panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

amorek_rzeźba

Amorek w parku.

| 0 comments

 

Spotykali się w tym parku już od dwóch miesięcy,  najpierw mijali się obojętnie na bocznej alejce. Z czasem ich spojrzenia spotykały się i witali się uśmiechem.  Pewnego dnia Pablo się zatrzymał, gdy ich psy obwąchiwały się chwilkę, patrzył na młoda kobietę  z ciekawością i drobnym zakłopotaniem. Dziewczyna uśmiechnęła się blado i rzuciła na pożegnanie – Musimy znikać, przyjdź jutro o godzinkę wcześniej.  Jestem Lidi, wchodzimy wejściem  obok  starego pomnika  z amorem. – i szybkim krokiem ruszyła do głównej bramy.

Tak się to wszystko zaczęło, widywali się częściej,  ich psy zaczynały się lubić, oni zresztą też.  Dziś Pablo był lekko spięty, siedział na ławce pod kamiennym amorem i przyglądał się jego pyzatej twarzy.  Lidi jeszcze nie było,  Pablo powtarzał sobie w duchu – Dziś ją zaproszę do tej nowej knajpki na sąsiednim osiedlu.

Pablo nawet nie zauważył, że jego pies już wita Lidi pod bramą, nadal zamyślony patrzył na kamiennego amora, jakby chciał poprosić, aby użył swoich strzał i jakoś ich połączył. Trochę się obawiał tego spotkania, a jak Lidi się dowie, że ma żonę, to może nie będzie chciała się z nim umówić, sam już nie wiedzia, czy jej o tym powiedzieć, przecież żona była tak daleko.

Lidi podeszła z uśmiechem na twarzy, przywitała się i puściła swojego psa ze smyczy.  Spojrzała na Pablo i zapytała, co taki markotny. Pablo uśmiechnął się nie pewnie i zaprosił ja na wieczór. Lidi nie wydawała się zbytnio zaskoczona, ale jej twarz promieniała z zadowolenia.

 

***

Knajpka była przytulna, przyćmione światła, mało ludzi i wyjątkowo niezgrabny kelner. Jego pokraczne i nieskoordynowane ruchy same w sobie wywoływały śmiech. Na szczęście nie rozwalił ich tacy, upuścił tylko łyżeczkę z cukierniczki, gdy ją kładł na ich stolik. Jak zniknął na zapleczu oboje parsknęli śmiechem – Kto go tu zatrudnił? Co za  szczęście, że nie rozwalił porcelany!

Wieczór upłynął na miłej gadce o wszystkim i o niczym, tak samo jak zazwyczaj w parku. Lidi o nic nie wypytywała, aż się Pablo znów zaczął zastanawiać, czy jej nie powiedzieć, więc milczeli prawie całą drogę, gdy odprowadzał ją do domu.  Przed samym domem, stwierdził:

– Bardzo chciałbym się z Tobą jeszcze spotkać, tylko nie wiem czy będziesz chciała.

– Dlaczego?

– Zostawiłem żonę we Włoszech, od kilku miesięcy się do mnie nie odzywa. Masz męża? – zapytał Pablo.

– Już nie, rozeszliśmy się 3 lata temu, mieszka z inną – odparła Lidi cichutko.

– Żona ode mnie odeszła, od kilku miesięcy siedzi u matki, szybko wyjechałem.  Ona nie wniosła o rozwód, tylko jej adwokat się do mnie odzywa, mimo, że wysyłam pieniądze na dzieci. Chyba chce sprzedać nasze mieszkanie…

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*