panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

na-krawędzi-światów111

III. Na krawędzi światów. 1.1

| 0 comments

 

Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy kobieta zatrzymała się przed domem starej zielarki. Już od dłuższego czasu miała ochotę tu przyjść, ale ciągle coś ją zatrzymywało.

– a więc jestem – pomyślała – nic prostszego wejść i poprosić o jakieś leki dla córki i szybko wyjść… – ale znów oblał ją zimny pot, zupełnie zaschło w gardle, a w sercu znów pojawił się ten paraliżujący niepokój. Kobieta stała nie ruchomo jak mała zagubiona dziewczynka i jak ona nie umiała podjąć decyzji co dalej..

Kobieta sama nie wiedziała, co  i dlaczego ją zawsze powstrzymało. To miejsce zawsze działało na nią w jakiś dziwny sposób, na samo wspomnienie ją odrzucało, paraliżowało strachem. Tak było już od czasów szkolnych. Nie lubiła tego miejsca, ale musiała przechodzić codziennie w drodze na lekcje. Na początku z mamą, później z koleżankami, ale zawsze tu automatycznie przyśpieszała, aby jak najszybciej się stąd oddalić. Bała się chodzić sama, gdy była starsza i musiała, najczęściej wychodziła dużo wcześniej i szła okrężną drogą…

Dom z zewnątrz nie wglądał tak źle. Może dlatego, że otoczony był szczelnie mocno zdziczałym ogrodem. Ciekawscy mogli tylko kuknąć na posesję przez żelazną ażurową bramę, która dość często była otwarta jakby z niecierpliwością oczekiwała przejezdnych gości. Od frontu od lat nie pielęgnowany żywopłot dosięgał dachu kryjąc przednią fasadę domu. Ludzie zawsze się dziwili jak te olbrzymie, przerośnięte krzaki jeszcze nie pochyliły się ani na ogród ani na drogę.

Jak było wewnątrz naprawdę nie wiedział nikt. Nikt z wioski nie odwiedzał mieszkającej w nim starej kobiety. Czasami przyjeżdżali do niej ludzie z pobliskich miast i miasteczek  przede wszystkim po cudowne zioła na wszystko. Podobno były skuteczne, ale ludzie z okolic byli dość zabobonni i zbyt przerażeni, aby tu zaglądać. Podobno każdy, kto przekroczył skrzypiącą i pordzewiałą bramę płacił niesamowitą cenę za wróżby, przepowiednie i lekarstwa, aby odwrócić nieszczęśliwy bieg losu. Podobno przyjeżdżali tu najczęściej nieszczęśliwi desperaci i dziwacy, a każdy z nich zmieniał się nie do poznania.

Pewnie dlatego, krążyło tyle niesamowite opowieści o tym domu podtrzymując wciąż żywą legendę o panującej tam dziwnej nieziemskiej energii i niesamowitych mocach miejsca i samej jego właścicielki. Ludzie wciąż opowiadali sobie o tym różne niesamowite historie. Dzieci wzajemnie się nią straszyły. Szczególnie w okresie żniw, gdy najbliżsi sąsiedzi zebrali dojrzałe zboże odsłaniając posesję zielarki. Wtedy jej zarośnięte królestwo wyglądało jak prawdziwa oaza na tle wypłowiałych żółtych ściernisk i zwracało wszystkich uwagę.  Szczególnie ten żywopłot niewiarygodnie olbrzymi i kwitnący tysiącem kwiatów tworząc niesamowitą podkowę . Kwieciste ramiona opierały się na starych przygranicznych drzewach i sięgały, aż do drogi.

Kobieta właśnie mu się przyglądała. Olbrzymie kwiaty powojników, klematisów i innych pnączy zaplatały się nawzajem tworząc jakby żywą mozaikę. Pnącza pięły się ku szczytom drzew jak żywy wciąż nieskończony witraż. Można było dostrzec w tym wszystkim przeróżne kształty, więc patrzyła w nie jak w chmury, widziała różne kształty, a one zmieniały się jak w kalejdoskopie i wtedy zobaczyła dziwną ludzką twarz…

Kobieta wciąż wahała się. Może dlatego, że rodzice zawsze gadali, że zielarka ma konszachty z diabłem. To samo w sobie chyba był wystarczający powód, aby trzymać się z daleka. Pochodziła z katolickiej rodziny, a mocno zakorzeniona wiara nadal nieosłabła. Przez chwilę zastanawiała się co ona tu robi, ale jako matka dla swojego dziecka była gotowa na wszystko.

– To pewnie jakaś pokusa szatańska, lepiej stąd pójdę… – powiedziała sama do siebie i już miała się odwrócić, ale wciąż intrygowała ją ta twarz, maska z kwiatów zawieszonych na gałęziach krzaków… Ludzka i nieziemska… czy ja ją znam… Nie, nie znam, ale nie ulega wątpliwości, że to twarz kobiety, długie włosy i czarne oczy, zaraz czarne oczy to czarne kwiaty… Jak to możliwe, nie słyszałam, aby komuż udało się wyhodować czarne kwiaty…- kobieta zaczęła się jeszcze uważniej przyglądać tej dziwnej twarzy – no nie… Kto to jest?… – w tym momencie stara zielarka wyłoniła się z ogrodu.

Świat się nagle zatrzymał. Wszystko znieruchomiało. Pobliskie ptaki i zwierzęta całkiem umilkły. Nawet dokuczliwa mucha, która latała obok od kilku minut gdzieś się schowała. Zapadła zupełna cisza. Zielarka była już tuż przy niej, dzielił je tylko stary, mocno zniszczony płot. Nagle nie wiadomo skąd pojawiły się szare chmury i szczelnie zasłoniły słońce. Lekko przerażona kobieta z niepokojem przyglądała się zielarce.

Twarz miała zadziwiająco gładką jak na starą kobietę, siwe włosy długie i gęste spływały na ramiona. Oczy zielarki błyszczały dziwnie intensywnie i ku  jej zaskoczeniu nie było widać białek, źrenic zresztą też. Ciemno-brązowa ogromna plama dominowała nad wszystkim. Zielarka spojrzała na nią dziwnie dalekim, a może nawet nieobecnym wzrokiem, który jednocześnie nie pozwalał człowiekowi odejść. Zielarka nie zapytała o nic, oczy miała skierowane na nią, a miało się wrażenie, że przez nią patrzy na cały świat.

 

Wszystkie odcinki powieści – Na krawędzi światów.

 

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*