panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

londyn 6

Jeszcze raz w Londynie.

| 1 Comment

 

 

To był niezły pomysł przekształcić wyjazd typowo biznesowy do Londynu w prywatną wycieczkę. Uwinąć się ze sprawami służbowymi w jeden dzień, może nawet pół i pławić się w lenistwie, łazić bez celu po mieście i baraszkować w dobrym hotelu. Nawet nie mieliśmy ochoty, aby pozwiedzać przereklamowane i przeludnione miasto!

Nie bardzo lubię te wyprawy do stolicy, wszędzie jest daleko, a w centrum okropnie ciasno. Londyn jest niemiłosiernie zatłoczony. Nawet jak przyjeziesz tu w środku tygodnia, otacza cię przerażająca masa ludzi na chodnikach, nie mówiąc już, co się dzieje na jezdni. Chyba najgorsze jest, że nie da się po tym mieście swobodnie jeździć autem. Nie dość, że są prawie wszędzie korki to zawsze jest problem z parkowaniem. Jak byłam pierwszy raz to nie nieświadomie wjechałam na strefę (congestion zone), po powrocie do domu miałam niespodziankę, bo po jakiś dwóch tygodniach przyszedł mandat do opłacenia.

Nawet jak opłacisz wjazd na strefę to i tak masz kłopot z poruszaniem się autem. Nie wszędzie da się wjechać i postawić auto, jeździ się kilka razy dookoła nim się znajdzie miejsce, szczególnie jak posiadasz duże auto, które nie wciśnie się w małą dziurkę, a z reguły zajmuje to więcej czasu niż chodzenie na piechotę po centrum. Tym razem w ramach próby rozwiązania problemu, wszystko zorganizowane zostało inaczej.

 

londyn1

londyn8

Samochód pozostał poza strefą, ale wciąż na jej granicy od strony Merylebone. Przecież parking na Bell Street kosztuje £12 za 5 godzin, czyli mniej więcej tyle samo, co w samym centrum. Tym razem też nie wynajęliśmy hotelu w centrum, bo jaki jest sens, jeżeli oni nie mają swojego parkingu? Tzn. poprawka jeżeli nie płacisz za noc ok. £500 za nocleg, tylko decydujesz się na  £120- £200 za pokój to wtedy masz kłopot z autkiem. W Londynie tylko najdroższe hotele mają swoje parkingi, które są dość małe i niestety nie pomieszczą wszystkich aut gości.

Chodzenie po mieście bywa uciążliwe, ale w sumie załatwiliśmy więcej niż można się było spodziewać. Nawet starczyło czasu na zwiedzanie, smaczny obiad, posiedzenie na trawce i na ławeczce wśród drzew w pobliskim parku.

 

Londyn7

Londyn9

 

Tylko ludzi wszędzie za dużo, nawet przerwa na łonie natury jest przez to dziwna. Siedzisz sobie i zamiast ciszy, czy śpiewu ptaków masz na każdej alejce przewalający się tłum ludzi, zasłaniają nawet pięknie przycięte i kwitnące krzewy.

Zaskakujące: ogromny zgiełk rozgadanych przechodniów, którzy nawet w parku śpieszą się przed siebie. Dlaczego ci ludzie nie potrafią się chociażby na moment zatrzymać? Usiądą na moment, szybko zjedzą kanapkę kupioną w markecie, albo pobliskim fastfoodzie i znikają za zakrętem. Żeby to chociaż była przerwa obiadowa, to byłoby bardziej zrozumiałe, a tak? 3-5 minutowy przystanek w parku i ekspresowy powrót do rutyny życia? Tak, przyjeżdżając tu, wcale nie trzeba się starać, aby zobaczyć prawdziwy wyścig szczurów. Nawet turyści tu się śpieszą i prawie w biegu, w ogóle się nie zatrzymując robią pamiątkowe fotki! Trzeba się nastarać, aby na zdjeciach nie mieć za dużo obcych twarzy!

Londyn jest zupełnie inny niż Midlands. Ma dużo wyższe i masywniejsze zabudowania, a poza centrum większość z nich nie pasuje do siebie nawzajem jakby powyrywane z różnych stylów i epok, poukładane bez składu i ładu, aby wykorzystać każdy wolny skrawek przestrzeni. Mało jest tu zieleni, ale widać, że ludzie tęsknią za naturą i próbują coś z tym zrobić. Wyjątkowo ładne i zgrabne ogródki skrzyniowe, tarasowe, ozdobne wielkie donice, czy ścienne (the vertical garden) dodają miastu lekkości i poprawiają jego atmosferę.  Poza centrum niestety niewiele ciekawych miejsc, a może to ta nadmierna ilość dźwigów budujących wielkie betonowe wieże na gruzach stylowych kamieniczek takie robi złudne wrażenie wrażenie?

Wcale mi się nie podoba komercja i gdzie się obejrzysz  to slamsy dla ludzi, pewnie wynajęte za makabrycznie wysokie czynsze. Zdecydowanie wolę „starego typu” angielskie zabudowania, mają swój urok i nie straszą udziwnionymi kształtami, do tego jakoś współgrają ze sobą, nie tworząc wrażenia przejaskrawionego wysypiska współczesnego kiczu. Nie mój gust i na szczęście tam nie mieszkam, wpadam tylko kilka razy w roku i nie mogę się nadziwić jak ludzie żyją w takim tłoku i zgiełku!

 

Londyn4

londyn3

Londyn10

londyn11

 

Z hotelem dziwnie się ułożyło, zamówiliśmy przez Internet w ofercie last minute. Wszystko było top-secret, chyba tylko w Anglii jest możliwe kupowanie hotelu w ciemno. Znasz cenę i okolice, ale nie wiesz, w jakim hotelu kupujesz pokój, możesz tylko zakładać jaki standard po ilości gwiazdek!  Mimo wszystko udany zakup, pokój niezły z widokiem na wybrzeże, a cena dużo niższa jak na Canary Wharf.

Jedyny mankament, to ciężko było z wieczornym spacerem wzdłuż brzegu, większość przejść pozamykana, właściwie jedyny dostępny kierunek dla pieszego to ruchomy most. Ciekawe wrażenie, widzieć przez szpary łączenia Tamizę pod sobą, pilnować sygnalizacji świetlnej jak na pasach ulicznych i oddalając się na drugą stronę brzegu zastanawiać się, czy jak wrócisz to most jeszcze będzie, czy już nie. Kurczę nawet nie ma tablicy informacyjnej, czy go zamykają na noc, jak często i na jak długo most się podnosi. Na szczęście most wciąż tam był jak wróciliśmy.

 

Londyn12

Londyn16

Londyn15

Londyn14

Generalnie ten spacer był wyjątkowo dziwny, dodatkowo urozmaicony obserwacją i hukiem startujących samolotów. Trochę zaskakujące widzieć z dołu jak podrywają się olbrzymie maszyny do góry i mieć je po kilku sekundach tuż nad głową. Z zadartym do góry dziobem wyglądają dość majestatycznie, gdy tak z rozmachem wzbijają się w niebo.

Na szczęście w hotelu nie było ich słychać, podwójne okna i dźwiękoszczelne szyby spełniają swoje! Tylko okna nie ma jak otworzyć, ale od czego jest klimatyzacja?! No właśnie, klima działała bez zarzutu, więc wszystko było ok. Jak na dwa dni pobytu, to całkiem udana wycieczka.

 

Londyn13

londyn5

 

Za miesiąc znów tu wrócę na 2-3 dni…

 

 

Udostępnij na:

One Comment

  1. Pokazujesz Londyn od zupełnie innej strony niż wszyscy.

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*