panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

brama_stary_dom

Spadek, część I

| 0 comments

 

***

Trzasnęła słuchawką, co za facet znów się wykręca. Telefon zabrzęczał, Ewa od niechcenia wyświetliła wiadomość: Jadę do ciebie, musimy pogadać – Jack. Nie odpowiedziała. Po kilku minutach już stał w drzwiach.

– Ewa wpuść mnie, naprawdę coś mi wypadło… przepraszam

– Daj mi spokój, za często coś ci wypada jak się umówimy, idź sobie.

– Ewa otwórz, mój ojciec nie żyje.

– Nigdy nie mówiłeś o ojcu!

– Pojedziesz ze mną w sobotę na pogrzeb? – Ewa milczała, matka Jacka zostawiła ojca przed laty i wróciła z synem do rodzinnego domu, nikt ojca nie wspominał, a jak zapytała to wszyscy wyraźnie omijali ten temat. Na początku ją to irytowało, a później dała sobie spokój i zapomniała. Ewa uchyliła drzwi i spojrzała na Jacka, był dziwnie podekscytowany.

– Ojciec nie żyje, widzisz to, to jego fura, teraz już moja. Ojciec nie miał nowej baby, nie miał innych dzieci, prawnik powiedział, że jestem jedynym spadkobiercą, a oto klucze do jego domu pod miastem, jedziesz zobaczyć?

 

mustang

 

***

Wreszcie dojeżdżali, według nawigatorki zostało jeszcze kilka minut.

– …ale zadupie! – mruknęła Ewa i spojrzała pomnownie na mapę satelitarnej nawigacji.

– Ojciec mieszkał tu od zawsze, matka nienawidziła tego domu, nienawidziła jego pracy, a w końcu znienawidziła jego.

– Kim był twój ojciec? – zapytała niepewnie.

– Sam nie wiem, matka mi nigdy nie powiedziała, o nim się nie rozmawiało.

– Wiem, zauważyłam już dawno temu na tych cholernych niedzielnych obiadkach

– Podobno pracował dla wojska, był człowiekiem od brudnej roboty, taka przynajmniej o nim plotkowali jak jeszcze chodziłem do szkoły – Jack ostro zahamował, wychylił głowę przez okno –  Cholera przejechałem, to chyba tam.

– Jesteś pewien, taka wielka brama!

– Tak wynika z mapy – mruknął Jack i wysiadł z samochodu.

Ewa rozglądała się dookoła, wąska droga tonęła w dzikich chaszczach, nie wyglądała na powszechnie uczęszczaną, nagły skowyt metalu wyrwał ją z odrętwienia. Jack wydawał się taki malutki, sięgał może do połowy bramy i z trudem popychał ciężkie skrzydło. Ewa obserwowała go, dwumetrowy dobrze zbudowany drągal i sobie z bramą nie radzi. Uśmiechnęła się drwiąco, ale po chwili podbiegła do niego.

– Co jest?

– Spróbuj sama!

Ewa naparła całą siłą i nic, brama nawet nie drgnęła.

– Jakby coś ją blokowało

– Nic jej nie blokuje, zdjąłem łańcuch i kłódkę. Spróbujmy jeszcze raz – Powtórzyli w dwójkę cały manewr od początku, ale przesunęli tylko parę centymetrów.

– Za wąsko na auto, ale my się przeciśniemy!

 

***

Weszli na teren, ogród na wpółdziki i zaniedbany, szeroka droga wysypana drobniutkim kamieniem prowadziła do wielkiego dworku. Podeszli bliżej, budowla wydawała się zaniedbana, schody ukruszone, kamień elewacji poszarzały i gdzie niegdzie obrośnięty mchem. Na podjeździe widać było ślady opon, spojrzeli po sobie, jednak ktoś tu niedawno był! Ewa chwyciła Jacka za rękę i podeszli pod próg, na drzwiach wisiały pozrywane policyjne taśmy.

– Co tu się stało? – zapytała cichutko Ewa.

– Nie wiem, prawnik nic nie mówił –odparł Jack i wyjął klucze.

– Jak zginął twój ojciec?

– Zapomniałem zapytać, śpieszyłem się po auto! Nie patrz tak na mnie, taka bryka! Ojca nie widziałem 27 lat, co miałem płakać?

Ewa nic się nie odezwała, faceci czasem zachowują się jak duże dzieci. Weszli do środka, zaduch podłoga zasłana papierami, nie zachęcały do zwiedzania domu. Ewa szarpnęła klamką najbliższych drzwi. Kuchnia wyglądała jakby była nieużywana, białe meble i podłoga błyszczała jakby ktoś przygotował do zdjęć z katalogu.

Sprawdziła następne pomieszczenie, Jack robił to samo tylko po drugiej stronie. Wszystkie pokoje, były gustownie umeblowane i czyściutkie, tylko hol wydawał się coraz bardziej zdemolowany. Na ścianach pojawiły się rowki, z ohydnymi brązowymi plamami.

– Wygląda jak krew. – szepnęła Ewa.

– A te rowki to po czym, po pazurach? – Oboje wybuchli nerwowym śmiechem i szybko ucichli.

– Choć sprawdzimy dokąd prowadzą te drzwi na końcu korytarza!

Jack ostrożnie nacisnął na klamkę i popchnął drzwi. Pomieszczenie przed nimi wyglądało jak po przejściu tornada. Olbrzymie biurko stało na samym środku pokoju. Podeszli bliżej, Ewa usiadła  na ogromnym foteli i zamarła dostrzegając kredą wyrysowany kształt człowieka pod jej stopami. Drewniana podłoga była zapaprana sczerniałą substancją.

– Jack, czy to jest krew?

Jack podszedł bliżej, patrząc w kierunku, który wskazywała ręką. Nagle na podłogę padł wielki cień, oboje natychmiast obrócili się w stronę okna. Coś tam było, ale szybko umknęło w krzaki, zostawiając zaparowane kółko na szybie.

 

Pozostałe odcinki noweli Spadek

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*