panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

monety_funty_angielskie

Kim jest Laura? – część II

| 0 comments

 

Kim jest Laura? – część I

 

***

Ranek był jasny i dość ciepły. Laura szła do sklepu, miała dość dobry humor, ale gdzieś na dnie serca czaił się dziwny niepokój. Z ciekawością rozglądała się wokół siebie, nie widziała zbyt dużo ludzi jak na tą porę dnia. Jak zwykle wszyscy śpieszyli się, matki prowadziły dzieci do szkoły, pojedyncze samochody na ulicy. Biała śmieciara zatrzymała się tuż przed nią. Dwóch rozgadanych facetów przecięło jej drogę, zmierzając do wystawionych przed kamienice kubłów.

Laura uśmiechnęła się, może do nich, może do wschodzącego słońca, a może do ptaków, których świergot dochodził z oddali. Szła dalej i patrzyła na zasypane śmieciami ulice. Anglia jest wyjątkowo brudna, wszędzie pełno syfu, przesypujące się kubły, wszędzie pełno czarnych worów. Pozostawione byle gdzie, szybko zostają potargane przez głodne zwierzęta. Dzikie koty, lisy i szczury w nocy rozwalają wory w poszukiwaniu resztek jedzenia. Później wiatr niesie wszystko co lekkie zasypując świat lawiną śmierdzących ludzkich odpadków.

Ludziom nie chce się swoich śmieci donieść do kubła czy domu, rzucają byle gdzie. Niby porządny kraj, a za rzucenie peta na chodnik grozi grzywna £50 funtów, tylko nikt się niczym nie przejmuje, niczego nie pilnuje, a mundurowi maja to gdzieś, czasem urządzają pokazówę. Na trawie znajdziesz wszystko: butwiejące ciuchy, worki foliowe, resztki niedojedzonego fast fooda, puszki, butelki, monety, a nawet zużyte podpaski. Nikogo to nie obchodzi, nikogo to nie dziwi i nikt już na to nie zwraca uwagi! Monarchia, a może anarchia – pomyślała Laura.

***

Ktoś siedział w zaparkowanym przy krawężniku aucie, radio było głośno włączone, znów trąbili o młodym człowieku zbierającym pieniądze na walkę z rakiem wśród młodzieży. Laurę to trochę drażniło, wcale nie kojarzyło jej się dobrze i chociaż £5 o które prosili nie było żadnym kłopotem, aby  wspomóc, postanowiła nie popierać tej akcji.

Pierwsze to szczyt, aby chorzy musieli żebrać publicznie o pomoc i samo wspomnienie o tym wkurzało ją na maksa. Drugie to wg niej rak jest chorobą cywilizacyjną, wywołaną przez zmiany w środowisku naturalnym, ceną jaką płacimy za postęp techniczny, zatruta natura, chemią naszpikowane jedzenie, nic dziwnego, że organizm ludzki się buntuje.

Do tego była przeciwnikiem stosowanych terapii, absolutnie nie wierzyła w lampy i chemioterapię, dla niej było to tylko chwilowe zaleczenie problemu, a nie pozbycie się go na zawsze, bardziej kojarzyło jej się z przedłużaniem agonii niż z oferowaną pomocą. W dodatku pacjent nie ma możliwości wyboru leczenia, w większości krajów jeżeli nie poddasz się  takiemu leczeniu nie masz prawa do innych środków np. nie możesz poprosić o operację usunięcia zmutowanych komórek.

Rak kojarzył jej się z umieraniem na raty w zgodzie ze służbą zdrowia, albo skazaniem na samotną walkę poza systemem. Sama nie poszłaby za żadne skarby na badania, czy jakiegoś tam raka nie ma, chociażby nie wiem co, wolała zdychać w bólu i samotności. Nie cierpiała lekarzy, niech korzystają z ich pomocy ci, co im ufają. Rzadko bywała u nich z wizytą, w wielu sprawach pomogli, ale niszcząc coś innego przy okazji. Generalnie uważała, że cena jest za wysoka i z biegiem czasu uodporniła się na ból.

Może kwestia tego, ze nigdy nie dopuściła do swojej świadomości, że jest chora pomagała jej przetrwać? Odkąd przestała chodzić do lekarza nie chorowała, tylko czasami przyplątał się jakiś wredny wirus czy przeziębienie, z którym walka domowymi sposobami była dużo wolniejsza, ale równie skuteczna, co cholerne pastylki.

Z czasem doszła do wniosku, że obecny sposób życia zbyt osłabia nasz własny, wbudowany w ciało system obronny. Oczywiście nie można całkiem zrezygnować z powszechnie wpieranego przez rząd i media modelu życia, ale można ograniczyć jego wpływ i próbować stworzyć własny.  Chociażby poprzez unikanie rzeczy najbardziej skażonych.

Laura włożyła do koszyka ziołowa pastę do zębów, była skuteczniejsza i bezpieczniejsza niż te z reklamy, przeładowane fluorem. Sięgnęła po mięso, wybierając starała się nie myśleć o paszy jaką jadły te zwierzaki nim trafiły do ubojni.  Jak by się głębiej zastanowić to trzeba by było przerzucić się na wegetarianizm i jeść tylko zielonki z własnego ogródka. Pobożne życzenia w mieście nie nałapać chemii, chociażby z wody i powietrza i mieć czas i miejsce na takie ilości!

Laura spojrzała na starszą kobietę ładującą wręcz hurtowe ilości niezdrowej żywności do koszyka. Wspaniały sposób, aby skrócić sobie i bliskim życie! – pomyślała. Spojrzała jeszcze raz na towary w koszyku, połowę z tego czasem kupuję tak dla urozmaicenia i zahartowania na otaczające wszem i wobec toksyczne świństwo, reszty nie kupiłabym nawet dla moich zwierzaków. Kolorowa i smakowita chemia dla samobójców – pomyślała Laura i poszła w stronę kasy.

 

***

Wychodząc ze sklepu zobaczyła wózek, do którego wrzuca się jedzenie dla potrzebujących. Nad koszem, tuż przy suficie, wisiała olbrzymia kamera w kształcie kuli. Kolejny sposób, aby publicznie pokazać jakim się jest dobrym człowiekiem – pomyślała Laura. – Mam nadzieję, że większość ludzi wrzuca tu rzeczy z dobrego serca i nie widzi tej kamery, albo spostrzega ją jako zapewnienie bezpieczeństwa, tak jak nam to wmawia do lat telewizja. Wszędzie kontrola! Nawet zakupów spokojnie nie można zrobić!

Gdy wyszła z marketu , tamten samochód wciąż stał, przez otwartą szybę w oknie leciała znana melodia, jedna z popularnych piosenek właśnie się kończyła. Kilka reklam i znów pojawiło się ogłoszenie o publicznej zbiórce pieniędzy. – Cholera co za dzień! Jednak jestem bardzo aspołeczna i rozdrażniają mnie takie rzeczy.

Inni mają pewnie radość z uczestniczenia w tworzeniu wspólnego dobra, a właściwie rozsławianiu nazwiska żebraka. Proszę do czego to doszło, musisz cierpieć, chorować, żebrać o zainteresowanie i kasę od innych, aby być sławny i lubiany. Abyś ty i inni zyskali prawo do godziwej opieki i spokojnej śmierci.

Najpierw nas karmią zatrutym żarciem i każą żyć w takich, a nie innych warunkach, a jak nasz organizm tego nie wytrzymuje to niezły cyrk musi być, aby go ratować. Hipokryzja na całego, jak ta pseudoekologiczna żywność. Niby z ekologicznej farmy, a o dziwo większość jest bardziej trująca niż ta zwykła. Do tego jeszcze w nadmuchanych trującym gazem leży na półkach w foliowych torebkach.

Wolę kupić nie markowe jedzenie, jest tańsze, więc przeszło przez mniej procesów chemicznych i innych udoskonaleń technicznych. Wystarczy przeczytać skład na puszcze i samemu się przekonać ile dodatkowych substancji zawiera jedzenie z najwyższej półki. Od razu się od niechciewa jedzenia i czytania, bo połowy się nie rozumie, nawet trudno jest wypowiedzieć nazwy tych nieznanych substancji!

Oj jacy uchachani, kończą zbierać drugi milion. Życzę wam powodzenia, zbierzcie i trzeci, pomóżcie jak największej ilości chorych, ja w to nie wchodzę. Budujcie sobie wasz sukces beze mnie, ja wolę kupić żarcie, co siedzi pod mostem i po prośbie wyciąga zmarznięte ręce. Bezimienni żebracy, bezimienni bezdomni wyrzuceni na obrzeża chorego na media społeczeństwa. O nich kurde już nikt nie pamięta, a policja przepędza ich gdzie pieprz rośnie, albo zamyka w pace!

Podszedł do niej jakiś nawalony młody człowiek i poprosił o pieniądze. Laura pokiwała głową, nie lubiła takich, wystrojony i czysty wyglądał na lenia i cwaniaka. – Weź się rozglądnij za robotą, a nie zawracaj głowy przechodniom – pomyślała w duchu i weszła na plac. Jarzyna była w tej samej cenie co w markecie, towar różnego kalibru, bardzo mało kupujących.

Podeszła do stoiska wybrała kilka brakujących w domu rzeczy. Stary sprzedawca zawsze dziwnie na nią patrzył, chyba jako jedyna kupowała najmniej atrakcyjny towar,. Owoce i jarzyny krzywe, niewyrośnięte i niepłukane zawsze znajdowały u sympatię. Płacąc Laura pomyślała, że sama siebie oszukuje, wierząc, że to co nie jest „nadmuchane” i równiutkie, ma mniej chemii w sobie. Tak było zawsze łudziła się, że nie sypnięto zbyt dużo nawozów sztucznych i dlatego one są mniej atrakcyjne, ale zdrowsze.

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*