panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

piekne-plecy-faceta

Perła w koronie. Scena 28.

| 0 comments

 

Umówiliśmy się na rynku. Idziemy przytuleni alejką wśród drzew, wskazujesz  ręką na której ulicy zaparkowałeś auto. Nie bardzo lubię tego kolegę do którego idziemy, za bardzo się zgrywa, chodzi na obce dupy i już kilka razy uderzył żonę. Skoro chcesz to pójdziemy, ale jak mi się impreza nie spodoba to wyjdziemy wcześniej! Co się patrzysz tak na moje kolana?! Tak, tak dzisiaj wyjątkowo ubrałam spódnicę…

Parkujesz auto pod starą kamienicą, nie lubię tej dzielnicy… tak rozumie nie mogli wynająć niczego lepszego… Idziemy po schodach, strasznie wysokie stopnie, trzymam się poręczy, a ty objąłeś mnie w pasie i mimo wszystko mnie ubezpieczasz. Dotarliśmy do drzwi i widzę jego pyzatą roześmianą gębę. Zaprasza nas do środka i sadza na fotelach przy stole. Więcej alkoholu niż jedzenia, wokół stołu siedzą wianuszkiem jakieś obce twarze.

Prawie nic nikt nie mówi, ale szkło co chwilę się odzywa, wystukując kolejny toast. Ktoś zmienił płytę… Bardzo dobrze, teraz przynajmniej muzyka jest dobra, pochylam głowę na twoje ramię, obejmujesz mnie ciepło i kołyszemy się w takt płynącej melodii. Pochylasz się nade mną i całujesz z boku czoła, ręką naginam mocniej twoją głowę i skarżę się, że tu jest nudno i nikt nie tańczy, a tak pięknie grają, że nogi same się rwą. Ciągniesz mnie do tańca…

Kochanie, jak tak sami? No tak, masz rację, w końcu ktoś musi zacząć… Zaczynamy klasycznie, ciała daleko, tylko dłonie ciasno splecione, nogi same rwą się wyżej, w końcu jak tu nie tańczyć jak puszczają coraz gorętsze kawałki. Przecież ty w sumie nie umiesz tańczyć, a tu proszę, parę kielichów i…  jive, samba, rumba, cha-cha i nawet klasyczne tango! Jednak zapamiętałeś te wszystkie kroki, tylko czemu jak usiłuję cię nauczyć tańczyć, to ciągle deptasz mi po palcach i robisz się sztywny jakbyś kij połknął? Może ty masz tremę, że nie umiesz tańczyć tak jak ja?

Teraz jesteś podpity i tańczymy, cholera tańczymy najnowsze przeboje dyskotek tak klasycznymi krokami… Niewiarygodne! Disco, elektro, techno, a ty mnie prowadzisz przez nie kolażem wszystkiego co znasz, a nawet wymyślasz swoje kroki… o teraz przyciągnąłeś mnie tyłem do siebie i chwytasz moje ręce i pływamy rękami na boki, a ja wiercę pupą po twoich spodniach. Nie wierzę, ja chyba też wypiłam, pewnie za dużo i pewnie mam już halucynacje…

Zaraz, zaraz wypiłam tylko dwa drinki… Czuję twoje ciałko… tańczymy w takt muzyki…  to nie pijackie halucynacje! Obracasz mną wspaniale, wpadam w twoje ramiona i odpływam, znów w nich jestem… wjeżdżam pod twoje nogi,  wyciągasz mnie za ręce, podrzucasz, łapiesz pod pachami i wysoko podnosisz mnie przed sobą, ustami zahaczasz cycki gdy spływam w dół…

Nogami oplatam twoje biodra i ocierając pipką przechylam plecy w dół, aż moje włosy dotykają podłogi… kołysząc cycki i ramiona w rytmie muzyki wolniutko się podnoszę, ciągle pipką ocierając się o ciebie, aż pod koniec piosenki chwytam cię za szyję, a ty wsuwasz ręce pod moje pośladki. Całuję cię gorąco i siadamy na skórzanym wypoczynku.

Wszyscy na nas patrzą, staram się nie zwracać na nich uwagi, chyba kręci mi się w głowie, nie przypuszczałam, że możesz tak tańczyć, nie mogę ochłonąć… Ciągniesz mnie w głąb mieszkania, otworzyłeś drzwi do jakiegoś pokoju, jest taki wielki, na jego końcu wisi olbrzymia drewniana antresola, wypchana pościelą, patrzysz na schody z balustradą i zmieniasz zdanie…

Znów mnie gdzieś ciągniesz, znów naciskasz klamkę i tym razem wpychasz mnie do łazienki, sadzasz na ohydnej kwadratowej wannie, która bardziej przypomina brodzik, ale jest franca wysoka, stopami nie sięgam podłogi. Podciągasz spódnicę, odchylasz majtki i wbijasz się, rżniesz mnie mocno, aż ząbki twojego rozporka harują po moich nogach. Szybko kończysz i pryskasz w dół na ściankę wanny. Zdejmujesz mnie na podłogę, a gdy poprawiam ubranie, spłukujesz wannę.

Wracamy do stołu, twój pyzaty kolega uśmiecha się głupkowato i robi nam następnego drinka. Prosi abyśmy potańczyli, może goście się rozgrzeją i dołączą do nas. Jeszcze chwilę tańczyliśmy, już prawie tak grzecznie, z podrzutami i piruetami, ale dużo bardziej przyzwoicie… Oni pili coraz więcej i zaczęli mi grać na nerwach pijackim bełkotem komentując nasze wygibasy. Siedzę przy stole i nie chcę już tańczyć, więc żegnasz ich szybko, dzwonisz z telefonu kolegi po taksówkę i wyprowadzasz mnie na klatkę schodową.

Schodzimy objęci, tym razem to chyba ja cię ubezpieczam, ale ty ściskasz mnie w pasie i powtarzasz – uważaj schody. Zatrzymujemy się na półpiętrze, tzn. na jego końcu, bo ja jestem na pierwszym schodzie, a ty już niżej. Stwierdzasz, że taksówka będzie dopiero za 10 minut, podsuwasz mnie do balustrady i lekko przechylasz, rozpinasz portki… zadzierasz moją spódnicę w górę…  cycki wbijają mi się w poręcz, a twój kutasek w pipkę… pieprzysz mnie dłuższą chwilę i spodnie ci opadają coraz bardziej w dół. Słyszę metalowy brzdęk, to pewnie klamra od twojego paska upadła na posadzkę.

Nagle ciągniesz mnie do siebie i siadamy na schodzie, nogi masz ściągnięte portkami, które wciąż oplatają ci kostki, ale kolana masz szeroko rozłożone na boki. Trzymasz moją dupkę w rękach i jak piłeczkę podrzucasz do góry i w dół.  Podrzucasz i podrzucasz, twoje plecy opadają na posadzkę półpietra. Bardzo wysoko zaczynasz mnie podrzucać, nie mogę utrzymać ani nóg na stopniu, ani dłoni na kamiennej posadzce. Podrzucasz i podrzucasz…  Zaciąłeś się w jednej pozycji, jak zwykle po kielichu…

Podrzucasz i podrzucasz… Moje ręce coraz mocniej uderzają o podłogę, więc wyciągam je przed siebie jakbym robiła przysiady. Podrzucasz i podrzucasz… Twoje ręce przesuwają się po moich udach, już mnie trzymasz pod kolanami. Śmiesznie to musi wyglądać, bo kojarzy mi się z wysadzaniem małej dziewczynki na trawkę do siusiania! Podrzucasz i podrzucasz…  Desperacko łapię swoje kolana i zwijam się w embrionalnej pozycji… Podrzucasz i podrzucasz… ale teraz jest przyjemnie… bardzo przyjemnie.

Jest szczególnie fajnie, gdy lecę w głęboko w dół, twarzą dokładnie między twoje kolana, aż włosy zamiatają po twoich butach… Cholera, tylko uważaj, abyś mi nosa nie rozwalił na kancie tego schoda! Podrzucasz i podrzucasz… tak, tak… góra – dół… tak… Odpływwaaaaaammmmmmmmmmm.

Wciąż podrzucasz i podrzucasz… Teraz już tylko w górę i nabijasz mnie na kutaska pod kątem prostym. Podrzucasz i podrzucasz… Słyszę jak ktoś otwiera drzwi na górze, na korytarz wylewa się cicha muzyka. Podrzucasz i podrzucasz… No nareszcie przesuwasz mnie na bok… moja cipka ląduje miękko na twoim kolanie… W tym momencie twój kutasek strzela i zalewasz mi plecy…

Znów słyszę ten sam trzask! …drzwi się zamknęły?…drzwi się otworzyły? Wciąż na korytarzu rozchodzi się muzyka… twój pyzaty kolega woła cię po imieniu, mówi, że taksówkarz dzwonił i pyta czy jeszcze ma chwilę poczekać, bo już stoi na dole od kilku dobrych minut. Wstaje i poprawiam spódnicę, a ty w panice podciągasz spodnie i coś odkrzykujesz do kumpla.

Zbiegamy po schodach, już jesteśmy i wsiadamy, taksówkarz informuje cię, że dopłacisz za pół godziny postoju, ale ty tylko szeroko się do niego uśmiechasz i kiwasz potakująco głową. Siedzę sztywno, przecież nie mogę zapaprać oparcia w dryndzie, taką przemokniętą od spermy bluzką. Po chwili obejmujesz mnie i szepczesz, że już rozumiesz, dlaczego siedzę tak wyprostowana… Przyciągasz mnie do siebie, więc swobodnie opadam na ciebie i moczę twój tors, moja ręka odkrywa, że tym razem nawet pomoczyłeś sobie spodnie… Cholera moje majtki zostały na schodach!

 

 

Wszystkie sceny z cyklu – Perła w koronie.

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*

POTWIERDŹ SWÓJ WIEK!

Na stronie czasem pojawiają się drastyczne treści, niecenzurowany język i wątki erotyczne przeznaczona jest wyłącznie dla osób dorosłych. Potwierdź, że masz ukończone 18 lat. .