panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

róża

Bez cenzury (O sex-shopach, zabawkach i erotycznych przybytkach).

| 2 Comments

 

 

Do powstania tego tekstu sprowokowała mnie pewna rozmowa podsłuchana na konferencji w trakcie przerwy, której fragmenty przytoczę na wstępie. Na początku usłyszałam, co nieco niechcący, nie moja wina, że tak blisko poustawiali stoliki. Jak panowie zaczęli nawijać o sex-shopach to wszyscy przy naszym stoliku na chwilę zamilkli i z głupkowatymi uśmieszkami bezczelnie słuchałyśmy, o czym mówią.

 

Rozmowa o seks-shopach

W rolach głównych:

Tetsu: prawdopodobnie Japończyk, albo po prostu bywalec japońskich sekshopów, a oczka mijał śliczne, chociaż skośne.

Americo: Amerykanin z szerokimi plecami, siedział tyłem nie wiem, jakie miał oczka, ale akcent typowo amerykański.

Billy: najdziwniejszy Anglik, jakiego do tej pory spotkałam.

 

Mniej więcej szło tak:

– Nie bardzo mi się ta Anglia podoba, ale od deszczu jeszcze gorsze są tutejsze sekshopy! (Tetsu)

– Dlaczego? (Americo)

– Są wielkości kiosku, nic nie ma na półkach, najczęściej ekspedientki są mocno dojrzałe i wymalowane jak lalki do seksu, których i tak tutaj nie da się kupić (Tetsu)

– Jak nie można? A ten w centrum… tu padła nazwa sklepu i ulica (Billy)

– Rzeczywiście jeden z większych, jeden z nielicznych, jaki sprzedaje lalki, ale mają tylko dmuchaną blondynę i rudą z penisem, ach żeby mieli połowę asortymentu takiego jak w Japonii (Tetsu)

– Trzeba było brać blondynę! A jakie mają w Japonii? (Billy)

– Jakie zechcesz, a nie takie badziewie jak balonik (Tetsu)

Tu zapadła krótka cisza.

– takie do składania, osobno kupujesz nogi, cycki i głowę. Możesz sobie wybrać, jaką twarz lubisz, a tu tylko balony z rozdziawioną gębą? (Tetsu)

– A jakie są u Ciebie? (Billy szturchając Americo)

– Nie wiem, nie kupuje lalek, wolę pieprzyć prawdziwe kobiety, a nie manekiny. U nas w Teksasie, dopiero od nie dawna są sekshopy, dawniej za reklamowanie i sprzedaż  takiego asortymentu wsadzali na dwa lata do ciupy. (Americo)

– Nie możliwe (Billy)

Tutaj nastąpił koniec przerwy!

 

Od razu przypomniały mi się słowa prof. Jacka Kurczewskiego: „Jedni chcą zamknąć sex shopy, inni chcieliby zamknąć Radio Maryja, a tak naprawdę zamknąć należy tylko tego, kto przeszkadza innym w niezakłóconym korzystaniu ze swego prawa do bycia sobą.”

 

Co ja na to? / sklepy dla dorosłych, erotyczne zabawki i szczególne imprezy/

Jako baba pisać może nie powinnam, ale co mi tam, poobgaduję sobie tą branże w różnych krajach. Tutaj, podobnie jak w Ameryce modne są tzw.  Ann Summers parties. Typowo babskie imprezy, na których promuje się sprzęty tego rodzaju, od bielizny i kostiumów do filmów, od afrodyzjaków, kajdanek i bacików do sztucznych penisów i wibratorów wszelkiej maści. Dziwne miejsca, a sprzęt jeszcze dziwniejszy, za to wszystkiego w brud. Przypomina to bardziej targi erotyczne niż przyjęcie, ale to tak na marginesie.

Jak ktoś nieobeznany ze sprzętem to może się zdziwić i wyjść na przysłowiowego głupa. Do tej pory pamiętam jak zaliczyłam wpadkę na króliku. Na hasło „rabbit” (zając) skojarzyłam akcesoria typu uszy króliczków playboya, a to wcale nie strój tylko najmodniejsza w tym sezonie zabawka erotyczna, którą panie nagminnie kupują tutaj jako prezent dla panów.

Chyba wypadałoby wyjaśnić bardziej szczegółowo. Rabbit to, szczególny pierścionek na penisa. Pewnie wszyscy wiedzą o ściskaniu penisa, podwiązywaniu sznurkiem, albo zakładaniu pierścionków (kółek), aby zwiększyć przyjemność i dłużej utrzymać sztywniaka, czyli dla większych wrażeń, albo by przedłużyć stosunek. Powinnam wiedzieć co to jest „rabbit” jako, że lubię włączyć czasem do zabawy tradycyjny podwójny pierścionek tzw. double cock (na wszelki wypadek, dwie połączone obrączki silikonowe lub metalowe, jedno kółko zapina się u podstawy penisa, a większe całkiem na dole pod jajkami).

Rabbit to pierścionek, gdzie jest szersze kółko, a na jego końcu umieszczony jest łebek królika. W uszach są silniczki, więc uszy smyrają faceta po kutasku w trakcie chodzenia lub gdy dopieszcza kobietę. Kobitki lubiące oral bardzo go chwalą, bo facet nie ma potrzeby zabawiać ręką penisa, więc może lizać i robić palcówkę równocześnie. Rabbit ma podobno nawilżanie lubrykatorem i ustawiane prędkości pulsowania. Jest kilka wersji, z jednym uchem, albo dwoma, czasem uszy są ruchome, czyli można odgiąć, aby smyrały penisa od podstawy w górę, albo na dół do łaskotania jajeczek podczas stosunku.

Oczywiście tak jak zwykłe męskie pierścionki rabitt zapewnia „mocny uścisk” pomaga w utrzymaniu twardości przyrodzenia, dla długodystansowców i chyba panów z problemami. Nie wkleję zdjęcia, bo nie kupiłam, sprawdźcie w wyszukiwarce jak wygląda, jak kogoś detale interesują.  Niech się producenci i sprzedawcy sami reklamują, i tak za dużo napisałam o tym urządzonku. O sztucznych penisach nie napiszę, wolę wersję naturalną, zabawka powinna wyglądać jak zabawka, a nie podróbka kutaska, solówki nie daję, więc jest ok.

Więcej o  Ann Summers parties też nie napisze, bo po prezentacji sprzętu, pokazie tańca rozbieranego zaczęli zapraszać do zabawy. Po darmowym winie człowiek za dużo sobie wyobraża, na czym mogą polegać te gry z udziałem publiczności i woli nawiać nim każą się rozebrać. Ciekawe, czy grają w coś podobnego do butelki, czy mają inne atrakcje, zapytam tych odważniejszych, co zostali.

Tak przy okazji to nie dziwcie się, że stchórzyłam, tutaj są tu inne seks party: imprezy, gdzie ludzie przychodzą na seks. Podobno wygląda to jak masowa orgia, każdy kto wchodzi na salę podchodzi do wybranego nieznajomego i kocha się jak lubi. Można zobaczyć podczas seksu pojedyncze pary (nie koniecznie hetero), a można nawet trafić na sławny pociąg czy inne zbiorowe sploty. Nie chciałabym dołączyć i podobno nie było by mnie stać na wejściówkę.

Natomiast wejściówka do lokalu, gdzie tańczą panienki na rurze, albo na scenie rozbierają się faceci jest tania jak barszcz. Zawsze znajdzie się lokal z tego typu atrakcjami i chętnymi na coś więcej jak muzyka ucichnie, a jak nie ma prywatnych bisów po występie to i tak agencji jest pełno i zawsze można zamówić dostawę przez telefon pod wskazany adres. Pomijam kwestię darmowych portali erotycznych i płatnych agenci na Internecie.

Było o imprezach to teraz o sklepach z seks akcesoriami. Sklepy dla dorosłych w Anglii są rzeczywiście małe, mają kiepskie zaopatrzenie, po jednym może kilka wzorów danej zabawki. Królują tu świerszczyki i filmy ( trudno uwierzyć, ale najwięcej mają kaset wideo), oprócz tego drugą połowę sklepu zajmuje prześliczna bielizna, takiego zatrzęsienia seksownych majtek nie znajdziecie nigdzie na świecie.

Reszta to rzeczywiście kaszana: sztucznych penisów maksimum jeden regał, może dwa czy trzy wibrujące, reszta to sztywne sylikony i szkło, analne tylko dla gejów jak klasyczne do masażu prostaty, rzadko się widzi zwykłe „szminkowe” (proste metalowe lub szklane). Sztucznej cipki nie widziałam, wibratorów na baterię też nie. Tego typu rzeczy to trzeba zamawiać na Internecie i to najczęściej ściągać z Ameryki, bo tutaj niestety nie ma wielkiego wyboru, nawet zwykłe kulki są nie do dostania. Mają tylko dwie kulki analne na tandetnym sznurku, albo silikonowe koraliki, do tego tylko jeden rozmiar i są wyjątkowo małe.

Co jeszcze zadziwiające to tutaj seks-shopy otwarte są tylko parę godzin i najczęściej do 7-8 wieczór. Rzeczywiście, tak jak było w dialogu, sprzedają tu dojrzałe kobiety, chociaż w jednym trafiliśmy na faceta, ale też ponad 50 lat.  Właśnie trafiliśmy, co dziwnego nigdy nie miałam odwagi wejść do takiego sklepu bez obstawy faceta, a tutaj to rzadki widok, że ktoś przychodzi razem. Jak w towarzystwie to zawsze tej samej płci, ale z reguły samotni strzelcy. Nie ma tutaj jak w Polsce, czy w Belgii i w Niemczech, tzw. kabin uciechy, ani piętro wyżej czy tuż obok agencji towarzyskiej, ale za to są dziuple (lub namiary na najbliższą dziuplę).

Nie chodzę, nie znam takich miejsc osobiście, ale znam takich, co chodzą, czasem lubię posłuchać pikantnych historii, więc przytoczę cudze opinie, aby przybliżyć sprawę, tym którzy nawet nie znają jak to wygląda w teorii.

Na wszelki wypadek kabiny to miejsca, gdzie niby idziesz oglądać film i się onanizować, ale większość oferuje towarzystwo za dodatkową opłatą. Otóż wg facetów to niektóre kabiny to burdel lepszy niż w agencji i prawdziwym burdelu. U agi (aga to ksywka na agencję, dlatego większość Agnieszek nie znosi tego skrótu), u agi płacisz za 30 minut (minimum)  i nie zawsze wykorzystasz, bo jak dziewczyna się nie spodoba, albo jesteś szybki to kilka minut wystarczy.

U agi wybierasz panienkę ze zdjęcia, albo ze szpaleru (stoją takie w ciuchach w poustawiane w rządku). W seks- shopie z kabinami można obejrzeć towar ze zdjęcia, albo w spalerze, ale podobno za małą opłatą za próbne 5 minut ogląda się ją gołą na żywo i nawet można podotykać nim się kupi u niej usługę („przynajmniej nie ma ryzyka, że jak się rozbierze to obwisłe  cyce chlasną o pępek”)

Dziuple to podziurawione ścianki działowe, takie otworki w ścianie do podglądania innych jak się rozbierają, albo kochają i oczywiście dziury  na penisa mającego na ochotę przejażdżkę do „francji”. Do podglądania to zmora toalet w marketach i na zjazdach z autostrady, oczywiście tych „nieokamerowanych”. Tutaj wszystkie kible są albo damskie, albo męskie, ale można trafić na homo, albo kogoś kto celowo pomylił obrazki ludzika na drzwiach.

Na Internecie dość często widzi się zdjęcia z amerykańskich kiblów, gdzie przez dziurę facet wpycha penisa, a z drugiej strony dziewczyna mu obciąga. Tutaj w Anglii nie słyszałam o czymś takim. Tu „na dziuplę” oznacza za odpowiednią opłatą wsadzenie kutasa w specjalną dziurę, w specjalną ściankę, które najczęściej są dostępne w nocnych lokalach. Wsadzasz w ciemno, bo nie wiadomo, kto do buzi bierze czy młoda i piękna, czy dorabiająca emerytka, a może facet. Podobno i tak każą zakładać gumkę nim się fiuta w dziuplę wsadzi.

 

Sex-shopy i miejsca uciech w różnych krajach

Skoro dotarłam z dziuplami do Ameryki, to czas ponawijać bardziej ogólnie o USA. Naprawdę byłam zaskoczona, że w Teksasie seks-shopy były kiedyś zakazane. Sprawdziłam to bo w głowie nie mogło mi się pomieścić, że Ameryka słynąca z tak luźnego morale może mieć takie restrykcyjne „erotyczne prawo”. Znalazłam, że w Teksasie seks-shopy są legalne dopiero od 2008r. Co najdziwniejsze w stanie Missisipi i Alabama, nadal zabrania się  sprzedaży wibratorów, a ustawa przeciwko obsceniczności w stanie Wirginia jest dość rygorystyczna, w każdym razie do USA nie pasuje.

Sprawdziłam też seks-szopy w Japonii (muszę przerwać na moment, muszę to powiedzieć – kurczę właśnie odkryłam, że seks–szop Word nie podkreśla jako błąd, ciekawe czy po polsku to słowo tak się pisze, czy mu się z seksownym zwierzaczkiem szopem skojarzyło?  A i tak będę pisać sex-shop kwestia przyzwyczajenia i ładniej wygląda hehe). Wracając do Japonii  nawet obejrzałam filmik nakręcony w jednym sex-shopie i rzeczywiście one wyglądają jak olbrzymie piętrowe super markety. W Japonii w sex-shopie zarówno w sklepie jak i przez Internet faktycznie można sobie złożyć seks-lalę, tak jak twierdził ten facet z rozmowy, można nawet wybrać oczy i uśmiech, albo usta skręcone w bólu.

Największy szok przeżyłam, dowiadując się, że w japońskich sex-shopach są automaty z używanymi majtkami (podobno takie w których chodziły dziewice, dla wtórnego użytku feteszystów)  i że pewne sekcje seks-marketu, np. górne piętro są wyznaczone tylko dla mężczyzn, których krępują spojrzenia kobiet. Dziwne, ale wtedy słysząc tą rozmowę nie pomyślałam sobie, że tamten facet się czepia wielkości sklepu, byłam przekona, że żałuje, iż w Anglii nie ma zgrupowanych sklepów w jednej części miasta, czy na jakiejś ulicy  tworząc tzw. “red light district” (“dzielnicę czerwonych latarni”). Wiedziałam, że w Japonii takie są, czasem nazywa się je dzielnicami hańby, bo świadczy się tam przede wszystkim usługi erotyczne.

W Anglii raczej ich nie ma, nie widziałam, jedyna taka dzielnica o jakiej słyszałam to Soho w Londynie, ale głupio przecież się wtrącić w rozmowę i kazać mu jechać  do Londynu. Jedno jest pewne, nie chodzę maniakalnie do sex-shopów jak Janet Jackson, dawno nie byłam, ale następną wizytę złożę jak będę w Londynie. Ciekawe czy jest podobna do De Wallen. Eh …

 

Dzielnice Czerwonych Lampionów

De Wallen to najbardziej znana dzielnica czerwonych latarni („De Rosse Buurt ” po holendersku – różowa dzielnica), w najstarszej części Amsterdamu. Ciekawe, czy w Londynie też są roznegliżowane prostytutki stojące w oknach. Pewnie nie, sądząc po tutejszym poziomie „seks-szopów”, ale kiedyś to na pewno sprawdzę.

De Wallen to stare miasto portowe, przepiękne, ale niestety bardziej niż z zabytkami kojarzy się z dzielnicą seksu. Symbolem Dzielnicy Czerwonych Latarni jest pomnik prostytutki z brązu z napisem „Szacunek dla osób z całego świata, które pracują w branży seksu.” Z jednej strony nic dziwnego, bo prostytucja w Holandii jest legalna (z wyjątkiem ulicznej prostytucji, chociaż na początku roku 2013 podnieśli poprzeczkę wiekową z 18 do 21 lat.).

Natomiast zaskakujące, że ten pomnik stoi tuż przed najstarszym budynkiem w mieście, czyli pochodzącym z XIII wieku zabytkowym kościołem Oude Kerk. W każdym razie jak pozwiedzacie tą dzielnicę to przestaniecie się zupełnie dziwić. Jako zahartowanie się na dziwne niespodzianki polecam na wstępie zwiedzenie Muzeum Seksu,  albo  Muzeum Haszyszu, Marihuany i Konopi, jakkolwiek absurdalnie to brzmi to działa.

De Wallen wygląda zdecydowanie lepiej niż czerwone latarnie w Brukseli i jest bezpieczna, czego o Belgii powiedzieć nie można.  W belgijskiej dzielnicy czerwonych latarni najbardziej znana ulica to Rue d’Aerschot  (po francusku, Aarschotstraat  po holendersku). Tam to naprawdę strach się pokazać, roi się od przestępców, dziwek i emigrantów bez prawa pobytu i policji, zresztą słynie z handlu ludźmi, lepiej iść pozwiedzać w ramach lokalnej fundacji pomocowej (coś w stylu grupa wsparcia kobiet, doradztwo dla prostytutek, pomoc narkomanom itp).

W Belgii jednak też mają wystawy z panienkami kręcącymi zadkami za szybą. Ten sam schemat, krzesełko, albo fotelik, ewentualnie rura i wirowanie tyłkiem w takt muzyki. Po ustaleniu ceny za usługi, w oknie zasłania się czerwoną kurtyną, a nad oknem zapala się czerwona lampka tzw.  czerwona latarnia i stąd pochodzi właśnie nazwa – Dzielnica Czerwonych Latarni. Jak nie jesteś klientem, tylko się gapisz to możesz sobie kłopotów narobić, lepiej w tej dzielnicy nie wysiadaj z auta.

Dzielnica oferuje pełny asortyment, od młodych do starych, od białych do azjatek i czarnych, dorabiających studentek i matek z dzieciakami przy nogach, znajdzie się coś odpowiedniego na każde gusta. Najgorzej jest na ulicy Pelikana (rue de Pelican), nie ma okienek wystawowych, porozbierane ulicznice zatrzymują przejeżdżające auta, tak jak pokazują to na filmach, że też się nie boją wsiadać do obcego samochodu. Za kolejnym zakrętem rewir transwestytów…

Cóż musi być pełne urozmaicenie, przecież muszą trafić w seksualne potrzeby przede wszystkim polityków i komunikować się z nimi w różnych językach, w końcu Parlament Europejski jest tuż  za rogiem (tylko kilka minut drogi od Rue Wiertz do dzielnicy czerwonych lampionów).

Bruksela to wspaniałe miasto, ale jedno z najbardziej niebezpiecznych w Europie. W niektóre miejsca lepiej samemu i wieczorami nie chodzić, np. nie zapuszczać się do dzielnic słynących z napadów jak Anderlecht, Saint-Josse, Etterbeek (w niej znajduje się Parlament Europejski), Uccle i Ixelles. W nocy lepiej nie pojawiać się w okolicach dworca kolejowego Gare du Nord , Boulevard Albert II, Rue d’Aarschot, Rue de Brabant…

 

 

Udostępnij na:

2 Comments

  1. Co jest na zdjęciu?

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*

POTWIERDŹ SWÓJ WIEK!

Na stronie czasem pojawiają się drastyczne treści, niecenzurowany język i wątki erotyczne przeznaczona jest wyłącznie dla osób dorosłych. Potwierdź, że masz ukończone 18 lat. .