panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

gest_kaplica_sykstyńska

Ładne kwiatki! (Katoliku nie czytaj) – część 1

| 0 comments

część 1 (poniżej)

część 2

część 3

 

Ładne kwiatki!  – część 1

 

Katolickie wychowanie

Wywodzę się z bardzo katolickiego domu, to niestety zostawia piętno na całe życie. Każdy ma jakiś krzyżyk, jedni mieli pijaka w rodzinie, inni cierpieli głód, choroby, prześladowania polityczne i inne problemy, a ja byłam ustawicznie tresowana na dobrego katolika. Nota bene wcale nim nie jestem, od lat nie chodzę do k/Kościoła, ale jako osoba ochrzczona nadal wciąż należę do tej wspólnoty.

Jako dziecko, a później nastolatka i młoda dorosła osoba nachodziłam się do k/Kościoła więcej niż niejedna dewota. A w domu? Wyklepałam modlitw i klęczałam tyle, że chyba nie jeden katolik przez całe życie jeszcze tyle nie odsłużył, pewnie tylko babcie emerytki mogą iść ze mną w konkury. Nim wyprowadziłam się z domu nasłuchałam się wiele zarówno o b/Bogu jak i o instytucji k/Kościoła, tak bywa jak ktoś urodził się i wychował w bardzo wierzącej, do tego w misjonarskiej rodzinie.

Z upływem czasu nie podobało mi się więcej, a presja, aby chodzić do k/Kościoła i żyć wg jego reguł narastała makabrycznie od dnia pierwszej komunii świętej. Jako gówniarz w podstawówce zaczęłam kwestionować przymuszanie mnie do różnych rzeczy np. chodzenia na drogę krzyżową, bywania w k/Kościele w trakcie tygodnia na codzienne msze itp. Swoją postawą zgotowałam bliskim „iście pańską” drogę krzyżową w domu, mieli na pokładzie czarną owcę i kolejny powód do wznoszenia modłów o moje opamiętanie się i nawrócenie na słuszną drogę.

Na początku moje buntowanie nie miało to nic wspólnego z awersją do religii, raczej było oparte na domaganiu się normalnego dzieciństwa i posiadaniu czasu wolnego na koleżanki czy kolegów. Chcąc podjąć dyskusję i przez narastający bunt wewnątrz, zaczęłam czytać kościółkowe pisma i inne rzeczy o k/Kościele bez przymusu i śledzić działania k/Kościoła, tak wyrosło takie małe hobby: poszukiwanie prawdy, czy ja czegoś nie rozumie czy we własnym domu robią mi totalne pranie mózgu.

Lata zmuszano mnie do celebracji wszystkich świąt, wspólnego odmawiania różańca i litanii, chodzenia wbrew mojej woli do k/Kościoła, głośnego czytania b/Biblii i innych świątobliwych pism. Raz w życiu tylko zaliczyłam lanie w domu, oberwałam pasem przy rodzinie za odmowę czytania na głos. Paranoja! Do dziś pamiętam awantury, moi znajomi mieli zrywkę za wagary ze szkoły, a ja za ucieczki z mszy, pierwszych piątków i podobnych obowiązków.

Od lat nie chodzę do k/Kościoła, nadal jestem czarną owcą i chyba dobrze mi z tym. Skończyła się ustawiczna szopka, bo odkąd jestem dorosła, nikt mnie nie jest już w stanie do niczego w stanie przymusić. Nie należę i nie uczęszczam do żadnego k/Kościoła, wystarczyła mi jedna tresura i z góry dziękuję za każdą kolejną, czytam i zglkębiam jako człowiek ciekawy w co wierzą inni i jakie mają poglądy, więc jestem typowym teoretykiem, który nie  praktykuje jakichkolwiek obrzędów i składania hołdów bożkom. W istnienie b/Boga wciąż wierzę, tyle że nie znam jego imienia i używam pożyczonego z b/Biblii ” jestem, który jestem”

Dzisiaj nie sądzę, aby jakakolwiek religia mówiła prawdę i pozwalała być blisko b/Boga. Od pewnego czasu traktuję religię i instytucje kościelne, jako jedną z form manipulacji społecznej i dodatkowy system zniewolenia człowieka. To tylko jeden ze sposobów tłumaczenia jak powstał świat, skąd wziął się człowiek i jakie jest jego miejsce. Można uwierzyć, że jest to prawda, albo ją odrzucić, albo traktować tak jak ja, jako jedną z możliwych opcji interpretacji tego świata.

 

Piętno dzieciństwa i terapia szokowa p/Papieża Franciszka

Wszczepione w dzieciństwie zwyczaje, wiedza i posiadane przez lata hobby nie raz prowokują do „swoistych powrotów do korzeni”, czyli porównywania i aktualizowania posiadanych wiadomości. W miarę upływu czasu starałam się jak najmniej interesować sprawami tej religii, miałam dość, totalnie mi się przelało, ale nawyk i tak został, odzywał regularnie, co jakiś czas. Chciałam jak najmniej tracić na to czasu i nigdy mi się nie udawało, aż do pontyfikatu papieża Franciszka. Dzięki niemu wyleczyłam się od czynnego obserwowania „katolickiego poletka”.

Nowy p/Papież skutecznie pomógł mi się jeszcze bardziej odsunąć od k/Kościoła. Dziś wiem, dlaczego, zawsze tłumaczyłam sobie, że k/Kościele są różni ludzie, ale wielu których spotkałam na swojej drodze było dobrych, a wszędzie w każdej instytucji trafią się zakały.  Zawsze lubiłam katoli, pewnie dlatego, że ich opinie w wielu sprawach ze „strefy życia cywilnej”, a nie kościółkowej pokrywały się z moim światopoglądem. Wyrosłam na gruncie tej moralności i pewnie sporo od niej przejęłam od takich prostych spraw jak – nie dla aborcji. Zawsze nie zgadzałam się z ich religijną otoczką, ale generalnie popierałam system wartości, który oni wyznawali.

Wartości te były pielęgnowane przez poprzednich papieży, oczywiście nie wszystko w ich działalności mi się podobało, czasem miałam wątpliwości, ale przecież wcale nie musiało mi się wszystko podobać, najważniejsze, że rozumiałam, o co chodzi i wcale nie przeszkadzało, aby bardzo ich lubić i szanować np. Jan Pawła II, był dla mnie autorytetem, później Benedykt też.

Papież Franciszek to zupełnie inny rozdział w moim podejściu do katolicyzmu. On nie wypowiada się jasno po stronie postawy moralnej, jaką do tej pory przyjmował k/Kościół i to mnie odrzuca. Prawdę mówiąc nie podoba mi się nie tylko jego podejście do tradycji k/Kościoła, ale także nie uważam go za dobrego szefa, od zwierzchnika spodziewam się jasnego stanowiska, a nie rozmywania i niedopowiedzeń, które zaciemniają klarowność zasad jakimi się firma kieruje.

Bardzo nie lubię słuchać wypowiedzi p/Papieża Franciszka, jego niejasne stanowisko w wielu sprawach wywołało chaos i nie wpłynęło korzystnie na sytuację k/Kościoła, a jego zadaniem, jako głowa tej instytucji jest umacniać k/Kościół, a nie osłabiać go jeszcze bardziej. Kościół jest już dostatecznie słaby, po co go dobijać? Jak już to jest robota dla niedowiarków i heretyków podobnych do mnie, a nie dla zwierzchnika k/Kościoła. Nawet tacy heretycy jak ja nigdy by pewnych rzeczy nie powiedzieli, więc targają mną czasem uczucia, że wcale ze mną nie jest, aż tak źle jakby się mogło wydawać.

Nie ma we mnie ani odrobiny radości, że plecie to, co plecie i niektórzy ludzie od k/Kościoła odchodzą, czy mają wątpliwości, albo w sercu niepokój. Nie mam zamiaru tutaj nikogo zniechęcać do KK, ani nie mnie to grzeje, ani ziębi ile ma wiernych, wypowiadam się głównie z jednego powodu – milczenie, czasem oznacza przytaknięcie/przyzwolenie. Nie należę jak to się mówi w socjologii do „milczącej większości”, poddawanej manipulacji i dezinformacji, którzy zachowując bierność z czasem akceptują wszystko. Nie obawiam się wypowiadać własnych opinii. Nie należę również do „krzyczącej mniejszości”, która robi szum, aby wpłynąć na opinie innych. Po prostu chcę się wypowiedzieć na ten temat i tyle.

Dawniej najpierw z przymusu dotyczyły mnie te kościółkowe sprawy, później pojawiła się potrzeba, abym się nimi zajęła w związku z osobistą defensywną postawą, a na koniec byłam na bieżąco z dziwnych powodów np. z przyzwyczajenia, z sentymentu i ze swoistej niepewności, czy to już czas, aby definitywnie przeciąć te dziwne więzy.  Ostatnio zauważyłam, że w związku z pontyfikatem Franciszka przestaje się tym wszystkim interesować, w naturalny sposób uwalniam się od piętna katolickiego, zaskakuje mnie, że tak wielki wpływ miał na to obecny p/Papież.

Od czasu do czasu, coś tam czytam i coś tam zobaczę, ale często omijam temat, chyba zaczęłam uciekać od spraw kościelnych odkąd p/Papieżowi Franciszkowi wkradło się słowo cazzo (ku…wa) w przemówienie (czyli ok 10 miesięcy temu, na pewno pamiętacie lapsus językowy, na placu św. Piotra gdy prosił o modlitwy za Ukrainę), od tego czasu jakoś coraz mniej „przerobiłam” katolickich filmów i artykułów, bo coraz trudniej i później trzeba jeszcze czytać sprostowania Watykanu.

Nie jestem kościółkowa, mam dystans i tym bardziej dla mnie osoby mało zaangażowanej widać potencjalne kłopoty w jakie pakuje się k/Kościół. Uczciwie mówiąc to nie mam dobrej opinii o tym, co nowa głowa k/Kościoła wyprawia, wygląda na to, że zniechęca ludzi do k/Kościoła, przecież nie tylko mi nie podoba się to, co dzieje się wokół moralnej oceny i ludzie boją się zmian, że to, co było grzechem przestanie nim być, czują się niestabilnie.

Osobiście jestem przeciwnikiem aborcji, więc rozumie, dlaczego ludziom się nie podoba niejasna wykładnia, bo sama widzę dowolność interpretacji i możliwości otwarcia nowej ścieżki umożliwiającej spełnianie zachcianek ludzkich, a nie podążanie za prawem moralnym do tej pory głoszonym. W końcu się doczekałam jego wypowiedzi na temat aborcji i in-vitro, trochę szkoda, że tak późno usłyszeliśmy to „Uważajcie i nie eksperymentujcie, nie igrajcie sobie z życiem człowieka!” „Kiedy byłem w Argentynie, wmawiano mi, jak i całemu społeczeństwu, że aborcja czy eutanazja to kwestie religijne. Nieprawda!”. „Waszym obowiązkiem jest wyrażać sprzeciw sumienia przy aborcji, in vitro i eutanazji!”.

 

Życzenia noworoczne dla obecnego p/Papieża.

Przede wszystkim życzę p/Papieżowi, refleksu i głoszenia na czasie, a nie mącenia i odkręcania kiedy się musi, więcej dyplomacji i częstszego jasnego wypowiadania się, umiejętnego mówienia o k/Kościele, który reprezentuje, by zostawił w spokoju i nie odsyłał wszystkich do piekła, równocześnie obiecując wszystkim raj, aby wypowiadał się konkretnie, co do wartości moralnych, jakie popiera w k/Kościele, przestał interpretować Matki Boskiej i przestał niepochlebnie wyrażać się o swoim poprzedniku.

Rozwinę tylko wątek maryjny, bo o reszta wszystkim dobrze znana. Nie podobało mi się tamto grudniowe papieskie kazanie o Maryi stojącej pod k/Krzyżem, zabrzmiało jakby Maryia oskarżała b/Boga, że skłamał. „Ewangelia nic nam nie mówi o tym czy wypowiedziała choć słowo czy też nie… milczała, ale w swym sercu, jak wiele powiedziała Panu Bogu! «Tego dnia, tamtego i jeszcze innego, powiedziałeś mi, że on będzie wielki, powiedziałeś mi, że dasz mu tron Dawida, jego praojca, że będzie wiecznie panował, a teraz widzę go tu!». Najświętsza Panna była człowiekiem! I być może nawet miała ochotę powiedzieć: „Kłamstwa! Zostałam oszukana!”.

Ups jak to brzmi na tle tradycji, KK przecież naucza o bezgrzeszności Maryi, sobór Trydencki ogłosił powszechnym artykułem wiary: „Jeśli ktoś twierdzi, że człowiek raz usprawiedliwiony… może w całym życiu unikać wszystkich grzechów, nawet powszednich, chyba mocą szczególnego przywileju Bożego – jak to utrzymuje Kościół o świętej Dziewicy – niech będzie wyklęty” i bulla Ineffabilis Deus (1854r.), gdzie Papież Pius IX nauczał: „Na samym tedy początku i przed wszystkimi wiekami wybrał Bóg i swemu Synowi przeznaczył Matkę… Ona sama ustawicznie była wolna od jakiejkolwiek skazy grzechowej, a cała piękna i doskonała jaśniała tak wielką niewinnością i świętością, o jakiej po Bogu u nikogo innego nawet pomyśleć nie można, a której nikt poza Bogiem choćby już tylko umysłem dosięgnąć nie zdoła. Jakoż ze wszech miar przystało, by tak Czcigodna Matka, jaśniejąca ustawicznie blaskiem najdoskonalszej świętości i niedotknięta nawet pierworodną zmazą grzechową, odniosła największy tryumf nad starodawnym wężem”.

Po prostu w politykę trzeba umieć się bawić, ja tej umiejętności do końca nie widzę. Generalnie jak chcesz takie opinie wyrażać, to trzeba było nie obejmować tak wysokiego stanowiska, bo stanowisko zobowiązuje i wszystko nie uchodzi tak łatwo, jak tym niskiej rangi pokrzykującym z ambony, czasem trzeba milczeć, albo bardziej dyplomatycznie/powściągliwie/ jaśniej się wypowiadać w pewnych sprawach, jak również stanowczo wypowiadać się w kwestiach kluczowych dla danej organizacji.

Wydaje się, że cały świat rozumie p/Papieża, a katolicy wcale lub niewiele. Świat patrzy  na Franciszka przychylnie, bo jego wypowiedzi otwierają nowe możliwości, aby k/Kościół poszedł z duchem obecnych czasów, a katolicy nie są gotowi na zmiany, nie tylko katolicy zresztą, ale ich widać najbardziej. Nie kupuję takiego działania i tyle, mogę jedynie wymienić, co powoduje u mnie niepokój.

I nim napiszę jeszcze cokolwiek więcej, muszę podkreślić, że wypowiadam się, co sądzę o tym, co robi i co to wg mnie demonstruje, nie chcę wydawać żadnej opinii o osobie p/Papieża i wciąż pamiętam „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz?” (Mateusza 7,1-3).

Jest to jeden z trudniejszych postów, bo jako osoba wychowana w katolickim domu, znów ponoszę ryzyko potępienia na wieki, w końcu przeszłam swoje z tym cytatem „A powiadam wam: Z każdego bezużytecznego słowa, które wypowiedzą ludzie, zdadzą sprawę w dzień sądu. Bo na podstawie słów twoich będziesz uniewinniony i na podstawie słów twoich będziesz potępiony.” (Mateusza 12,36-37).

A zresztą, co mi tam i tak mam już totalnie przechlapane, bo  „Kto wierzy w Niego, nie będzie potępiony; a kto nie wierzy, już został potępiony za to, że nie uwierzył w imię jednorodzonego Syna Bożego.” (Jana 3: 18)

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*