panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

szpital_korytarz

Kto zabił Marlene?

| 0 comments

 

Małżeństwo Marleny nie układało się najlepiej. Rzadko gdzieś razem wychodzili, nie mieli dzieci, a facet wyglądał na kobieciarza, często ktoś go widywał z laskami w pubach. Wielu znajomych, nawet jej rodzina, nie mogli się nadziwić, że jeszcze są razem. Nie mieli dzieci, a Marlene zdobywała coraz lepsze notowania w sektorze, w którym pracowała. Ludzie gadali o jej szybkiej karierze i wysokim standardzie życia, nawet czasem dokuczali jej, że awans i kasa jest dla niej ważniejsza i nigdy na dziecko nie będzie miała czasu.

Czasem słyszała od matki, że tak to jest jak się bierze udział w wyścigu szczurów to dziecko schodzi na boczny tor, a jak się obudzi z tego snu to będzie za stara na dzieciaka. Powtarzała, aby znalazła sobie porządnego człowieka, machnęła dziecko i może nawet poszła do psychologa, aby ją wyleczył z pracoholizmu. Jej matka namawiała ją do rozwodu i odetchnęła z ulgą gdy wreszcie rozeszli się po latach.

Kulisy jej małżeństwa były objęte jakąś tajemnicą, do której nawet przyjaciele i rodzina nie miała dostępu. Tylko niektórzy wiedzieli, że ma męża z ogłoszenia w Internecie i nie reagowali na to dobrze. O tym, że jest to układ finansowy wiedział tylko jej dwa lata starszy brat i na jej życzenie długo trzymał język za zębami. Marlene miała dwadzieścia kilka lat, gdy wyszła za obywatela pochodzącego spoza kraju Unii Europejskiej. Nie była to żadna wielka miłość tylko czysty biznes. Mieszkali razem, on prowadził swoje życie, a ona swoje. Ona dostała od niego sporo kasy na początku, po ślubie i co miesiąc facet płacił za utrzymanie mieszkania i inne sprawy. Gdy dostał wreszcie obywatelstwo, wzięli rozwód, zapłacił jej ostatni raz i ich drogi się szybko się rozeszły.

James wiedział, że obcokrajowiec nigdy jej nie uderzył i nigdy się nie wtrącał w jej życie, ale nie podobał mu się ten układ. Może dlatego, że ogólnie rodzina miała skłonności rasistowskie, może dlatego, że sam pomysł wydawał mu się  nienajlepszy, a może dlatego, że widział jak Marlene całe życie poświęciła karierze i przestały ją inne aspekty życia interesować. Marlene twierdziła, że jej tak dobrze, nie tylko przez pieniądze, ale przez brak prawdziwych rodzinnych zobowiązań może się poświęcić swojej pasji i nikt się nie czepia, ze jest starą panną, a jego liczne zdrady jej nie ruszają, dopóki nie sprowadza kobiet do domu.

Ku zaskoczeniu Jamesa, Marlene po rozwodzie przeżyła coś w rodzaju kryzysu. Powtarzała, ze dom jest pusty i nie ma z kim wyjść. James twierdzi, że zaczęło do niej docierać, ze kasa i kariera to nie wszystko i po trzydziestce powoli budził się w niej instynkt macierzyński. Niepokoiło go, że siostra nie ma zbyt wielu przyjaciół i pracuje coraz więcej, przestała przychodzić na imprezy rodzinne i nawet nie jest zadowolona, jak on ją za często odwiedza, czy dzwoni.

Pewnego dnia firma Marleny straciła duży kontrakt handlowy i kobieta czuła się bardzo odpowiedzialna za to niepowodzenie. Po kilku tygodniach James dowiedział się, że  nie umiała się z tym pogodzić, poszła podrinkować i potańczyć w pewnym lokalu. Marlene pierwszy raz spiła się w życiu na imprezie, nie wiedziała kto ją odprowadził i wpakował do łóżka, jest w ciąży i nie wie czyje dziecko w sobie nosi.

Marlene nie była zbyt zadowolona i długo biła się z myślą, że dziecko prawdopodobnie oznacza koniec jej kariery, ale zdecydowała się urodzić. Poinformowała matkę, że będzie wychowywać dzieciaka sama, a w papierach napiszą n/a (rubryka ojciec n/a not applicable- nie dotyczy).

Marlene większość czasu po pracy spędzała w sklepach dziecięcych, kupowała ciuszki i zabawki, przerobiła jeden pokój na sypialnię dziecka długo przed porodem. Ostatni miesiąc wzięła urlop, czasem żartowała w rodzinie, że chyba już nie wróci do roboty, bo to dziecko nadaje nowy sens w jej życiu i nie może się już doczekać, kiedy weźmie je w ramiona.

W końcu nadszedł ten najbardziej oczekiwany dzień i urodził się jej syn. James twierdzi, ze był to  niesamowity widok, jego siostra pierwszy raz w życiu wyglądała na prawdziwie szczęśliwą i pokazuje jej zdjęcia ze szpitala. Piękna, bardzo zmęczona twarz pochylona nad niemowlakiem, uśmiecha się z fotografii, jej wielkie oczy przepełnione są dumą i matczyną miłością.

Na drugi dzień po rodzinnej sesji zdjęciowej Marlene w szpitalu żartem powiedziała do swojej matki – Muszę coś z tym zrobić, patrz jak wyglądam, normalna porażka z tym brzuchem. Usłyszał to jakiś pracownik służby zdrowia i zrobił „safeguarding raport”, więc prawdopodobnie matka obarcza winą syna za zdewastowaną figurę i ma stany lękowe i kompleksy. Na tej podstawie w szpitalu pojawił się pracownik socjalny.

Służby socjalne twierdziły, że ma być rozeznanie sprawy, aby zbadać ryzyko nieodpowiedniej opieki ze względu na emocjonalny stan pacjentki.Nigdy nie zdążyli tego zrobić, bo Marlenie zabrali dzieciaka, gdyż zwyzywała lekarza, że jej się bzdury wpiera i nie jest wariatką, aby ją badali psychicznie. Marlene straciła syna, nie miała prawa do odwiedzin, a nawet informacji do jakiej rodziny zastępczej dziecko zostaje przekazane.

Przez kilka dni wszyscy szukali pomocy u prawników i urzędników, ale spraw robiła się beznadziejnie skomplikowana. Prawo mówi, że można dziecko odebrać nawet zaraz po urodzeniu w przypadku dużego ryzyka, nawet bez dowodów, a problem z odwiedzinami polega na tym, że Marlene się uniosła i odmówiła współpracy ze służbami socjalnymi.

Na początku Marlene miała wielkie plany, walczyć o dzieciaka, zaskarżyć donosiciela, aby dać się wysterylizować na wszelki wypadek, aby nie musiała drugi raz tego przechodzić. Później powiesiła się we własnym mieszkaniu, a po kilku dniach do rodziny listonosz przyniósł jej list. „Przepraszam, wybaczcie i zrozumcie, a jak nie potraficie to zapytajcie tych urzędników jakiego jebla miałam”.

James odszukał kobietę, która złożyła raport o tym, co powiedziała Marlene, od którego wszystko się zaczęło. Chciał jej opowiedzieć co się stało, ale kobieta odwróciła się na pięcie i  szybko oddalała się w głąb szpitalnego korytarza. Krzyknął za nią „Przez ciebie odebrali jej syna i ona się powiesiła, to ty ponosisz odpowiedzialność za  to, że moja matka straciła córkę i wnuka równocześnie! Jak możesz z tym spokojnie żyć?!” Podobno kobieta przystanęła, odwróciła się i powiedziała mu prosto w twarz „Jestem dumna, że uratowałam to dziecko od psychicznie niezrównoważonej matki, nim udało się jej zniszczyć jego życie”.

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*

POTWIERDŹ SWÓJ WIEK!

Na stronie czasem pojawiają się drastyczne treści, niecenzurowany język i wątki erotyczne przeznaczona jest wyłącznie dla osób dorosłych. Potwierdź, że masz ukończone 18 lat. .