panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

drzewo11

I. Przewrotny los 1.2

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki powieści – Przewrotny Los.

 

***

Kobieta zamarła wpatrzona w niebo, w głowie Lilki szumiało coraz mocniej – co do cholery się dzieje? – Nagle dotarł do niej przeraźliwy krzyk tłumu, ktoś stojący za nią położył jej rękę na ramieniu i wtedy usłyszała:

–        To prawdziwa wojna, przedstawienie to tylko kamuflaż! Uciekaj natychmiast, to wszystko zaraz runie! – nie słyszała tego głosu od wieków, ale znała go bardzo dobrze.

–        To nie możliwe… Tato?  …to ty? Tato? – Lilka powoli odwróciła głowę i rozglądnęła się wokół.

–        To nie iluminacja to prawdziwy ogień, uciekaj! – sylwetka starszego mężczyzny oddalała się coraz bardziej. Zaczął zbiegać jedną z dróg w dółskarpy.

–        Zaczekaj, daj mi rękę! – Lilka krzyknęła jak mała dziewczynka i posłusznie pobiegła za nim.

 

***

Z oddali widziała jak Ojciec nagle skręcił na jedną z dzikich, słabo wydeptanych ścieżek. Przedzierali się, jedno za drugim, bardzo stromym zboczem między kaleczącymi krzewami jeżyn i wysokich jak drzewa chwastów, ciągle w dół, coraz szybciej.

Nagle młoda kobieta zatrzymała się i obejrzała się za siebie. Ogień na szczycie był coraz większy, ludzie chyba krzyczeli, z oddali widziała ich jak cienie, ale nie rozumiała, co wrzeszczą. Wszystko zlewało się z tą dziką muzyką. Przez moment Lilka zastanawiała się, co się dzieje, ale byli zbyt daleko. Nie wiedziała, czy to aplauz, czy panika.

Nagle potknęła się i straciła równowagę. Turlając się w dół próbowała wyhamować i czegoś się chwycić. Nie znalazła niczego, więc resztę zbocza zjechała na przemian raz na tyłku, a raz serfując na brzuchu. Gdzieś z przodu usłyszała głos Ojca – No, to zaczęło się!

Nagle zatrzymała się gwałtownie, boleśnie lądując na drucianej siatce ogrodzenia jakiejś budowy. Ojciec musiał już tą siatkę przeskoczyć, widziała jego oddalającą postać na ciężarówce. – Dlaczego stoi na tej wywrotce i kto nią kieruje? Dlaczego nie poczekał na mnie? – Setki innych pytań zadźwięczało jej w głowie.

Wywrotka zaczęła pędzić wzdłuż rzeki lub kanału, trudno było się zorientować, bo ciemności rozświetlał tylko ogień na górze i chaotycznie wybuchające wokół coraz rzadsze race. Robiło się coraz ciszej i ciszej, tylko pojedyncze huki przecinały powietrze. Coraz wyraźniej słychać było wrzaski tłumu dochodzące ze zburzonego amfiteatru.

Lilka zauważyła jakieś ciemne postacie w krzakach – Pewnie to uciekający ludzie jak ja! –  pomyślałą kobieta. Z oddali dobiegały już tylko stłumione krzyki, nic nie rozumiała, jakby mówili innym językiem, ale docierał do niej ich strach i bezradność. – Boże jak panikują! – przemknęło jej przez głowę.

Spróbowała się podnieść, nogi jej się trzęsły niemiłosiernie, ale reszta była w porządku. Z trudem zrobiła pierwsze kilka kroków, więc nawet nie próbowała wspiąć się na ogrodzenie, zbyt dobrze wiedziała, że w ten sposób nie pokona tej przeszkody.

Rozejrzała się wokół. Po chwili powoli zaczęła iść wzdłuż siatki, która wydawała się nie mieć końca. Porozwijany drut kolczasty u góry  nagle przywołał dziwne skojarzenie „Arbait macht frei” (Praca czyni wolnym) i zakotłowało jej w głowie, w tym samym momencie Lilka zobaczyła olbrzymią bramę.

Powoli kuśtykając, Lilka wreszcie do doszła  do bramy, ale ta nie chciała się otworzyć. Kopnęła ją ze złością kilka razy, a ta tylko zaskrzypiała głucho i nie ustąpiła. Lilka podniosła głowę i spojrzała bezradnie na wielkie wrota. Olbrzymie skrzydła metalowej bramy obwieszone były nieprawdopodobną ilością kłódek i zasuw, na dodatek spięte masywnym łańcuchem.

Przez chwilę przyglądała się im, brama nie była otwierana od wieków, większa część łańcuchów zardzewiała. – Mocno zniszczona, ale taka wielka i masywna, nie ma szans, abym dała rade otworzyć te przeklęte wrota! – pomyślała i z jeszcze większą złością kopnęła kilka razy. Brama zaskrzypiała głucho i złowrogo jakby chciała odpowiedzieć na brutalny atak.

Młoda kobieta już zaczęła odchodzić, gdy usłyszała ponownie zgrzytanie, dużo głośniejsze i bardziej przerażające. Odruchowo obejrzała się i ze zdziwieniem obserwowała jak powoli i z coraz większym jękiem brama się otwiera. Łańcuchy bezradnie wisiały na jednym z powoli otwierających się skrzydeł. Zapominając o bólu wbiegła do środka, jakby się bała, że nie zdąży nim brama się zamknie.

Po chwili Lilka dotarła do krzaków blisko miejsca skąd odjechała wywrotka. Było ciemno i pusto. Nagle rozległ się wielki huk i łomot, a podmuch wiatru przewrócił Lilkę na ziemie. – Chyba runęła ta budowla! – pomyślała i podniosła głowę.  Widziała olbrzymie fragmenty betonu i szkła spadające w dół, obrywające się niższe kondygnacje budowli i zbocza, porywały zachłannie wszystko ze sobą i pędziły przed siebie jak rozwścieczona  lawina. W pewnym momencie kurz przysłonił wszystko.

Oczy piekły Lilkę niemiłosiernie. Przecierała je nerwowo, szła i patrzyła w kierunku odjazdu wywrotki, po chwili  dostrzegła ją, z daleka wyglądała jak dziecięca zabawka. Wywrotka bezradnie leżała przewrócona na jednym boku, ktoś stał oparty o nią i wymachiwał rękami. – Może to Ojciec? – pomyślała Lilka i przyśpieszyła kroku.

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*