panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

Brama-Floriaska-Kraków

Dary, czary i Cezary. – Rozdział 4.

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki noweli – Dary, czary i Cezary.

 

***

Andrzej zatrzymał się w połowie kroku, spojrzał przed siebie, na płycie rodzinnego grobowca siedział ktoś tyłem.  Szerokie ramiona w ciemnym płaszczu drżały z zimna.  – Kurde – wyszeptał Andrzej i przypomniał sobie drobną i wychudzoną sylwetkę babki. Przetarł oczy, a gdy spojrzał jeszcze raz przed siebie, jesienne liście zawirowały i opadły na nagrobek. Nim się odwrócił poczuł rękę poklepującą go po ramieniu i usłyszał za sobą – Nie spodziewałem się ciebie tutaj synu…

Andrzej odskoczył na bok i omal nie upadł na sąsiedni grobowiec. Powoli odwrócił głowę w kierunku, skąd dochodził głos. Proboszcz uśmiechnął się ciepło i kontynuował ochrypłym głosem – Nikt tu od lat nie przychodzi, dobrze, że chociaż ty pamiętasz o rocznicy śmierci Cezarego – powiedział proboszcz i wyjął z kieszeni sutanny maleńki znicz. Zapalając rozpoczął – Wieczne odpoczywanie, racz im dać Panie… – Andrzej klepał z nim modlitwę i z niedowierzaniem patrzył, to na starego księdza, to na pusty nagrobek.

Po chwili ruszyli w kierunku plebani, staremu proboszczowi, buzia się nie zamykała, ale Andrzej prawie go nie słuchał, ciągle próbował mu przerwać i zapytać o Babkę

–  Wiesz Cezary jak to jest, ludzie teraz siedzą w domach przed telewizorami i nie chodzą do kościoła ani do bliskich na cmentarz…

– Tak proszę księdza, ale… – wtrącił się Andrzej.

– Tak wiem synu, masz na imię Jędrzej, ale zrozum to kwestia przyzwyczajenia, stary już jestem. To o  czym ja mówiłem?

– Gdzie…

– A, gdzie podziali się wierni! Cezary nie bądź naiwny, to nie te czasy, kiedy ludzie przychodzili do kościoła! Teraz im w głowach tylko telewizja…

Andrzej z ulgą spojrzał na wyłaniająca się bramę cmentarza, ale nim zdążył się z księdzem pożegnać, ten pociągnął go za ramię w stronę plebani. Andrzej miał zaprotestować, ale żal mu się zrobiło staruszka i poszedł z nim.

 

***

W starej kościelnej izbie podłoga trzeszczała pod najlżejszym naciskiem butów, ale proboszcz tego nie słyszał tylko ściągał kolejne księgi z półki i rozkładał na biurku.

– Zobacz synu, tu kolejna notatka z chrztu! Czytaj! To o twoim ojcu! Cezary Jan Nowakowski syn Cezarego Jędrzeja Nowakowskiego… A tu metryka chrztu twojego dziadka Cezary Jędrzej syn Cezarego Jana Nowakowskiego…

Proboszcz wyciągał coraz to starsze zapiski i czytał głośno W dniu dzisiejszym sakrament Chrztu przyjął nowy członek naszej parafii Cezary Jędrzej syn Cezarego Jana Nowakowskiego…

Andrzej nie mógł już tego słuchać Cezary Jędrzej, Cezary Jan i wszystko to samo w kółko, a stary proboszcz wyciągał księgę z XVII wieku.  – Kurde to nie moja wina, że od pokoleń Nowakowskim nadawano te same imiona! – i wybiegł z Zachrystii.  Przemknął bokiem ołtarza i znalazł się w głównej nawie kościoła – Oby tylko kościół był otwarty, bo nie mam zamiaru tam wracać!

Andrzej przyśpieszył kroku i nagle zobaczył babkę klęczącą w ostatniej ławie. Podszedł z uśmiechem i ulgą w oczach. Pomógł sędziwej kobiecie wstać i prowadząc ją pod rękę, opowiadał o dziwnym spotkaniu na cmentarzu i księgach chrztu, które pokazał mu proboszcz. Po chwili opuścili kościół .

– Wcale się nie dziwię proboszczowi… Jesteś taki podobny do Cezarego, powinieneś mieć na imię Cezary Jędrzej, a nie na odwrót, ale twoja matka to uparta kobieta, a mój syn to stary pantoflarz, od początku nie umiał się jej postawić! Na kogo on się podał! Wiesz, dziadek zawsze miał pretensje do twojego ojca, że wyjechał z nią do miasta. Jeszcze dopóki byłeś mały to odwiedzali nas w miarę często, a później, jak ty sam zacząłeś przyjeżdżać na wakacje, to im się już ode chciało…

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*