panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

ulica_w Londynie

Auto w UK, część I – podatek drogowy, którego nie da się zapłacić i mandat, którego nie było!

| 0 comments

 

 

Road tax (podatek drogowy w Anglii), który nie zawsze musisz płacić.

Za bardzo jestem zagoniona, ostatnio nie mam czasu nawet pierdnąć i miewam zaległości. Nie stać mnie na sekretarkę, więc przypominacze ustawione w telefonie, alarmują coraz częściej, a ja wpadam w panikę ile jeszcze mam do zrobienia. Wczoraj odkryłam, że znów zapomniałam zapłacić road tax i struchlałam.

W tamtym roku było to samo. Co ja mówię jeszcze gorzej, wtedy nawet nie miałam świadomości, że nie zapłaciłam. Wyszłam przed dom, jak zwykle pędząc do pracy i nagle odkryłam, że samochodu nie było. Zadzwoniłam zgłosić kradzież auta. Wtedy wszystko się wydało, pan w słuchawce złośliwym tonem poinformował, że zabrali mi bryczkę i jest na policyjnym parkingu.

Zszarpali mi nerwy i na początku nie wiedziałam, jakim cudem wywinęłam się od opłat za parking i DVLA nie dało mi mandatu. Na komendzie tłumaczyłam się, że nie używałam auta, licząc, że w tym kraju to przejdzie, jak wiele innych rzeczy. W każdym razie chcieli mi wlepić mandat e-60 za brak kółeczka (za brak dysku podatkowego, jak zapłacisz to dostajesz papierowe kółeczko na przednią szybę). Policja chciała £100 za zwiezienie na parking i £30 za każdy dzień postoju, a sprawy toczyły się wolno, jakby chcieli nabić sobie więcej. Do tej pory jak wspominam cyrk to robi mi się gorąco.

Wtedy auto zaparkowane było na podjeździe i trochę wystawało na „publiczną drogę” i puściłam ściemę, że tak stało od kilku dni. Wtedy zaczęłam się obawiać, że dostanę jeszcze mandat za złe parkowanie, ale psy były łaskawe i dały pouczenie. Kilka tygodni trzęsłam dupą, czy na drodze do pracy nie było kamerki z plate recognition (rozpoznawaniem tablic rejestracyjnych), czy nie będzie wsypy i wysokich kar. Przybierałam sobie za dużo do głowy, nawet potem zaczęłam czekać, aż przyjdzie wezwanie do sądu. Później zastanawiałam się, czy poczta nie zaginęła i nie przyjdzie wyrok orzeczony bez mojej obecności.

Na koniec, gdy odzyskałam auto świętowałam, że jestem w kraju, w którym nie możesz używać auta jak coś nie opłacone, aczkolwiek jak nie jest w ruchu to nie musisz płacić głupich podatków, czy ubezpieczeń. Nie tak jak w PL nie używasz samochodu, a strzygną mandatem za przerwanie ciągłości w OC. Tutaj to przejdzie jak zaparkowałeś na prywatnej posesji. Sęk w tym, że wtedy wynajmowałam dom z podjazdem, a teraz auto było zaparkowane na ulicy.

Przekonałam się jak to cholerny system działa. Oni mają wszystkie dane o tym, kto zapłacił podatek, a kto nie. Prowadzą sobie listę NVDF( National Vehicle and Driver File). Wykorzystują ją do przypominania wszystkim kierowcom, że tax nie został opłacony. Jeśli nie chcesz płacić, to nie, ale jak patrol policji zatrzyma na drodze to przywalą takie kary, że zbledniesz.

Jeśli po 6 tygodniach jakiś delikwent nadal nie płaci to wyślą następny list z ostatecznym upomnieniem. Jeśli to nie poskutkuje to teoretycznie można otrzymać mandat, ale nie musisz go płacić. W piśmie masz rubryczkę, gdzie trzeba określić, że pojazd nie jest użytkowany (off the road) i mandatu nie będzie.

Wracając do sprawy to chyba wiem, co mnie wtedy uratowało. Policja nie miała prawa wejść na podjazd i zabrać auta. To nie ich działka, lecz DVLA ! Dobra DVLA ma jednostki patrolujące auta i rowery wyposażone w specjalne urządzenia,  kamery czytają rejestracje mijanych samochodów i komputer automatycznie sprawdza w bazie danych. Gdy za samochód nie odprowadzono podatku mogą go odholować. Dlaczego policja się tym zajęła, jakiś życzliwy sąsiad ich zawiadomił, czy policjant na patrolu chciał sobie podnieść statystykę, czy udowodnić, że jest potrzebny, bo coś jednak robi.

W sumie to o tym wcześniej nie wiedziałam, pamiętałam tylko, że gdy pojazd był zaparkowany na drodze prywatnej, parkingu sklepowym czy podjeździe to nikt go nie mógł ruszyć. Teraz wszystko się zmieniło i  DVLA ma prawo odholować pojazd z prywatnego parkingu, gdy nie ma opłaconego podatku ani SORN-u (SORN wyrejestrowanie pojazdu). Gdyby to było DVL to automatycznie przyszłoby zapłacić  £80.

 

Podatek drogowy, którego nie da się zapłacić.

Ważność dysku wygasała o północy, więc wskoczyłam na urzędową stronkę, aby zapłacić przez Internet, i tak byłam przerażona, bo mogą mnie szczygnąć za brak dysku na szybie. Nawet jak kupujesz przez Internet na ostatni moment to mogą pojawić się kłopoty. Prawo wymaga wystawiania aktualnego „podatkowego kółeczka” i już. Można się odwoływać od mandatu za jego brak, jak zapłaciłeś w terminie i nie minęło więcej niż 5 dni od wykupienia.

Pomyślałam ok, zapłacę, będę wznosić rączki do nieba, aby przysłali na czas i jakoś to będzie. Mogłam być mądrzejsza i jak mi przysłali dwa tygodnie temu przypomnienie, że się zbliża termin płacenia, ustawić ta cholerną komórkę na 2-3 dni przed ostatecznym terminem. Mogę mieć tylko pretensje do siebie i znów sobie obiecać, że w przyszłym roku lepiej się zabezpieczę.

Otworzyłam stronę na necie i wtedy przypomniałam sobie, że będzie pytanie o aktualny MOT (przegląd techniczny). Cholera, nie pamiętam, kiedy robiłam MOT! Ostatnio auto było u mechanika z hamulcami, ale kiedy na przegląd? Nerwowo przewalam szufladę z dokumentami auta. Cholera zmienili certyfikaty już nie jest to charakterystyczny zielonkawy dyplomik, teraz wygląda jak zwykła kartka A4. Gdzie to cholerstwo?

O list z ubezpieczeni! Uff na szczęście aktualne, sami sobie automatycznie przedłużyli 2 miesiące temu i ściągają przez dd (direct debit – polecenie automatycznego przelewu).  Zapomniałam o tym liście, odkąd mam tą nową robotę to nawet nie pamiętam jak się nazywam, kurde muszę się wziąć w garść i znaleźć czas, aby posprawdzać finanse!

Gdzie ten przegląd MOT? Zaraz, zaraz nie tak nerwowo, to nie ta teczka, muszę przejrzeć poprzedni rok. O jest! Kurde, nie wierzę! Jeżdżę bez przeglądu od kilku tygodni… Nie wiem czy mam się cieszyć, że mnie nie cupnęli, czy rozpaczać, że bez przeglądu nie mogę zapłacić road taxu!? Bez MOTu nie da się zapłacić podatku!

Dobra spokojnie, coś wymyślę, nerwowo obracam kluczyki w palcach. Breloczek! Ostatnio jak robiłam przegląd doczepili mi breloczek, nie wyrzuciłam, bo uprawniał do zniżki na nowe opony. Chwytam za telefon do warsztatu, oby jeszcze mieli otwarte! Cud jakiś, mam niecałą godzinę na dotarcie na drugi koniec miasta. Rzucam wszystko i jadę, teraz już nie ważne, że są cholernie drodzy i miałam znaleźć cos tańszego! Teraz najbardziej się liczy, że auto nie będzie na publicznej drodze, jutro zrobią przegląd i zapłacę ten cholerny podatek.

Uff ulżyło obecnie nie mam garażu i podjazdu z tyłu domu, aby ukryć auto prze DVLA, a po północy trzeba by dostarczać auto na holu, przecież nie zaryzykuje dojazdu bez MOTu i podatku. Skłamałam, znając mnie to mogłabym kusić licho, lubię ryzykować, czy trzeba czy nie potrzeba. Ciekawe, czy to wrodzona polska mentalność, czy ten dreszczyk emocji, któremu nie da się oprzeć? Jako emigrant zwalam to na ten pierwszy powód, każdy pretekst jest dobry!

 

 

Druga część auto w UK – taksówka, do której nie da się wsiąść!

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*