panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

Brama-Floriaska-Kraków

Dary, czary i Cezary. – Rozdział 2.

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki noweli – Dary, czary i Cezary.

 

***

W rogu pokoju stał jakiś człowiek, bardzo podobny do jego dziadka i ciągle pytał Andrzeja, gdzie babka. Andrzej wzruszył ramionami i odwrócił głowę, lekko drżąca ręka sięgnęła po następny biały kęs. Żuł go powoli i nerwowo mrugał oczami, nagle z wielkim impetem wstał i spojrzał w róg pokoju. Lekko przygarbiona postać wciąż tam stała, ściskając w rękach plik papierów patrzyła prosto na niego.

– Kurde – krzyknął Andrzej, podbiegł bliżej, zamachnął się rękami, jakby chciał odpędzić zły sen. Żarówka w lampie zamrugała i zgasła, czarna sylwetka przesunęła się w stronę okna, którego szyba nagle pokryła się szronem. Andrzej próbował chwycić natrętnego gościa za płaszcz, ale jego ręka bezradnie zawisła w powietrzu.

Nagle coś go popchnęło do przodu i pociągnęło ze sobą, docisnęło do parapetu i uniosło w górę jego dłoń.  Czarna postać chwyciła mocno jego wskazujący palec i zmusiła go, aby napisał coś na oszronionej szybie. Gdy wypuściła jego rękę Andrzej upadł na podłogę. Leżał przez chwilę nieruchomo, jego zesztywniałe ciało nie miało siły podnieść się z dywanu. Długo patrzył na napis na szybie – Jeszcze tu wrócę!

 

***

Poranek zastał Andrzeja na podłodze. Mężczyzna przeciągnął się leniwie i podszedł do łóżka wyłączyć żarliwie dzwoniący budzik.  Wtedy do niego dotarło, że nie spał w łóżku. Jak przez mgłę pamiętał wydarzenia poprzedniej nocy.

– Kurde, za dużo grzybków! – Zaklął pod nosem i poszedł do łazienki.

Po powrocie, umyty i ubrany, porwał torbę i już miał wychodzić, mechanicznie sięgnął do kontaktu i wyłączył światło w pokoju.

– kurde nie pamiętam, abym je dziś włączył, musiałem wczoraj zapomnieć… – Bezwiednie spojrzał na okno.  Było uchylone, a przez szybę zaglądało słońce. Podszedł, zamknął je z hukiem i zesztywniał. Na dywanie leżała kartka. Andrzej z niedowierzaniem patrzył na pożółkły skrawek papieru.

Z żalem zawiadamiamy… Cezary Nowakowski… Nabożeństwo żałobne odbędzie się…

Porwał kartkę do ręki i wpadł do kuchni. Już z daleka krzyknął na babkę.

– Co to jest?! Po co mi to wrzuciłaś do pokoju, wypominasz mi, że nie przyjechałem na pogrzeb?!

– Andrzejku daj spokój, nigdy nie wchodzę do twojego pokoju!  Jaki pogrzeb? Kto umarł? A co to jest? – zapytała ciekawie Babka, patrząc na papier, który trzymał w ręku.

– Kurde, jak co to jest? Babka nie udawaj! Co to kurde jest! Jeszcze się głupio pytasz? – Andrzej rzucił nekrolog dziadka na stół i wybiegł bez śniadania.

Babka spojrzała na pomięty papier, rozprostowała i przyglądała się mu przez chwilę. Po woli złożyła kartkę w cztery i wepchnęła do albumu ze zdjęciami. Odkładała go na półkę, gdy pod nogi wypadło jej zdjęcie ślubne.  Przystojny mężczyzna czule obejmował ją na starej fotografii, wspomnienia kuły w serce, babka poczłapała do bujanego fotela i opadła na wiklinowe siedzisko.

Trzymając w ręku pożółkły papier wyszeptała drżącym głosem – Czekałam, aż po mnie przyjdziesz… – stara kobieta ucałowała mężczyznę z fotografii i zalała się łzami.  Ciche łkania i monotonne skrzypienie rozbujanego, wiklinowego fotela rozległy się po całej kuchni.

 

***

Dworzec w Krakowie był jak zwykle zatłoczony, Andrzej nie lubił tu przychodzić, ale tu miał najbardziej wiernych klientów. Wszyscy nabywcy grzybków lubili neutralne miejsca, ale ci z dworca to zupełnie inna klientela. Andrzej wielokrotnie zastanawiał się nad zaprzestaniem sprzedaży tutaj, bo tu przychodziły same płotki półświatka, ludzie mało brali i kiepsko płacili. Wracał na dworzec tylko dla pierwszych klientów, do których miał sentyment, albo wtedy, gdy w procesie zastrzepiania szczepu poszło coś nie tak i towar miał kiepskiej jakości.

Dzisiaj miał podły humor, a dziwka, z którą się umówił zawsze zgrywała wielką panią i szczególnie grała mu na nerwach. Andrzej odetchnął z ulgą, gdy sobie wreszcie poszła.

– No dobra, jeszcze ten studencik i będzie można się kopsnąć do centrum. – zamruczał i rozglądnął się wokół.

Po paru minutach Andrzej szedł wzdłuż Plantów z kieszenią wypchaną banknotami i pogwizdywał pod nosem. Wszedł na Floriańską, chwilę zatrzymał się przy bramie. Nie interesowały go obrazy pozawieszane na murach, stał i patrzył, bo za parę minut miał rozmowę o pracę i nie było już czasu iść gdzie indziej.  Andrzej próbował zebrać myśli, w końcu to jedyne ogłoszenie, na które otrzymał odpowiedź, a pracy szukał już od kilku miesięcy.

 

***

Andrzej zatrzymał się przed wystawą, nie wyglądała zachęcająco, nacisnął klamkę i szklane drzwi się otworzyły. Na podłodze i półkach piętrzyły się stare rupiecie, a wokół pachniało stęchlizną. Andrzej szybko ogarnął wzrokiem panujący bałagan i spojrzał na ladę. Nikogo nie było, więc krzyknął na sprzedawcę, usiadł na najbliższym krześle i czekał bawiąc się komórką.

– Nie widziałeś kartki z napisem nie siadać na eksponatach? – usłyszał nad sobą ochrypły głos. Znajomy jego ojca wyglądał zupełnie inaczej, niż go Andrzej zapamiętał. Był pomarszczony i łysy, ale oczka jak zawsze miał rozbiegane i chytry uśmieszek w kąciku ust.

Facet od lat handlował antykami, więc Andrzej umówił się z nim w sprawie sprzedaży sekretarzyka dziadka. Andrzej pokazał mu zdjęcia antycznego biurka i obserwował jego reakcję. Sprzedawca nic nie mówił, przyglądał się fotografiom i widać było, że nie umie ukryć swojego zdziwienia. Andrzej posunął mu jeszcze jedno zdjęcie pod nos. Na widok monety stary człowiek zadrżał, a oczy zaświeciły mu pożądliwie.

 

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*