panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

Brama-Floriaska-Kraków

Dary, czary i Cezary. – Rozdział 3.

| 2 Comments

 

Wszystkie odcinki noweli – Dary, czary i Cezary.

 

***

Andrzej wjechał na podwórko i z piskiem zahamował pod drzwiami. Wysiadając spojrzał na dom. Stara kamienna chata, okryta popękanym tynkiem, do której prowadziło kilka schodków, prezentowała się ohydnie.  W kuchni nie świeciło się światło…

– O Babka wreszcie nauczyła się oszczędzać! Po co ona tak świeci całymi dniami? – wymamrotał i wszedł do środka. – Babka, załatwiłem nowe okno do kuchni, przywiozą je w piątek, poproś sąsiada niech przyjdzie w sobotę wstawić, kupiłem mu pół-litra, dam ci kasę, bo do renty daleko. Tylko mi nie marudź, że nie trzeba! Dostałem tą robotę, będę bogaty! Babka, ale tu zimno, jak w psiarni! – odezwał się, zabrał węglarkę i poszedł do komórki  z opałem. Szybko napełnił wiadro węglem, wrzucił na wierzch kilka kawałków drewna i wrócił do kuchni.

Bujany fotel stał pusty, Andrzej podniósł stary pled babki i powiesił na oparciu. Rozpalając w piecu, zastanawiał się, czemu babka tak wcześnie poszła do swojego pokoju, zazwyczaj czekała na jego przyjazd.  Ogień strzelał wesoło w kuchennym piecu, ciepłe powietrze rozchodziło się po kuchni. Andrzejowi zaburczało w brzuchu, spojrzał na pustą blachę pieca.

– Kurde, Babka nie czuje się dobrze, skoro obiad ugotowała na gazie – powiedział do siebie Andrzej i odwrócił się w przeciwną stronę. Zdziwiony patrzył na puste palniki kuchenki. – Kurde, zapomniałem wymienić butli z gazem! Babka będzie narzekać!

Andrzej wrzucił butlę do bagażnika i wrócił po kanapkę do kuchni. Przed wyjściem do samochodu zapukał do pokoju babki – Jadę na stację benzynową wymienić butlę, Babka nie gniewaj się, przepraszam, zapomniałem, to wszystko przez te nerwy o pracę! – Babka nic nie odpowiedziała – No to ja jadę, napaliłem w kaflu w kuchni, przynieść ci węgla do pokoju?  Babka, czemu nie odpowiadasz? Obraziłaś się?

Andrzej nacisnął na klamkę i wsadził głowę do pokoju przez uchylone drzwi.  – Babka, co tak siedzisz po ciemku?  – Andrzej otworzył szeroko drzwi i pstryknął włącznik światła. Owionęło go lodowate zimno, z łóżka dochodziły przytłumione jęki.  Babka dobrze się czujesz?  – Andrzej podszedł bliżej, nie mógł dojrzeć jej twarzy w stercie łachmanów piętrzących się na pościeli. – Babka, co ty wyprawiasz? – Andrzej nie mógł uwierzyć w bałagan, który zobaczył.

O mało nie wszedł w kałużę na środku pokoju. Przy łóżku zobaczył rozbity talerzyk i filiżankę, nocna lampka wisiała na kablu w połowie drogi do podłogi. Poczuł się dziwnie, babka była pedantką, sceneria nie pasowała do niej – Kurde, co tu się dzieje? Babka? – Andrzej doszedł do łóżka i podniósł stary koc. Kupa szmat wrzasnęła przeraźliwie i podskoczyła gwałtownie. Mężczyzna odruchowo cofnął się. Trzask gniecionej na podłodze porcelany dołączył do pisków na łóżku.

Andrzej patrzył na podskakujący stos tkaniny i nie mógł zrozumieć, co się dzieje. Nagle zobaczył łapy kota zaplątane w ulubiony szal babki. Podszedł i uwolnił przerażone zwierzę. Kot drapnął go boleśnie i zwiał do przedpokoju – Durny futrzak – Krzyknął za nim Andrzej – Kurde, gdzie jest Babka?

 

***

Na stacji benzynowej sprzedawczyni patrzyła na Andrzeja spode łba, powoli dodawała cenę za paliwo do tej za butlę gazowej i worek węgla.

– Pani Kozerowa, a cóż się dzisiaj tak na mnie gapisz, garnituru nie widziałaś?

– ano widziała, widziała, ale nie na panu Jędrzeju, a się pan do tego węgla wystroił – odburknęła kobieta.

– O kurde! – Andrzej spojrzał z żalem na brudny garnitur.

– Oj nieładnie panie Jędrzeju, nieładnie!

– Kurde, co nieładnie? Nieładnie mi w garniturze? A ja myślałem, że pani jest miłą kobietą. Mój garnitur to nie pani sprawa! Licz szybciej pani Kozerowa, bo nas wieczór zastanie!

– Coś pan taki narwany? W garniturze panu ładnie, tylko Nowakowska tak źle dziś wyglądała, jak po znicze wpadła, a wnuk młody samochodem się wozi i nie ma czasu, aby ze starą kobietą na cmentarz pojechać. Nieładnie panie Jędrzeju, nieładnie!

Andrzej rzucił pieniądze na ladę i nie czekając na resztę pognał do samochodu. Droga na cmentarz była wyboista, jego stare auto ostro podskakiwało na wertepach, co chwilę wpadając w błotniste kałuże. Po kilku minutach Andrzej dotarł na przykościelny parking.

Brama cmentarna zaskowyczała i otworzyła się pod naporem twardej ręki. Andrzej szedł główną aleją, pożółkłe liście kasztanów tańczyły na wietrze i szeleściły pod nogami.  Opustoszały cmentarz tonął w świetle zachodzącego słońca. Olbrzymie kasztany wyły posępnie kołysząc swymi wielkimi konarami na wietrze.

Andrzej skręcił w boczną alejkę i z oddali dostrzegł ich rodzinny grób. Na kamiennym nagrobku ktoś siedział – Babka, ale mnie wystraszyłaś. Choć już, zawiozę cię do domu! – krzyknął i przyśpieszył kroku. Babka się nie odezwała, a może Andrzej jej nie usłyszał w szumie drzew.

Udostępnij na:

2 Comments

  1. Bardzo, bardzo interesująca historia
    Jestem pod wrażeniem talentu Autorki .

  2. Jak widać sytuacja bohatera trochę się pogmatwała co daje jeszcze wiecej do myślenia.

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*