panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

niespodzianka

Odwaga liczona w kilogramach, czy nutach i krokach, a może w słowach?

| 2 Comments

Jak zabija się talent!

Są ludzie, którzy niczym się nie przejmują i są tacy, co przejmują się zdecydowanie za bardzo. Cóż, każdy jest wrażliwy, tylko każdy na innym punkcie. Chyba każdy ma swoje słabe strony i sekrety, których odwiecznie pilnuje, aby nikt z „obcych” ich nie poznał, dopuszcza do nich tylko swoich najbliższych, albo nawet nikogo!

Czasem zastanawiam się, dlaczego tak jest? Najczęściej dochodzę do wniosku, że życie nie dało nam szansy zabłysnąć. To nie wina pozycji w społeczeństwie, statusu cywilnego, ilości pieniędzy, czy układów i układzików, chociaż na pewno mają na to wpływ. Niestety najczęściej dajemy się zwieść samemu sobie i naszym oczom, oceniamy kogoś, a przede wszystkim siebie wedle utartych schematów w społeczeństwie. Obecnie stereotyp prześladuje stereotyp tak bardzo, że czasem trudno być sobą.

Najtrudniej mają Ci, którzy są w ocenie siebie bardzo surowi, tak bardzo krytyczni, że czasem obawiają się wyjść z domu do świata i pokazać, co potrafią, jakby nie dowierzając, że nam się uda i to, co robią jest dobre, na tyle dobre, że spodoba się innym, a przynajmniej oszczędzi stania się pośmiewiskiem na oczach świata.

 

Prywatne refleksje na ten temat.

Zawsze chciałam pisać opowiadania i powieści, spisywałam tysiące brudnopisów z pomysłami, schematami na nowelę, kryminał, czy powieść współczesną. W domu mam pokaźną kolekcję tekstów, segregatorów z planami i fragmentami, częściowo napisanych z dziurami gdzieniegdzie wypełnionymi mapami Budzana (aby nie zapomnieć tego co chciałam napisać, a nie zdążyłam, czyli ze ściągą, co ma być dokładnie tam) i pudeł z luźnymi kartkami też nie brakuje.

Człowiek pracuje, ma swoje życie rodzinne i grono zaprzyjaźnionych osób, jest łakomy życia i przygody, a jednocześnie codzienność wrzuca go w schematy, czasem czuje się bardziej jak automat niż żywy człowiek, ciągle chce się sprawdzić we wszystkich sferach życia: w pracy, na studiach i w życiu prywatnym i brakuje mu czasu i sił na spełnienie marzeń.

W pewnym momencie uświadamia sobie, że jak nie zrobi czegoś teraz i natychmiast to mu życia zabraknie na to, co by bardzo chciał spróbować. Nie wiem jak Ty, ale ja zawsze chciałam pisać, chociaż nigdy nie byłam pewna czy jestem w tym dobra. W Polsce nie miałam zbyt wielu okazji, skomplikowana sytuacja rodzinna, wymuszona przez sytuacje gonitwa za kasą i próba ułożenia sobie wygodnego życia, ukradły mi czas jaki mogłam poświęcić na pisanie, nigdy nie starczało na więcej niż mniej lub bardziej szczegółowe notatki.

Tutaj w Anglii było podobnie, zaczynanie od zera w nieznanym kraju pochłania energię i czas. Do tego nauka języka i zupełnie inny świat, nie tylko otoczenie wygląda inaczej, ale toniesz w odmętach nowej mentalności, nieznanych zwyczajów i norm prawnych, zbyt absorbujące i męczące, aby znaleźć czas na ulubione zajęcie i znów odkładasz spełnianie osobistych marzeń na później. Zawsze Rodzinka, praca, kupno domu czy nowej pralki jest ważniejsze i zapominasz o sobie.

Tym razem postanowiłam nie pozwolić sobie zapomnieć o sobie. Brzmi absurdalnie, ale zdecydowałam, że teraz znajdę czas na to, aby pisać. Dzięki prowadzeniu bloga dotarło, że mogę pisać nawet codziennie, od Was dowiedziałam się w czym jestem dobra, z tym doświadczeniem już wiem od czego i jak zacząć. Wszystko ma swoją cenę, więc na blogu będzie ciut mniej tekstów, ale za to przybywa tego, co planuję oddać do druku.

 

Jeden ze posóbów na mobilizację i wzmocnienie własnej motywacji.

Może to dziwne, a może śmieszne, ale najskuteczniej od pewnego czasu mobilizuje mnie program Britain’s Got Talent. Nie oglądam systematycznie, raczej na wyrywki w poszukiwaniu niespodzianek. Najbardziej utkwiły mi w pamięci momenty, w których wychodzą na scenę ludzie, w których nikt nie wierzy, na których wszyscy „kładą lagę” nim on rozpoczną swoje przedstawienie, najczęściej z powodu wyglądu, wieku, zawodu lub sposobu bycia. Gdy zaczną to, co wyprawiają na scenie wszystkim zapiera dech.

Uwielbiam ten moment, wykonawcy na scenie błyszczą oczy i widać jak wiarą w siebie i swoją pasją powalają na kolana jurorów i publikę. Oglądający i słuchający otwierają gęby z zachwytu, wytrzeszczają oczy, robią dziwaczne miny, wytrzeszczając oczy, łapiąc się za głowę, tracąc zdolność do mówienia, a widownia faluje w tańcu i okrzykach radości.

Nie sądzę aby zrobiła taką furorę w pisaniu jak oni, ale uważam, ze najwyższy czas, aby ktoś ocenił to co robię, więc jestem otwarta na wszystko, napiszę ta pieprzoną książkę i zobaczymy, mam nadzieję, że na uczciwą krytykę zasłużę i wreszcie się dowiem, czy mam chociaż jakieś przebłyski talentu czy nie. Wtedy będę mogła odetchnąć z ulgą, jeżeli warto to napisze więcej, a jeżeli nie to nie będę tracić więcej czasu nad zastanawianiem się, czy warto pisać czy nie.

Poniżej moi ulubieńcy „od motywacji” z Britain’s Got Talent, kilka słów i filmiki z tymi, którzy odwalili rzeczywiście dobry kawał roboty i pozwolili mi spojrzeć zupełnie inaczej na własne wątpliwości, a przede wszystkim zobaczyć jak z igły robię widły!

 

Emma rozdaje kilogramy odwagi!

Ta historia jest najświeższa i najbardziej osobista, bo kiełkującego kompleksu wagi wyleczyła mnie Emma. Mam naturalny efekt jojo, nie ten popularny związany z efektem odchudzania, bo nigdy nie stosowałam żadnych diet i nigdy nie dobijałam siebie na siłowni. Odkąd pamiętam moja waga zawsze zmieniała się w zależności od sytuacji życiowej, najczęściej związane to jest z charakterem pracy i ciągnięciem na nocne zmiany, ale oczywiście nie tylko, nie chcę się tłumaczyć, bo każdy ma tam swoje i jedne czynniki są zależne od człowieka np. parszywa dieta, a inne nie są zależne np. choroba.

Generalnie potrafię zrzucić 5kg tygodniowo, gdy mam sporą presję i bardzo aktywnie pracuje np. ciągnąc nadgodziny wdrażając nowy projekt, ale mogę przybyć podobnie, jak jestem zbyt zadowolona z życia i więcej czasu spędzam w domu. Dziwna sprawa, bo jem z reguły tyle samo i podobne rzeczy (nie licząc tego, że 3-4 dni w miesiącu ciągnie mnie na słodkie, ale baby tak już mają, że robią dziwne lub zupełnie inne rzeczy niż zwykle jak dopadnie je okres).

Po prostu muszę mieć bardzo zajęte ręce, bo jak mam za mało do roboty to zaczynam się zbyt długo wylegiwać na sofie z książką w ręce, czy zbyt długo szaleć na internecie i brak aktywności fizycznej robi swoje nie tylko w kilogramach, ale także w zakresie organizacji dnia, jak mam mniej czasu to ze wszystkim nadążam, jak mam więcej czasu to za dużo zostaje do zrobienia na kolejny dzień czy tydzień.

Obecnie ważę więcej niż zwykle i wyraźnie mnie to zaniepokoiło, na zasadzie – a co będzie jak nie zrzucę jak zwykle tylko tak już zostanie, albo jeszcze przybędzie? Będzie masakra, bo toleruje to, co jest, ale tak naprawdę tego nie akceptuje i zaczyna mi wyraźnie przeszkadzać. Nie ma żadnej tragedii, trzeba zrzucić 10 -12 kg, aby poczuć się dobrze, może nawet wspaniale. Dla mnie wystarczający powód, aby na wszelki wypadek nie ubierać bikini, więc nie wybieram się na plażę w najbliższym czasie.

Emma z programu na pewno waży dużo, dużo więcej niż ja, ma szerokie ramiona i spory brzuch, trudno nawet mi się z nią porównać, szczerze mówiąc jakbym koło niej stanęła to bym poczuła się bardzo malutka i zgrabniutka. Byłam w szoku widząc ją w skąpym stroju w pełnej gotowości do publicznych wygibasów na rurze. Podziwiałam za odwagę wyjścia na scenę i trzymałam za nią kciuki od pierwszej sekundy, nie zawiodłam się! Pod koniec już wiedziałam pieprzyć te moje dodatkowe 10-12kg ciała, obym mogła zarazić się od Emmy kilkoma dodatkowymi kilogramami odwagi i akceptacji siebie!
 

 

Susan wskrzesza ukrzyżowane marzenia!

Gdy Susan weszła na scenę, odezwała się mówiąc o wiosce, z której pochodzi i o tym jak dobra w śpiewaniu chce być, omal na wszystkich twarzach pojawił się grymas, a najgorzej było, gdy zarzuciła biodrami, nawet we mnie spowodowało to poczucie jakiegoś niesmaku i zniechęcenia. Wszyscy byli przeciwko niej, nawet ja, mimo, iż zawsze daję na kredyt zaufanie i wiarę w brzydkie kaczątko, zaczęłam się w duchu modlić, aby nie zawyła jakby uciekła organiście z chórku kościelnego. Uczciwie przyznaje się bałam się, że nie da rady położyć wszystkich na kolana.

A ona zrobiła to, powaliła wszystkich na pysk, a mnie zafundowała niezłą reprymendę dla niedowiarka! Udowodniła, że wiek i wygląd, a nawet zaskakująco pretensjonalne i głupkowate zachowanie nie jest w stanie zabić ani marzeń ani talentu, jaki drzemie w kimś od lat! Najważniejsze, aby nie dać się zwieść stereotypom zakorzenionym od lat przez otaczającą nas rzeczywistoś pozorów. Odwaga mierzona w głosie i nutach rozwali, każdy mur odgradzający Cię od marzeń ukrytych na dnie serca.
 

 
W podobny sposób w kilka lat później podziałał na mnie pewnen numer taneczny, więc wrzucam tu filmik bez zbędnych komentarzy!
 

 

Steven po kilku krokach złamie nudę i schemat zawodowy.

Gdy Steven pojawił się na scenie wywołał we mnie dziwny chaos myśli i omal natychmiast zbudował lekki dystans do siebie. Coś w nim było niepasującego do siebie, a ten brak harmonii trochę denerwował, a jednocześnie intrygował i wzbudzał zaciekawienie. Informatyka, telekomunikacja, siedzenie za biurkiem – największa nuda świata i przykucie do fotela przy biurku, a jednocześnie obietnica, że w tańcu zaprosi na najzabawniejsze przedstawienie życia i na dodatek te głupkowate miny nie pasujące do siwych włosów!

Mieszane uczucia i lekkie napięcie szybko spowodowały, że powróciło to ukochane uczucie, nie mam pojęcia, co wyprawiasz, pewnie Ci zupełnie odbiło, ale błagam zaskocz mnie, pokaż najlepszy cyrk tego lata! Steven zrobił więcej, pokazał, co potrafi, byłam zachwycona jak zatańczył z całym światem pokazując najlepszą taneczną składankę przebojów, jaką widziałam i do tej pory uśmiecham się na wspomnienie jego popisów. Odwaga mierzona krokiem radości jest rewelacyjna na każdą chandrę!
 

 
 

Inny sposób na opowiadanie bajki o życiu!

Pewna grupa taneczna z Węgier przyjechała dać przedstawienie cieni, rzadkie widowisko, aby ciałem opowiadać historie z życia wzięte. Gdy pojawili się na scenie, widać było na ich twarzach, że uparcie dążą do celu i są gotowi, aby pokazać światu coś odmiennego, do tego są pewni swoich talentów, konkretnie wiedzą, czego chcą, nad czym pracują i dlaczego pojawili się na scenie.

Zbudowali pewne napięcie i poczucie niepewności, typowe „wóz albo przewóz”, człowiek nawet nie kwapił się, aby pomyśleć, czy są dobrzy czy źli w tym, co robią, najważniejsze było, aby zaczęli i pokazali jak to robią, jak budują opowiadanie czy pojedyncze obrazy własnym ciałem. Złamali wszelkie konwenanse i stereotypy opowiadając krótka historię o bohaterach, o których tak często zapominamy. Odwaga i upór liczony w cieniach, jakie ludzie pozostawiają po sobie!
 

 

Prawdziwa przyjaźń nie ma ceny!

Na koniec o duecie, który ujął mnie swoją prywatną relacją bardziej niż talentem. Oczywiście Jonathan ma niesamowity głos operowy, a Charlotte ma ekstra popowy głos, może nawet nie pasują do siebie idealnie, ale jest w nich coś, co dodatkowo zapiera dech. To co jest między nimi, Charlotte go dopinguje i motywuje, mimo kompleksów tak wielkich jak jego waga, jest ciągle przy nim i pomaga wyjść ze skorupy odrętwienia jaką wybudował tkwiąc lata w braku powszechnej akceptacji.

Jonathan natomiast nie tylko docenia to, co Charlotte zrobiła dla niego, ale stoi za nią murem w momencie gdy słyszy ofertę rzuć ja a będziesz sławny i prawdopodobnie wygrasz konkurs. Ma w d…ie, że Charlotte nie ma operowego głosu i to wiąże się z ryzykiem utraty pozycji lidera i odpowiada bez wahania „przyszliśmy razem i do końca będziemy tu razem”. Nieprawdopodobne, że nastolatki potrafią się oprzeć pokusom i postawić na przyjaźń wszystko, o wiele lepiej i dobitniej niż nie jeden dorosły. Odwaga prawdziwego uczucia i lojalności świadczy o byciu prawdziwym człowiekiem!
 

 

Udostępnij na:

2 Comments

  1. Świetny artykuł, ciekawe, że podczas wyławiania talentów, można wyłowić przykłady czy mistrzów od motywacji. Nie patrzyłam pod tym kątem, ale pokałaś, że warto. A komu kibicujesz w tegorocznej edycji?

    • admin

      Dziękuję za kolejny Twój komentarz. Najważniejsze, że Ci jak ich nazwałaś mistrzowie od motywacji, są takimi samymi ludźmi jak my i szkoda, że zawsze jakoś mają pod górkę, czy z wagą, czy z wiekiem itd., ale to pokonywanie własnych i życiowych barier chyba najbardziej motywuje.

      Nie mam jeszcze ulubieńca „od motywacji”, ale wciąż jestem w szoku po kilku prezentacjach. Jak do tej pory to „braterstwo” wiedzie prym…

      Pozdrawiam, Jagoda.

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*