panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

jabłko_i_kamienie

Homo, homo nie wiadomo.

| 1 Comment

 

Homeopatia, BSM, hipnoza – ostatnio znów zrobiło się o tym głośno na kilku portalach społecznych i forach. W sumie ten  temat również intryguje i mnie, więc dzisiaj będzie o leczeniu niekonwencjonalnymi metodami i stanowisku k/Kościoła do tego zagadnienia. Awantura jest w związku z brakiem potwierdzenia w badaniach naukowych i niebezpieczeństwami natury duchowej.

Metod niekonwencjonalnych jest w bród, sporo z nich ma potwierdzenie naukowe, niektóre co prawda tylko częściowo, ale niektóre go nie mają i wyglądają jak rodem ze świata magii. Nie będę wszystkiego wymieniać, ale tak tytułem wprowadzenia do tematu podam przykłady.

 

magiczna_dłoń

 

Akupresura (leczenie uciskiem), akupunktura (leczenie igłami), czy apiterapia (leczenie pszczelimi produktami), czy fitoterapia (ziołolecznictwo) i kręgarstwo ma swoje potwierdzenie naukowe, albo jak kto woli przesłanki uzasadnione badaniami. Wg mnie i wielu innych jest nieszkodliwe duchowo, więc zabranianie przez większość k/Kościołów stosowania, tego typu metod dziwi mnie. W końcu to tak jakby zabroniono komuś leczenia choroby, bo to nie standardowa procedura i kazano się modlić i prosić b/Boga o cud. Na szczęście niektórzy myślą, przynajmniej niektóre metody są dozwolone do użytku. Właśnie przypomniało mi się, że moja Babcia zawsze latała po zioła do Bonifratrów.

Inne nieszkodliwe dla ducha metody, które zupełnie nie mają potwierdzenia w nauce to urynoterapia (leczenie moczem) i samodzielnie wykonane BSM. Metoda B.S.M. to samoleczenie sprzężeniem ciała z mózgiem, dochodzi do niego, gdy trzymamy dłoń na głowie. Gdy jest ona trzymana nieruchomo, odpowiednio długo w ściśle określonych miejscach, czyli tych odpowiadających ośrodkom w korze mózgowej, które zawiadują narządami.

Są też niekonwencjonalne metody, które nie mają potwierdzenia naukowego, a niestety niosą zagrożenia duchowe, najbardziej znane  to: magia, bioenergoterapia (leczenie bioenergią) i oczywiście homeopatia (leczenie zdynamizowanymi roztworami wodnymi, czyli formą energetyczną danej substancji, która jest najczęściej pochodzenia roślinnego lub mineralnego).

Są również metody potwierdzone naukowo, ale dość niebezpieczne dla ducha jak np. hipnoterapia (leczenie w drodze hipnozy). Jest to bardzo skuteczna metoda, ale jeszcze bardziej ryzykowna i kontrowersyjna, bo oddajemy naszą świadomość w cudze ręce.

 

magiczne_r+¬ce

 

Wg mnie to ludzie mają wolną wolę i mogą korzystać ile chcą z tego, co jest dostępne na rynku, najważniejsze jest, aby byli świadomi tego co robią. Potrzebne są tematy takie jak ten, bo generalnie to wydaje się, że ludzie nie do końca jednak wiedzą, co robią.

Osobiście uważam, że jak ludzie chcą to niech się tak leczą, skoro im to pomaga i mają do tego zaufanie. Nawet, jeżeli to nie ma nic wspólnego z leczeniem i jest na poziomie magii, a może wiary, wiara w końcu cuda czyni. Kościoły będą przeciwne stosowaniu takich metod, bo one wymagają wiary w coś innego i żadna wiara w gusła z ich punktu widzenia nie jest dobra.

W takiej dyskusji najczęściej pojawiają się wtedy dwa cytaty z b/Biblii „0 nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i w błaganiu z dziękczynieniem! (List do Filipian 4:6). „Samej wody już nie pij, używaj natomiast po trosze wina ze względu na żołądek i twe słabości” (List do Tymoteusza 5:23). Trochę kontrowersyjna sprawa, no nie?

 

magiczne_r+¬ce_2

 

Nie korzystam z homeopatii nie dlatego, że mi k/Kościół zabrania, tylko z zupełnie innych powodów. Kościół swoją drogą powinien przestrzegać, tak jak my ostrzegamy swoich przyjaciół przed ewentualnym zagrożeniem.

Człowiek, który chce się leczyć powinien wiedzieć dokładnie na czym polega i jak wygląda to leczenie, jak również mieć wpływ na to, co dzieje się podczas całego procesu. Niestety metody niekonwencjonalne nie są do końca objaśnione, a niektóre pozbawiają człowieka wpływu na to co się dzieje podczas sesji uzdrawiającej.

Szczerze powiem, że nie dziwię się, że dla lekarzy najbardziej niebezpieczna wydaje się urynoterapia, a dla k/Kościoła homeopatia, dlatego na moment się zatrzymam przy tych dwóch.

Nie jestem lekarzem, więc dla mnie leczenie moczem brzmi trochę abstrakcyjnie, ale zastanawiające jest, że uryna zawiera  hormony kory nadnercza – hormony stresu, a jak wiadomo one mogą przynieść ulgę od fizycznego bólu, tylko czy to nie działa jak pastylka przeciwbólowa, a gdzie leczenie źródła choroby?

Otruć moczem przecież też łatwo, pewnie przez zawarte tam azotany, ale dla mnie najważniejsze jest jedno, po co wlewać w siebie coś, co organizm uznał za niepotrzebne, czy szkodliwe i naturalnie wydalił? Sama myśl o gotowaniu sików w garnku już mnie zniechęca, ale pamiętam jak moja Babcia  stosowała sikanie na ranę i listek „babki” lub kapusty. Przyznam, że wszyscy się śmiali, a zabobon skutecznie działał, ale może to przypadek.

Co do homeopatii to też zabobonem zajeżdża, bo przygotowanie lekarstwa wygląda jak jakiś rytuał z dawnych czasów. Miesza się niewielka ilość czegoś, co wywołuje daną chorobę, w myśl leczenia podobnym (łac. similia similibus curantur) z inna substancją np. wodą czy alkoholem. Wstrząsa się i ileś  tamrazy, kilkakrotnir powtarza się cały proces.

Przykro mi, ale nie wiem, czy proces rozpuszczania i potrząsania bardziej kojarzy mi się z laboratorium małego chemika, czy dużego chemika w zakładzie farmakologicznym, czy jednak z wiedźmą z wielką chochlą, która miesza w kotle i nadaje roztworowi magicznej mocy.

 

magiczna_dłóń_2

 

Zwolennicy homeopatii i producenci takich lekarstw sami są temu skojarzeniu winni nadając temu takie tło jak nadają, więc nie powinni być zdziwieni, że większości tak jak mi kojarzy się to z magią. Po prostu za dużo w tym jest o energii witalnej, równowadze, czakrach itp., a to kojarzy się nie tylko z magią, ale także z wchodzeniem na poletko świadomości i ducha!  Nie mogę uznać tego za dobrą metodę, ponieważ  poniekąd jest to dawanie zezwolenia na manipulacje energetyczną, czy psychiczną, i osobiście nie zaryzykuje, że ktoś mi tam będzie w porządki robił, wolę sama sprzątać po swojemu.

Skutecznie odstrasza mnie to, tak jak podobne niekonwencjonalne metody np. bioenergoterapia i hipnoterapia. W sumie tych jeszcze bardziej nie lubię, bo wydają się być bardziej niebezpieczne. W ogóle to niektórym zachciewa się jej stosowania również na zdrowych osobnikach bez ich zgody na leczenie, zbyt wielu próbuje na nas wpływać lub zdalnie nas hipnotyzować z telewizją i innymi mediami włącznie.

Nie mam pretensji do ludzi, że z tego korzystają, ludzie i tak się chwycą wszystkiego jak są na granicy wytrzymałości psychicznej lub „na łożu śmierci” i zapotrzebowanie na cud jest pilne. Chociaż zastanawia mnie, gdy ci bez krytycznej sytuacji też patrzą w tą stronę, ale jeśli to świadoma decyzja, to ich sprawa i szanuję ich wybór. Jeśli nieświadoma to czas się otrząsnąć i jeszcze raz wszystko przemyśleć i podjąć decyzję obiektywną.

Jedno, co mnie zastanawia to upór k/Kościoła w argumentacji, który najczęściej mówi wtedy o działalności szamanów, dzięki któremu mamy teraz stereotyp, że od b/Boga to nie pochodzi, a więc musi pochodzić od s/Szatana. Z jednej strony logika nakazywałaby zaprzestać używania tej gadki, bo budujemy obraz, że k/Kościół ma problem z konkurencją, bo przecież cuda i możliwość duchowego uzdrawiania to ich pole działania, ale z drugiej strony to trudno się dziwić, że im przeszkadza włażenie na ich teren.

 

magia

 

W sumie to jestem zdezorientowana, bo oni każą wszystkim wierzyć w możliwość duchowego uzdrawiania mocą d/Ducha ś/Św., czy Jezusa. A w Dziejach Apostolskich mamy opisane uzdrowienia, których dokonywał święty Piotr,  np. Piotr uzdrowił Eneasza, w taki sposób jak robią to bioterapeuci. ( Dzieje Ap. 9:34) Jednak tu się tłumaczy, że uzdrowił mocą bożą, bo sam człowiek sam z siebie nic nie potrafi, tylko musi działać b/Bóg lub s/Szatan.

Komentować nie będę, bo musiałabym zahaczyć nawet o jogę. Kościół jej też nie lubi, bo jogini o własnych siłach chcą kontrolować swój organizm. Wygląda mi na to, że chcą, aby wierni też nie leczyli się przez autosugestię. Niby logiczne, aby było uzdrowienie, to musimy być jego źródło, lekarz pośredniczący w leczeniu przez b/Boga, albo działanie bardziej bezpośrednie podczas cudu, tak? Nie wiem, czy człowiek sam w sobie nic nie może, czy go b/Bóg  takim słabym stworzył, czy człowiekowi się tą beznadziejność tak wmawia, a może ktoś tu szykuje zamach na wolną wolę? Może autosugestia mogłaby być niebezpieczna, bo wierni sami zaczęliby myśleć? 

Na zakończenie chciałabym szepnąć kilka słów o hipnoterapii.  Hipnoza jest wykorzystywana w niekonwencjonalnej medycynie i w „konwencjonalnej” technice manipulacji człowiekiem. Czasem stosuje ją (w formie sugesti, nakazów i zakazów) w/Wielki b/Brat np. przez reklamy z TV i czasem religia np. charyzmatyczne nauki z ambony. Nie mówię nie korzystajcie, proszę tylko róbcie z rozwagą.

Przepraszam, że teraz powiem w tonie jak kaznodzieja, chociaż nie uzurpuje sobie prawa do prawienia kazań – Uważajcie moi drodzy, bo to pole działania pt. ludzka świadomość, a ono jest bardzo kruche, niebezpieczeństwo  bardzo duże, a wiedza ludzka na ten temat bardzo mała. Trzymajcie się z daleka, bo z stamtąd droga bliska do bycia marionetką w cudzych rękach, do gabinetu psychiatrycznego, albo na sesję egzorcyzmów.

 

magiczne_ręce_dłóń_szatana

 

 

 

Udostępnij na:

One Comment

  1. Samo-leczenie to kiedyś była normalka każdego dnia kiedy ludzie ufali swojej duchowej naturze dla której nie ma żadnych ograniczeń.

    Niestety teraz ludzie bardziej ufają ich myślom albo komputerom i nazywają kiedyś naturalne rzeczy Cuda:)

    Człowiek z natury nie ma żadnych ograniczeń jeżeli pamięta kim tak naprawdę jest.

    Serdecznie pozdrawiam

    Happy

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*