panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

birmingham_uk_kanały

Dzieci pozbawione rodziców – część I

| 1 Comment

 

 

W Anglii stosunkowo łatwo można ograniczyć lub odebrać prawa rodzicielskie, takie rodziny mają ograniczony i ściśle kontrolowany przez państwo kontakt. Ilość spotkań, ich długość zależy od wielu czynników, ale przede wszystkim od wysokości ryzyka określonego przez służby socjalne lub na drodze sądowej. Praca z takimi rodzinami jest specyficzna i nie każdy by się jej podjął.  Generalnie jest satysfakcjonująca, chociaż kiepsko płatna i bywa niebezpieczna. Ludzie, którzy nie uodpornią się na nieszczęścia ludzkie i płacz długo w takiej robocie nie wytrzymają.

Kilka miesięcy pracowałam, no właśnie  szumnie to się nazywało: kurator dziecięcy, chociaż to co robiłam wcale nie przypominało pracy kuratorskiej. Ogólnie mówiąc moja praca polegała na nadzorowaniu spotkań rodzinnych w środowiskach patologicznych. Najczęściej przychodziło zlecenie od jednostki państwowej do agencji na wizytacje. Zlecenie pobierało się bezpośrednio z agencji lub drogą e-mailową. W aktach była data, miejsce spotkania i krótkie informacje dotyczące uczestników.

Otrzymane dane były bardzo skąpe, najczęściej imię i nazwisko dziecka, ilość osób podczas spotkania i ich nazwiska, powód dlaczego podlega nadzorowi państwa podczas spotkania, które miało się odbyć. Sporadycznie jakieś dodatkowe informacje o problemach w rodzinie, sytuacji zdrowotnej, lub na co opieka społeczna lub sąd zwraca szczególną uwagę.

Zlecenie należało potwierdzić, że się przyjmuje lub złożyć odmowę. Nie było potrzeby uzasadnienia dlaczego. Case (sprawa) wracała automatycznie do agencji, a ta wyznaczała innego pracownika na spotkanie. Brałam wszystkie sprawy w budynkach i na terenach strzeżonych, często odmawiałam spraw w otwartej przestrzeni jak np. w parku, obiektach sportowych, kinach itp. Czułam się jakoś bezpieczniej w ukrytych i strzeżonych lokalizacjach, a dlaczego to opowiem ciut później.

Najczęściej jechało się do dużej kamienicy przekonwertowanej na dom spotkań. Tam pracownik socjalny, kurator lub rodzina zastępcza przywoziła dziecko na spotkanie z jego rodzonymi rodzicami, których prawa opiekuńcze zostały ograniczone lub odebrane.  Zazwyczaj sama przywoziłam dzieciaka na adres spotkania, więc najpierw trzeba było go odebrać z przedszkola, szkoły czy od rodziny zastępczej.

Często wiozło się kilka dzieci w różnym wieku, zatrzymując po drodze po brata czy siostrę, czy gnając na drugi koniec miasta. Zdarzały się także zlecenia w bardzo odległych miejscach, gdy z dzieckiem jechało się ok. 2 godzin. Oczywiście trzeba było mieć foteliki dostosowane do wieku i ciężaru dziecka, zgodnie z wymaganiami prawnymi. Kupiłam dwa używane, jak była potrzeba to wymieniałam się z innym kuratorem, agencja też miała kilka rezerwowych fotelików, ale nadrabianie drogi do siedziby firmy nie zawsze się opłacało.

Na miejsce spotkania, czyli do takiego domu, klubu sportowego, parku lub czegoś w tym stylu przybywali rodzice, aby widzieć swoje dzieci. Kurator, do tej pory właściwie nie wiem, dlaczego nie nazywali nas contact supervisor, przecież w 80% wykonywaliśmy właśnie ich robotę, ale wygląda na to, że prywatne agencje w Anglii lubią dawać nadęte nazwy stanowisk, w każdym razie taki pracownik był obecny przy spotkaniu.

Notowaliśmy co się działo na spotkaniu, od zaobserwowanego zachowania, opisu zabaw, nawet spisywać co mówili. Czasem odbywało się to w maleńkim pokoiku, przy jednym pracowniku, ale dość często na większej sali i było obecnych kilku pracowników. Tak się zdarzało w szczególności, gdy była to rodzina wielodzietna. Wtedy różni opiekunowie i kuratorzy zwozili dzieciaki na takie rodzinne spotkania. Bywało nie raz, że przydzielano dodatkowych pracowników ze względu na podwyższone ryzyko.

Najtrudniejsze spotkania były, gdy podejrzewano chęć ucieczki lub uprowadzenia dziecka, szczególnie, gdy odnotowano groźby, albo takie coś już zdarzyło się w przeszłości. Rodzice wbrew zakazom opieki społecznej czy sądu nie dość, że odbierali telefony, to jeszcze próbowali, aby dzieciaki mogły pogadać przez komórkę. Pod pretekstem rozmowy z wujkiem, czy babcią podawali dzieciakowi, kiedy i jak planują zorganizować „akcję odbicia”. Nie reagowali na prośby zaprzestania, co najczęściej prowadziło do przerwania spotkania.

Kilka razy dzieciaki zostały uprowadzone spod szkoły, czy przedszkola,  z reguły opiekunowie zastępczy zostali zagadani czy zastawieni obcym samochodem i docierali po odbiór dziecka spóźnieni. Między czasie dziecko wychodziło ze szkoły z rodzicem, czy znajomym organizatora porwania.

Najczęściej zdarzało się , gdy zmieniał się wychowawca lub pojawiał się nauczyciel zastępczy, dość często nie doinformowany lub niedoświadczony pracownik, niestety zezwalał uczniowi odejść z osobą, którą obejmował zakaz zbliżania się do dziecka.  Często odbierałam dzieci z różnych placówek i o dziwo chyba tylko dwa razy poprosili mnie o pokazanie identyfikatora. Przecież tych identyfikatorów nie nosi się publicznie, aby inne dzieci i rodzice nie wiedzieli, że państwo przejęło opiekę prawną nad dzieckiem.

Same ucieczki dzieciaków nie były zbyt częste, ale bywało, że zwiali ze szkoły, czy strzeżonego spotkania w parku. Najczęściej robili to nastolatkowie, oni też dość często zmykali z auta podczas transportu na spotkanie, najczęściej pod pretekstem ubikacji. Pracownik musiał się zatrzymać przy stacji czy McDonaldzie i puścić dzieciaka do toalety, jeżeli czas dotarcia do celu przekraczał 10 minut.

Niby się ich odprowadzało i czekało pod drzwiami toalety, a wybierało takie miejsca, aby nie było okna w toalecie, ale nie zawsze to coś dało. Dzieciak jak chce to i tak nawieje, przewróci obstawę, wybiegnie na ulice, wskoczy do autobusu, albo sprintem pogna w krzaki i szukaj takiego delikwenta! Policja i tak go znajdzie po 2 czy 3 tygodniach, a kłopotów na robi wszystkim, a swoim rodzicom najwięcej. Oczywiście takie ucieczki czasem kończą się tragicznie, np. zmasakrowane ciało jednej 14-latki znaleźli przewoźnicy barki turystycznej na brzegu kanałów.

 

birmingham_uk_kanały4

 

Pamiętam jak obstawiałyśmy z koleżanką spotkanie 2 może 3 letniego chłopczyka w parku. To było nowe zlecenie dla naszej agencji, nikt z nas nie znał ani rodziny, ani dziecka, w sumie nic dziwnego, bo często wpływały takie zlecenia  na zastępstwo z innego rejonu. Matka i ojciec zachowywali się normalnie, nie mogłyśmy się nadziwić, dlaczego jest tak wysoko ocenione ryzyko spotkania.

Mimo popołudniowych godzin nie było zbyt dużo ludzi w parku. W pewnym momencie przechodzący facet, pochylił się nad dzieckiem, niby podziwiając jego rysunki malowane kredą na alejce, chwycił dzieciaka i popędził do bramy wyjściowej. Nie szło go dogonić, wpadł do auta i zwiał. Nawet nie byłyśmy w stanie podać pełnego numeru rejestracji samochodu.

Faceta chwyciła policja na którymś z najbliższych skrzyżowań. Wszystko było obstawione, spodziewali się, co prawda, że któreś z rodziców wytnie numer, ale poradzili sobie z obcym na zlecenie. Kurna tak się wystraszyłam, że nie chciałam później brać zleceń w otwartym terenie.

Owszem próbowałam, obstawiłam jeszcze chyba ze 3 spotkania i powiedziałam szefowej, aby mi nie przysyłała takich spraw do monitorowania. Na początku próbowała mnie namawiać, tłumacząc, że to zdarza się rzadko i dotyczy z reguły obcokrajowców, ale zrozumiała w końcu, że przecież ja dostaję w większości obcokrajowców ze wschodu, ze wzg. na język.  Później już dała mi spokój, ale tych Litwinów będę jeszcze długo pamiętać!

Różne akcje się widziało nawet w obiektach zamkniętych. Później z reguły następowało jeszcze większe ograniczenie spotkań i większy nadzór. Zdarzało się, że dzieci były zabierane z rodzin zastępczych, pod których opieką przebywały.  Najczęściej, gdy dzieci wielokrotnie skarżyły się swoim prawdziwym rodzicom jak są traktowane w nowym domu, ale o tym opowiem już w drugiej części „Dzieci pozbawione rodziców”.

 

 

Udostępnij na:

One Comment

  1. Czyta się z emocjami!
    Jak widać bezbronne dzieci dostają kare za wady i niepełnosprawność emocjonalną dorosłych!
    Pozdrawiam i czekam na podobne wciągajace teksty :)

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*