panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

okładka_Bóg_jeszcze_nie_umarł_Goswami

„Bóg jeszcze nie umarł” – recenzja książki.

| 3 Comments

 

„Bóg jeszcze nie umarł” – pierwsze refleksje.

Dlaczego akurat właśnie ta książka? Pomijając już fakt, że dostałam ją w prezencie od wydawnictwa, to akurat to, o czym pisze A. Goswami to moja ulubiona tematyka, od lat poszukuję odpowiedzi na pytania związane z b/Bogiem, skąd wziął się człowiek, dokąd zmierza, jaki jest tego sens i o co w tym naszym ziemskim życiu chodzi, podobnie jak od lat próbuję jeszcze bardziej rozgryźć fizykę kwantową.

Szczere mówiąc to kiedyś czytałam obszerne fragmenty tej książki w języku angielskim, gdy wyszła tutaj w Wielkiej Brytanii i zawsze chciałam ją przeczytać od przysłowiowej deski do deski, ale jak zwykle jakoś zeszło, stąd obecny powrót do tej lektury w języku polskim wydawał się bardzo kuszący. I stało się, nareszcie przeczytałam!

„Bóg jeszcze nie umarł” to nie zbyt łatwa lektura, ale na pewno książka, którą warto przeczytać bez względu na to, czy zgadzamy się z postulatami autora, czy nie. Dla mnie to jedna z tych pozycji, które podbudzają do myślenia, nawet nie potrafię powiedzieć, czy na pewno przez to, co jest napisane, czy raczej przez dreszczyk emocji, jaki może wywołać ciągle wkurzający Cię rozmówca.

Na swój sposób uwielbiam takie dyskusje, takich autorów i ich dzieła: książki, filmy, przedstawienia, muzykę i obrazy, które krzyczą i maniakalnie przekonują do swoich opinii. Wtedy nawet, jeżeli się z tym nie zgadzasz to zatrzymują przez to, że żyją swoim życiem, a później na długo pozostają w pamięci.

„Bóg jeszcze nie umarł” to właśnie jedna z takich lektur, którą się kocha i nienawidzi równocześnie, która co jakiś czas ostro zmusza do rewizji własnych opinii w temacie. Lubię takie książki właśnie przez te szczególne momenty, gdy autor zaczyna paragraf od czegoś, co jest Ci bliskie, z czym się zgadzasz i co od lat ma stałe miejsce w Twoim światopoglądzie, a później serwuje Ci taką interpretację, czy wyciąga takie wnioski, że aż skóra Ci cierpnie.

I o to chodzi, aby czasem się wkurzyć, bo to wspaniała szkoła życia, aby przypomnieć sobie lub uświadomić głębiej, co tak naprawdę lubisz, a czego nie, za czym się opowiadasz, a czego po prostu nie znosisz, a co najlepsze w tym wszystkim, to po kilku sekundach dokładnie wiesz, dlaczego tak się dzieje. Omal natychmiast rewidujesz swoje poglądy i dokonujesz oceny tego, co siedzi Ci aktualnie w głowie.

 

Krótkie fragmenty „Bóg jeszcze nie umarł” jako przykład jak ta książka działa na niektórych czytelników.

Czytasz: „Wszystko jest częścią boga, ale bóg nie jest wszystkim”. Uśmiechasz się mimo woli, podświadomie się zgadzasz, przecież we wszystkim jest jakaś iskierka boga (w jakiegokolwiek b/Boga wierzysz!), zawsze coś boskiego się znajdzie nawet w roślinie, lecącym ptaku, czy w Tobie, pomijając już kwestię, że jest stworzeniem bożym, czy powstało za jego łaska czy pozwoleniem, jak ten kwiat, co wcale nie jest bogiem, ale jego piękno może wyrażać cechę boską.

Później A. Goswami zaczyna swoją typową śpiewkę: „Kiedy w pełni poznamy fizykę kwantową, stanie się jasne, iż świadomość nie może mieć swojego źródła wyłącznie w mózgu” (str.63). I tu się zaczyna zabawa, jedni się czepiają z tego powodu, że są przekonani, że wszystko jest wytworem mózgu, nawet uczucia i świadomość, a tacy jak ja, mimo że zgadzają się, że „świadomość nie może mieć swojego źródła wyłącznie w mózgu” chwytają się za głowę z zupełnie innych powodów.

Pierwsze to absolutnie nie trzeba znać fizyki kwantowej, aby być o tym przekonanym, uwierzyć, czy znaleźć inne dowody na to, że źródłem świadomości nie jest mózg. Drugie to fizyki kwantowej nie da się w pełni poznać, dlatego mamy kilka znanych interpretacji, które dość często wykluczają się nawzajem. Trzecie to poznanie fizyki kwantowej nie gwarantuje zmiany pewnych osobistych przekonań czy całego światopoglądu!

Coż, taki właśnie urok kwantówki, każdy zinterpretuje po swojemu i odnajdzie dowody na to, w co już wierzy, albo dowody na to, że miał rację i coś tam jest niemożliwe, a nad tym, co go zaszokuje będzie dumał i przebijał się przez kolejną dekadę, a jak przewertuje, to x razy w tę i nazad, to ogłosi kolejną interpretację lub wyznaczy nową ścieżkę badań. A. Goswami ma właśnie swoją interpretację „nauki w obrębie świadomości”, którą od lat rozpowszechnia i jest, jak to sam określa „aktywistą kwantowym”.

Warto poczytać, aby powojować z profesora i własnymi myślami równocześnie. „Człowiek nie góruje nad naturą, lecz jest jej częścią, rozum nie dominuje nad uczuciami, lecz jest z nimi zintegrowany…” (str. 68) I zabawa dalej od nowa, tym razem refleksje mniej osobiste, a raczej ogólne nad człowiekiem i jego światem, a może nawet wszechświatem!

Oczywiste, że człowiek jest częścią natury, tylko niektórym się wydaje, że ma jakąś uprzywilejowaną pozycje, ale to taka ogólna wada ludzkości. Chęć bycia najlepszym i dążenie do władzy wkroczyło nawet do interpretacji tej sfery, człowiek zawsze się wywyższa, nawet obiektywne zinterpretowanie natury przychodzi mu z trudem. Jak człowiek nie może być wszystkim to niech przynajmniej będzie tym najlepszym elementem, jak na rasowy pępek świata przystało!

Natura jest przecież prosta i jej interpretacja nie wymaga żadnych wygibasów myślowych, cały problem w tym, że najlepsze, co jest w naturze to równowaga, a to niestety nie jest wyścig, kto jest lepszy i dlaczego, w górowaniu nad pozostałymi jej elementami. Człowiek chce władzy nad wszystkim, nad zwierzętami i roślinami, nawet nad pogodą, kosmosem, czy materią nieożywioną, nad innymi ludźmi też, a często tak trudno mu zapanować nawet nad samym sobą.

Zawsze się rozpędzi za bardzo w swoich rozmyślaniach i poczynaniach, wszystko zacznie układać pod siebie lub po swojemu i doskonalić to, co robi tak bardzo, że nawet nie zauważy, gdzie powinien się zatrzymać. Natura jest cierpliwa i wiele zniesie, ale wszystko ma swoją cenę, tylko człowiek nie bardzo zdaje sobie sprawę jaką, albo nie chce jej dostrzec. Tak czy owak pewnego dnia może okazać się za późno, bo dążenie natury do równowagi jest silniejsze, a natura i świat zawsze ma na wszystko więcej czasu, niż człowiek.

Człowiek, cóż on ma tylko tyle czasu, ile jest mu pisane, zarówno w sensie indywidualnym jak i biorąc pod uwagę pokolenia, czy cały gatunek. Pojedynczy człowiek jak po drodze nie zginie w jakiś tragicznych okolicznościach to ma tyle czasu, ile na „biologicznym zegarze ciała”, dzięki osiągnięciom współczesnej nauki może go jedynie podrasować i kupić sobie kilka dodatkowych lat, wiecznie żyć i tak nie będzie. A pokolenia? Też przemijają, tylko jedne trochę szybciej, a drugie ciut wolniej! A gatunek? Zmienia się i zabiera w przyszłość tylko wybrane elementy, zarówno genetyczne jak i duchowe, chociaż trudno powiedzieć jak długo jeszcze i co naprawdę mu pozostało.

Kolejna sprawa to „rozum nie dominuje nad uczuciami, lecz jest z nimi zintegrowany…” Bardzo kontrowersyjne określenie, z jednej strony wygląda zadowalająco, bo tam gdzie dominuje rozum nie ma miejsca na prawdziwe uczucia. Tam najczęściej tworzą się wyrachowane plany, które przepełnione są, co najwyżej silnymi emocjami, z reguły negatywnymi, bo oprócz silnej motywacji i dążenia do osiągnięcia celu to wiele tam dobrego nie widać, ale nie znając celu trudno dywagować jak to się ma w poszczególnych przypadkach.

Z drugiej strony lekko wkurza podsumowanie, że „rozum jest z uczuciami zintegrowany”. Na logikę biorąc to raz jest zintegrowany, a raz nie. Miłość, nienawiść, czy przyjaźń zintegrowana z rozumem? Ciężko sobie taką relację wyobrazić na stałe! Czasem kocha się, mimo że rozum podpowiada, aby dać sobie spokój. Czasem nienawidzi się zupełnie bez przyczyny.

Dlatego Goswami jest raczej trudny, bo rzuca tezę, pewien ogólnik i leci dalej, uważa, że udowodnił, a tylko podsumował, co sądzi na dany temat. Dlatego jego książki zatrzymują pytaniem, zaraz, zaraz, ale jak to?! I zaczynają się przysłowiowe „myślenice”, na początek z reguły człowiek podsumowuje filozofię zaprezentowana przez autora: ile razy wcześniej buntował się przeciwko stwierdzeniu, że świadomość to zjawisko wtórne, twierdząc, że myślenie i intuicja nie jest zależna od ruchów materii, a należą one do niezależnych przedziałów świadomości?

A teraz pan profesor twierdzi, że „rozum jest z uczuciami zintegrowany…”, czyli co? Świadomość zintegrowała się z rozumem? Pewnie tak, zrobiła to jakoś nieświadomie, ale taka już jest świadomość, czasem nie mamy pojęcia i robimy rzeczy bardziej nieświadomie niż nam się wydaje! Jest tylko jeden problem, to co proponuje prof. Goswami to założenie ogólne, że istnieje coś takiego jak przyczynowość odgórna i jest nią świadomość globalna i to z jej wyboru dzieje się to, co się dzieje.

„Nie dokonujemy tych wyborów w naszym zwykłym stanie indywidualnej świadomości, zwanym ego, czyli subiektywnym aspekcie nas samych, który był podmiotem badań behawioralnych i który jest wynikiem uwarunkowania. Wybór dokonuje się w nieuwarunkowanym, obiektywnym stanie zjednoczonej świadomości, w nietypowym wymiarze, w którym stanowimy jedność i w którym jesteśmy w stanie zidentyfikować się z bogiem.”(str.40)

Bomba, każdemu wierzącemu oczy zabłysną, bez względu w jakiego b/Boga wierzy! Samo stwierdzenie „w nieuwarunkowanym, obiektywnym stanie zjednoczonej świadomości… w którym jesteśmy w stanie zidentyfikować się z bogiem” już wystarczy! Człowiek nareszcie znalazł wyjaśnienie na wszystkie prawdy w stylu „wola boża”, „głos boży”, „działalność boska”, „wypełnianie woli bożej”, „życie z b/Bogiem czy po bożemu” itd. Tylko przy okazji znów zgubił wolną wolę i zapomniał, że to, co czyta wcale nie jest napisane o b/Bogu, w którego wierzy!

 

Właściwie to jaki „Bóg nie umarł”?

Otóż czeka Cię mała niespodzianka, gdyż wg autora „Otaczająca nas rzeczywistość (świat naszych doświadczeń wewnętrznych i zewnętrznych) sterowana jest przez jeden centralny ośrodek. Dzięki temu świadomość kwantowa, bóg, może doświadczyć swoich najsubtelniejszych aspektów…” (str. 45)

Świadomość kwantowa jest bogiem? I co dalej? Świat dalej jest taki sam, a każdy ma prawo do swojej jego interpretacji. Pan Goswani twierdzi, że świadomość kwantowa jest bogiem, a ja nie. Świadomość kwantowa owszem istnieje i można na to znaleźć całkiem sporo naukowych dowodów, tylko czy to na pewno ona jest b/Bogiem? Czy świadomość kwantowa jest potrzebna b/Bogu do doświadczania jakiś tam aspektów? Czy b/Bóg musi coś robić np. coś doświadczać i czy musi to robić za pomocą czegoś np. świadomości kwantowej?

Nie jestem pewna, komu pozwala ta świadomość czegoś doświadczać, ale osobiście obstawiam, że świadomość kwantowa pozwala doświadczać istotom żyjącym tego, co to znaczy żyć, pozwala stać się częścią wielkiego procesu, jakim jest życie. Generalnie to większość wschodnich myślicieli ma rację, że świadomość globalna, czy kwantowa jak propagują poniektórzy jest źródłem wszystkiego w generalnym rozumieniu świata, ale nikt nie przekona mnie, że to b/Bóg. Pytanie jest tylko takie, czy ta świadomość kwantowa nie jest zjawiskiem wtórnym i skąd się wzięła, może w jakiś sposób od b/Boga?

Nie będę dyskutować, od jakiego b/Boga i w jaki sposób, bo każdy ma tam swojego, a ja przyjmuję „jestem jaki jestem” i nie upieram się, że muszę poznać jego imię.  Natomiast chciałabym poruszyć tutaj dwie sprawy, które są dużo ważniejsze niż imię i moje, czy Twoje podejście do prawdziwego b/Boga. Na ten temat powiem tylko tyle, każdy musi sam odnaleźć b/Boga, a o szukaniu drogi do n/Niego to ludzie opowiadają sobie nawzajem odkąd człowiek pojawił się na tej Ziemi.

Bardziej osobiście to może zabrzmi dziwnie, w ustach kogoś wywodzącego się z bardzo katolickiej rodziny, ale filozofia taoizmu jest wg mnie dość bliska temu jak szukać tej drogi, oczywiście w sensie symbolu. Samo słowo Tao oznacza drogę, a droga ta, mimo że są na niej pewne drogowskazy, sama w sobie jest nie do określenia, jak  „Tao, które można opisać słowami, nie jest wiecznym (prawdziwym) Tao”, a „szlak, którym Tao wiedzie, jest prosty, ludzie jednak wolą ścieżki pokrętne.”

Pierwsze to Goswami zaskakuje podejściem do religii, jakie są obecnie na świecie. Samo wytłumaczenie, dlaczego religie tak się różnią od siebie, już wprowadza w klimat. „Nie powinniśmy zaprzątać sobie głowy tymi różnicami, zamiast tego powinniśmy skoncentrować się na kwestiach wspólnych, takich jak podstawy przyczynowości odgórnej, ciała subtelne i dążenie do boskości. Oto podobieństwo religijnych koncepcji, dzięki którym możemy wobec nich zastosować podejście naukowe.”(str.55)

Świetny początek, prawda? Kojarzy się z ideałmi ekumenizmu, przyczynowość odgórna pasuje do samego b/Boga, a ciała subtelne to całej sfery niematerialnej, a dążenie do boskości też się zmieści, chociaż może być zastanawiające, czy chodzi o dążenie do bliskości z b/Bogiem, czy bycia doskonałym jak b/Bóg?!

Jedynie podejście naukowe lekko odstaje, bo jak tu wierzyć, że b/Boga da się naukowo udowodnić, a w ogóle jak wierzyć w to, co udowodnione, przecież wtedy jest faktem do zaakceptowania i nie ma nic wspólnego z wiarą! Oj, będzie kolejna niespodzianka?! Udowodni istnienie b/Boga i ukradnie nam wiarę w b/Boga, czy udowodni, co lub kto jest dla niego b/Bogiem?!

Co zrobił z tym prof. Goswami? Pokazał swoje zdanie w kwestii b/Boga, a może gdzie b/Boga osobiście znalazł. Nikt nie powinien być zdziwiony, nikomu nie udało się udowodnić b/Boga, ale wielu udowadnia, że ktoś lub coś jest bogiem. Z tej książki, jak i z innych pozycji profesora dowiecie się, że nie umarł bóg kwantowy!

„Filozofowie Wschodu uważają, że dzięki wielu wcieleniom tożsamość ego ustępuje miejsca boskiej świadomości. Kiedy człowiek zrozumie, że jest bogiem, uwalnia się ze śmierci i narodzin. Stąd wzięło się przysłowie: „nie da się zmienić świata, można zmienić tylko siebie”. Zmiany na świecie zawsze są rezultatem zmian w nas. Ale na Zachodzie przekonanie, że żyjemy tylko raz, osłabiło dążenia do samorealizacji i transformacji. Zamiast tego nacisk kładzie się tu na moralność – postępowanie według określonych norm zachowań w celu zbliżenia się do boga”(str.75)

Mój prywatny komentarz do cytatu powyżej prawdopodobnie nie spodobałby się ani profesorowi Goswami, ani wyznawcom podobnych poglądów i chyba nie spodoba się Tobie czytelniku, ale skoro wciąż mogę pleść moje3po3 to powiem głośno, co o tym sądzę. Jak zostało powiedziane wcześniej: „Wszystko jest częścią boga, ale bóg nie jest wszystkim”, pytanie czym lub kim jest b/Bóg nadal pozostaje bez odpowiedzi, a właściwie to każda grupa społeczna, czy indywidualny człowiek ma swoje zdanie na ten temat.

„Zmiany na świecie zawsze są rezultatem zmian w nas.” Zmiany w ludzkim spojrzeniu na kwestię interpretacji b/Boga są rezultatem powstawania kolejnych religii i filozofii na świecie, ale zmiany jak postrzegamy b/Boga nie zmienią j/Jego samego, tylko najwyżej nasze podejście do n/Niego. Ewentualnie może doprowadzić to do większego rozpowszechnienia pewnych ideologii, czy ujednolicenia systemów, nawet wiary. Jedna religia to pomysł dość stary i niestety ostatnio nieładnie kojarzący mi się z kontrolą umysłów i projektem Blue Beam, dlatego nie będę tu tego tematu rozwijać.

Zwróćmy uwagę, że na Zachodzie generalnie panuje przekonanie, że żyjemy tylko raz, ale w Indiach, z których pan profesor pochodzi i w krajach Wschodu dominuje filozofia reinkarnacji. Każdy jest do czegoś przyzwyczajony od dzieciństwa i albo z tym idzie przez życie, albo decyduje się na zmianę. Nic dziwnego, że ludzie z Zachodu nie są przekonani do reinkarnacji, a ludzie ze Wschodu nie wyobrażają sobie życia tylko jeden raz.

Nie sądzę, aby ta kwestia wiary w jedno życie osłabiła dążenia do samorealizacji, przecież ma się na nią zdecydowanie mniej czasu i nie da się odłożyć czegoś na kolejne wielenie, więc nic to nie zmienia, albo nawet przyśpiesza. Sama transformacja jest dyskusyjna, bo nie każdy ma na myśli to samo, a większa część ludzi nie ma pojęcia o czym mowa, więc jakie znaczenie ma dla nich coś o czym nie mają wiedzy?

Generalnie  to Ci, co nie wierzą w reinkarnację, najczęściej nie mają potrzeby transformacji, a Ci, co w nią wierzą, nie wyobrażają sobie jak ktoś może do niej nie dążyć. Tak już z wiarą jest, że jej wyznawcy czują  nieotpartą potrzebę jej rozpowszechniania, aby nie użyć określenia „nawracania innych”.

Prawda jest taka, nikt nie ma pewności jak jest z reinkarnacją i transformacją (tu w ramach ostrożności chętnie uparłabym się do terminu „obudzenia”, czy „oświecenia”), to tylko kwestia przekonań osobistych jak i grupowych. Nikt nie jest pewien, czy to jego pierwsze, czy kolejne życie, możemy domniemać tylko na podstawie pewnych zdarzeń, że już byliśmy gdzieś i kiedyś. Jedni mówią o zjawisku de ja wu, inni o hipnozie, inni posiadają wiedzę o zmarłych lub od zmarłych. Pytanie, czy to musiała być reinkarnacja, czy mogło być spowodowane czymś innym?

Weźmy przykład dziecka, które zna życiorys kogoś, kto zmarł ileś lat temu, historię jego bliskich i wrogów, a nawet rozkład mieszkania i okolicy, w której mieszkał, czy przebywał przez dany czas, wszystkie daty i szczegóły się zgadzają. Czy jedynym wytłumaczeniem jest reinkarnacja, czy tamta osoba odrodziła się w ciele tego dziecka? Jest taka możliwość, ale równie dobrze to dziecko może posiadać wiedzę z innego powodu!

Możemy pogdybać skąd! Może ma zdolność zaglądnięcia w przeszłość, przecież są tacy co mają jakieś wyjątkowe zdolności, tak jak ludzie z wyostrzoną intuicją czy telepatią, jedni są jasnowidzami jak Nostradamus, a jedni mają kontakt z duchami, a inni z b/Bogiem, czy s/Szatanem, kolejni odczytują aurę miejsca, a inni przeżyli śmierć kliniczną.

Wiem, że brzmi to trochę absurdalnie, ale tak jak nikt nie może udowodnić b/Boga, czy reinkarnacji, tak ja mogę wymieniać tutaj, biolokację, czy podróże w czasie, a jak będę chciała być złośliwa to sięgnę do świadomości kwantowej! Czy wiesz, co siedzi w jej pamięci i w jaki sposób można czerpać z niej informacje? Ci co wiedzą, jak sięgnąć do tego źródła i tak głośno nie powiedzą, bo albo nie mogą, albo nie chcą, a może nie jesteś na to jeszcze gotowy!

Ostatnia kwestia to „postępowanie według określonych norm zachowań w celu zbliżenia się do boga”. A co w tym złego? Są pewne określone normy zachowań zarówno w społeczeństwie jak i postępowania w nauce, które zbliżają do pewnych celów! Czy coś nie tak, że normy etyczne, religijne, czy społeczne mówią co robić np. nie kradnij i nie zabijaj, czy życie przez to nie jest lepsze i łatwiejsze? Co to za różnica, w jakiego b/Boga dany człowiek wierzy, jeżeli jest dobry dla innych to, czy jest ważne i czy często pytamy z jakiego powodu to robi?

Pan prof. Goswami kończy ten rozdział pytaniem: „czy da się dostrzec potrzeby tych dwóch kierunków i skutecznie je pogodzić?” Moja odpowiedź jest: owszem większość dostrzega i chce pogodzić, wszystko się da, tylko dlaczego jedyną szansą dla takiego pogodzenia, a jednocześnie dla nauki i religii, ma być stworzenie „naukowej religii kwantowej”? Nie jestem pewna, czy tolerancja i pewna odrębność nie jest wskazana.

Są dziedziny np. naukowe, które sobie świetnie radzą osobno i równocześnie są hybrydy zbierające razem kilka z nich, każda z nich jest potrzebna, a to wszystko zaczyna wygladać tak, jakby fizyka klasyczna stanowiła konkurencję dla fizyki kwantowej. To nie dziedziny ze sobą konkurują, ale ich przedstawiciele i nowe teorie, czy naukowe odkrycia. Przy okazji ktoś czasem zasłynie, albo dadzą mu prestiżową nagrodę, czy finansowanie i lepsze warunki, czasem to zostanie na wieki, a czasem wszystko się zmieni nawet w nauce!

Tak naprawdę to najczęściej pewne elementy się nakładają i równocześnie ze sobą istnieją. Jestem człowiekiem, moje ciało obowiązują reguły fizyki klasycznej w sensie całości i świata makro, który mnie otacza, a jednocześnie to ciało składa się z atomów i jeszcze mniejszych jednostek, nawet tych kwantów i w sensie mikro obowiązują mnie prawa kwantówki, ale czy to utrudnia mi życie?

Fizyka kwantowa jak każda nauka, to sposób na opisanie pewnych zjawisk zachodzących w określonych okolicznościach, ona opisuje życie w mikrokosmosie, co oznacza jedynie, jak się sprawy mają, gdy badamy dany wyrywek makrokosmosu. Każdy fragment stanowi element całości, więc nie bardzo widzę powód, dlaczego trzeba udowadniać wszystkim „kwantowe wybory świadomości”, czy „kwantowe sygnatury boga”.

Ci, co są zainteresowani i tak je znajdą sami, albo z pomocą innych, takich jak sam prof. Goswani, przecież autor świetnie pokazuje, gdzie można ich poszukać, więc Ci co chcą się z bliska przyjrzeć temu, co już coś znają lub chcą odkryć nowe rzeczy, czy popatrzeć z innej strony na pewne kwantowe cudeńka, to je znajdą, ale lepiej nie łudzić się, że jest to książka dla wszystkich.

 

„Bóg jeszcze nie umarł” – lektura dla każdego, czy tylko dla wybranych?

Nie jest to książka dla wszystkich, sam autor wykluczył sporo czytelników samym tytułem. Ci, co wierzą w jakiegokolwiek b/Boga i tak są przekonani, że ich b/Bóg żyje, nie potrzebują dowodów i prawdopodobnie nie sięgną po tą książkę. Niewielka ich część przeczyta na zasadzie ciekawości świata i zainteresowania filozofią wyrośniętą na innym gruncie, albo z zafascynowania fizyką kwantową.

Najwięcej chętnych do przeczytania znajdzie się wśród zwolenników filozofii i religii Wschodu (nie będę wymieniać, bo nie chcę robić wyliczanki) i wśród poszukiwaczy prawdy o b/Bogu, czyli tych co stereotypowo „po polskiemu” najczęściej określamy jako „zagubionych, niewierzących, niepraktykujących, czy sekciarzy i heretyków”. Zakorzenieni w chrześcijanizmie nie przebrną zbyt daleko, bo po kilku postulatach prawdopodobnie dojdą do wniosku, że to dzieło napisane pod natchnieniem s/Szatana!

Chyba szkoda, bo tak jak wspomniałam na początku, czasem nie chodzi o to, aby zachwycać się, albo przejąć pewne rzeczy i zmienić swoje życie, czasem liczy się, aby spojrzeć jeszcze raz krytycznie na pewne sprawy i siebie. Z tej książki można sporo się nauczyć, autor swobodnie porusza się po filozofiach, procesach zachodzących w świadomości i naukach powiązanych, cytując nazwiska i wypowiedzi tłumaczy wszystko „po kwatowemu”, więc wiele wątpliwości rozjaśni, czy przybliży sporo ciekawostek z dziedziny fizyki kwantowej, a nawet generalnie nauki i sfer zainteresowania społecznego.

Dla nieobeznanych w temacie najtrudniejsza prawdopodobnie będzie część pierwsza, duże nasycenie nazwiskami i założeniami, czy cytatami może rozpraszać, ale jednocześnie stanowi świetną ściągę, co słychać w naukowym półświatku w tym temacie. Rozdziały są dość krótkie i przystępne, więc czytanie na mniejsze raty jest ułatwione, bez względu na to, czy brakuje zorientowania w temacie, czy potrzeba czasu na dodatkowe refleksje.

Odbiór pierwszej części jest także utrudniony przez fakt, że tak naprawdę nie do końca wiadomo, czy to jeszcze wstęp czy już książka, ta część jest napisana bardziej jako wprowadzenie w omawiany temat i zachęta, co znajdziemy w tej książce, niż prezentacja dowodów na istnienie b/Boga, lub wykazanie jaki o/On naprawdę jest. Może zaskoczyć, że prawie cała pierwsza setka przeczytanych kartek jest bardziej opisem środowiska naukowego i planem książki niż tego, co autor zapowiada pokazać.

Później czyta się inaczej, trochę na zasadzie przyzwyczajenia się do stylu i podejścia tematu, a głównie dlatego, że to co dalej jest bardziej intryguje. Nie powiem, dlaczego, sprawdź sam, bo warto odkryć coś nowego, nawet patrząc na stare, a przede wszystkim przeżyć kilka prawdziwych niespodzianek.

Profesor A. Goswami udowadnia na pewno, że „podstawą istnienia jest świadomość, a nie materia”, bez wzgledu na to, czy pisze o fizyce kwantowej, czy o teorii Einsteina, czy Darwina, czy innych zagadnieniach np. z dziedziny  filozofii, genetyki, archeologii, a nawet omawiając kwestię telepatii. Życzę dobrej zabawy i nauki w formie intelektualnych wycieczek po kwantowej mapie świadomości, każdemu, kto chwyci się za tą pozycję!

 

 

okładka_Bóg_jeszcze_nie_umarł_Goswami
tytuł: Bóg jeszcze nie umarł. 
Co fizyka kwantowa mówi o naszym pochodzeniu.
autor: Amit Goswami tłumaczenie: Bartłomiej Kotarski rok wydania: 2015 wydawnictwo: Illuminatio stron: 338 ISBN: 978-83-63965-64-8
Udostępnij na:

3 Comments

  1. „Otaczająca nas rzeczywistość (świat naszych doświadczeń wewnętrznych i zewnętrznych) sterowana jest przez jeden centralny ośrodek. Dzięki temu świadomość kwantowa, bóg, może doświadczyć swoich najsubtelniejszych aspektów…”

    Juz po pierwszym zacytowanym fragmencie (o bogu co nie jest wszystkim itd) cos mi tu bardzo mocno zgrzytalo, ale ten fragment mnie rozbroil. Niemal definitywnie autor mial stycznosc z hermetyczna Kabala. Ten fragment kropka w kropke mowi o Absolucie, rowniez dobor slowa „aspekt” zdaje sie nie byc przypadkowy…

    Jezeli nie slyszala pani jeszcze o Hermetzmie, Hermesie Trismegistosie i Kabale, polecam strone franzbardon.pl. Znajdzie tam pani materialy ktore moga sie w mniejszym lub wiekszym stopniu laczyc z ta ksiazka, szczegolnie pozycja „Kybalion” oraz „Pytania i Odpowiedzi”. Polecam sie z nimi zapoznac jesli „Bog jeszcze nie umarl” tak pania zainteresowala :) Co prawda nie ma tam nic o fizyce kwantowej, ale zawsze mozna zajrzec z ciekawosci :)

    Na koniec pragne przeprosic za brak polskich znakow: pisze na szybko z komputera szkolnego, na dodatek z angielska klawiatura… :(

    • admin

      Dzięki za komentarz, książki tego autora i nie tylko czytam z zainteresowaniem, bo tematyka ciekawa i dość kontrowersyjna. Zaskoczona jestem tą zachętą do czytania o magii, mogę kuknąć, ale w magię nie wierzę, chociaż same sztuczki i manipulacja to bardzo ciekawe zagadnienie.

      Pozdrawiam, Jagoda.
      PS. Ja też używam angielskiej klawiatury 😀 Też mieszkasz w Wielkiej Brytanii?

  2. A i owszem, mieszkam w Wielkiej Brytanii. 😀 Mniej niz rok, wiec nie przywyklam jeszcze do ichniejszego sposobu bycia, ktory kazdego dnia przyprawia mnie o bol glowy. XD Brak ambicji, brak analitycznego myslenia, problemy z jezykiem angielskim (!)…

    Co do zachety – juz w innych pani artykulach znalazlam przemyslenia laczace sie w mniejszym badz wiekszym stopniu z Hermetyzmem, zwlaszcza, ze nie jest to system w stylu „otworz trzecie oko i szpanuj widzeniem aury”. Ma swoja filozofie, sposob myslenia (czterobiegunowy magnes, fluidy, budowa swiata z kilku plaszczyzn przenikajacych sie wzajemnie, ma swoje prawa tlumaczace dzialanie swiata… Wiele z nich, jak sie glebiej zastanowic, jest zaskakujaco prawdziwa i wcale nie oderwana od rzeczywistosci), tradycje (siegajaca starozytnego Egiptu, ojczyzny pierwszego Maga i centrum nawet wspolczesnej ezoteryki). Naprawde polecam sie wglebic w temat, nawet czysto teoretycznie i z najwieksza doza sceptyki. :) A nuz poszerzy horyzonty. 😀

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*