panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

kot-na-murku1

O starszej pani.

| 0 comments

 

***

Ta starsza pani nie miała rodziny. Jej mąż umarł , a jedyny syn wyjechał za granicę przed laty. Została sama w sporej zabytkowej kamienicy, syn czasem dzwonił, wnuki znała tylko z fotografii i życie jakoś posuwało się do przodu.  Starsza pani większość czasu spędzała w ogrodzie, zaprzyjaźniła się z kotem sąsiadki Laury. Często z nim rozmawiała, aż Laura zastanawiała się, czy staruszka nie zdziczała jak jej kot.

Laura była zbyt młoda i zagoniona, aby ją zrozumieć, ale przychodziła do starszej pani w każdą niedzielę. Przynosiła jej obiad w pudełeczku, a starsza pani częstowała ją ciasteczkami swojskiej roboty. Z biegiem czasu starsza pani zniedołężniała, nie ubierała się już jak dama, coraz częściej miała rozmierzwione włosy i oddychała ciężko, gdy schylała się, aby pogłaskać kota.

Laura zaczęła przychodzić z ciastkami i trochę niepokoiło ją zachowanie staruszki. Dom był wyjątkowo zadbany, ale nic dziwnego, bo starsza pani mieszkała już tylko w jednym pokoju, trochę krzątała się po kuchni. Zresztą, co tydzień przychodziła pani do pomocy, a starsza pani dodatkowo płaciła za strzyżenie trawy w ogrodzie.

Gdy starsza pani dostała wylewu, Laura poinformowała syna telefonicznie, że jego matka trafiła do szpitala.  Nie przejął się zbytnio, ale przyjechał na kilka dni, zrobił swoje i przepadł bez śladu. Laura odwiedziła ją w szpitalu ze dwa razy i bardzo zdziwiła się, że starsza pani nie wróciła do domu.  Okazało się, że syn załatwił matce dom opieki w bardzo odległym miasteczku.

Pewnego dnia Laura zobaczyła tablicę – do sprzedania – przypiętą do ściany kamienicy. Zrobiło się jej głupio, że do tej pory nie zdążyła odwiedzić starszej pani i pojechała do dalekiego domu opieki. Starsza pani siedziała na wózku inwalidzkim, młoda opiekunka karmiła ją specjalnie profilowaną łyżką. Starsza pani miała trudności, aby przełykać zmiksowaną papkę, która pachniała jak dziecięca zupka z jarzynami.

Laura próbowała z nią rozmawiać, ale do starszej pani niewiele docierało, właściwie tylko powtarzała z trudem ostatnie słowo, które usłyszała. Laura siedziała dość długo, nie wiedząc, co z sobą zrobić. Od pracowników dowiedziała się, że starszą panią mają lepszy kontakt tylko z rana, później jest zmęczona i większość czasu drzemie.  Gdy odjeżdżała, powiedziano jej, że pierwszy raz ktoś starszą panią odwiedził. Od tych kilku miesięcy przychodziła do niej tylko opiekunka społeczna i nikt więcej.

 

***

 

Starsza pani nie schodziła już z łóżka, trzeba było ją maszynami podnosić do mycia i przenosić na fotel, czy wózek. Mimo specjalnych materacy i wielopozycyjnego łóżka coraz częściej pojawiały się odleżyny. Skórę miała prawie przeźroczystą, pękała nawet w trakcie delikatnego mycia, czy ubierania. Co godzinę trzeba było ja obracać i ustawiać specjalne poduszki między zesztywniałymi nogami. Żadne kremy nie pomagały, pielęgniarka przychodziła już codziennie do zmiany opatrunków, z których coraz mocniej sączyła się żółto brązowa maź.

Starsza pani bardzo się zmieniła kilka dni temu. Twarz jakby się jej wygładziła i stała się bardzo gadatliwa, jakby chciała nagle opowiedzieć całe swoje życie. Wspominała o swoim dzieciństwie, o pracy w motelu przy autostradzie i trochę o mężu. Bardzo rzadko opowiadała o swoim synu, chociaż spoglądała często na jego fotografię na szafeczce obok łóżka.

W kilka dni później starsza pani umarła. Zasnęła i nie obudziła się nigdy więcej. Nikogo nie było przy niej, opiekunki obsługiwały innych pacjentów. Specjalna karetka zabrała jej ciało do kostnicy. Stamtąd jak już z nim skończą w szpitalu, pojedzie prosto do krematorium, zostanie spalone wraz z innymi ciałami w czarnych grubych worach.

Piec rozgrzeją do czerwoności, załadują ludzkie zwłoki czekające w kolejce. Wielki piec sprzężony jest z centralnym ogrzewaniem sąsiedniego osiedla. Kościami zmarłych ogrzeją zmarzniętych, niczego nieświadomych ludzi, zabieganych w swoim rytmie codzienności. Pogrzebu nie będzie, nikt nie zgłosi się po metalową urnę starszej pani, zawiozą ją do piwnicy, do wielkiego magazynu prochów nieodebranych.

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*