panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

podwójne dno

Drugie dno.

| 0 comments

 

 

“Gdy mit zderzy się z mitem, jest to bardzo realne zderzenie” – powiedział Lec i właśnie miałam okazję się przekonać, że miał rację. Zawodowo mam bardzo niecodzienne zajęcie, pracuje dla człowieka, który dorobił się grubych pieniędzy i już przekazał interes dzieciom. Na emeryturce Mu się nudziło, więc zaczął się bawić  w swoją ulubioną grę. Wyszukuje wartościowych firm i produktów na rynku. Ma swoją misję pomagania tym „dobrym”, aby zaistnieli lub byli najlepsi na rynku. Generalnie twierdzi, że spłaca swój życiowy dług. Robi dokładnie to, co ktoś zrobił dla niego w młodości, gdy jeszcze nie był bogaty. Wybiera wartościową firmę wykłada w nią kasę, uczy i szybko odchodzi w cień.

Ostatnio, ktoś niespodziewanie zaproponował mi pracę w ramach woluntariatu. Oczywiście o tym powiedziałam o tym szefowi, nie można przecież grać na dwa fronty, a ja dla byle kogo pracować nie będę. Staruszek był zdziwiony, gdy pytałam, czy ewentualnie jest w stanie pomóc firmie moich rodaków. Nie lubi wysyłać kasy poza swój kraj, ale dla mnie się zgodził. Z jego błogosławieństwem – baw się dobrze, poszłam na urlop. Staruszek nie dał mi dużo czasu, bo w poniedziałek wskakujemy z kolegą na inny pokład. Znów znalazł jakąś firemkę, wynajął hotel w pobliżu i zapowiada się, że będziemy się dobrze bawić .

Generalnie moja praca polega wejściu na teren firmy od strony pracownika, sprawdzam jaka jest atmosfera od środka organizacji i jak się sprzedaje produkt. Jaki jest ludzki kapitał i czy firma reprezentuje pewien poziom wartości zadowalający staruszka. Jeżeli tak to pieniążki wpływają, a ja czasem wracam jako gość, gdy potrzebują pomocy. Im gorszy biznes tym szybciej wyjdzie szydło z worka. Wtedy się ją żegna bez słowa, typowo po angielsku. Działałam prywatnie, więc mnie staruszek pewnie przepyta jak było, ale mam nadzieję, że zadowoli się jednym zdaniem.

Gdy chcesz szybko sprawdzić firmę zanim ją doinwestujesz zobacz jak działa w sytuacji kryzysowej. Różne rzeczy się robi, aby to uzyskać, ale życie mi prosto w ręce podesłało niespodziankę. Oni nie całkiem mnie zrozumieli, ani to co mówię, a może niedokładnie słuchali. Sami naprowadzili mnie na najłatwiejszą w świecie technikę i tym razem zbudowałam fantoma na tą okazję. Pracownika, który ma w sobie coś i trywialne obiekcje. Wszystko niby zmierza w dobrym kierunku, tyle, że specjalnie nie trafia w sedno problemu, tak naprawdę jest tylko prowokacja.

Brak wiedzy i emocjonalna reakcja szybciutko doprowadziła do konfrontacji. Chcieli mnie z równowagi wyprowadzić i pokazali jak tylko tupać nóżkami umieją. Bardzo ciekawe doświadczenie – ekspresowo wyleczyłam się z tęsknoty do kraju, który opuściłam. Zobaczyłam po raz kolejny jak ludzie biznesu w pogoni za rozwiązaniem problemu wpadają w emocje i ze złością niszczą to nad czym pracują, czyli własny produkt z którym chcieli zabłysnąć na rynku. „I na nas mówią Zachód na Wschodzie i na nas mówią Wschód na Zachodzie” – Stanisław Jerzy Lec.

 

 

 

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*