panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

strach

134. Strach i szkoła życia – cykl – Prawdy Zdumiewające

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki z cyklu – Prawdy Zdumiewające.

 

Szkoła życia

Lubię mieć wokół siebie ludzi, którzy są w czymś lepsi ode mnie. Od nich łatwo i szybko się uczę. Uwielbiam ludzi wyróżniających się czymś z tłumu, czymkolwiek np. takich, co wiedzą, kiedy i co powiedzieć. Nie mówią zbyt dużo, mimo, że wiedzą bardzo dużo, a jednocześnie nie ma w nich strachu, aby buzię otworzyć. Potrafią zaryzykować dla siebie i dla innych.

Tak naprawdę to uwielbiam silnych ludzi z wyraźnymi przejawami inteligencji emocjonalnej. Silna osobowość to przecież ktoś z talentem emocjonalnym i co zabawne dość często nabytym, a niewrodzonym.  Nie traci czasu nad rozlanym mlekiem, nad ludźmi i sprawami, na które nie ma wpływu. Taki człowiek jak saper myli się raz, zapamiętuje i rzadko popełnia te same błędy. Wcale nie rozczula się nad sobą i sytuacjami, tylko wyciąga wnioski i patrzy na przyszłość.

Doskonale wie, że jak czegoś nie zrobi to znajdą się inni chętni, szybko decyduje czy wchodzi do gry, a jak wejdzie to nie boi się ryzyka i tak łatwo nie da zabrać szansy sprzed nosa. Siła wewnętrzna przecież bierze się ze świadomości tego, co nas otacza i swoich możliwości, odpowiedniej oceny. Cały sekret polega na zaprzestaniu robienia tego, co nas osłabia, a to dotyczy zarówno spraw duchowych jak i materialnych.

Niby wiem to wszystko, niby stosuje, ale mam czasem dziwne zahamowanie. Wracam pamięcią do tego, co się wydarzyło, analizuję za głęboko. Nie rozczulam się nad sobą, czy minionymi czasami, ale tak jakby brakowało mi pewności, czy nie przegapiłam jakiegoś istotnego szczegółu. Mam wrażenie, że gdy nie mam czasu to podejmuje decyzje bardziej instynktowne i jest dobrze, a gdy mam czas za dużo go poświęcam na drobiazgową analizę.

Szybkie decyzje są fajne, nie budzą obaw, ale niosą ryzyko działania bez pełnego rozeznania sprawy. Decyzje przemyślane, odwleczone w czasie, mimo że podjęte w oparciu o większą wiedzę to dość grząski grunt. Dokładna analiza jest potrzebna, aby oszacować swoje możliwości i całą sytuację, ale czasem potrafi zaszczepić strach i próbować  zabić pewność siebie.

 

Strach ma wielkie oczy

Przychodzi taki moment, że człowiek zaczyna się obawiać, co nadejdzie. Widząc kilkanaście scenariuszy alternatywnych tego, co może się zdarzyć zaczyna główkować, który ma największe szanse zrealizować się, a przecież doskonale wie, że życie jest nieprzewidywalne i będzie to, co będzie, czyli to, czego najczęściej nie przewidział. Człowiek wierzy, że analiza pozwoli zobaczyć pełny obraz sytuacji, a to pomoże mu lepiej poradzić sobie z tym nieznanym, co przyjdzie.

Pozostaje jednak jakiś strach, czy zmiana, która się zbliża będzie dla niego korzystna, czy będzie nadal czuł się bezpiecznie, czy lepiej nie ruszać niczego i nie wywoływać żadnych zmian. Człowieka prześladuje jakaś cholerna iluzja bezpieczeństwa oparta na lęku, że sytuacja się pogorszy.

Dochodzi do tego kolejna obawa, czy na pewno poradzę sobie sam, czy nie potrzebuję pomocy, a jeżeli jej potrzebuję, to czy znajdą się chętni, aby jej udzielić i ile to będzie kosztowało. I ciągle powracające jak echo pytanie: czy się uda? Jakby strach próbował sparaliżować kolejne decyzje czy zdławić chęć działania.

Myśli krążą wokół tematu i zamiast rozszerzać poczucie bezpieczeństwa, zawężają strefę, w której czujemy się w miarę ok. Myślę, że problemem staje się rosnąca obawa przed popełnieniem błędu i przerost ambicji, a może to tylko jakieś nieracjonalne dążenie do perfekcjonizmu.

Jak powiedział Winston Churchill, człowiek odważny to nie człowiek, który w ogóle nie odczuwa strachu, tylko ten, który potrafi go opanować. Kłopotliwe jest opanowanie lęków, gdy ma się za dużo czasu. Na początku czas pomaga zgasić rozszalałe emocje, trzeba ochłonąć, aby nabrać dystansu i zacząć myśleć logicznie. Potem jest dobrze, myślisz całkiem trzeźwo i masz okazję przygotować się na nadchodzącą sytuację. Jednak później czas działa na niekorzyść, nie każdy umie czekać cierpliwie, zająć się czymś innym i nie myśleć, co będzie.

Wciąż nie nauczyłam się czekać, myśli same napływają, nie mogę z nimi walczyć, nie chcę skupiać na nich uwagi, muszę poczekać aż same odejdą. Obserwuję je jak wpadają do głowy, czasem jakąś zanotuję, jeżeli wydaje mi się ważna, ale staram się nie zagłębiać w to. Pozwalam, aby myśli przepływały przeze mnie, aby oddzielić to, co jest strachem irracjonalnym bez realnych podstaw i to, co jest prawdziwym zagrożeniem.

Powoli wiem, co w trawie piszczy, teraz tylko muszę przestać o tym myśleć, bo po co umacniać w sobie emocje lęku? Nie mogę obawiać się rzeczy, których nigdy nie próbowałam. Lepiej zaryzykować, lepiej żałować tego, co się zrobiło, niż tego, że nie miało się odwagi czegoś zrobić.

Dość tego analizowania i gdybania, co będzie, gdy to, a co będzie, gdy tamto. To było potrzebne, aby złapać własne luki i uzupełnić wiedzę. Poszerzyłam wiedzę, już więcej rozumie, trochę mniej się boję. Im więcej wiem tym większe prawdopodobieństwo  sukcesu. Tylko czasem powraca pytanie, czy jeszcze więcej dodatkowych informacji powinnam uzyskać?

Już uzmysłowiłam sobie, czego się obawiam tak naprawdę, ale umysł wciąż podsuwa dziwne obrazy, a wyobraźnia galopuje. Dlaczego nasz umysł tak często podsuwa nam za pomocą podświadomości zafałszowane obrazy i one stają się przyczyną odczuwania strachu? A może cały ten lęk to tylko iluzja wytworzona przez umysł?

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*