panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

ulica_w Londynie

Auto w UK, część II – taksówka, do której nie da się wsiąść!

| 0 comments

 

Tekst jest kontynuacją Auto w UK, część I

 

Przed warsztatem

Dotarłam do warsztatu, gdy już zebrali się do domu. Zaczepiłam faceta, wsiadającego do auta, był bardzo zdziwiony, nic nie wiedział o sprawie, ale skoro szef kazał postawić auto  przed ich bramą to łaskawie wziął kluczyki i kazał zaparkować przy beczkach z olejem. Wręczyłam gościowi kluczyki i z uśmiechem patrzyłam jak odjeżdża. Byłam szczęśliwa, że jednak zdążyłam odstawić na czas. Wtedy uświadomiłam sobie, że zostałam sama na indastrial estate i nie mam jak wrócić do domu. Cholera, mogłam go poprosić, aby mnie podrzucił chociaż kawałek.

Spojrzałam wokół, wielkie hale przemysłowe i budynki biurowców, prawie pusty parking, spuszczone szlabany i bardzo kręta droga, która kończyła się gdzieś w krzakach. Świetnie jestem w tym miejscu drugi raz w życiu i nie mam pojęcia jak wyjść z tego kompleksu na ulicę! Ciemno i głucho wszędzie, krzaki szumią złowieszczo, dobrze, że lampy się powoli włączają.

Ruszam do przodu, ale po kilku minutach okazuje się, że krążę dookoła tych samych budynków. Tak to jest jak bozia dała zmysł dezorientacji w teranie. Zaraz, od czego mam komórkę? Ustawiam na sat-nav, niech mnie wyprowadzi z tego przeklętego labiryntu. No ekstra, nie ma wprowadzonej mapy i maszynka zapewnia mnie, że stoję na trawie.

Dobra, po jeszcze kilku kółeczkach dotarłam do bramy, główny szlaban był zamknięty, ale jakoś na czworakach wypełzłam na publiczną drogę. Żywej duszy nie widać, wszędzie tylko wysokie ogrodzenia i ciemne zarysy budynków, nie zapowiada się ciekawie. Patrzę na przed siebie i z przerażeniem zastanawiam się jak spokojnie wystoję w tej scenerii, czekając na taksówkę.

 

 

Taksówka, do której nie da się wsiąść.

Wyciągam telefon i szukam kluczyków z adresem, bo nie pamiętam, gdzie jestem? Kurczę, oddałam swoje kluczyki! Spoglądam na tablicę informacyjną, wielki spis firm, które tu urzędują, ale adresu nie ma! Nieważne, taksówkarz nie powinien mieć problemu ze znalezieniem po nazwie. Sporą chwilę zeszło nim znalazłam na Internecie numer po taksówkę. Większość nie chciała przyjechać, bo nie ich rejon, ale przynajmniej dowiedziałam się nazwę ulicy, na którą nie przyjadą. Kurde, co za kraj są tylko jedną milę ode mnie i nie ich rejon. Do tego nie mają pojęcia, w czyim rewirze jestem.

Cóż trzeba próbować dalej. Po kilku próbach dodzwaniam się wreszcie do taksówek obsługujących miejsce, w którym ugrzęzłam i dowiaduje się, że też nie przyjadą! Mam zastrzeżony numer komórki i się nie wyświetlił, a oni nie zaryzykują, gdy nie ma jak namierzyć klienta. Z daleka zobaczyłam budkę i odetchnęłam z ulgą, natychmiast przyśpieszam kroku. Wrzucam drobne do automatu, chwile słyszę głuchy sygnał, odbiera ta sam człowiek i po raz kolejny powtarza, że nie wyśle taksówki, bo numer uliczny nie jest wiarygodny. Psia krew, co za kraj, te ich głupie zasady.

Super, trzeba iść przed siebie, jestem na takim zadupiu, że na nogach do samego przystanku autobusowego bite pół godziny, a co dopiero do domu. Nic tu nie jeździ, a nawet gdyby to na stopa i tak się nie piszę. Po chwili jednak coś jedzie, to nie możliwe, nie wierzę to taksówka! Macham prawie wylatując na drogę, kierowca dociska gazu i mija mnie bezczelnie.

Klnę pod nosem, co za dzień, siarczyście najeżdżam na kierowcę znikającej taksówki i na klienta, do którego jedzie. Cholera nie musi wcale mieć klienta, może wziął mnie za dziwkę? Nie wyglądam na taką lepsza, ale nie znam rejonu, może tu panienki zatrzymują na kiwnięcie ręki? Nie, głupie myśli, gdyby tu był taki rejon, to kogoś chyba bym zobaczyła na ulicy, albo kurewki, albo alfonsa. Tutaj jest zupełnie pusto, przez to tak strasznie.

Idę, noga za nogą od paru minut i myślę, dlaczego ta taksówka się nie zatrzymała? Powinnam myśleć jak dotrzeć do domu, ale nie mogę, taka jestem wkurzona na kierowcę. Jestem już tak zdesperowana, że zaczepiłabym byle jakiego przechodnia i poprosiłabym, aby mi zadzwonił po taksówkę. Tak żebrałabym o pomoc, jakby było kogo, ale tu nie widać żywej duszy.  Nogi mnie bolą coraz bardziej i wtedy do mnie dociera, że mam szpilki na nogach! Gdzie się wybierałam nim odezwał się alarm w komórce i spanikowałam z autem?

 

15 minut później

Siedziałam na trawie, buty leżały obok na trawniku, musiałam wyglądać jak sierota, gdy przyjechał Dave. Nie był zły, że wystawiłam go do wiatru na pierwszej randce i nie pojawiłam się na spotkaniu. Opowiedziałam mu w skrócie, co się stało i był serdecznie rozbawiony całą tą sytuacją. Zawsze twierdził, że jestem roztrzepaną emigrantką i nie mógł zrozumieć, dlaczego wcześniej nie zadzwoniłam, aby mnie podwiózł. Ja też nie zastanawiałam się, dlaczego o nim nie pomyślałam, albo chociaż o jakiejś koleżance?

W duchu skarciłam siebie solidnie, nie dość, że obecnie mam do dupy organizację, to wieczna Zosia-samosia, ma przerośnięta ambicję i nie lubi prosić o pomoc. Wsiadłam do auta i wspomniałam o taksówce, która mnie olała. Zaczął się głośno śmiać

– Może to była prywatna taksówka! W Anglii tylko black cab mogą się zatrzymywać na machanie reką, resztę trzeba zamawiać telefonicznie. Takie jest prawo, tylko zrzeszenie państwowe ma prawo zabrać klienta z ulicy…widać rzadko korzystasz z taryfy!

– Ja pierdykam, taksówka do której nie da się wsiąść, dyskryminacja klienta czy kierowcy? Kto to wymyślił, aby jazda taksówką  graniczyła z cudem, a taksówkarze tutaj nie mogli normalnie zarabiać? Dziwna jest ta Anglia – pomyślałam i uśmiechnęłam się „słitaśnie” do Dave’a jak na rasową blondynkę przystało i usłyszałam:

– Mogłaś postawić u mnie za bramą. a tak przy okazji, to miesiac można jeździć takim nieopłaconym autem do mechanika. Dzwonisz i umawiasz się na naprawę, czy przegląd, jak cię zatrzymają to podajesz numer trelefonu do warsztatu, jak potwierdzą, że do nich jedziesz to nikt mandatu nie wlepi, niepotrzebnie panikujesz! To co, jedziemy na tego obiecanego drinka?

– Uroki życia emigranta, człowiek ciągle się czegoś uczy – odparłam cichutko i uśmiechnęłam się jeszcze bardziej „słitaśnie”.

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*