panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

brama_stary_dom

Spadek, część V

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki noweli Spadek

 

***

Jack z trudem otworzył oczy, mocne światło paliło go po oczach.

– Kuźwa, ale to słońce jara po oczach

– Jest noc, to tylko szpitalne jarzeniówki – szepnęła Ewa – witaj w świecie żywych…

– uratowali nas?

– Ciebie na szczęście tak.

Jack nic się nie odzywał, Ewa na wszelki wypadek zadzwoniła po pielęgniarkę. Nim się pojawiła Jack ponownie się obudził, Ewa odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się do niego.

– Odpocznij, miałeś paskudny wypadek za kilka dni wydobrzejesz…

– Byłem w lesie, to nie był wypadek, oni… – Ewa nie pozwoliła mu skończyć, zasłoniła mu usta dłonią i szepnęła cichutko

– odpocznij.

 

 

***

Weszli do mieszkania Ewy, szybko podała kolacje, wieczór przy lampce wina zapowiadał się całkiem dobrze, ale oboje byli mocno spięci, aż w końcu Jack zapytał

– Ewa co jest grane? Nie chciałaś, abym komukolwiek mówił o lesie, ani nie wnikał, co się stało, siedział cicho na temat okoliczności wypadku, którego nie było. Obiecałem i dotrzymałem słowa, powinnaś mi wyjaśnić o co chodzi – Ewa milczała – W szpitalu mówili, że uderzyłem w drzewo i auto poszło do kasacji. Rozwaliłem furę ojca?

– Jack rozbiłeś swoje auto, ojca ścigacz nadal stoi w garażu na wsi. Zachowywałeś się dziwnie, opowiadałeś o egzekucji w lesie, dali środki uspokajające, zaczęli się zastanawiać, czy jesteś w szoku po wypadku, czy zbzikowałeś jak Twoja matka. Bałam się, Don zaginął, policja się Tobą interesuje…

– Ładne kwiatki, myślisz, że zwariowałem jak matka? – Jack spojrzał na jej przerażoną twarz i pożałował, że się odezwał. Wielka łza spływała po jej policzku – Co się dzieje mała? Co z Donem?

– Pamiętasz zostawiłeś mnie w domu i pojechałeś do miasteczka na zakupy – odezwała się Ewa drżącym głosem.

– Tak, wróciłem i ciebie nie było, zadzwoniłem po Dona, razem szukaliśmy cię w lesie…

– Jack przestań, zapomnij o tym!

– zapomnij? Wierzysz, że tak było?

– Nie wiem, w co wierzyć, nie było cię bardzo długo, ktoś się kręcił się po ogrodzie, myślałam, że to znów dzieciaki, chciałam je przegonić…

 

***

Biegłam za kimś w ogrodzie, Ktoś wyleciał na skraju lasu, uderzył i chwyciło mocno w ramiona. Zarzucono mi śmierdzącą płachtę na głowę, pamiętam te wielkie łapy wystające spod czarnego płaszcza. Widziałam sznury, ktoś chyba mnie nimi skrępował i zarzucił na ramiona jak worek kartofli. Ktoś mnie niósł i później rzucił na ziemię. Słyszałam szeptania nad głową, ciągnięto mnie gdzieś i szarpiąc pośpieszano, kilka razy upadłam, później było bardzo gorąco i film mi się urwał.

Uwolniła mnie jakaś starsza kobieta, chwyciła za rękę i błagała, aby biegła za nią, bo muszę uciekać na drogę nim oni po mnie wrócą. Przedzierałyśmy się w ciemnym lesie, pokazała mi prześwity słońca między drzewami i kazała tam iść. Puściła rękę i poszła w innym kierunku, patrzyłam za nią jak znika za drzewami, i nagle usłyszałam wyjącą syrenę. Miedzy drzewami zobaczyłam karetkę zatrzymującą się na poboczu. Kobieta zniknęła, ruszyłam przed siebie i wyszłam na jezdnię.

Zobaczyłam twoje auto zwinięte dookoła drzewa, leżałeś w rowie, lekarze zakładali ci tlen. I tu zaczyna się niedorzeczna historia. Podobno mieliśmy szczęście, że nie zapięliśmy pasów, ja wypadłam przez drzwi , a ciebie wyrzuciło przez przednią szybę. Wszyscy myślą, że jechaliśmy razem. Zabrali mnie do tego samego szpitala co ciebie, twierdzili, że oboje jesteśmy w szoku i takie tam bzdety.

Wypuścili mnie pierwszą, twój dziadek wziął mnie do swojego domu. Jack usiądź muszę ci coś powiedzieć, twoja matka… Twoja zmarła w tym samym czasie, co wydarzył się wypadek. Byłam na pogrzebie i widziałam ją. Wyglądała całkiem jak ta kobieta w lesie. Pojechaliśmy z dziadkiem do ośrodka po jej rzeczy i pokazali nam nagranie ze świetlicy. Siedziała spokojnie na wózku i oglądała telewizję, nagle zaczęła się drzeć i wyrywać z siedzenia, rzucała ręce do przodu, zapierała się o oparcia, wyglądała jakby chciała uciec.

Krzyczała i próbowała się podnieść, ale nie udało się jej wstać. Nim podbiegły pielęgniarki, bez tchu opadła na oparcie. Podpięli ją pod maszyny, żyła, ale jej stan pogarszał się z godziny na godzinę. Nie udało się jej uratować. Byłam w jej pokoju, na stoliku wyryła na blacie: przeklęty dom, przeklęty las, przeklęta sekta!

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*