panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

odchudzanie

Ekspresowe odchudzanie, część 1 (Motywacja, cel i to czego o odchudzaniu głośno się nie mówi)

| 0 comments

 

 

Ekspresowe odchudzanie, seria w odcinkach, a w nich miedzy innymi mowa o:

 

Ekspresowe odchudzanie, część 1 – Motywacja, cel i to czego o odchudzaniu głośno się nie mówi

 

Paskudna niespodzianka: nie wejdę w ciuchy z tamtego roku! – motywacja przez wizualizację

Lato to czas zgrozy dla grubasów, szczególnie tych, co obrośli tłuszczykiem ostatniej zimy czy ostatniego roku, i jeszcze nie zauważyli, albo nie przyzwyczaili się do większego rozmiaru i z przerażeniem mierzą ciuchy z poprzedniego sezonu. Rzeczy w szafie czekają, w sklepach pełno kolorowych ciuchów, a człowiek w głowę zachodzi jak to się stało, że w nic nie wchodzi!

Do każdej zmiany, nie tylko sylwetki trzeba się przygotować, a przed wszystkim dobrze zmobilizować. Najłatwiej zrobić to przez wizualizację celu, wtedy więcej koncentrujesz się na tym „lepszym”, do czego dążysz niż nad tym, co jest w chwili obecnej. Szczególnie ważne przy odchudzaniu, aby nie zamartwiać się, jakie teraz mamy grube uda czy ostający brzuszek i utrwalanie tego obrazu, którego nie znosimy, a najgorsze chyba jest słynne powieszenie zdjęcia grubasa na plaży na lodówce i motywowanie się „musze przestać żreć, bo będę tak jak on/ona”. Automatycznie w naszym mózgu zakoduje się przekaz „nie jestem jeszcze taki gruby, jeszcze mogę sobie pofolgować”.

Realizacja każdego planu, nie tylko odchudzania zaczyna się w głowie, grunt to chcieć, a aby nie skończyć na jednym kilkudniowym zrywie i chcieć przez kilka tygodni czy miesięcy, naprawdę trzeba przekonać swoje drugie ja. Rozum (czy jak kto woli nasze ego) będzie się buntować, bo odchudzanie automatycznie kojarzy się z wyrzeczeniem i ciężką pracą w pocie czoła.

Największym wrogiem, a zarazem sprzymierzeńcem jest przecież nasz mózg, trzeba jak najszybciej go wytresować, przekonać siebie, że nie będzie aż tak ciężko, a nawet gdyby to warto : „no pain, no game” i do tego, aby nasz umysł nie mieszał w stylu „jestem gruba, nie dam rady, dziś nie mam czasu”. Jak to zrobić: pierwsze w głowie zaszczepić wizję tego, co bardzo chcemy osiągnąć.

Każdy ma na to swoje sposoby, ale najtrudniej motywują negatywy, więc np. zamiast zdjęcia grubasa powiesić swoją fotkę z dawnych czasów, gdy byliśmy zadowoleni ze swojego ciała, albo kogoś z pięknym ciałem np. zdjęcie aktorki. Ja nie wieszam zdjęć wystarcza mi wizja, że zbliża się lato, trzeba się będzie rozebrać nad jeziorem, czy nad morzem.

Właśnie zbliża się sezon eksponowania ciała, ale nie wszyscy są gotowi na bieganie półnago po plaży. Szczerze mówiąc ja też, ale mam zamiar coś z tym zrobić i pobiegać w bikini po mieście! Mimo pokus rozleniwionego ciała nie kupię ciuchów w większym rozmiarze, jeszcze jest trochę czasu, aby pozbyć się nadmiaru zbędnych kilogramów!

Kilka tygodni wystarczy, aby ze spokojem rozebrać się na środku ulicy i bez kompleksów bawić się jak dzieciak. W tym roku motywuje się chęcią wystąpienia w bikini w centrum miasta, gapiów będzie tysiące jak zwykle przy takiej okazji, więc trzeba będzie wypaść dobrze. Do zobaczenia na najdłuższej ślizgawce ulicznej!

Może by się odchudzić się ekspresowo 1,5- 3,5 kg na tydzień?! – Waga, czy nadwaga Twoim wrogiem?

Fachowcy w dziedzinie odchudzania pewnie krzywią się na samą myśl i będą próbować przekonać, że to za szybko i dopuszczalny jest maksymalnie 1 kg na tydzień, ale jak ktoś chce zrzucić 10-12 kg do lata, to nie ma wyjścia. Da się to zrobic bez uszczerbku na zdrowiu i da się w ten sposób osiągnieta wagę utrzymać, oczywiście z odrobiną wysiłku!

Nie dziwię się profesjonalistom, bo mają powody. Nie raz już zrzucałam ekspresowo i znam to od podszewki. Niestety trzeba się z nimi zgodzić, że dwa największe zagrożenia przy szybszym zrzucaniu wagi to problemy ze skórą i efekt jo-jo ( o tym w dziale poniżej), więc bez zabezpieczenia tych dwóch rzeczy nie ma co się porywać na ponad 1kg w miesiącu!

Warto natomiast przyjrzeć się sprawie bardziej dokładnie nim narzucimy sobie ile tygodniowo chcemy zrzucać. Pierwsze to osoby, które mają sporą nadwagę i tak zrzucają 3-4 kg na tydzień, a osoby tylko mocno zaokrąglone zrzucają ten 1 kg, natomiast Ci, co modelują ciało najczęściej nie tracą nic lub przybywają na wadze przez zastąpienie tłuszczyku tkanką mięśniową.

Tak czy owak ktoś kto waży setkę zrzuci szybciej 20 kilo i dojdzie do 80 kg, niż ktoś kto waży 80 zrzuci to 20 w drodze do 60kg! Krótko mówiąc to sprawa indywidualna, zależy od tego, co mamy na starcie i jaki mamy organizm, a my możemy sprzeczać się tylko, kto traci tłuszcz, a kto wodę i kiedy.

Jedyne, co naprawdę warto omawiać, to jaka powinna być modyfikacja w żywieniu np. ograniczenie cukru, czy generalnie w stylu życia np. zwiększenie aktywności fizycznej itp. zmiany, które zaowocują utratą rozmiaru, a co do wagi to bywa różnie. Sama waga i tak będzie się wahać, nawet w ciągu dnia zmiana 1-2 kg to nic dziwnego, a do tego kwestia budowy, są ludzie, którzy zawsze będą ważyć więcej niż to, na ile wyglądają.

Jeżeli spodziewasz się wizualnych efektów, to lepiej na wstępie „olej” wagę, to tylko jeden z punktów odniesienia, jak już musisz się ważyć to rób to raz czy 2 razy w miesiącu, zamiast skupiać się na kilogramach, skoncentruj się na cm lub rozmiarach, one najbardziej cieszą i ludzie widzą czy masz ich mniej, nie masz na czole wypisane ile ważysz.

Chyba bezpieczniej i wygodniej wyznaczyć sobie cel np. 2 rozmiary w dół, znaleźć na dnie szafy czy kupić takie przyciasne/za ciasne spodnie np. na ciucholandzie i sprawdzać, kiedy się zmieścisz – satysfakcja i motywacja gwarantowana! To przede wszystkich waga jako urządzenie jest Twoim wrogiem, to ona zniechęca i przeraża, a Twoim przyjacielem w czasie odchudzania jest metr krawiecki i notatki jak Cię ubywa na objętości!

 

To, czego generalnie nie mówi się omawiając przybieranie na wadze i efekt jo-jo

Co do efektu jo-jo to powinnam milczeć, bo w sumie go mam, ale mimo to naskrobię kilka zdań. Nie każdy efekt jo-jo jest spowodowany bezrozumnym odchudzaniem, czy stosowaniem „cudownych diet”, u wielu osób, które nigdy nie katowały się odchudzaniem problem wagi i efekt jo-jo pojawia się w związku dziedziczna tendencją do tycia lub z problemami zdrowotnymi.

Wbrew pozorom niektóre problemy ze zdrowiem prowadzą do nadwagi, tu najczęściej wynika to z stosowanych preparatów farmakologicznych i dłuższych okresów unieruchomienia, a przede wszystkim „uziemienia” dzięki zakazom uprawiania fitness po przebytych zabiegach operacyjnych. Większość operacji prowadzi do zakazu dźwigania powyżej 2kg i na okres 2-5 miesięcy rezygnacji z siłowni, a nawet jazdy na rowerze.

Oczywiście, że rehabilitacja lub niewielki wysiłek pod kontrolą specjalisty dozwolony, ale ani on, ani przycięcie dziennego spożycia kalorii o te zalecane 400-500cal dziennie nie zawsze wystarcza. Szczególnie, gdy osoba była do tej pory bardzo aktywna fizycznie i dochodzą do tego zażywane lekarstwa, które należą do grupy „ułatwiających tycie”.

Niestety łykając niektóre leki ludzie przybierają na wadze np. biorąc leki na astmę, alergię, tarczyce, depresję, czy choroby psychiczne. Najczęściej są to lekarstwa z grupy beta-blokerów, które znacznie spowalniają przemianę materii. Druga grupa to pigułki antykoncepcyjne, a trzecia to antydepresanty pobudzające apetyt np. olanzapina i risperidon stosowane w schizofrenii, czy tak popularny na uspokojenie diazepan.

Krótko mówiąc, nie chcę się tłumaczyć, bo w moim przypadku, wina leży akurat po obu stronach tzn. stan zdrowia i zmiana trybu życia na bardziej siedząco-leżący, ale chcę zwrócić uwagę, że zaokrąglamy się z różnych powodów, a większość ludzi uważa, że ktoś z nadwagą to leń, a jego nadwaga to tylko własne zaniedbanie, a nie zawsze tak jest.

Ten powszechnie panujący stereotyp jest bardzo krzywdzący dla tych, co leczą się hormonalnie z powodu niedoczynności tarczycy lub zespołu policystycznych jajników, czy astmy oskrzelowej, czy łykają leki przeciwlękowe i nasenne tzw. benzodwuazepiny, które powodują zwiększenie masy ciała (spowalniają i osłabiają aktywność fizyczną).

Na zakończenie o lekach tylko 2 sprawy, lekarze nie chcą zmieniać kuracji, jak przybywamy na wadze, bo działa na to, na co została przepisana, a poza tym z reguły są to tańsze leki starszej generacji, więc mają podstawy ekonomiczne, aby je utrzymać w użyciu. To, co powinniśmy wiedzieć, to zbędna masa ciała nabyta w ten sposób nie zejdzie łatwo jak kilogramy nabyte z obżarstwa, a na pewno nie sama, nawet po odstawieniu leków!

Dietetycy, lekarze i rehabilitanci i tak przyrost wagi zwalą na nas, czyli pacjentów, a nie na sterydy i inną farmakologię, nawet nie chcą uznać, że za tycie odpowiedzialna jest karbadiazepina (lek przeciwpadaczkowy). Jeżeli przyznają głośno, że leczenie depresji, alergii, czy reumatoidalnego zapalenia stawów powoduje tycie to stwierdzą, że nie można przerwać terapii bez szkody dla chorego i ryzyka zaprzepaszczenia dotychczasowych skutków leczenia.

To jedna ze stron medalu, a druga to na geny, chyba nic nie poradzimy na to,  a do tego dochodzi niezdrowe „współczesne” tuczące jedzenie, wydaje się zrobić możemy nie wiele, ale to nie zwalnia nas od walki o figurę, która nam się podoba. Nie można pod pretekstem niesprzyjających warunków się poddać i nie robić nic. Nic nie robienie doprowadzi do jeszcze większych kłopotów zarówno zdrowotnych jak i estetycznych.

Krótko mówiąc Ci ze skłonnościami wrodzonymi i na pastylkach „sprzyjających przybieraniu na wadze” będą wyglądać jak tuczniki 2-3 razy szybciej. Natomiast trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że będzie im dużo trudniej i wymaga to więcej regularnego wysiłku i poświęcenia czasu, a dość często wyglądają masywnie mimo odwiecznych męczarni. Niestety nie ma tu sprawiedliwości, ale nie ma też litości i wyrozumiałości dla leniuszków.

 

Walka o lepsze ciało, pamiętaj o prostych trikach, aby nie została wisząca skóra na pamiątkę!

Odchudzanie to nie tylko spalenie tłuszczu, ale zadbanie o mocno naciągnięta skórę. Skóra musi się skurczyć, aby nie zostały na pamiątkę wiszące falbanki. W sumie, co nam po nam zrzucać wagę, jeżeli nigdy nie ubierzemy skąpego kostiumu publicznie? Z punktu widzenia zdrowotnego nadmiar wiszącej skóry to pryszcz w porównaniu ile zyskujemy dobrego na utracie kilogramów i nie ma sensu rozpisywać się o zyskach dla serca i innych organów, którym otłuszczenie nie służy.

Natomiast z punktu widzenia psychiki i estetyki nadmiar luźnej skóry to masakra. Sukces pozbycia się kilkudziesięciu kilogramów zawsze będzie przyćmiony przerażeniem na samą myśl, że mamy stanąć w bieliźnie przy ludziach nawet często nie chodzi już o wizytę na basenie czy plaży, ale rozebranie się w pełnym świetle przy własnym partnerze może prowadzić do kompleksów. Lepiej się na to nie narażać, a jak już pojawił się problem to jak najszybciej się zająć jego eliminacją.

To nie prawda, że ciąża, czy odchudzanie doprowadza do „zwisów skórnych” na całe życie. Jedyne, co jest prawdą to jest takie ryzyko, niektórzy tak mają, ale jeżeli popracujesz to zmusisz skórę do powrotu na miejsce. Żmudne zajęcie, ale bardzo opłacalne. Wiem, ze niektórzy mają problem ze skórą już po pozbyciu się pierwszej dychy, ale nawet przy zrzucenie wagi do 50kg w 95% przypadków jesteś w stanie to zrobić (co do wyższych rekordów wagowych to faktycznie można dyskutować i szczególnych problemów ze skórą, wtedy plastyka może być konieczna!)

Teraz pewnie zastanawiasz się jak uratować wiszącą skórę, albo jak nie doprowadzić do takiego stanu? Naukowcy i lekarze wymądrzają się non stop, a producenci kosmetyków prześcigają się nawzajem, aby ten problem rozwiązać, a na to jest tylko jedna prosta recepta – 1. odpowiednia dieta (niestety najwięcej grubasów jest niedożywionych, bo brakuje im witamin i składników mineralnych) czas i systematyczne dostarczanie odpowiednich odzywek bezpośrednio do skóry (wcieranie, wmasowywanie i moczanie się w pewnych substancjach).

Kasa tutaj na odpowiednie specyfiki nie jest tak ważna, jak wiedza i systematyczne jej stosowanie w praktyce. Głównym problemem jest cierpliwość, ludzie naciągają skórę tyjąc latami, a chcą ją naprawić w kilka dni, tak się nie da, na to potrzeba czasu i jest to raczej długi proces, gdy nie zaczniemy pracować nad skórą w pierwszym dniu odchudzania, tylko jak już mamy wiszące fałdki z nadmiaru skóry, długi, ale odwracalny. Jak tanio i szybko pozbyć się wiszących fałdów skóry, albo zwiększyć elastyczność skóry i nie dopuścić do „zwisów” omawiam w części 4.
Jak utrzymać wagę uzyskaną w trakcie odchudzania.

Odchudzanie zaczyna sie w kuchni, trzeba dokonać pewnych zmian w sposobie odżywiania, więc jeżeli zamierzasz po okresie intensywnego odchudzania wrócić do starych nawyków jedzeniowych, to efekt jo-jo, czyli powrót kilogramów, czasem nawet z nawiązką gwarantowany. Musisz utrzymać zdrowszy sposób przyżądzania pokarmów i nadal jeść w odstępach nie większych niż 3 godziny. Możesz natomiast jeść wiecej, ale z umiarem, a nie obżerać się!

Warto też nadal być aktywnym fizycznie, aczkolwiek nie musisz aż tak się wysilać. Krótko mówiąc ćwiczysz krócej lub nie aż tak ciężko jak w trakcie odchudzania, ale nie możesz osiąść na laurach, bo z czasem utracone kilogramy powrócą i wtedy to już możesz mieć pretensje do samego siebie, że znów czeka Cię żmudna praca odchudzania. Najczęściej na odchudzanie aktywność ruchowa zajmuje ok godziny, a na utrzymanie wagi wystarczy 25-30 minut, więcej szczegółów znajdziesz w odcinku 3 Ekspresowego odchudzania.

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*