panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

pudełko2

20. Wspomnienia z Dover. – Nowela – Szkocka krata.

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki cyklu – Szkocka krata.

 

To było bardzo dawno, gdy jeszcze miałam pierwszy paszport, a Polska nie należała jeszcze do Unii. Jeździliśmy ze znajomymi do UK na saksy, oni zbierali jabłka, ale ja nie dawałam rady, bo było za ciężko. Trzeba było wypychać jabłkami ogromne biny (kosze), które jak metalowe plecaki wisiały na piersiach, a ja nawet gdy były wypełnione tylko do połowy, nie miałam ich siły dźwigać, a co dopiero pełne owoców, unieść wysoko i przesypać do przyczepy dopiętej do traktora. Przeniosłam się na farmę z sadem grusz, tam mieli specjalne wózki, ze skrzyniami do układania gruszek. Farma oddalona, prawie na skraju wioski, ale było mi dużo łatwiej i płacili lepiej.

Pewnego razu zatrzymali nas na granicy, ale wcale nas to nie zdziwiło, wtedy Polakom bardzo trudno było wyjechać na wyspy, kiedyś i na nas musiało trafić. Gdy prom dobił do Dover, musieliśmy ustawić się w osobnej kolejce, takiej dla gorszych ludzi tzn. dla tych, którzy przybyli z krajów spoza Unii. Staliśmy koszmarnie długo, a właściwie siedzieliśmy na walizkach i podłodze przesuwając się ślimakiem do przodu, czasem z zazdrością patrząc w stronę tej bramki, przez którą podróżnicy przechodzili na machnięcie paszportem.

Gdy wreszcie po pół dnia przyszła kolej na nas… tamtejsi celnicy prawie z nami nie rozmawiając, przycisnęli świecący na czerwono guzik na środku blatu. Do tej pory jak oglądam jakieś turnieje, gdzie trzeba obsługiwać taki podobny przycisk, czasem przypomina mi się ta baba w czarnym mundurze. Trzymali nas na granicy chyba ze 30 godzin, było koszmarnie.  W obstawie policji zaprowadzili nas do specjalnej bramki.

Wąski korytarz, ciasny pokoik, nakaz milczenia, stanie w rozkroku i macanie celnika. Później wzięli się za nasze bagaże i grzebali szukając, tego co nie mogli znaleźć. Ta celniczka co grzebała w mojej torbie, ciągle zaskakiwała mnie swoja pomysłowością, tak dokładnie wszystko przetrzepała, że rozkręciła moje długopisy, a nawet rozerwała wszystkie moje podpaski, powąchała szamponu, a na koniec rozerwała woreczek z białym proszkiem i w rozpędzie skosztowała mojego proszku do prania.

Później było jeszcze gorzej, bo spędzili nas na halę uchodźców. Cała sala była wypełniona drewnianymi ławkami, podobnymi do tych bez oparcia ustawianych w parkach, w rogu stał darmowy automat z napojami tzn. kawa, herbata i zupki – gorące kubki. Na końcu za szkłem była sala telewizyjna, na początku siedzieliśmy tam często, bo tam były dużo wygodniejsze fotele, takie obleczone materiałem i z oparciami. Telewizji nie mogliśmy oglądać, bo pilota zabrali celnicy ustawiając na stałe kanał wiadomości. Spać się też nie dało, bo było za głośno, a telewizor zawiesili pod sufitem, nie było szans doskoczyć do przycisków i ściszyć. Nie było rewelacyjnie, ale czas jakoś szybciej uciekał.

Po godzinie przyszedł klawisz z pilotem w ręce i sciszył wiadomości, za chwilę przyszło jeszcze kilku ciągnąc Araba za sobą, wrzucili go do pokoju na podłogę, ciągle powtarzając to samo pytania – Co robiłeś pod podwoziem tira? Skąd przyjechałeś? Znasz kierowcę? – Facet próbował wstać, ale dwóch mundurowych przytrzymało go i kolanem docisnęło do podłogi. Później naciągnęli długie rękawice i zaczęli osobista rewizję, jak go zaczęli rozbierać, podniosłam się i chciałam krzyknąć, aby nie robili tego publicznie, ale…

Mocne ramiona chwyciły mnie z tyłu, dłoń zasłoniła usta i przyjaciel wyprowadził ze szklanego pokoju. Wtedy przenieśliśmy się do hali z drewnianymi ławkami, a ja patrzyłam jak zahipnotyzowana na rozgrywająca się scenę. Jak wsadzili mu palec w tyłek, odwróciłam oczy i wtuliłam się w ramiona mojego przyjaciela. On przycisnął mnie mocno do siebie i wyszeptał – Nie martw się maleńka, oni tego nie mogą nam zrobić, jesteśmy z Polski, mamy prawo do rozmowy na osobności, z resztą my jesteśmy już po rewizji i nikt nas nie rozbierał. – Przytaknęłam mu głową,  bo w końcu stałam już w tym ciasnym pokoiku w majtkach i staniku.

Nagle celnik podszedł do znajomej i zabrał ja ze sobą, wtedy zauważyłam, że wzdłuż  bocznej ściany jest pełno drzwi, za jednymi z nich zniknęła właśnie koleżanka. Zabierali nas tak po kolei na przesłuchanie, chciałam rozmawiać bez interpretatora, ale celnik był zaskoczony i z uśmiechem na ustach mi nie pozwolił, bo sprowadzili już tłumacza. Baba, którą sprowadzili wkurzała mnie jeszcze bardziej, bo nie tłumaczyła dokładnie, w końcu wbili mi czarnego orła do paszportu, a może kruka już nie pamiętam jak nazywano pieczątkę z zakazem wjazdu.

Wtedy ostro zaprotestowałam po angielsku, że przekręcała moje słowa i chce się odwołać od decyzji. Celnik spojrzał na mnie i na nią, a ona o mało nie zabiła mnie wzrokiem. Po chwili wyjął complain form (formularz skarg) i wręczył mi z długopisem. ” Under this circumstances I  have to keep your passport, and call for French police, they’ll escort you back to continent” (W tych okolicznościach, musze zatrzymać twój paszport i zadzwonić po francuską policje, aby was odstawiła z powrotem na kontynent.)

Tam przesiedzieliśmy jeszcze dłużej, ale nie zamknęli nas, tylko kazali złożyć wyjaśnienia. Na szczęście francuscy celnicy zgodzili się rozmawiać po angielsku, bo my po francusku ani w ząb i byśmy musieli znów czekać na tłumacza. No więc, po jakieś godzince dali nam żarcie w plastikowym pudełku, prosto z mikrofali i wypuścili, wręczyli listę adresów najbliższych  polskich konsulatów i kazali zgłosić się po paszporty na drugi dzień rano…

Po dwóch tygodniach na złość wróciliśmy z przyjacielem i jakoś udało nam się na granicy, chociaż gdy celnicy zobaczyli stempel to znów poprowadzili nas do bramki, dokładnie przetrzepali, nawet na parę minut trafiliśmy na tą halę, ale tam było tłoczno! Musieliśmy stać w kolejce do automatu, ale zdążyliśmy zjeść sobie ciepłą zupkę nim nas stamtąd zabrali, tyle, że nie do małego pokoiku, a na angielską stronę portu.

Warto było, bo z wakacji przywieźliśmy tyle kasy, że reszta naszej paczki dość długo żałowała, że nie pojechali z nami… Widzisz Hans wtedy wjechałam, aby dorobić, a teraz wyjadę pomieszkać… Wiesz teraz Polska już jest w Unii, więc nie ma problemu, z resztą ja mam niemieckie papiery. – Skończyła Nina i odwróciła się od Hansa – Dobranoc. – Hans szybko zasnął, ale Nina nie, bo właśnie przypomniała sobie, co wyprawiała z nudów z przyjacielem czekając we Francji na paszporty.

 

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*

POTWIERDŹ SWÓJ WIEK!

Na stronie czasem pojawiają się drastyczne treści, niecenzurowany język i wątki erotyczne przeznaczona jest wyłącznie dla osób dorosłych. Potwierdź, że masz ukończone 18 lat. .