że b/Bóg istnieje, a inni nie, jedni odczuwają jego obecność, a inni wcale. Możemy tylko zadać retoryczne pytanie: dlaczego i ewentualnie zastanawiać się czy to co odczuwa jakiś człowiek jest na pewno tym czym się mu zdaje. Jedyne chyba tłumaczenie jakie możemy znaleźć to, że każdy jest inny i inaczej odczuwa lub inne wnioski wysuwa.

 

znak_zapytania

Prosty przykład, wierzący zwraca się do swojego b/Boga o pomoc w rozwiązaniu danego problemu, modli się i prosi o radę, nagle coś pojawia się w jego głowie i twierdzi, że b/Bóg mu pomógł, podsunął rozwiązanie problemu. Automatycznie nasuwa się pytanie, czy sam w sobie znalazł odpowiedź, jego rozum mu ją osobiście podsunął czy faktycznie b/Bóg nasunął mu te myśli.

Wierzący z reguły upatrują źródło swojej wiary w łasce zesłanej od b/Boga, a my możemy wierzyć lub nie, że takowa istnieje, przy czym jak b/Boga nie ma to jej też nie ma, a jak istnieje to czy na pewno ją zesłał akurat Kowalskiemu, czy Nowakowi, czy im się tak wydawało?

Kwestia nielogiczności religii, trudna do zrozumienia, ale kto powiedział, że b/Bóg musi być logiczny, albo czy jego logika koniecznie musi wyglądać tak jak nasza. Druga sprawa, jeżeli b/Bóg jest doskonały i wszechmocny to może zawiesić działanie logiki czy praw przyrody, kiedy tylko zechce. Patrząc z tego punktu widzenia, wszystkie cuda są możliwe i nawet brak chronologii w etapach tworzenia świata nie powinien dziwić, dla takiego b/Boga wszystko jest możliwe!

 

znak_zapytania

Została następna kwestia – ograniczenie swobody myślenia. Niestety wyznanie jakiejkolwiek religii ukierunkowuje nie tylko działanie, ale także i sposób myślenia. Z jednej strony jest to dobre, bo niektórzy ludzie gubią się nie mając wytycznych jak postępować, a religie są z reguły bardzo dobrym systemem moralno-etycznym, wiec prawdopodobnie dzięki nim ludzie lepiej postępują niż błądząc po omacku.

Ludzie, którzy lubią myśleć i samodzielnie podejmować decyzję w pewnym momencie przestają się mieścić w granicach systemu.  Szukają odpowiedzi, a te które serwuje im religia są mętne i niewystarczające. Nagle konieczność podporządkowania staje się nie do wytrzymania i kojarzy się z niewolnictwem, bo jakikolwiek wybór podejmiesz nie czujesz się z tym dobrze.

Jeżeli będziesz myśleć wbrew zaleceniom, będziesz czuł się grzesznikiem i poczucie winy będzie rosło. Jeżeli zagłuszysz to w sobie, może przez chwilę będziesz z siebie dumny, bo przezwyciężyłeś pokusę, ale ona z czasem powróci, prawdopodobniej z jeszcze większą siłą. Im więcej będziesz się modlił do swojego b/Boga, aby ci pomógł ją pokonać tym dłużej nie będziesz mógł o niej zapomnieć. Wreszcie, albo nie będziesz szczęśliwy, bo będzie rosło niezadowolenie, gdy ulegasz, albo zacznie cię wkurzać, że nie wolno ci o tym myśleć.

Wtedy zrozumiesz, że religia to poddanie swojej wolności i dokonasz wyboru. Masz dwie drogi – zrezygnujesz z religii i pójdziesz swoją drogą, co przez członków twojego kościoła zostanie odczytane jako sprzeciwianie się woli bożej, a  w najlepszym wypadku jako twoja słabość, bo nie wytrzymałeś ciężaru narzuconych ról i egoistycznie uciekłeś.

Druga opcja zrezygnujesz ze swojej wolności i poddasz się religijnym regułom, wtedy członkowie twojego kościoła uznają, że nauczyłeś się pokory i poddajesz się woli bożej, a kapłani zatrą ręce, złamałeś się i teraz posłusznie jak baranek będziesz wypełniał nakazy kościoła.

Nie wiem czy pokora jest najlepsza, bo z jednej strony jak kochasz to chyba zrobisz wszystko o co cię poprosi osoba którą kochasz, ale taka bezwarunkowa wspaniała miłość jest trochę niebezpieczna. Wielokrotnie rezygnuje się z siebie, ale w realnym życiu, powiedzmy to świeckim, ta druga osoba, która cię kocha nie dopuści, abyś zrobił sobie krzywdę. Jeżeli cię będzie wykorzystywać to miłość zrobi się toksyczna i niebezpieczna.

Pytanie czy religia jeżeli ma ślepo posłusznych wyznawców nie jest niebezpieczna społecznie? Wbrew stereotypom nie mam na myśli inkwizycji, czy dżihad, zastanawiam się nad wyrobieniem zwyczaju niemyślenia i zanikowi umiejętności krytycznej analizy.

 

znak_zapytania

Tu nasuwa się pytanie, czy ludzie przez przypadek nie wymyślili religię, aby manipulować innymi ludźmi. Nie twierdzę, że zawsze jest to złe, pewnie w większości przypadków wychodzi to niektórym jednostką na zdrowie. Chodzi mi o to, że takie wygodnictwo i przyzwyczajenie niesie ze sobą zagrożenie, iż człowiek nawet nie zauważy, kiedy jest manipulowany.

Religia to swego rodzaju władza nad duszami wiernych i niestety niektórzy ją wykorzystują, bo w kościołach jak wszędzie są różni ludzie, ci dobrzy i źli. Do świątyni przychodzą różni wierni i niestety nie wszyscy są świadomi tego co się dzieje.

Wyobrażam sobie zdziwienie człowieka, który był grzeczny, robił co mu kościół nakazał, nie koniecznie na odwal, raczej z przekonania i ogromnej wiary, umarł i okazało się, że b/Boga nie spotkał. Nie koniecznie, dlatego, że g/Go nie ma, może po prostu b/Bóg wcale nie jest zainteresowany człowiekiem.

Człowiek do niczego b/Bogu nie jest potrzebny, b/Bóg jest doskonały sam w sobie i nic m/Mu nie brakuje i może być, chociaż wcale nie musi być zainteresowany gatunkiem ludzkim. Może nas nawet nie stworzył, tylko dał pozwolenie, aby zrobił to ktoś inny np. s/Szatan czy ewolucja? Nawet jak nas stworzył, to nie ma obowiązku się nami zajmować całą wieczność.

To człowiekowi się wydaje, człowiek by chciał, aby ktoś o nim myślał, ktoś o niego się troszczył, kochał go i wszystko wybaczył. Człowiek, jako istota naczelna na ziemskim padole, może rozmarzył się, że dla b/Boga też jest taki ważny! Co jeżeli nie? Co gdy b/Bóg wcale nas nie kocha? Co jak b/Bóg jest taki wielki, że nas nie zauważy tak jak my nie widzimy kwarków tylko wodę czy górę? Może szczytem szczęści będzie jak nas przypadkiem nie rozdepta jak mrówki, albo nie zetnie jak drzewo na opał?

 

znak_zapytania

Tak naprawdę nie wiemy kim jest człowiek dla b/Boga, tylko upieramy się, że jest tak ważny, że zostanie wywyższony i b/Bóg zejdzie osobiście ponownie na ziemie i zadecyduje o jego losach na Sądzie Ostatecznym. Tylko dlaczego? Ktoś tak to sobie wyobraził, a całej reszcie spodobała się ta wizja? Owszem jest to możliwe, bo u b/Boga wszystko jest możliwe, ale jest jeszcze kilka innych opcji np. zgaśniemy jak świeca, albo od razu, albo dusza okaże się śmiertelna. Może ktoś wymyślił religijną bajeczkę, implementował system, abyśmy robili dokładnie to co dana elita od nas oczekuje? Może nawet to nie byli ludzie, tylko jak twierdzą niektórzy u/Ufo? Może ci, co mówią o reinkarnacji mają racje i przyjdzie nam życie powtórzyć. Może naprawdę jesteśmy hologramem?

 

 

znak_zapytania

 

 

Udostępnij na:

3 Comments

  1. Właściwe podejście do tematu czyli postawa neutralna ani Tak ani Nie…

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*