panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

małpy_nie_widzę_nie_słyszę_nie_powiem

137. Sekret przemilczany – cykl – Prawdy Zdumiewające

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki z cyklu – Prawdy Zdumiewające.

 

Milczeć z fasonem.

Znam to powiedzonko „Milczymy, by nie pogorszyć sprawy. Tracimy szanse nic nie mówiąc.” Zgadzam się z nim, ale czasem więcej tracimy otwierając gębę! Nim dojdziemy do tego, kiedy powinno się milczeć, jak długo i dlaczego powiedzmy sobie – czym jest milczenie. Niby nic, każdy wie, ale ja nie zamierzam tego przemilczeć.

Piszę dziś o milczeniu, bo się wkurzyłam, że najwięcej można znaleźć na temat tego, co powinno się mówić i jak, epistoły o komunikacji werbalnej i niewerbalnej, jak to umiejętnie wyważyć wypowiedzi i jak wyszlifować styl. Wielkie traktaty i krótkie zestawienia z podpowiedziami, gdzie używać formalnego języka, a gdzie potocznego, na ile być wygadanym, a na ile otwartym w zależności od sytuacji i zamierzonych celów.

Poradników, gdzie uczą jak się wypowiadać i co sygnalizują nasze lub ciało i ruchy naszego rozmówcy, też w brud. Świetnie, wszystkim się przyda jak prowadzić negocjacje z szefem, czy sprzedawcą na placu, a nawet pomoże wyklarować i poprawić stosunki rodzinne. To samo tyczy się poradników o technikach manipulacji, czy tych bardziej psychologicznej natury, czy wręcz samorozwojowych, gdzie króluje asertywność, czy sposoby radzenia sobie z problemami ukrywanymi na dnie duszy.

O milczeniu wszyscy zazwyczaj milczą! Milczenie to też forma komunikacji, element każdej rozmowy i całego języka.  Przerwa w wypowiedzi jest niezbędna, zarówno w tej werbalnej jak i w drukowanej. Chwila ciszy jest jak spacja, akapit i inne przestrzenie między ciągiem liter. (Błagam nie czepiać się, nie krzyczeć o językach zapisywanych w sposób ciągły – nie znam chińskiego). „Milczenie jest zjawiskiem nieodłącznie towarzyszącym językowi. Jest jego drugą stroną, tłem. Wydaje się niezbędne do jego funkcjonowania.” (J. Rokoszowa)

Na co dzień, na temat milczenia panuje cisza, czasem tylko ktoś podsumuje „wymowne milczenie”, najczęściej, gdy zapada konsternacja na sali, albo „minuta ciszy” dla uczenia śmierci bohaterów itp. Można jeszcze trafić na zwrot „czytać między wierszami”, „mówić między słowami”, ale to robi się coraz bardziej zarezerwowane dla wielkiej polityki i interpretacji tekstów literackich (wierszy w szkole też.)

Milczenie to nie zawsze tylko przerwa na złapanie oddechu, milczenie jest i powinno być znaczące, dużo częściej niż nam się wydaje, a my powinniśmy wyciągać odpowiednie wnioski, tam gdzie trzeba. Jeżeli się pewne tematy omija to tylko świadczy o stopniu otwartości i zasadach, jakimi się człowiek czy organizacja się kieruje. Teraz ważniejsze jest sławne „mi pokażcie, jako to można milczeć tak, żeby się mówiło” (Platon)

 

Milczymy, by nie pogorszyć sprawy. Tracimy szanse nic nie mówiąc.

Teraz modne jest hasło „Milczymy, by nie pogorszyć sprawy. Tracimy szanse nic nie mówiąc.”  Lansują je przedsiębiorcy, aby poprawiać stosunki między pracownikami i wiedzieć, co się dzieje w środku firmy. Mają rację, dobra komunikacja podstawą biznesu, nie tylko zewnętrzna z klientami i społeczeństwem, ale ta wewnątrz firmy, w uproszczeniu każdy powinien wiedzieć, co i jak robi, aby działać sprawnie i szybko. Do tego lepiej zapobiegać konfliktom, bo cóż z tego, że pięknie wygląda, jak psuje się od środka.

Nieporozumienia nic dobrego nie wnoszą, a i kosztować mogą słono, bo spadnie wydajność i ryzyko, że ktoś coś publicznie chlapnie (brak lojalności i konflikt może skończyć się szeptaniem do konkurencji, gazety i prawników). Firmy rzadko mówią o milczeniu, a powinny, bo ciszę stosują, na co dzień. Najpierw nam każą podpisać, że nie będziemy rozmawiać o tym, co się dzieje w firmie i zastrzegają nas do tajemnicy handlowej, a później cenzurują docierające do nas informacje w zależności od zajmowanego stanowiska i obszaru kompetencji.

Popieram, milczenie jest wskazane, tylko ludźmi trzeba umieć zarządzać i ciszę dozować odpowiednio, a najczęściej współczesny biznes dużo bajek opowiada jak zapewnia dobrą komunikację, a tak naprawdę ją utrudnia, ścieżki przepływu informacji są zagmatwane, nie ma logiki, a to, co wychodzi zależy od stanowiska i prywatnego „wkładu”. Przykre, ale najczęściej to nie jest zwykła lub odwrócona piramida informacji, to jest świadome lub wyuczone nawyki, aby większość wiadomości została utajniona lub zmanipulowana.

Psychologowie, psychoterapeuci, pracownicy socjalni i tym podobni, też bardzo lubią to hasło „Milczymy, by nie pogorszyć sprawy. Tracimy szanse nic nie mówiąc.” Jak to ułatwia ich zadanie, każdy wie, to, że człowiekowi, który mówi pomaga, też każdy już wie. Nawet przyjaciele często nawołują, iż lepiej powiedzieć, co leży na sercu.

Nic dziwnego, wtedy relacje międzyludzkie są inne, najczęściej bardziej poprawne i szczere, nie mówiąc już o tym, że czasem od tego zależy jak będzie wyglądało nasze dalsze życie. Też racja, po co siebie zadręczać czy ranić jak można sobie coś wyjaśnić, zmienić (nawet samego siebie) i odkryć coś nowego, czy zastopować to, co sprawia ból. Samo wygadanie się może przynieść ulgę!

Tylko o jedno błagam szanujmy swoją prywatność nawzajem, wyciągajmy słuszne wnioski, co świadczy o stopniu otwartości i zasadach, jakimi się człowiek kieruje, a kiedy ktoś inny ma skrępowane ręce okolicznościami, w których się znajduje np. podpisał, że będzie milczał. Uczmy się wszyscy „jako to można milczeć tak, żeby się mówiło” (Platon)

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*