panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

brama_stary_dom

Spadek, część IV

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki noweli Spadek

 

***

Na środku wzgórza zobaczyli jakieś postacie między głazami. Resztki słońca oświetlały kamienne kolosy ustawione w kręgi. Z wielu stron nadciągały grupki ludzi w długich płaszczach, a niektóre z nich prowadziły więźnia na powrozie.

– kurwa jest ich coraz więcej!

– cicho – mruknął  Jack

Patrzył jak przybysze rozkładają swoje obozy. Jedni zatrzymywali się przy kamiennym kręgu, a drudzy dużo niżej wzgórza, zaczęto rozpalać ogniska i cichy monotonny śpiew wypełnił powietrze. Matka czasem mówiła o tym tajemniczym stowarzyszeniu, patrzyła w okno i opowiadała jak postacie w czarnych i długich tunikach ciągły tłumem na przeklęte wzgórze, bo znów złamano jakieś prawo geasa. Upierała się, że ktoś nie posłuchał nakazów i zakazów, na ludzi spadły same nieszczęścia, wyłapano winowajców i polecą ich głowy.

Szeptała niezrozumiale pod nosem, wpadała w furię i chciała uciekać. Myślał, że bredzi, lata temu stwierdzono u niej schizofrenię, od czasu do czasu choroba nasilała się i opowiadała o ścinaniu głów toporem, albo krzyczała, że w świątyni znów układają głowy wrogów. Nikt jej nie wierzył, nawet on od dziecka traktował ją jak wariatkę.

Kiedyś uciekła z domu i przyniosła do domu zasuszoną ludzka głowę. Nigdy tego nie zapomni jak weszła do kuchni i rzuciła dziadkowi to na stół tuż obok talerza. Wrzasnęła – Ty jesz obiad, a oni ścinają głowy. Plotła, że ten człowiek był wrogiem starszyzny, a jego korpus utopiono w bagnie między wzgórzami. Matka wylądowała w wariatkowie, z czasem wypuszczano ją na przepustki, ale dziadek bał się brać ją za często, dopiero teraz jak siedzi sparaliżowana na wózku, przywozi ją do domu na wszystkie weekendy.

– Matka dziś przyjedzie! – rzekł głośno Jack. Don siedzący obok, aż podskoczył w krzakach, nagle stracił równowagę i lekko stoczył się w dół.  Wczołgał się z powrotem pod chaszcze i zaklął siarczyście

–  Chcesz, aby nas usłyszeli! Komórka nie ma zasięgu, a tam na dole idą następni, jesteśmy w samym środku tego gówna, lepiej myśl nad drogą ucieczki! – Jack jakby go nie słyszał, patrzył miedzy wzgórza i oczy mu błyszczały niezdrowo. Don walnął go w bok. – Tam jest droga do miasteczka?

– Nie, tam są bagna – odparł cicho Jack i patrzył na kobietę spacerującą miedzy drzewami, pomachała mu ręką na pożegnanie, odwróciła głowę i zniknęła między drzewami. Był przekonany, że mówiła mu dobranoc kochanie. – Boże, jak moja matka staro wygląda w tych siwych włosach!

 

siwa_kobieta

 

 

***

 

– Co teraz? – zapytał Don.

– Moja matka nie żyje – szepnął Jack

– Zaraz do niej dołączymy jak się nie obudzisz. Kurwa, weź się w garść, banda oszołomów na górze, a z dołu też mamy gości. Musimy się stąd wynosić nim nas zauważą! Rusz się!

– Za późno, są za blisko.

Słońce prawie całkiem już zaszło, dębowy las szumiał złowrogo. Trójka ciemnych postaci zmierzała w ich stronę. Ścieżka była za wąska, szli gęsiego, a i tak nie raz potykali się o wystające korzenie drzew. Byli tuż obok, dzieliły ich tylko gęste krzaki.

 

korzenie_drzew

 

***

Jack oczy miał otwarte, ale nic nie widział. Nie mógł ich przetrzeć ręką, coś trzymało je wzdłuż ciała. Coraz trudniej było mu oddychać. Śmierdząca i wilgotna płachta zbyt mocno opinała się wokół twarzy, a w głowie szumiało i ten przeszywający ból z tyłu szyi!

Ocknął się przywiązany do drzewa. Don leżał obok, też skrepowany grubymi linami z twarzą w dół do ziemi. Jack z trudem go dosięgał, kopnął go w kostkę, ale ten nawet nie drgnął. Był nie przytomny, albo martwy, nie ruszał się. Jack spróbował jeszcze raz, Don nie zareagował.

Jack rozglądnął się wokół. Kilka małych ognisk otaczało krąg kamieni, liczniejsze niż na wzgórzu. Były dużo mniejsze od tych na wzgórzu, zaledwie odrobinę wyższe od zgromadzonych tam ludzi. Wysoki  młody człowiek siedział na środku i cos jadł, wszyscy patrzyli w jego kierunku.

Co chwilę ktoś podchodził do niego i szybko cofał się poza krąg z ukłonem w jego stronę. Po chwili ubrani inaczej ludzie wyprowadzili go pod kamień na brzegu bagna. Mieli ciemne tuniki do kostek, gdyby nie kaptury na głowach wyglądaliby jak jacyś kapłani. Jeden z nich przemówił, ale Jack był zbyt daleko, aby zrozumieć, docierały do niego tylko pojedyncze słowa… „wyjednać łaskę dla społeczności”… „potrójna śmierć” „…toporem na cześć Taranisa” … „żyłę na cześć Esusa” „ciało w bagnie na cześć Teutatesa” – co to kurwa jest? – Jack przeklął w myślach.

Ludzie ustawili się na skraju bagna. Młodemu człowiekowi zarzucono pętlę na głowę i jego ciało dowiązano do pala, a do karku przyłożono cienki drążek. Jeden kapłan błysnął ostrzem noża, drugi  trzymał topór. Ten, który założył drążek, przeciągał sznur wokół pala kręcił już kijem zaciskając stopniowo garotę wokół jego szyi.

Charczał głośno, gdy zaciskali mu garotę, a ludzie siedzieli cicho i patrzyli. Zaraz skręcą mu kark – pomyślał Jack i w tym momencie młodzieniec dostał silny cios w głowę toporem, a inny kapłan poderżnął mu gardło. Głowę zabrano, ciało utopiono w bagnie. Część ludzi odeszła w las zostali tylko ci ubrani w tuniki, nie śpieszyli się, aby podejść. Nie zwracali na niego uwagi – może zapomnieli? – pomyślał Jack.

Przypomniał sobie słowa matki. „ Jak Celtowie, oni też zawsze wierzyli, że dusza człowieka jest w głowie. Są przekonani, że nawet martwa zachowuje myśli, świetnie nadaje się do ich magicznych rytuałów. Na ofiarę bogom składają te odcięte w rytuale potrójnej śmierci, dla wrogów są bezlitośni, odrąbują zwykłym toporem…”

 

krąg_kamieni
Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*