panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

Brama_Floriaska_Kraków

Dary, czary i Cezary. – Rozdział 10.

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki noweli – Dary, czary i Cezary.

 

***

Po wyjściu z sądu Andrzej czuł się podle, nie zastanawiając się pojechał do Marioli. Zadzwonił do drzwi, ale nikt nie otworzył. Spojrzał na zegarek, Mariola powinna być już po pracy.

– Kurde, ale pech, akurat jak człowiek chciałby pogadać to jej się zakupów zachciało… – mruczał pod nosem, wykręcając numer do Marioli. Andrzej usłyszał przewlekły sygnał i automatyczną sekretarkę. – Kurde, nawet telefonu się jej nie chce odebrać! – Andrzej ze złością wrzucił komórkę do kieszeni. Zbiegając ze schodów próbował sobie przypomnieć jak długo się nie widzieli.

Wsiadł do auta i docisnął gazu, ale na wyjeździe z Krakowa zmienił zdanie, zawrócił i pojechał pod akademiki. Grupka młodzieży jak zwykle oblegała murek. Andrzej podszedł do nich i nim otworzył buzie usłyszał:

– Nie zamawialiśmy dodatkowej dostawy.

– Nie przywiozłem towaru, chciałem zapytać o tą waszą babkę, co wykłada historię sztuki…

– Za późno chłopie, ona już przygrała sobie jakiegoś chłopa i od kilku tygodni na macierzyńskim siedzi, he he.

 

Andrzej szybkim krokiem wrócił do auta, nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał – Jego Mariolka ma faceta? Jego Mariolka w ciąży? Zatrzymał auto pod blokiem i jeszcze raz podszedł do drzwi. Dłuższą chwilę stał na klatce, wahając się czy zadzwonić, gdy nagle brama bloku się otworzyła. Zobaczył Mariolę z wózkiem wchodzącą do drzwi. Ich oczy spotkały się.

– Pomożesz mi wnieść wózek na schody, czy nadal się tak będziesz patrzył jakbyś ducha zobaczył – zapytała po chwili Mariola.

 

***

– Nie będę wchodził, bo jeszcze ojciec dziecka wróci i da mi po łbie. – powiedział Andrzej i odwrócił się. Mariola chwyciła go za rękaw.

– Wejdź, nie da ci po łbie, no chyba, że sam się w łeb chcesz stuknąć, może to by ci się przydało, może by ci się przypomniało, jak dawno się nie widzieliśmy! – Andrzej odwrócił głowę i spojrzał na Mariolę. – Ty jesteś jego ojcem głuptasie. No, nie patrz tak na mnie. Nic od ciebie nie chcę. Czułam, że mnie znów zostawisz, więc się postarałam, aby tym razem nie zostać sama! Może jednak wejdziesz nim znikniesz nie wiadomo na jak długo tym razem…

Andrzej siedział na krześle, przyglądał się jak Mariola przenosi małego do łóżeczka. Chłopczyk nawet się nie skrzywił i dalej smacznie spał.

– Chcesz herbaty – Mariola zapytała cicho.

– Dlaczego nawet nie zadzwoniłaś?

– Zachowywałeś się dziwnie, później przestałeś się odzywać… Pomyślałam, że żona wróciła zagranicy i znów jesteście razem, nie chciałam ci życia komplikować.

Mariola przyniosła herbatę z kuchni, popijali w milczeniu. Andrzej patrzył na śpiącego niemowlaka i nie mógł uwierzyć. Myślami był w dalekim kraju w zagranicznym mieszkaniu, w innym łóżeczku leżał inny chłopczyk i płakał równie głośno jak jego żona stojąca obok.

– Andrzej? Powiedz coś – zaczęła Mariola – Andrzej nie martw się… Nie będę ci robić żadnych kłopotów, tyle się nie odzywałam, to nie wniosę o alimenty, radzę sobie…

– Mariolka nie o to chodzi. Muszę ci coś powiedzieć. Zostawiałem żonę przez dziecko, byłem przy niej w szpitalu przy porodzie.  Dziecko urodziło się białe, no może opalone, ale z czasem stawało się bardziej śniade, albo mnie się tak wydawało, bo po fabryce chodziły plotki, że żona puściła się z moim szefem… On był Arabem, no wiesz … Kurde nie wytrzymałem i uciekłem do Polski. Żona wniosła o rozwód i alimenty. Dzisiaj była kolejna rozprawa, ale to nie takie proste, żona się nie pojawiła dzisiaj w sądzie. Jeśli to nawet nie moje dziecko to w świetle polskiego prawa jest moje, bo ja byłem jej mężem w dniu narodzin. Mój adwokat załatwił badania genetyczne.  Nie ma jeszcze wyników i nie wiem, czy one wykluczają moje ojcostwo… sprawa będzie się ciągła… a jak to moje?

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*