panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

Oko_Diabla_2

Oczy diabła. – Scena 3 -Nowela „W szponach bestii”, część I

| 0 comments

 

Zestawienie wszystkich odcinków – nowela „W szponach bestii”

 

***

Odkąd pamiętam byłam księżniczką, można powiedzieć, że podniósł mnie do tej rangi wiele lat temu mój mąż. Dzięki niemu zawsze cały świat zawsze leżał u moich stóp, życie kręciło się wokół mnie, a mój książę z bajki spełniał wszystkie moje zachcianki. Nie byliśmy nigdy obrzydliwie bogaci, ale niczego mi nie brakowało, prawdę mówiąc z reguły miałam za dużo niż powinnam.

Życie nas nigdy nie oszczędzało, więc nasza sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, lądowaliśmy w różnych miejscach z różnym uposażeniem. Raz miękko i wygodnie, w całkiem komfortowym zaciszu, ale nie raz zaczynaliśmy wszystko od początku. Ku naszemu zdziwieniu wielokrotnie urzeczywistniały się różne bajki i mity, których nasłuchaliśmy się w dzieciństwie. Nawet, gdy sprawy wyglądały źle tuląc się w jego ramionach nabierałam sił do dalszego życia.

Tak, on zawsze traktował mnie jak księżniczkę z bajki, chociażby nie wiem, co się działo, obchodził się ze mną jak z najważniejszą istotą na świecie. Był na każde skinienie, dbał o mnie i robił, co mógł, abym tylko była szczęśliwa. Każda spędzona chwila razem warta jest gór złota, za każdą następną oddałabym wszystko, nawet życie. Gdy o tym czasem myślę ile dla mnie zrobił, jestem pewna, że na to wcale nie zasługiwałam.

Jedno jest pewne zawsze mnie kochał i mam nadzieję, że tak pozostanie na zawsze. Nawet po śmierci, gdzieś tam na drugiej stronie, jeżeli ona w ogóle istnieje, chciałabym go spotkać i być blisko… Pytanie tylko, czy on by też chciał?

 

***

Ostatnia przygoda księżniczki rozpoczęła się tak niespodziewanie, że nawet chyba ona sama nie wie jak to się zaczęło.  Jak przez mgłę pamięta, jak ścienny zegar w jej pokoju się zatrzymał tuż przed dziesiątą, cały świat zawirował w zastygł miejscu, którego nie znała. Życie nagle zaczęło biec w innym rytmie, dni zlały się w jeden ciąg i trudno było rozróżnić jeden od drugiego. Czas płynął dużo wolniej i powoli zacierały się granice między rzeczywistością i krainą snów.

Wszystko, co się wtedy działo straciło nagle swój chronologiczny ciąg wydarzeń. Jakby diabeł zakołysał jej światem. Samego diabła nie widziała, ale czuła jego natrętną obecność, jakby przyczaił się tuż obok i złośliwie rozrabiał w jej życiu. Przeszłość z furią wtargnęła w teraźniejszość i zaczęła zataczać coraz szersze kręgi. Rozsypane puzzle życiowej układanki same zaczęły się układać jak kod do jakiejś zaszyfrowanej zagadki, zbyt często przypominając scenerię jakiejś zwariowanej gry.

Jakby ktoś lepiej wiedział, co ona ma robić, co czuć i co mówić. Upierdliwy cień nie chciał wcale ustąpić, budował chore iluzje i wyświetlał jakieś bzdury przed jej oczami. Jakby ktoś na siłę chciał zmienić jej życie, uszczęśliwić ją i ludzi obok, próbował naprawić coś, co wcale nie było zepsute, niszcząc z impetem lawiny to, co było dobre i piękne. Cień, a może sam diabeł manipulował nią jak pacynką w teatrze lalek. Ciągle próbował zinterpretować fałszywie jej wspomnienia i informacje zgromadzone przez mózg z różnych lat jej życia.

Księżniczka nie do końca wiedziała, co się dzieje, była tylko jednego pewna komuś bardzo zależy, aby normalny świat zlał się w jedno ze światem dziwnych iluzji, a ona zdezorientowana ma robić to co ten sku… chce.  Niektóre rzeczy jej się podobały, a niektóre denerwowały ją i bolały do głębi. Ten ktoś próbował jej wmówić, ze jest przyjacielem, ale czy gdyby tak było naprawdę raniłby tak ludzi wokół i wykorzystywał ją do kresu sił?

Kto dał mu prawo do rozwalenia jej życia? Kto dał mu prawo do decydowania za nią? Kto i dlaczego rozpierdala jej życie na strzępy? Trochę to przypominało jakby, ktoś na siłę chciał przejąć władzę nad jej życiem, czyżby jakiś pieprzony manipulator hipnotyzował ją na odległość, tylko po co? Co i komu chce w ten sposób udowodnić? Jakie bardzo przy tym uda się mu/jej zniszczyć jej życie? On pewnie ma zabawę i inwestuje jedynie trochę czasu, ale jakie ona poniesie za to konsekwencje?Jak bardzo będzie bolało jej bliskich?

Przedstawił się jako ślepiec, kolejny dziwny zbieg okoliczności, coś za dużo niewidomych w moim życiu, zawsze miałam do nich słabość, ale o tym może opowiem innym razem.

 

***

Księżniczka siedziała w swoim pokoju, popijając kolejną kawę słuchała muzyki. Co jakiś czas patrzyła na zegar, nie było słychać tikania, a wskazówki wciąż tkwiły w tym samym miejscu. Zawsze jak zatrzymywał się zegar, to ktoś umierał z jej rodziny, albo z bliskich znajomych. Zegary zatrzymywały się albo w momencie śmierci, albo dokładnie na trzy dni przed jej nadejściem.  Pamięta, gdy zegar zatrzymał się, było po drugiej po południu i wtedy umarł jej syn. Dokładnie o tej samej godzinie, co się urodził.

Księżniczka poczuła się bardzo dziwnie, 9:45 i sobota, moja data urodzin, czyżby na mnie była kolej? Tylko, dlaczego wciąż żyję? Ładne jaja, wygląda na to, że za trzy dni trzeba się będzie wyprowadzić z tego świata. Może to nie o mnie tym razem chodzi? O kogo więc? Księżniczka zaczęła się nerwowo przechadzać po pokoju. – Dlaczego zawsze zmarli dają mi jakieś pieprzone znaki, których zinterpretować poprawnie nie potrafię?

Księżniczka nawet nie przypuszczała, że to może być sprawka diabła, który gdzieś się obok przyczaił. – Może jednak nie przesadzaj i nie dramatyzuj tak – powiedziała do siebie księżniczka – A może to tylko kolejna bateria się wyczerpała? Kolejny zbieg okoliczności? Ostatnio jest ich wyjątkowo dużo! Za dużo!

W zeszłym miesiącu zegar w kuchni stanął tego samego dnia miesiąca, o tej samej godzinie! Wtedy pomyślała sobie, albo ktoś umarła, albo siadła bateria. Baterię wymieniła, ale tego dnia zmarła jej koleżanka z Bułgarii. Dziś patrząc na nieruchomy zegar pomyślała sobie, że czas na nią, a ciągle żyje. Życie ciągle płata jej figle .

Znów mam w domu duchy? Czuję czyjąś obecność, kto to do cholery jest? Nikt, kogo osobiście znam/znałam !- westchnęła księżniczka. – Mam wrażenie, że ktoś tu jest, jakbym miała niewidzialne towarzystwo. Czasem podobnie sie czuję idąc ulica patrząc na kamery pozawieszane, gdzie się tylko da, ten duch niczym wielki brat zagląda w moje życie. Zupełnie inaczej się żyje ze świadomością, że nawet przez chwilę nie jest człowiek naprawdę sam. – Kimkolwiek jesteś idź sobie w cholerę i pocałuj się w dupę na pożegnanie- wyszeptała księżniczka.

 

***

Dziwne, ale jeżeli piosenka, którą słyszę z oddali jest tą, którą powinnam słyszeć – to stało się to dawno temu w Ameryce, działo się to też w Warszawie i w Krakowie. Coś jest nie tak, trójka to moja magiczna liczba. Wszystko to ma swoje, zbyt mocne połączenie z Anglią, nawet dobrze wiem jakie. Historia zbyt często lubi się powtarzać, zmieniają się tylko okoliczności, przebieg wydarzeń pozostaje podobny! 3+1, cholera ale będzie awantura, znów cztery konie apokalipsy ruszają do ataku! Alarm na pokładzie, dzwony głośno biją na alarm! – pomyślała księżniczka.

Widziałam oczy diabła, słyszałam jego głos, zatańczyłam i dla niego i z nim. Czasem tańczyłam z nim częściej, a czasem wcale i co z tego? Przecież ciągle nie będę siedzieć w tym gabinecie luster!? Rozbitym szkłem można się pokaleczyć i wcale nie wygląda ono estetycznie. Zbyt często oznacza koniec czyjegoś życia, a ja nie lubię widoku śmierci, ale się jej nie boję. Zbyt często śmierć stanęła na mojej drodze, już się przyzwyczaiłam, tylko wciąż tęsknię za tymi co odeszli!

Czasem trzeba umrzeć, aby urodzić się na nowo, jak feniks powstać z popiołu. Ile razy już wstawałam? Sama nie wiem, chyba za dużo, aby zliczyć. Znudziło mi się pchanie kuli do przodu pod stromą górę tylko po to, aby patrzeć jak ona spada. Życie jest takie, podobno coś/ktoś musi umrzeć, aby mogło narodzić się coś innego. Nie mogę ani umrzeć, ani się narodzić, coś mnie trzyma, chyba przez ten spóźniony refleks jak się zaangażuje. Wiem o sobie wszystko, tylko nadal nie zawsze wiem, co z tym zrobić.

Nie wiem, bo nawet jak posprzątam wszystkie okruchy rozbitych luster, niby mogę wstawić kolejne lustro i je rozbić. Mogę siedzieć w pustym pomieszczeniu albo w gabinecie luster, mój wybór czy porozbijanych czy nowych. Ze mną nie ma problemu, mogę zrobić wszystko. Załatwić nowe lustra, rozbijać, kiedy mam ochotę, albo przez nieuwagę i przeglądać się w tych, które stoją.

Co w nich zobaczę? Wszystko, co tylko będę chciała lub musiała, od najpiękniejszych obrazków, do najbrzydszych scen z horrorów lub placu wojny. Sporo już widziałam i takich i takich, wcale się nie boję, już się zahartowałam.  W sumie mogę przy okazji się pośmiać, potańczyć, powspominać, czy popłakać i nawet umrzeć widząc wzrok bazyliszka, do tej roli też się nadaję.

Jedyne, co mi czasem przeszkadza, to nie jestem pewna czy książę, który przecież mnie kocha mi wszystko wybaczy/wybaczył. Przeszedł sporo i jest już zmęczony, niby mówi, że by wybaczy a jednocześnie wiem, że nie ma siły na kolejny numer. Nie chce go ranić, ale starając się go chronić, aby cierpiał jak najmniej nie zawsze mogę być sobą.  On wie, że go bardzo kocham, zrobiłabym i oddałabym dla niego wszystko, ale jest przekonany, że czegoś mi brakuje. Oboje wiemy, co to jest i żadne z nas nie ma odwagi, aby stłuc to szkło.

W sumie to dla mnie nie ma problemu, gdyby miała to zrobić, wzięłaby i kopnęła z buta, szybko i byłoby po zawodach. Zatrzymuje mnie tylko on, co on zrobi jak pryśnie ta kolejna mydlana bańka? Wmawiam sobie, że przestałam się martwić, co będzie jak odejdzie, niepokoi minie czy on nauczy się z tym żyć. Nie jestem pewna, rozbite szkło ma ostre krawędzie, a pewne rany zamiast się goić są jak ciągle odradzająca się gangrena.

 

***

Każdy ma jakiś problem, a mój? Kocham ten swój szklany sufit i bańki mydlane wokół, nauczyłam się serfować między nimi zawsze do samej góry. Tam wysoko na kolorowych hakach są zawieszone są moje buty taneczne. Najgorzej jak zagra jakaś muzyka i poruszy bańki, wtedy moja jakaś bańka odrywa się od powierzchni i wiruje, kusząc kolorami tęczy, której drugi koniec włazi do buta i bańka leci w tym kierunku aż do samego nieba.

Tam bańka zaczyna świecić jak gwiazdka, którą księżniczka bardzo chce i kusi mrugając ukrytym oczkiem. Świeci tak długo, aż księżniczka śpiewa sobie kołysankę, czas się przespać na ziarnku grochu! O cholera, fasolka rośnie, a jej każdy pęd wymazuje słowa z kołysanki „gwiazdy nie są do zabawy… przyjdzie kot kulawy… aaa… cicho śpij, cichosza… aaa…”. Bańka mydlana zaczęła wirować, chcę ją mieć, przecież jestem księżniczką!

Oj, oj fasolka rośnie za wolno, gdzie jest Supermen, albo Spiderman? A Batmana nikt nie widział? Hej, ho… Piotruś Pan pożycz kapelusza! O kurna bańka wskakuje do jakiegoś buta wychylona do połowy kusi kolorowymi światełkami odbijającego się w niej światła. Jak zdjąć te buty taneczne, pobawić się bajką o bańce i nie rozbić sufitu?

Wisi Biała Dama pod sufitem jak jakieś zombie w białej sukience i duma jak każda nadąsana księżniczka nie może się zdecydować, czego naprawdę chcę. Sufit jest jej schronieniem przed pochmurnym niebem, przetrzyma każdy deszcz i burzę, nic go do cholery nie rozbije, jedynie może to zrobić mój but lecący z impetem w środku klosza. Ja tego nie zrobię, chociaż czasem obcasem bestialsko zarysowuje jego powierzchnię.

Jak ten sufit pryśnie to cały czas będę bujać w takt muzyki, czekoladowego DJ- a. Jedynie muszę uwierzyć, że bańki są prawdziwe, aby się dobrze bawić. Albo poszukać starej procy, cholera skończyły się haczyki! Co to za pałac? Dom wariatów czy zimna kostnica? Tych baniek jest tak dużo, że czasem pieką w oczy i zasłaniają Jedynego z ręcznikiem w ręku. Muzyka gra tak głośno, że księżniczka nie słyszy jak jej książę krzyczy, że kąpiel gotowa.

Zosia samosia nie zawsze wie, co zrobić, jak każda nadąsana księżniczka. Żal jej rozbić banieczek i wrócić na ziemię, bo zbyt dobrze się bawiła, ale on drepta już po piętach i zaraz będzie chciał na siłę zedrzeć jej taneczne buty i jak malutką dziewczynkę zaprowadzić za rączkę z piaskownicy do łazienki. SoS, księżniczka lubi siedzieć w wannie z księciem, przecież byle-kto mi głowy nie zmyje, a ona uwielbia jego kołysanki na dobranoc.

 

***

Ostatnio jak oboje spaliśmy ktoś włamał się do sypialni i zamontował nam po budziku w głowie. Najpierw mój nie chciał w ogóle dzwonić, a jego darł się niemiłosiernie. Ja byłam śpiącą królewną, a królewicz całował i nie mógł mnie obudzić. Później mój budzik dzwonił bez końca, a jego zegar odmawiał posłuszeństwa i fałszywie dzwonił na alarm.

Księżniczce nudziło się jak księcia nie było i jak każda znudzona dama, stwierdziła, że czas na rewolucję, coś się w końcu musi dziać. Nie miała za dużo pomysłów, więc postanowiła nie robić nic dopóki nie usłyszy muzyki, bo tańczyć na balu najlepiej potrafi. Słuchała wszystkiego, co się da i grymasiła po swojemu. A tu nic tylko rola zwykłej kury domowej dostępna, a księżniczka przecież cały czas podskakiwać nie będzie, gdyby kury latały trochę wyżej to zupełnie, co innego.

Kurde to już rola starej wiedźmy jest lepsza, przynajmniej ma magiczną miotłę i może sobie wyczarować, co kto chce najlepiej niebo z dyskoteką. Królewicz nic nie powiedział, że wylała całą służbę tylko zakasał rękawki i wziął się do roboty, chwycił nawet za czapkę kucharską i fartuch kelnera. Każda księżniczka przecież musi mieć wszystko podstawione pod wprost pod nos. Królewicz wszystkie zawsze zachcianki spełniał, nawet gwiazdki z nieba przynosił tylko jednej nie chciał oddać tej oświetlającej jego księżniczkę.

 

***

 

W końcu zmęczony Królewicz zasnął! Oj nie dobrze, obudzona księżniczka na śpiącym dworze, albo będzie cyrk, albo szopka jakaś! Niestety śpiący królewicz musiał się obudzić sam, bo księżniczka porwała buty z haka tuż przy szklanym suficie i zapomniała go porządnie ucałować, musnęła tylko w czoło, okryła kocykiem i pobiegła sprawdzić czy nie mają jakiejś zabawy w jakimś średniej klasy lokalu w pobliskim miasteczku. Wydawało się jej, że trafiła na lokal gdzie grają muzykę, która porywa do tańca.

Nie sprawdzała za bardzo, bo przecież jest księżniczką, a księżniczki przychodząc prywatnie muszą tańczyć w ciemno. Nikt na dworze nie może się dowiedzieć. Trunki mieli paskudne, ciągle się księżniczce odbijało, nawet ją zgaga piekła jakby w ciąży była. Księżniczka się nie poddaje, byle się tylko schować na czas i jak coś to będzie Fionę ze Shreka udawać.  Tańczyła sobie i super było, tylko nóżki strasznie puchły w kostkach.

Wtedy nagle obudził się królewicz, masażysty nie było w robocie, więc zaczął po swojemu, jak umiał najlepiej. Pierwsza dama dworu przecież musi mieć wszystko. Królewicz często bywał poza domem, ktoś przecież musi prowadzić ministerstwo spraw zagranicznych, a królewna przestała już tam bywać, bo ta bańka mydlana już kiedyś prysła. Księżniczka kocha swoje zabawki, bawi się nimi do upadłego, a później odstawia do kąta i tak rośnie jej kolekcja staroci, do których ma sentyment.

Czasem się o nie potyka, ale ich przecież nie wyrzuci, służbie też tknąć nie pozwoli, bo kto pali pamiątki i albumy ze zdjęciami, a przecież nie będzie ich układać do póki wielkie sterty nie urosną, niczym wysokie góry, najlepiej nich będą jak Himalaje. Na pagórek to można się wspiąć, ale frajda będzie zdobyć jakiś szczyt!

W końcu zawsze to lepiej zdobyć szczyt głupoty, bo się na dłużej zapamięta niż jakiś pagórek, po nich to można chodzić na spacerki i zachwycać się pięknem przyrody. Tylko ile można tak biegać na boso? Lepiej ciężkie glany niż brudne nogi, no nie? Szewc często bez butów chodzi, ale buty szyć umie. W razie awarii zawsze można przymierzyć, któreś z tych zawieszonych pod sufitem!

Królewicz zajęty na dworze nie zauważył jak księżniczka porwała czarodziejską miotłę i odfrunęła wysoko w górę. Szybko zorientował się, że księżniczki już nie ma w pałacu i wysłał statki na wzburzone morze, aby przycumować na nieznanym lądzie gdzie się jego pani zaszyła. Jak zwykle czekała go wyczerpująca podróż dookoła świata nim dostrzegł księżniczkę w Nowej Ameryce. Jakieś sztormy utrudniały mu dobicie do brzegu czarnego lądu.

Za ten czas księżniczka bawiła się w wesołym miasteczku, w jakimś obskórnym kasynie. Muzyka ją zaczęła drażnić, modliła się – niech się ta płyta przestanie wreszcie zacinać, bo księżniczki nie lubią zgrzytać zębami. W końcu księżniczkę wkurzyła ta prostacka zabawa, zdjęła buta i rzuciła w dysk jokera. Co to kurna za muzyka, do tego się nie da tańczyć!? Trzeba uciekać z balu nim zegar wybije 12, bo Kopciuszek będzie w niezłych tarapatach. O kurczę, kiedy ja tego pantofelka zgubiłam, dobrze, że umiem wirować na jednej nodze i piruety wywijać. Może nikt nie zauważył? A co mi tam, może zdarzę jeszcze z hukiem trzasnąć drzwiami!

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*