panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

odchudzanie

Ekspresowe odchudzanie, część 2 (Zmiany w codziennym jadłospisie, zamiast męczacej „cudownej diety” na odchudzanie)

| 0 comments

 

Ekspresowe odchudzanie, seria w odcinkach, a w nich miedzy innymi mowa o:

  • Część 1 – Motywacja, cel i to czego o odchudzaniu głośno się nie mówi (motywacja i wizualizacja celu, nadmiar kilogramów i efekt jo-jo, przybieranie na wadze w trakcie leczenia, falbanki ze skóry – ratowanie skóry przed zwisaniem po odchudzaniu)
  • Część 2 – Zmiany w codziennym jadłospisie, zamiast męczacej „cudownej diety” na odchudzanie (jak pozbyć się średnio 2kg na tydzień, precz z dietą cud – modyfikacja jadłospisu, suplementy i inne wspomagacze (od ziół do narkotyków) PONIŻEJ
  • Część 3 – Aktywność ruchowa, aby pozbyć się 2 kg na tydzień (ruch i aktywność fizyczna, alternatywy dla wrogów siłowni i nielubiących gimnastyki, inne rzeczy topiące tłuszczyk i wagę o ponad 2kg tygodniowo)
  • Część 4 – Co zrobić, aby skóra nie wisiała po odchudzaniu i redukcja rozstępów. (SOS luźna lub obwisła skóra po odchudzaniu, recepta jak poprawić wygląd i skutecznie zwiększyć elastyczność skóry.)
  • Pozostałe odcinki z serii ekspresowe odchudzanie

Ekspresowe odchudzanie, część 2 – Zmiany w codziennym jadłospisie, zamiast męczacej „cudownej diety” na odchudzanie

 

2 kg na tydzień oznacza jeść wszystko, czy nie jeść nic?

O limicie zrzucania 1kg na tydzień, jak to wygląda w praktyce  i problemach np. ze skórą, czy zagrozeniem efektem jo-jo, już pisałam w poprzednim odcinku, więc tutaj to pomijam od razu przechodze do sedna. Cudowne diety i głodówki to droga na skróty do osłabienia, chorób i spowolnienia metabolizmu. W jej trakcie przez chwilę pocieszysz się utratą ciała, a na jej mecie zobaczysz tego ciała 2-3 więcej! Szkoda czasu, katowania się i zdrowia, za to efekt jo-jo gwarantowany. Nie tędy droga, chudnie się jedząc więcej i częściej.

Nim zaczniesz krzyczeć w niebogłosy jakie androny wypisuje, zastanów się dobrze, co znaczy  częsciej np. co 3 godziny, i co znaczy więcej np. wizualnie i objętościowo więcej np. krojąc w plastry ogórka, czy pomidora jest więcej i organizm da się „oszukać”, że się nażarł. Odpowiednia luźna aranżacja talerza, często jest skuteczniejszym trikiem dla oka niż jedzenie na mniejszych talerzach.

Nie każę Ci się katować i egzystować na warzywkach i owocach, nie zaserwuję też diety ograniczającej, co wolno Ci jeść, a co masz eliminować, podam tylko kilka myków jak pozbyć się nadmiaru kilogramów. Wg. mnie jest na to łatwiejszy sposób i można jeść wszystko co się lubi (o tym w rozdziale poniżej), ale proszę pamiętaj, że pisze to nie jako osoba za młodu chuda, maniak z siłowni, trener czy diabetyk, czy lekarz, jeżeli jego porady potrzebujesz to znajdź ich sam, ja pisze to z punktu widzenia zwykłej osoby mocno po 30-ce z genetycznym „rodzinnym uwarunkowaniem do tycia”, po więcej niż jednej ciąży, po kilku kuracjach medycznych, które gwałtownie nabijają wagę.

Nie jest łatwo komuś, kto był pyzaty i krągły za młodu, kto przeszedł ciąże za każdym razem oznaczające dodatkowe 20-25kg, czy ma za sobą zakaz ćwiczeń na pół roku od chirurga i prochy do łykania powodujące tycie i przyszło mu zmierzyć się z walką wagi ciężkiej, jako osoba delikatnie mówiąc „nieruchawa”. Nie piszę po to, aby zasunąć zdjęciami z przed i po, i napawać się sukcesem. Pisze po to, bo ja już tam byłam i wiem, że da się z tego wyjść szybko i skutecznie, a ludzie są okropnie i nie zdają sobie sprawy, jak ciężko widzieć ukradkiem te głupie uśmiechy, czy słyszeć komentarze czy plotki o tym jak się niby zaniedbałaś, a Ty walczysz z niechcianym darem natury czy przypadłością fizyczną.

 

Modyfikacja jadłospisu, walka z mitami, aby tracić 2kg na tydzień.

Nie daj się nabrać na cudowne diety, nie daj sobie wmówić, że jak będziesz na diecie bezglutenowej czy proteinowej to schudniesz na zawsze, a już na pewno nie skazuj siebie na głodówki, bo wtedy stracisz na wadze na pewien okres, ale po zaprzestaniu diety kilogramy powrócą, często w nadmiarze. Za eliminację składnika możesz zapłacić nie tylko zwiększoną wagę, ale też problemami ze skórą, włosami i paznokciami, a nawet poważniejszymi kłopotami zdrowotnymi.

Jedyne, co trzeba sobie uświadomić to zmiany w diecie nie są czasowe, tylko trzeba je wdrożyć na stałe, aby waga nie skoczyła w górę, gdy wrócimy do starych nawyków. O zdrowym odżywianiu jest wszędzie, więc nie ma co się rozpisywać, jedyny problem, że co do niektórych zasad sprzeczają się nawet „mądre i sławne głowy”, więc tylko kilka spraw na które powinno się zwrócić uwagę nim na ślepo zaczniemy podążać za jakimś specjalistom od odchudzania proponującym kolejną dietę jako hit sezonu.

Pierwsze nie tłuszcz jest Twoim wrogiem, a cukier. Tłuszcz możesz jeść, a nawet musisz, tylko zwróć uwagę, jaki rodzaj tłuszczu sobie serwujesz, a cukru unikaj jak ognia. Nie mówię braku kontroli nad tłuszczem, czy o całkowitej eliminacji cukru, czy tylko przestaniu słodzenia herbatki i kawki. Chodzi o to, aby wyrobić sobie nawyk czytania etykiet nie pod kątem kalorii, ale składu produktu. Kaloria kalorii nie równa, to już jest powszechnie wiadome od lat 80 tych, ale naukowcy, diabetycy i lekarze dalej po staremu nawijają, że samo ograniczenie kalorii wystarczy.

Nie będę tu wymądrzać się ani o indeksie glikemicznym ani o NuVal, chcę tylko zwrócić uwagę na mit, że ilość kalorii to odpowiedź na problemy z wagą. Prosty przykład: jedzenie orzechów sprzyja utracie wagi, mimo, że są bardzo wysoko kaloryczne! Ich skład i działanie, wspomaga odchudzanie, głównie dzięki poczuciu wzmożonej sytości, witaminom i innym użytecznym składnikom. Nie wierzysz poczytaj o orzeszkach pistacjowych, odchudzają lepiej niż zielona herbata.

Drugi dość znamienny przykład to alkohol. Powszechnie uważa się, że to puste kalorie i picie alkoholu powiązane jest z tyciem, a to kolejny mit. Wino nie powoduje tycia, spójrz na sprawę uczciwie nie każdy Francuz czy Włoch jest otyły, a piją sporo wina codziennie. Druga sprawa to piwo, właśnie powinno się je pic od czasu do czasu, szczególnie, gdy w przypadku wysiłku fizycznego spuchną nam kostki czy okolica kolana, to zamiast kolacji, warto strzelić sobie kufelek moczopędnego piwka.

Problem w tym, że ludzie przesadzają z ilością, a do tego w liczeniu kalorii nie uwzględniają wpływu czasu wchłaniania pokarmu. Wchłanianie to też ciekawe zjawisko np. organizm nie jest w stanie przerobić wszystkiego, co dostarczamy np. w wspomnianych już orzechach czy popularnych na odchudzanie migdałach. Nikt na to nie zwraca uwagi, najłatwiej powiedzieć, zawierają dużo tłuszczu, więc nie służą odchudzaniu!

A wiesz, dlaczego pół szklanki migdałów codziennie, albo co drugi dzień jest zalecana jako zastąpienie posiłku przy odchudzaniu? Migdały mocno odchudzają z brzucha, gdyż otyłość w tym miejscu zależy od insuliny, a migdały świetnie regulują poziom cukru we krwi, a poziom cukru, a właściwie jego skoki mają wpływ na insulinę, a ona odpowiedzialna jest miedzy innymi za nasz apetyt.  Oprócz regulacji poziomu cukru we krwi, poprawiają stan elastyczności skóry, więc są doskonałe na zmarszczki też. Warto zauważyć, że 100 gram migdałów dostarcza więcej wapnia niż szklanka mleka.

Tłuszcz tłuszczowi nie równy, to na pewno wiesz, wszędzie trąbią o kwasach nasyconych i nienasyconych itd., cukier też cukrowi tez nie równy, dlatego wszyscy zachęcają do używania brązowego, a ja radzę ograniczyć te niezdrowe. Istnieją „zdrowe” tłuszcze , które dodają energii i sprawiają, że Twoja skóra i włosy lepiej wyglądają np. tłuszcze pochodzące z ryb i orzechów. Dokładnie na odwrót działają tłuszcze nasycone, osłabiają i negatywnie wpływają na skórę i włosy np.: w ciastach i ciastkach.

Tłuszcze utrzymują ciepłotę ciała i są bardzo ważne dla budowania komórek ciała witaminy, związki potrzebne do życia i nawet hormony. Tłuszcz nie jest Twoim wrogiem, tylko przeróbka tłuszczu, jaką nam wpycha przemysł spożywczy tzw. trans-tłuszcz. Kosztowna zabawa polega na utwardzeniu tłuszczów roślinnych (uwodornienie, przy obecności katalizatora niklowego), aby uzyskany tłuszcz trans nie psuł się tak łatwo, i był tańszy w produkcji.

Zwykłe tłuszcze są szybko przetwarzane, a ten sztuczny zalega w organizmie, wywołując choroby metaboliczne, a przy okazji miażdżycę, zawały, żylaki, spadek odporności i inne problemy, nawet przyczyniają się do cukrzycę poprzez swoją „insulinową” odporność. Tłuszcze trans są bardzo toksyczne i wysoko kaloryczne, dlatego ich trzeba unikać nie tylko0 przy odchudzaniu, a najwięcej ich jest w gotowych słodyczach, chrupkach, paluszkach , więc to takie produkty powinno się ograniczać, czy eliminować.

Dietetycy przy odchudzaniu skupiają się na redukcji tłuszczów nasyconych, czyli tych pochodzące głównie z mięs (czerwonego) i wszystkich produktów mlecznych, a ja specjalnie nie. Piję pełne mleko do kawy, czy z drożdżami i jak mam ochotę na smażone, to nie zawsze sięgam po oliwkę z oliwek, a częściej używam smalcu niż oleju, trochę dlatego, że tu w Anglii ciężko o rzepakowy, ale głownie, gdy pamiętam, że nawet w przypadku lekkiego przypalenia oleju przechodzi on w trans tłuszcz podnoszący cholesterol. Podobnie jak podczas wykorzystywania kilkakrotnie oleju do smażenia, dlatego nie jadam frytek na mieście!

Ogólnie mało jem poza domem, nie ufam zbytnio tej branży, wszyscy nastawiają się na zysk i dość często serwują mocno przetworzone jedzenie, a jak wiadomo w nim najwięcej niezdrowych dodatków, konserwanty, niepotrzebne i szkodliwe tłuszcze, plus zwielokrotniona dawka cukru. Ukryty cukier jest najgorszy, zdecydowanie bardziej szkodliwy niż te 2 łyżeczki wsypywane do szklanki herbaty.

Ograniczenie cukru to nie lada wyczyn, w dzisiejszych czasach! Samo niepicie słodzonej kawy czy herbaty to pikuś w porównaniu do tego, co zjemy. Ja jestem osobą, która nie słodzi kawy, herbaty, ziółek, nie jem słodyczy, ciast i deserów (czasem raz w miesiącu zjem odrobinę jak mam okres) a eliminacja cukru diety pozwoliła mi oszczędzić spożywania około 100 gramów dziennie. Nie muszę Cię chyba przekonywać jak to odbiło się na mojej wadze.

Pierwsze, co poszło pod młotek to soki z kartonów i jogurty owocowe. Sprawdź etykiety np. jogurt przeciętnie ma 12 do 16 gramów cukru na 100 gr produktu. Masakra! Dawniej jadłam codziennie duży jogurt ok. 400 gr, teraz nie, obecnie jem mały jogurcik ok. 150 gr. 1-2 razy w tygodniu, co oznacza oszczędzone 4 x 12 gr = 48 gr za jeden jogurt, a miesięcznie ok. półtora kilo (48gr x30 dni = 1440gr). Warto było się przestawić na serek wiejski i miksować samemu owoce do naturalnego jogurtu, aby schudnąć.

Co do soków, to już trudniej o zamiennik, bo wymaga ciut więcej czasu. Mimo to, warto zamienić sok z kartonu na napój cytrusowy (1 pomarańcza i pół cytryny wyciskane ręcznie, dopełnić szklankę wodą) i kupić sokowirówkę. Dużo mycia i paprania, ale efekt odchudzający bez wyrzeczeń, zapewniam, że wychodzi na zdrowie i dodaje urody.

Cukier jest trudny do wytropienia w produktach gotowych, producenci nie podają go jawnie, bo nie muszą, z reguły zręcznie tuszują jego ilość na etykiecie np. ukrywając go wśród węglowodanów np. z opakowania batonika dowiadujesz się, ile ten baton zawiera węglowodanów, ale nie zdajemy sobie sprawy, że to wszystko to cukier. Pewnie jak uświadomisz sobie, że ponad połowa batonika czy marmolady to cukier to przestanie Cię na słodycze tak kusić.

A z sokami jeszcze gorzej, bo producenci nie muszą ilości cukru podawać, jeżeli zawiera 15 gr na litr lub mniej! Ciekawe ile cukru wypijamy codziennie zupełnie nieświadomie?! Mleko i chleb też bywają słodzone! Co najgorsze udowodnione już od dawna jest, że cukier uzależnia mocniej niż nikotyna czy alkohol. Nadmiar cukru odkłada się w postaci tłuszczyku, a jedna łyżeczka dziennie ponad dobową rację prowadzi do zwiększenia wagi o kilogram w ciągu roku!

Cukier dodaje się do prawie do wszystkiego od gotowych dań np. na tackach do piekarnika czy mikrofali do napojów, nie mówiąc ile go jest w jedzeniu w puszkach – słodząc można w łatwy sposób poprawić smak i zabezpieczyć je przed zepsuciem. Dużo cukru zawierają płatki śniadaniowe i inne produkty rzekomo zdrowe pumpernikiel, sucharki, biszkopty, a nawet tabletek do ssania na kaszel i preparatów multiwitaminowych.

Trzeba uważać i szukać alternatyw np. zamiast kolorowych płatków śniadaniowych na śniadanie jemy zwykłe płatki owsiane, czy jęczmienne (uwaga te ekspresowe i smakowe też mają sporo cukru). Można też „odchudzić potrawy” nim się je zje np. fani majonezu mogą go mieszać z naturalnym jogurtem, już majonez rozcieńczony w 1/3 jogurtem daje efekt odchudzający. Wciąż kupujesz soki w kartonach, je też można rozcieńczyć wodą, smak może nie ten sam, ale efekt wypicia mniejszej ilości gwarantowany.

Czytanie etykiet przyda się każdemu, a szczególnie tym, którzy często kupują tzw. produkty „niskotłuszczowe”, z reguły zawierają one tyle samo kalorii, albo więcej, niż ich odpowiedniki, ze względu na dodatek cukru! Na koniec zastanów się czy warto ograniczyć cukier tylko do tego spożywanego w owocach i warzywach, które są źródłem cukrów prostych (fruktozy i glukozy)?

Moja rada jest prosta: unikaj tłuszczów trans i ogranicz ile się da cukry, a szczegółowy jadłospis ułóż sobie sam, sprawdź, które produkty w Twoim menu to przysłowiowy gwóźdź do trumny i wypróbuj, które zastępstwo Ci smakuje, a kilogramy same będą znikać. Nie sądzę, abyś potrzebował pomocy dietetyka, czy był zmuszony do kupowania gotowców za 50 zł czy kilkakrotnie więcej, jestem zwolennikiem zasady „naucz się łowić ryby, a nigdy nie będziesz już głodny”.

Natomiast na sam start gotowce mogą być bardzo przydatne, a jak czujesz potrzebę to pogadaj z lekarzem czy dietetykiem. Nie odradzam takich konsultacji, tylko próbuje zwrócić uwagę, że na rozpisanej diecie jest trudniej wytrzymać, nie przez to, że jest kosztowna, czy czasochłonna, bo trzeba zadbać o odpowiednie składniki i wszystko samemu przygotować w odpowiednim stylu np. na parze.

Piszę o tym, bo najcięższe w takim przypadku jest ciągłe jedzenie czegoś innego niż pozostali w domu. Wg mnie korzystniej jest jeść dokładnie to samo co inni, bo nie gotujesz 2 rodzajów obiadu i nie leci Ci ślinka na to co jedzą pozostali. Jest to możliwe, jeżeli zredukujesz ilość na swoim talerzu lub zmienisz proporcje np. więcej jarzyn dla Ciebie, czy „odchudzisz potrawę” np. zdejmiesz skórkę ze swojej porcji kurczaka, albo zastąpisz pewne składniki na zdrowsze alternatywy np. do zagęszczania zup czy sosów zrezygnujesz z mąki czy „sosu z torebki”, a na ich miejsce wstawisz zmiksowane ugotowane jarzyny. Odrobina wysiłku i szperania na necie, to droga, gdzie Ty łatwiej schudniesz, a reszta rodzinki będzie jadła zdrowiej.

 

Napoje i suplementy wspomagające odchudzanie.

Oczywiście na czołowym miejscu jest woda, ale co do jej ilości to już inna sprawa. Nie ma możliwości, aby wszystkich podporządkować do wzorca 8 szklanek dziennie, sama wzrost i waga już nasuwa wniosek, że coś w tym nie gra, że ktoś kto ma 180 cm i waży ponad setkę ma takie samo zapotrzebowanie na wodę jak ktoś 150 i ważący 50 kg.

Wody trzeba pić dużo, ale również z głową. Osobiście czystej wody piję mało, pierwsze jestem niska, drugie nie lubię za bardzo, a trzecie gdy wypiję więcej np. 1,5 lub 2 litry to wypłukuje z organizmu wszystko, co widać w moczu. (Nie kręć z zaskoczenia głowa, nikt nie powinien mieć siusków przeźroczystych jak woda, a takie są jak pijesz za dużą dla Ciebie ilość wody).

Jeżeli nie możesz lub nie chcesz pochłaniać takiej ilości wody musisz dać organizmowi dobre zastępstwo, bo ograniczyć spożywanych płynów się nie da, bez uszczerbku na zdrowiu. Co wtedy zrobić? Pić wodę smakową, ale nie taką ze sklepu, pełną cukru i chemii, wystarczy do wody dodać sok z cytryny czy pomarańcza i już mamy „doprawioną wodę, która ma jakiś tam smak, a nie jest bomba kaloryczną.

Osobiście piję butelkę (1,5l.) zwykłej wody, aż 2 dni, ale uzupełniam płyny ziółkami i owocówkami. Tzn. rano popijając kawkę z mlekiem (tak, wiem wg. ekspertów odchudzania to przestępstwo dietetyczne dodawać do kawy pełne mleko, ale wcale się tym nie przejmuję i piję aż 2 kawki dziennie), więc popełniając ten kawowy grzech parzę 6 kubków herbatek ziołowych i owocowych, na zimno lepiej smakują bez cukru i popijam przez cały dzień.

Przejście na takie napoje z soków kartonowych i ograniczenie wody pozwala zmieścić płyny wspomagające odchudzanie i zabezpieczające przed problemami z obwisłą skórą. Zapewniam Cię, że szybciej zaczniesz chudnąc pijąc zieloną, czy czerwoną herbatę niż dodatkowa szklankę wody. Szklanka skrzypu okaże się zbawieniem dla skóry i paznokci, która siada od obciążenia, a co dopiero jak mocno tniesz na jedzeniu!

Nie ma co czarować, że bez wspomagaczy odchudzania się obejdzie jeżeli chodzi nam o szybki sukces, czyli około 2 kg na tydzień, co przekłada się na 8-10 kg na miesiąc. Herbatki ziołowe są wręcz pożądane, najlepiej zaopatrzyć się w różne rodzaje ziółek wspomagających metabolizm i skórę. Pij to co lubisz nie wmuszaj w siebie tego, co Ci nie pasuje, ale próbuj wszystkiego co działa na układ trawienny, jak nie jesteś przyzwyczjony/a to zacznij od zwykłej mięty. Zdecydowanie największy efekt dają zielona i czerwona herbata, oraz chińska herbatka Fenjan, ale picie jej w ilościach zalecanych na opakowaniu to masakra i zabijanie organizmu na raty.

Herbatkę Fenjan stosujemy zgodnie z instrukcją tylko w pierwszym i drugim dniu odchudzania, czyli pijemy jej aż 4-5 szklanek, później pijemy tylko jedną na noc, a raz w tygodniu 2. Dlaczego? Ma właściwości silnie przeczyszczające, a ostry detoks jest Ci potrzebny tylko na starcie. Herbatka Fenjan tak Cię pogoni, że wszystkie odłogi w jelitach, niestrawione resztki jedzenia i ewentualne kamienie kałowe zgubisz w kilkudziesięciu wizytach w kibelku.

Fenjan jest zapewne świetną alternatywą dla lewatywy i działa podobnie tzn. pozbywamy się 3-4kg syfu w jednym dniu. Na start super, ale ani herbatki, ani lewatywy głębokiej nie powinno się robić codziennie, bo nie chodzi nam o odwodnienie, czy wyniszczenie ciała poprzez pozbawienie organizmu wszelkich substancji odżywczych. Krótko mówiąc lewatywa i tego typu herbatki odchudzające stosujemy na starcie lub raz w miesiącu, czy kwartale. Robimy to ze względów zdrowotnych, a drugi powód to nie da się pracować latając co 10 minut do łazienki i jak się da normalnie funkcjonować będąc ciągle zmęczonym sraniem?

Nie polecam pastylek na odchudzanie, sporo chemii i problemy ze snem, albo chodzisz jak śnięta ryba cały dzień, albo obijasz się o ściany nawet w ciągu dnia, większość wzmaga aktywność aż tak bardzo, ze śpisz 4 godziny na dobę, a to nie sprzyja ani regeneracji organizmu, ani traceniu na wadze. Do tego ile było przypadków zawałów i napadów padaczki wywołanych takimi środkami?

Natomiast zupełnie spokojnie możesz kupić błonnik, aby ograniczyć uczucie głodu, czy ziołowe jakieś pastylki na przyśpieszenie metabolizmu np. ekstrakt z zielonej herbaty (jedna pastylka zawiera z reguły tyle, co 8 -9 szklanek wypitej herbatki). Gdy się odchudzam, bez względu na to czy chodzi mi o 3 kg czy więcej to zawsze kupuje „Chitosan” z Olimpu (błonnik) i jakiś termogenik na bazie zielonej herbaty, najczęściej „CLA Thermo” z USN (tłuszczyk w postaci kwasu tłuszczowego CLA z ekstraktami roślinnymi: z zielonej herbaty, kakao, róży i krzewu yerba mate, czyli cała kofeina jest pochodzenia ziołowego).

Nie sugeruj się zbytnio tym, co ja stosuje, czy Twoi znajomi, każdy organizm reaguje inaczej, więc może się okazać, że Tobie służy coś zupełnie innego, mnie akurat po tym waga najlepiej schodzi. Ważne, aby sprawdzić jak reaguje Twój organizm i znaleźć sobie coś odpowiedniego, ale nim weźmie się cokolwiek do ust to dobrze przestudiować skład. Nie znasz danej substancji to sprawdź na internecie, co to, albo zapytaj mądrzejszej głowy, bo z preparatami na spalanie tłuszczyku trzeba bardzo uważać.

Najbardziej jesteś zagrożona/y kupując piguły na internecie, sporo z nich ma inne składniki niż podają na opakowaniu, albo składniki, które powodują, że nawet jedna tabletka może wywołać przegrzanie organizmu jak DNP, a kilka więcej i się ugotujesz wewnątrz nim dojedzie karetka. Bardzo często w takich tabletkach z neta jak i w tych sprzedawanych po kątach na siłowniach przez prywatnych trenerów są narkotyki.

Z narkotykami to śliska sprawa, bo można dowalić do pieca podwójnie, pierwsze nabawić się nałogu i zszarpać zdrowie, a drugie to kłopoty prawnie, bo substancje takie są nie legalne. Są pewne zawody czy sytuacje np. kontrola drogowa jak uczestniczysz w wypadku, że musisz oddać próbkę krwi i nie muszę tłumaczyć co się stanie jak wykażą obecność narkotyku we krwi. Dodatkowa przestroga dla tych co mikeszkają w Anglii, tutaj służba zdrowia może skontrolować Cię przez krew czy nakaz oddychania do maszynki (jak dmuchanie do balonika tylko wdechy i wydechy w odpowiedniej sekwencji.

Ogólnie nie jest to powszechne, ale robią automatycznie jeżeli rzucasz palenie z jakąś organizacją, odchudzasz sie pod opieką NHS, a obecnie hurtowo to badają jak jesteś w ciąży. Zakładam, że  w ciąży chyba nie jeseteś, bo trzeba na rozum upaść, aby się odchudzać w stanie błogosławionym, a może nawet jesteś facetem (?). Natomiast powinieneś wiedzieć, że z oddechu określają czy palisz trawkę i inne ziółka, kiedy zapaliłeś ostatnoiego papierosa itd., więc uważaj i nie opowiadaj bzdur lekarzą, bo jak uwierzą to uwierzą, a jak nie to sprawdzą czy jesteś prawdomówny.

Narkotyki rzeczywiście odchudzają, ale są groźne nie tylko przez uzależnienie, ale przez wywołane przez nie gwałtowne wzrosty temperatury i zaburzenia rytmu serca. Tu w Anglii najczęściej można je kupić lub dostać na siłowni, gdyż z reguły są wliczone w cenę programu u prywatnego trenera. W składzie zawierają johimbinę lub sibutraminę (pochodną amfetaminy). Nota bene to substancje, kiedyś stosowane były w leczeniu otyłości, jednak wycofano je ze sprzedaży podobno z powodu efektów ubocznych, jakie wywołuje, ale przecież wszystkie narkotyki zdejmuje się z rynku.

W Polsce z termogenikami nie trzeba aż tak uważać, bo te co są w sklepach nie mogą zawierać eledryny czy sibutraminy, gdyż te co je zawierają można kupić tylko w aptece na receptę od lekarza, natomiast na emigracji sprawy mają się inaczej! Tutaj bez większego problemu można zdobyć metkę (metaamfetamina mocniejsza od amfetaminy). Metka jeszcze bardziej uzależnia, powoduje poważniejsze uszkodzenia w układzie nerwowym, prowadzi na skróty do choroby Parkinsona i wylewów krwi do mózgu.

Nie dyskutuje więcej, nie miałam nigdy odwagi spróbować, ale widziałam osoby, które odchudzają się na amfie i efekty są rzeczywiście piorunujące, ok. 30-40 kg w kwartał. Działanie głownie polega na zwiększaniu wydzielania hormonów adrenaliny i noradrenaliny, a to pomaga zrzucić wagę, a efekt jo-jo po takiej kuracji pojawia się bardzo rzadko, tylko co z tego jak organizm przechodzi przez piekło, a chudzielec najczęściej ląduje na odwyku.

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*