panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

piekne-plecy-faceta

Perła w koronie. Scena 25.

| 1 Comment

Płyniemy wynajętą łódką po zalewie, a ty przestałeś wiosłować i się wygłupiasz. Łódka bardzo się przechyla, czasami bokami wlewa się woda, gdy za bardzo wyginasz swoje opalone ciałko. Nie rób takich min, nie śmiej się tak głośno, wcale mnie to nie bawi… Nie nabijaj się ze mnie! Być może marszczę się jak ta pofalowana powierzchnia wody wokół nas, ale wiesz, nie czuję się pewnie, jesteśmy na środku jeziora! Tu jest tak głęboko, na pewno stopami nie dosięgnę dna, i nie zobaczę go tak jak na basenie… tak mam cykora! Tak słabo pływam! … Nie trzęś tak tą łódką!

Wstajesz… nie! Błagam nie… nie huśtaj tak na boki! …cholera wyskoczyłeś! …cholera omal nie wypadłam! Ciemna woda zalała mi oczy, a ja sparaliżowana, nawet nie mam odwagi przetrzeć ich ręką! Nie cierpię głębokiej wody! Nie widzę gdzie jesteś! Dryfuje, kurczowo zaciskając ręce na ławeczce i rozglądam się za tobą po jeziorze. Jest pusto, gdzieś przy brzegu widać kilka łódek tuż przy przystani i jacyś ludzie na wodnym rowerku krążą przy drugim brzegu. Kiedy się wreszcie wyłonisz z wodnych otchłani? Już czuje suche gardło i głośno przełykam ślinę… zabije jak cię dorwę! Ty… ty… z nerwów nawet przekleństwa pouciekały z mojej głowy!

Nagle łódka podskakuje w górę i wybija mnie kilka metrów dalej… Nie wiem co się stało, bezradnie ruszam rękami, byle jakoś dryfować po powierzchni… Widzę ciebie jak odwracasz łódkę, która jeszcze przez kilka sekund leży do góry dnem… Zrywam się, chcę dopłynąć do ciebie i  dać ci porządnie w łeb! Przepłynęłam ledwie 2-3 metry i odruchowo patrzę w dół, nie widać dna, zaczynam panikować, szarpię się na powierzchni wody i żegnam słońce, zanurzam się… woda wdziera mi się do gardła…

Chwyciłeś mnie z tyłu, trzymasz mnie za cycki i twoje wargi zaczepiają moją szyję, szeptasz, abym się tak nie trzęsła, bo nie pozwoliłbyś mi się utopić, przesuwasz się bokiem, czuję twojego naprężonego hujka przesuwającego się po pośladku i po udzie, a teraz trafił między nogi… Tulę się w twoich ramionach i szeptam – nie przelecisz mnie na środku tego przeklętego jeziora! Patrzę na oddalającą się łódkę… przez  sekundy widzę twoje nogi odpychające nas w jej kierunku…

Wiszę ci na szyi, szarpiesz moją rękę… słyszę twój podniesiony głos „jak mnie udusisz to oboje pójdziemy na dno”… lekko odciągnąłeś moją rękę od swojego gardła i złapałeś nią z burtę łódki… jak worek kartofli wrzucasz mnie na dno łódki. Skulona z rękami zaplecionymi o kolana siedzę na drewnianej podłodze, wielkie krople spływają mi do uchylonej wargi, nie czuję ich smaku, może to łzy, a może woda kapiąca z moich włosów…

Energicznie wiosłujesz, twoje ramiona podbijają się co chwilę w kierunku słońca, widzę je coraz mniej wyraźnie… Łódka już przycumowana, a ja leżę skulona na jej dnie, nie mam siły się ruszyć, wynosisz mnie na rękach i układasz na drewnianym podeście przystani… widzę twoje oddalające się szczupłe nogi, zatrzymują się obok innych nóg… czarnych nóg! Zaraz skąd się wzięła tu ta małpa? …zaraz, to chyba futrzaste nogi tego faceta od którego wziąłeś łódkę…

Ciągniesz mnie na drugi brzeg jeziora, w kierunku dzikiej plaży, trzymam cię kurczowo za rękę i za tobą przebieram nogami, drobiąc kroczki jak gejsza albo jak mała dziewczynka. Tak ciężko idzie się po piasku, jak nogi są jak z waty… Kładziesz mnie na wydmie pod laskiem, wielkie liście łopianu jak parasol cieniują moją twarz, a gałęzie drzew kołysają się nad nami. Całujesz mnie bez końca, twoje wargi właśnie zsuwają się z mojego ramienia, ściągasz mój kostium i całujesz dalej, twoje obie dłonie pieszczą moje ciało opuszkami palców wędrując dookoła…

Głaszczesz moją pipkę, a druga ręka krąży po moim biuście… Wchodzisz na mnie i czuję twojego wielkiego kutaska między nogami… ja leżę jak kłoda drewna… Nadal mnie całujesz, moje nogi kleją się od twojej gęstej spermy… Słońce swoimi promieniami drąży swoje ścieżki w twoich rzadkich włosach… Pieścisz mnie tak delikatnie jakbyś się bał, że jak dociśniesz to rozlecę się jak rozbite szkło na tysiące drobnych kawałków… Delikatny dreszczyk ogarnia moje ciało…

Ubierasz mi kostium do opalania, długo nie możesz sobie poradzić z zapięciem stanika… Gdy mnie bierzesz na ręce, słyszę własne myśli… Dlaczego niektóre orgazmy są takie łagodne, że prawie nie wyczuwalne? Układasz mnie na brzegu wody i szepczesz, abym sobie odpoczęła i idziesz popływać.

Widzę jak biegniesz, to twój ruszający się tyłek… twój tyłek zalewa woda wychlapywana nogami. Płyniesz… Twoja główka i ramiona… wszystko robi się mniejsze i mniejsze… Słońce razi mnie w oczy… Delikatne fale zatrzymują się na moim pępku i wracają zmywają ostatnie kropelki spermy i odrobinki żółtego piasku z moich nóg. Jezioro tak pięknie nuci mi do ucha, nie wiem kiedy zamknęłam oczy…

Budzę się z krzykiem… Klęczysz na piasku, swoją twarzą zasłaniając słońce, głaszczesz mnie po głowie, drugą ręką łaskoczesz po policzku i szeptasz – maleńka, nie powinnaś spać na słońcu…

 

 

Wszystkie sceny z cyklu – Perła w koronie.

 

 

Udostępnij na:

One Comment

  1. Protestuje za lekkie to, nie pasuje do całej serii, która jest ostra i rozbudza, to prawie nie ma opisów akcji na jaką liczyłem

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*

POTWIERDŹ SWÓJ WIEK!

Na stronie czasem pojawiają się drastyczne treści, niecenzurowany język i wątki erotyczne przeznaczona jest wyłącznie dla osób dorosłych. Potwierdź, że masz ukończone 18 lat. .