panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

kot_na_płocie

Twój sąsiad, część 6

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki opowiadania z dreszczykiem – Twój sąsiad

 

***

Lucy weszła do domu, pies przywitał ją radośnie, chyba liczył na spacer, ale Lucy miała dość, weszła do kuchni i pstryknęła elektryczny czajnik. Przygotowała kubek i czekała, aż się woda zagotuje, ledwo przekroiła cytrynę woda już była gotowa, ale zamiast zalać herbatę Lucy popędziła do holu. Sięgnęła po płaszcz, w którym była z Vickiem na kolacji, jeżeli tak można nazwać wspólne jedzenie frytek z rybą u Josepha.

Gmerała nerwowo po kieszeniach w poszukiwaniu jego wizytówki. Butelka gazu pieprzowego wypadła na parkiet, Lucy odwróciła kieszenie wysypując ich zawartość na podłogę: chusteczki, miętusy, zmięta kartka, a z niej wychylająca się wizytówka Vicka.

Biuro detektywistyczne Sherlock poleca szeroki zakres usług:

  • Poszukiwania i obserwacja osób
  • Zbieranie dowodów do spraw rozwodowych
  • Ustalenia adresowe
  • Wywiad środowiskowy
  • Poszukiwanie mienia i ustalenia majątkowe
  • Wykrywanie i zakładanie podsłuchów
  • Ochrona 24h

Lucy odwróciła błyszczącą kartkę, z tyłu wizytówki kilka nazwisk z telefonami komórkowymi do pracowników, wśród tych osób szybko znalazła imię Vicka, a tuż pod nim zauważyła imię i nazwisko detektywa, którego wynajęła Jole. – Cóż za zbieg okoliczności – krzyknęła Lucy. Po chwili przypomniała sobie słowa Vicka, gdy dawał jej wizytówkę „Gdybyś mnie potrzebowała, albo chciała zobaczyć”.

Lucy przez moment zastanawiała się, czy Vick przestał się koło niej kręcić, bo nie chciał się narzucać, czy miał kłopoty po akcji z samochodem, czy spotkał się z nią tylko w ramach reklamy biznesu. Mimo to sięgnęła po telefon.

– Cześć, co powiesz na kolację rewanż?

– Przyjadę po Ciebie dzisiaj wieczorem.

– Nawet nie zapytałeś, czy mi to odpowiada – zaczęła Lucy, ale prawie natychmiast usłyszała głuchy dźwięk odkładanej słuchawki – Pieprzony palant – wrzasnęła do mikrofonu.

 

***

Siadła na podłodze i telefon zadzwonił – O pieprzony palant przeprosi teraz za zakłócenia na linii – pomyślała odbierając rozmowę.

– Cześć, chciałam przeprosić, dzwoniłam już do adwokata, miałaś racje, połowa majątku należy do tego skurwisyna – trajkotała jak nakręcona swym piskliwym głosikiem Jole.  Lucy słuchała nie przerywając, ale myślami była daleko. – … to co przyjdziesz do mnie, czy ja mam wpaść do Ciebie?

– Kiedy? – zapytała Lucy.

– Jak to kiedy, przecież mówiłam, dziś wieczorem, kupię Twoje ulubione winko na przeprosiny…

– Dziś nie da rady, umówiłam się.

– Co? Nic nie mówiłaś, że masz faceta. Opowiadaj jaki on jest! Przystojny? Bogaty? Ile ma lat?

– Wyhamuj nie mam faceta, po prostu z kimś wychodzę dziś wieczorem.

– Ale jaki on jest? Gdzie go poznałaś? Znam go?

– Tak znasz.

– Kto to jest? No mów kobieto, bo zaraz wykituję z ciekawości!

– Twój sąsiad.

– Jaki sąsiad, nie znam swoich sąsiadów, wszyscy których znałam to już dawno pouciekali. Już wiem, to ten obrzydliwie bogaty pan Brown, on się wyprowadził pierwszy. O bożycku do niego należy pół ulicy. Ty to masz głowę, ale się przyczaiłaś, nawet ja się nie domyśliłam. Mówiłam Ci, że wpadłaś mu w oko, widziałam jak na Ciebie patrzył, gdy przyjechał po kasę za dom. No opowiadaj, to jaki on jest? – przerwała Jole, słychać jak desperacko łapała oddech.

– Nie wiem, jaki jest pan Brown, nie spotykam się z nim.

– To kto?

– Vick najemnik – odpowiedziała spokojnie Lucy.

– Ja nie mogę, ale z Ciebie kretynka! – wrzasnęła Jole i rzuciła słuchawką.

– Masz rację kochana, jak ty to mówisz Jole „ja nie mogę, o bożycku, babo spójrz w jego oczy, wygląda jak Twój kolejny błąd, już wiem jak to się skończy” – Lucy przedrzeźniała koleżankę do głuchej słuchawki. – „o bożycku jak Ty się lubisz powtarzać!”

 

***

Lucy spojrzała na zegarek i uświadomiła sobie, że Vick wcale nie powiedział, kiedy po nią przyjedzie. Przecież nie będzie siedzieć z założonymi rękami, wzięła szybki prysznic, ubrała się prosto i na wpół sportowo, szybki makijaż, a co się będzie nim przejmować, jak planuje dać mu rewanż w McDonaldzie? – A może jednak zaprosić go do pubu? – pomyślała wyganiając psa na ogród.

Po chwili już siedziała w aucie i mknęła ulicami po szybkie zakupy, mając nadzieję, że zdąży nim Vick pojawi się u niej. Wpadła do marketu jak po ogień, wrzuciła do koszyka, co najpilniejsze i ustawiła się do kasy, na szczęście przed nią stała tylko jedna osoba, ale za to miała ogromną furę towaru na taśmie.

Lucy przyglądała się jej z nudów, typowa młodociana mamuśka, pępek na wierzchu tłuściutkiego brzuszka, wszystko wylewa się na boki, obcisłe leginsy i oczojebne kolorki, ostry makijaż. Ludzie to mają odwagę i brak samokrytyki – pomyślała Lucy. Nagle rozwrzeszczany bachor w siodełku koszyka zaczął się wyrywać po czekoladki wystawione nad taśmą kasy i omal na nią nie wypadł.

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*