panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

pęknięte_serce_2

Oblicza miłości – część II (ostatnia)

| 1 Comment

 

Oblicza miłości – część I

 

Sprawy nabrały tępa, Zbychu i Kaśka wyprowadzili się na obrzeże miasta. Mieli trochę problemów i z rodzicami i z teściami. Kaśka narzekała, że trochę za daleko i dojeżdża do pracy. Babcia Ania złościła się jeszcze bardziej, bo miała daleko do wnuka, ale w końcu kupiła bilet miesięczny i przyjeżdżała codziennie, odbierać go ze szkoły. Siedziała długo i wkurzała ich coraz bardziej nadwyrężając gościnności.

Mieszkanie mieli ładne, wyjątkowo jasne i przestronne, chociaż Zbychu długo był wściekły na teścia, że po prostu je im kupił bez słowa i podarował jak zwykły prezent, jak to powiedział „na dobry początek poprawy rodzinnych stosunków”. Zbychu nadawał pod nosem, ale przyznawał w duchu, że teść ma i gust i gest. Teściowa próbowała sprawę załagodzić, że to w ramach nadchodzącej 10 rocznicy ślubu, ale Zbychu jakoś nie mógł w to uwierzyć.

Z Kaśką układało mu się wyjątkowo dobrze, chyba nawet przeżywali drugą miłość odkąd wrócili z rocznicowego weekendu. Te trzy dni były jak drugi miesiąc miodowy, a może i pierwszy, którego nie mieli. Kaśka szybko zaszła w ciążę i z dnia na dzień bardziej przypominała kurę domową. Początkowo miała chyba ogromną frajdę z zajmowania się domem, a jak urodziła się córeczka to świata poza nią nie widziała.

Zbychu czasem się zastanawiał, co z tymi babami jest, najpierw jego mama sprawiła, że jego syn nic tylko jak w amoku powtarzał – babcia Ania, a teraz jego żona to samo z córką wyprawiała. Kaśka miała jeszcze większy przechył, bo próbowała z synowi wynagrodzić poprzednie lata. Powoli świat wracał do nienormalnej normy, jego żona i tak przestawała go zauważać, liczyły się tylko dzieci i wojny z jego matką o rządzenie w wychowaniu.

Obie patrzyły na niego wilkiem, gdy w weekendy spędzał z nimi więcej czasu. Wiedział, że obie nie mogą przeboleć, że pakuje dzieciaki do auta, wyjeżdża w plener na cały dzień i żadnej nie chciał zabrać ze sobą.  Były szczególnie natarczywe odkąd mała zaczęła chodzić. Do tej pory brał tylko syna, czasem towarzyszył mu ojciec i nazywali to „męskim wypadem”. Jak upomniał się o córkę to obie zrobiły się upierdliwe i zaczęły się  na siłę do towarzystwa wpychać.

 

***

Dzień był wyjątkowo słoneczny. Syn szalał na karuzelach, a Zbychu z ojcem na ławce gadali pilnując wózka, mała spała wyjątkowo spokojnie. Zbychu opowiadał ojcu o kobiecie, którą poznał na biznesowym szkoleniu. Ojciec nic się nie odzywał, ale w jego oczach widać było przerażenie.

Z tego co twierdził Zbychu, Klaudia była młodą i pociągającą kobietą. Nie przypominała Kaśki, ani charakterem, ani wyglądem. Klaudia dobrze wiedziała, czego chce, kończyła studia i miała wielkie plany. Mieszkała sama, jej sublokatorka wyprowadziła się, więc szukała nowej i przy okazji pracy, bo ciężko jej było mieszkanie ze stypendium utrzymać.

Klaudia musiała być przebojowa, bo przyniosła do jego firmy CV mimo, że nie robił naboru. Zbychu zobaczył ją jak wychodziła, jego sekretarka na pytanie: kto to? – wręczyła mu jej papiery.  Wtedy się zaczęło, zadzwonił do niej i zaprosił na rozmowę. Zbychu powiedział ojcu, że Klaudia wydaje się być jest tak pociągająca, że w życiu nie spotkał kobiety, która by tak go zniewoliła swoim wyglądem, że nie może się skupić.

Zbychu przyznał się ojcu, ze zaoferował jej pracę w przedziwny sposób i czeka na telefon,  czy ona się zgodzi ją przyjąć i trzęsie się jak młodzik.

– To co konkretnie jej powiedziałeś? – zapytał ojciec.

– W tym problem, że prawdę.

– Tzn?

– Powiedziałem jej, że potrzebuję asystenta na te targi w Niemczech, że zastanawiałem się, czy jechać tylko z brygadzistą, czy wziąć sekretarkę. Nie mam innej pracy do zaoferowania, nie mogę jej powiedzieć, na jakich warunkach, bo nie myślałem jeszcze. W ogóle to nie mam więcej pytań, bo jej osóbka mnie rozprasza w myśleniu. Nie wiem, czy się do pracy nadaje, nie mam pytań, a te na kartce się skończyły, skupić się nie mogę, nie chce jej urazić, ale nie mam odwagi jej zaproponować ani wyjazdu, ani prywatnej kawy, niech sobie o mnie myśli co chce!

– I co zrobiła?

– Wytrzeszczyła oczy, wymamrotała dziękuję i do widzenia, bardzo szybko wyszła. Po prostu wyszła!

Syn skończył przejażdżkę i podbiegł do nich z daleka się śmiejąc.  Zbychu nie dosłyszał co powiedział ojciec, tak jak on wstał, tak  i Zbychu mechanicznie podniósł się z ławki. Pogrążony w swoich myślach Zbychu szedł w milczeniu tuż za nimi  – Klaudia jest taka inna od Kaśki i fascynująca, pojawiła się nagle jak anioł i tak wygląda. Ma takie długie włosy, takie zadbane dłonie, a jak kołysze biodrami. Ma czym kołysać, nie jest taka chuda jak Kaśka, nie ma zapadniętych policzków i zabawne dołki jak się uśmiecha!

„Pip, pip” – telefon zakomunikował nowe wiadomości. „ Kawę chętnie wypiję, może dziś lub jutro wieczorem? Pracy poszukam gdzie indziej.”. Zbychu uśmiechnął się szeroko  – Dobrze, że umówiłem ją na rozmowę kwalifikacyjną z komórki.

 

***

Zbychu i Klaudia spotykali się już dobrych kilka miesięcy, układało się między nimi coraz lepiej. A żona? Cóż, utrzymywali stosunki koleżeńskie, mało się sobą interesowali i krótko z sobą przebywali. Łączyły ich dzieci i wieczorne obiadki. Kaśka odcięła się od niego na długo nim spotkał Klaudię, nie interesowała się ani nim, ani firmą. Siedziała na wychowawczym, zajmowała się domem i dziećmi i użerała się z jego matką, a właściwie konkurowała z nią o względy dzieci.

Zbychu na próbował łagodzić ich konflikty, zabiegał o względy żony i miejsce u niej w łóżku, ale odkąd poznał Klaudię dał sobie spokój. Matka się denerwowała, Kaśka go unikała, nawet nie brała pieniędzy ze słoika w kuchni, coraz rzadziej korzystała z ich wspólnej karty. Wiedział, że jej rodzice ładują w nią pieniądze i czuł się odepchnięty i pokrzywdzony.

Coraz częściej myślał o rozwodzie, ale myśl o niemieszkaniu z dziećmi trochę go przerażała, chociaż nie dawało mu spokoju, że i tak ma już ograniczony z nimi kontakt. Jedyne, co by się prawdopodobnie zmieniło to nie widywałby ich codziennie. Kaśka wydawała się coraz bardziej dziwna i daleka.

Nawet zapytał Klaudię, czy traktuje go poważnie, czy tylko jako kochanka.  Klaudia przyznała, że  bardzo by chciała z nim być, ale teraz kończy studia, musi się skupić na pracy dyplomowej, więc niech chwilkę na nią poczeka. Zbychu był zaskoczony takim podejściem, ale widział, że łezka w oku jej się zakręciła.  Zaczął poszukiwania ładnego pierścionka u złotnika i wynajął adwokata. Powiedział Kaśce, że czas, aby się rozwiedli i za kilka tygodni wniesie sprawę do sądu. Kaśka wyszła z domu bez słowa i wtedy dopiero się zaczęło.

 

***

Kaśki nie można było nigdzie znaleźć, nie ukryła się u teściów jak przypuszczał Zbychu. Jej matka chodziła osowiała, a teściu wyraźnie panikował, nawet wynajął detektywów do poszukiwań. Jego matka chętnie przejęła obowiązki Kaśki i całymi dniami przesiadywała u nich, drażniąc tym i Zbycha i męża.

Zbychu coraz dłużej przebywał poza domem, umawiał się z Klaudią i zostawał długo w biurze, gdy ona nie miała czasu. Ostatnio nie układało się im najlepiej i przesiadywała na uczelni, a przynajmniej tak twierdziła. Zbychu nie wnikał, chociaż drażniły go rzadkie spotkania, czuł się trochę winny, bo w końcu za bardzo zaangażował się w poszukiwania żony.

„Pip, pip” – telefon zakomunikował nowe wiadomości. „ Obroniłam pracę, wracam do rodziców, już siedzę w pociągu, nie szukaj mnie. Przepraszam, nie umie z tym żyć. Nie chodzi o to, że nie chcę poznać Twoich dzieci, tylko o to, że z Ciebie ani rozwodnik, ani wdowiec. Nie będziemy mogli żyć normalnie dopóki ona nie wróci, zawsze będę się bała, że jak się pojawi znowu to zniszczy nasz związek. Rozmawiałam z Twoim prawnikiem, rozwód z osobą zaginioną za długo trwa. Boję się wojny o dzieci, gdyby nagle wróciła. Ona miała za dużo kasy, może się teraz bawić na Hawajach… Żegnaj i proszę nie szukaj mnie.

 

***

 

Ojciec spojrzał jeszcze raz na syna, gdzie się podział tamten chłopak? Zbychu podał mu swój pusty kieliszek… Był już całkiem pijany, ale ojciec nie miał lepszego pomysłu, jak pomóc mu zapomnieć, co się stało. Bez sprzeciwu dolał wódki.

 

The end

 

 

Udostępnij na:

One Comment

  1. Życie jest wystarczająco do dupy, a jak się przeczyta taką historię to się jeszcze bardziej żyć odniechciewa. Nawet nie ma znaczenia czy to prawdziwe czy wymyślone! Dobijające!

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*