panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

książki

128. Wyznanie mola książkowego – cykl – Prawdy Zdumiewajace

| 2 Comments

 

Wszystkie odcinki z cyklu – Prawdy Zdumiewające.

 

Biblioteki nie spełniają oczekiwań czytelnika

Biblioteki schodzą na psy, nie mają pieniędzy i ich księgozbiory są godne pożałowania. Ciężko znaleźć tam coś godnego zainteresowania, ale wciąż mam do nich słabość, wciąż grzebię po katalogach i półkach wierząc, że tym razem zamówili coś ekstra, albo coś przegapiłąm, czy w poszukiwaniu za starymi pozycjami. Tych kasycznych też coraz mniej, biblioteki wyzbywają sie starych zbiorów robiąc miejsce na nowe, najczęściej współczesną hałę, która okazuje się najbardziej poczytna. Cóż, brak miejsca, instrukcje z góry i dbałość o statystyki!

Kiedyś w Polsce uwielbiałam chodzić do biblioteki, maja osiedlowa jakoś umiała wyważyć priorytety i warto było tam zaglądać. Generalnie wszystko się zmieniło, gdy wyjechałam z kraju. Niby nie powinno, przecież nie mam problemów z językiem i w sumie więcej czytam po angielsku niż w ojczystym języku. Internet zrobił ostrą konkurencję dla tradycyjnego słowa drukowanego, ale wciąż kocham papierowe lektury, wciąż mnie przyciąga zapach świeżej farby, albo szelest pożółkłych ze starości kartek.

Zawsze miałam stosy książek w domu, kupowałam je w antykwariatach i na bazarze, zawsze ich było pełno w Kraku, wciąż z sentymentem wspominam zakupy pod Halą Targową i w dworcowym przejściu podziemnym. Tutaj też mam swoją bibliotekę, wciąż maniakalnie książki kupuje, część swoich zbiorów ściągnęłam z PL, niestety nie wszystkie. Nowe książki kupuję rzadziej, ale  czasem „muszę” je zdobyć, bez wzgledu na cenę.

Tutaj do bibliotek nie chodzę jak nie muszę. Częściej bywam, aby podziwiać współczesną architekturę, albo pozwiedzać, zobaczyć jak od środka wyglądają budynki, niż w poszukiwaniu za lekturą. Na czytelni denerwują mnie kamery i ochroniarze, kompletnie nie ma klimatu, a to zamawianie książek z wyprzedzeniem, raczej muszę mieć na wczoraj, a nie czekać 2 tygodnie, czy o zgrozo nawet jeszcze dłużej.

 

Gdzie kupować książki?

Prosta odpowiedź – książki kupuje się, gdzie się tylko da. Książki są towarem luksusowym, ich cena niejednokrotnie poraża, jeżeli nie jest to jednorazowy wydatek. Swoją prywatną bibliotekę zaopatruje najczęściej po fundacjach, lumpeksach (tutaj w nich jest wszystko widelce, meble, książki, antyki itd. nie tylko ciuchy), na wystawkach i giełdach internetowych, z reguły używane egzemplarze za grosze, 2 może 3 funty, czy za dychę to, co w księgarni dochodzi do stówki.

Obecnie biblioteki odwiedzam najczęściej jak wyprzedają zbiory, a nie aby coś pożyczyć. Biblioteki wymieniają książki na nowsze wydanie i pozbywają się książek niecieszących się popularnością u czytelników. Smutne, ale te czytane rzadko z reguły są najbardziej wartościowe. Wyprzedają je za kilka pikusiów (groszy angielskich), a wśród tych rzekomo niepoczytnych można trafić na prawdziwe skarby. W Polsce też słyszałam o akcjach książka za złotówkę, czy piątkę.

Lubię mieć swoje nigdy nie wiadomo, kiedy zechcę do jakiejś książki wrócić. Biblioteka z prawdziwym kominkiem, trzaski palonego drewna… jedno ze spełnionych marzeń, taki mój prywatny raj i nałogowo rozwijany nałóg. Nie bardzo lubię jak do tego raju trafiają pobazgrane przez poprzedniego czytelnika, z pozaginanymi oślimi uszami i plamami od kawy.

Książki z notatkami czasem są super, nabierają innego życia, uwielbiam stare księgi tego typu. Mam kilka z okresu I i II wojny. Są niesamowite, te kaligrafy wciągają i człowiek uświadamia sobie, z jakiej perspektywy czytano je przed laty. Takie notatki bywają czasem zabawne i ciekawe, na pewno pouczające, pachną przygodą i człowiek nie raz próbuje zgadnąć, kim był poprzedni właściciel.

Nie wiem, dlaczego, ale nowe książki pokreślone mnie irytują, nawet nie dlatego, że wyglądają niechlujnie. Niektóre pomazane kolorowymi paskami z „hajlajterów” wyglądają jak kiczowate udoskonalenie czarnego druku. Często kojarzą mi się z niechlujstwem i profanacją dzieła sztuki.

Ołówek jakoś nie wzbudza we mnie niechęci, ale w pewien sposób wkurzam się, gdy ludzie psują mi przyjemność wyboru, co dla mnie jest najważniejsze i wtrącają się na co mam zwrócić uwagę. Notatki na marginesie ciekawią, ale odwracają uwagę od głównego tekstu. Poza tym nie jestem zwolennikiem niszczenia książek takimi bazgrołami.

Zdecydowanie wolę recenzję na żywo, drukowaną, czy na necie. Tam niech rzucają cytatami i zwracają uwagę na to, co się podobało lub zirytowało, lub uznają za godne zapamiętania. Lubię jak ludzie dzielą się spostrzeżeniami i emocjami po przeczytanej lekturze, ale gdy biorę się do czytania to lepiej niech mnie zostawią sam na sam z autorem czy jego dziełem.

A Ty lubisz chodzić do biblioteki? Wolisz tradycyjne książki, czy e-booki? Co myślisz o książkach pełnych podkreśleń i popisanych przez poprzedniego użytkownika? A wiesz, że czasem czytanie książek bywa niebezpieczne?

 

 

Udostępnij na:

2 Comments

  1. Szkoda mi miejsca na książki papierowe, wygodniej czytać z tableta, czytam na Internecie między innymi Twój blog.

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*