panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

Brama-Floriaska-Kraków

Dary, czary i Cezary. – Rozdział 5.

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki noweli – Dary, czary i Cezary.

 

***

Po wsi szybko poszła fama, że profesorek sprzedaje pralki w krakowskim markecie. Na początku Andrzejowi zrobiło się przykro, gorzko wspomniał czasy, gdy wykładał w szkole. Prawda była bolesna, po redukcji etatów, długo nie miał pracy, wyjechał zagranicę, gdzie spędził ostatnie lata. Na obczyźnie nie było źle, hakował fizycznie, ale kasy przybywało, gdyby nie problemy z żoną, pewnie dalej by tam siedział.

– Kurde, w dupie mam, co sobie myślicie, po powrocie miesiącami szukałem pracy i przyjąłem, co mi zaoferowano i tak jest to o niebo lepsze niż ta arabska fabryka! Przeklęta Kozerowa, nie mogła to kupić gdzie indziej nowej pralki?!

Andrzej wyszedł z wiejskiego sklepu z pełną siatką. Butelki z piwem pobrzękiwały wesoło. Mężczyzna wyjął z kieszeni monetę znalezioną w sekretarzyku dziadka. Podrzucił do góry i patrzył jak wiruje w powietrzu. Moneta zabłyszczała w słońcu i opadła na jego rozłożoną dłoń. Andrzej schował pieniążek do kieszeni i z uśmiechem wsiadł do auta.

– Odkąd ciebie mam, wszystko o wiele lepiej się układa. W sumie to pracę też pewnie ci zawdzięczam i Mariolę też! – Andrzej uśmiechnął się szeroko na samo wspomnienie jej imienia.

Spotkał Mariolę po latach właśnie w markecie, na szczęście, gdy zepsuło się jej żelazko trafiła na stoisko Andrzeja. Rozpoznali się od razu, umówili się na kawkę i wszystko się zaczęło. Mariola mieszkała sama w kawalerce w pobliżu sklepu, w którym pracował. Często się umawiali, chodzili razem po mieście, a to do kina, a to do knajpy, albo Andrzej odwiedzał ją po pracy. A najbardziej podobało mu się, że Mariola nie była wścibska nie wypytywała o jego żonę, ani nie wpraszała się z wizytą do niego.

 

***

Andrzej usiadł przy biurku i w pośpiechu sprawdzał w kalendarzu, komu ma dziś dostarczyć grzybki. Wszystko wydawało się bardziej skomplikowane niż zwykle, bo popołudniu umówił się na krakowskim rynku z Mariolą. Wyciągnął starą monetę z kieszeni, i podrzucał w nadziei, że z jej pomocą wpadnie mu do głowy jakieś sensowne rozwiązanie. Nagle okno trzasnęło niespodziewanie.

– Ale się zerwał wiatr – wymruczał Andrzej i poszedł, aby je zamknąć. Wracając do biurka zauważył dziwną postać przyczajoną w rogu pokoju. – Kurde, znowu ty!

– Gdzie babka? – zapytał ochrypłym głosem niespodziewany gość  i ruszył do przodu.

– W kuchni! – krzyknął Andrzej i otworzył szeroko drzwi.

Czarna postać spojrzała mu w oczy, później skinęła ręką na drzwi, a one zatrzasnęły się z impetem. Nieznajomy usiadł na łóżku i pytając gdzie babka znów uniósł rękę. Nagle całe biurko zadrżało, górna szuflada trzęsła się kilka sekund i gwałtownie się wysunęła. Postać przyglądała się Andrzejowi przez chwilę i nagle odezwała się gromkim głosem.

– Chyba o czymś zapomniałeś!  Gdzie babka?

Wtedy człowiek w czarnym płaszczu podniósł rękę, Andrzej odruchowo cofnął się w głąb pokoju. Sylwetka starego człowieka pociemniała, pokój zadrżał i podłoga zaskrzypiała złowrogo. Andrzej zobaczył jak pomarszczona dłoń oparła się o poręcz łóżka, tak zazwyczaj robił jego dziadek, podnosząc się ociężale z krzesła.

– Gdzie babka?

Trzask otwierającego się okna wyrwał Andrzeja z odrętwienia, spojrzał przed siebie, okiennica kołysała się na wietrze, zamykając się i otwierając z hukiem. Pokój znów zadrżał, wokoło słychać było dziwne zgrzyty i skrzypienie drewna. Mężczyzna popatrzył na łóżko, rozejrzał się po pokoju, ale nie było już nikogo. Dziwne odgłosy osłabły, ale Andrzej wciąż słyszał, jak natrętnie powracające echo.

– Gdzie babka? Gdzie babka?…

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*