panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

brama_stary_dom

Spadek, część II

| 1 Comment

 

Wszystkie odcinki noweli Spadek

 

***

Ewa nerwowo przechadzała się po ogrodzie, bacznie przyglądała się szarej budowli, która od frontu bardziej przypominała jej kościół niż dom. Jack wydawał się jej szalony. Jak można zastanawiać się, czy tu nie zamieszkać? Nie miała ochoty przyjeżdżać, ale Jack ciągle tu przesiadywał, spotykali się coraz rzadziej. Wciąż jej na nim zależało, więc starała się być blisko. W końcu wpadł na pomysł, że zamieszka na kilka tygodni, nim podejmie decyzję, co sprzedać mieszkanie czy dom ojca.

Faktycznie Jack wszystko posprzątał i pięknie odremontował wszystkie pomieszczenia, ale willa ciągle kojarzyła jej się ze śmiercią. Nawet sama myśl, że tam dokonano morderstwa działała na jej system nerwowy. Nic się nie działo, chociaż wczoraj, tej pierwszej nocy w koszmarnym pałacyku, spodziewała się najgorszego, nawet wizyty ducha zmarłego ojca. Nie mogła spać ciągle jej się wydawało, że ktoś stoi pod oknem.

Jack śmiał się z niej, gdy opowiedziała mu o tym przy śniadaniu. Kilka dni temu wypłoszył ciekawskie dzieciaki z sąsiedztwa i podejrzewał, że to one wróciły. Może to dzieciaki, ale przed chwilą było to samo, wybiegła przerażona na zewnątrz i bała się wrócić do domu. Spojrzała na zegarek, minęła godzina, Jack wciąż nie wracał. Ewa żałowała, że nie pojechała z nim na te wiejskie zakupy.

 

stary_pałac

 

***

Nagle Ewa dostrzegła, że krzaki koło altanki się ruszają. Widać było kształt ludzkiej głowy i ramion. Jack miał rację, to pewnie wścibscy sąsiedzi, dorwę łobuza i odechce mu się durnych żartów i ruszyła przed siebie. Długo widziała nieruchoma postać, ale pod słońce nie mogła rozpoznać czy to kobieta, czy mężczyzna, czy wyrośnięty dzieciak. Gnała na wprost na podejrzane krzaki, ktokolwiek tam był nagle zerwał się do biegu i ruszył kłusem na tyły ogrodu.

Ewa pognała za nim. Ścieżka zwęziła się, drzewa były coraz bardziej gęste. Postać wciąż uciekała między pniami, czasem potykając się o wystające korzenie. Po chwili Ewa stanęła wyczerpana i zorientowała się, że zrobiło się wyjątkowo ciemno, jest w lesie i nie ma pojęcia jak wrócić. Spojrzała na poplątane ścieżki i głośno zaklęła.

Z boku dostrzegła niewielką polankę na wzniesieniu ścieżki, coś wyjątkowo błyszczało w resztkach słonecznego światła. Postanowiła podejść bliżej, przyjrzeć się dziwnemu odblaskowi, siąść na trawie odpocząć, zobaczyć może z góry da się dostrzec coś znajomego, może dach domu, kościół czy wiejską drogę.

Po paru minutach była na górze z boku polany ujrzała wielki kamień, cos było do niego przyczepione i błyszczało do słońca. Z jednej strony trawa była wyraźnie wydeptana. Ewa podeszła bliżej i dostrzegła metalową tabliczkę.  Napis nie był wyraźny, pochyliła się i wtedy usłyszała za sobą dudnienie. Zamarła słysząc rytmiczne i ciężkie kroki za swoimi plecami.

 

wielki_kamień_na_polanie

 

***

Jack zaparkował przy domu, zostawił olbrzymi bukiet w bagażniku, nie chciał, aby Ewa go zauważyła. Od dawna już planował taką niespodziankę do obiadu, w zeszłym tygodniu kupił pierścionek, tylko nie wiedział jak Ewę namówić, aby wprowadzili się do tego domu. Panikowała i nie lubiła tego domu, to istny cud, że zgodziła się tu przyjechać. Ciągle jak jego matka powtarzała, że coś tam widzi i czuje się obserwowana. Czemu te baby tak lubią histeryzować?

Ewy nigdzie nie było, Jack sprawdził każdy zakątek domu i przeszukał ogród. Kilkakrotnie dzwonił, komórka została w kuchni, a na domowym telefonie odzywała się sekretarka, więc Ewa nie mogła wrócić do miasta. Gdzie jest teraz? Jack siedział w fotelu i pociągał z butelki, nie wiedział, co zrobić. Po kilku minutach znów ruszył do przeszukiwania posiadłości.

Słońce miało się ku zachodowi, siadł bezradnie na schodach i wtedy przypomniał sobie o bukiecie. „Teraz już nie ma znaczenia, kwiaty pewnie padły, a Ewka zwiała do którejś z koleżanek, odezwie się za kilka dni jak ostatnio. Bała się tego domu, a łapać obcego auta na stopa nie! Kobiety są dziwne” –mruczał pod nosem, coraz bardziej wkurzony – „Może się gdzieś schowała i z ukrycia podśmiechuje się jak lata po całej posesji i jej szuka.”

Wszedł do domu i sięgnął po następną butelkę. Wykręcił numer do przyjaciela. Najpierw robił wstręty, że odkąd Jack jest bogaty to o nim nie pamięta, ale obiecał przyjechać. Jack przez moment zastanawiał się, co zwyciężyło niepokój o Ewę, czy ciekawość jak wygląda dom, który odziedziczył.

 

***

Obudził go dzwonek telefonu.

– Halo.

– Cześć, nie mogłem otworzyć bramy, powinieneś tu przyjść…

– Jeszcze nie naprawiłem tylnej bramy, cholerny JPS z durną mapą, cofnij parę metrów i skręć w prawo, wjedziesz od frontu!

– Jack powinieneś tu być, chyba znalazłem Ewę! Nigdy mi jej nie przedstawiłeś, ale ta kobieta tutaj jest martwa i przypomina dziewczynę, o której ciągle opowiadałeś.

Jack wybiegł z domu i gnał przed siebie, po chwili był pod bramą. Przyjaciel wskazał na brzeg sadzawki, gdzie leżało ciało kobiety. Długie włosy do połowy zasłaniały zmasakrowaną twarz, ale Jack z daleka rozpoznał sukienkę, która kupili wczoraj. Podbiegł bliżej i wrzasnął:

– To nie jest Ewa, ona nie ma rudych włosów!

– A więc kto to jest? – zapytał przyjaciel. Jack go nie słyszał patrzył przed siebie, na las za sadzawką, nagle obudziły się w nim wspomnienia z dzieciństwa, przypomniał sobie to czego tak bardzo bała się jego matka i zadrżały mu ręce.

 

las_2

 

Udostępnij na:

One Comment

  1. O widzę opowiadanie w moim ulubionym stylu :)

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*