panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

brama_stary_dom

Spadek, część VI (ostatnia)

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki noweli Spadek

 

***

Jack myśl sobie, co chcesz. Tak jak ci mówiłam, gdy byliśmy w szpitalu, ktoś napadł na mnie, zawinął mnie kurtyną z nad łóżka i groził, że mnie zabije jak będę węszyć. Będę siedzieć cicho, nie chcę kolejnej wizyty. Lekarze myśleli, że sama to zrobiłam wpadłam w szał, stargałam parawan poplątałam się kablami sprzętu i darłam się, bo miałam zwidy. O mało ze mnie wariatki nie zrobili, a nic mi się nie wydawało i nie miałam szoku po wypadku, bo nie jechałam z tobą autem.

Twój Dziadek mi uwierzył, a przynajmniej się nie dopytywał tylko prosił, abym zapomniała. Z resztą tak jak kiedyś prosił Twoją matkę.  Wziął  do siebie, czułam się bezpiecznie, po dwóch dniach wróciłam do swojego mieszkania. Wróciłam do pracy i staram sie normalnie żyć. Nie wiem, co to było i co się dzieje i gówno mnie to obchodzi.  Muszę oddać kluczę za parę dni, nie przedłużyli mi umowy wynajmu. Pewnie ten dziwny gość ze szpitala się postarał!

Chcesz to sobie wracaj do tego domu, ja zostaje w mieście, poszukam nowej chaty i będę udawać, że wszystko ok. Jak mnie ktoś pyta o wypadek, to i tak twierdzę, że nic nie pamiętam.  Pieprzona pani psycholog w to uwierzyła to i inni w chwilową amnezję uwierzą. Ja i tak wszystko pamiętam. Jack nic się nie odzywał, obraz zabitego na bagnach młodzieńca wrócił z podwójną siłą.

A tak dla ciebie na koniec rozmowy, czy naszej przyjaźni, wszystko jedno… Don zniknął, gdy pakowali cię do karetki, widziałam jego auto, ściągnięto je lawetą, na pewno nie było rozbite. Nie dodzwonisz się do niego, sąsiadka twierdzi, że wrócił do swojego kraju. Nadesłał jej pocztą wypowiedzenie lokalu i zapłacił nagle zaległości w czynszu, plus na odsetki czy coś. Reszty nie sprawdzałam, bo od kilku dni ktoś za mną chodzi. Mam dość, zastanawiam się, czy nie przenieść się do innego miasta, gdyby Cię nie trzymali w szpitalu, juz dawno by mnie tu nie było.

 

***

– Ewa pospiesz się, albo zostajesz, ja jadę, baba z agencji już pewnie na nas czeka. Idziesz?

– minuta, zaraz będę.

Ewa podniosła torebkę z umywalki i wyszła z domu, Jack czekał już w aucie. Po półgodzinie dojechali do miasteczka. Ewa wcale nie była zadowolona, że chce jeszcze raz zobaczyć dom ojca, cholernie bała się tego domu, lasu obok i ludzi w długich szatach…

Pani w agencji wyjątkowo się ucieszyła na ich widok.

– Myślałam, że państwo się rozmyślili, bo tak już późno.

– Nie, wszystko jest tak jak się umawialiśmy, proszę szukać kupca. Tu są klucze, jedziemy zabrać nasze rzeczy i kilka pamiątek po ojcu, jak skończymy to wrzucimy klucze do skrzynki na listy, wieczorem przyśle pani mailem kod do frontowej bramy.

 

***

– Jack zatrzymaj się, widzisz to drzewo obdarte z kory? I tą wielką czarną plamę? Tutaj kilka tygodni temu rozwaliłeś swoją czarną furgonetkę…  – Jack zwolnił i spojrzał na Ewę dziwnie – Nie pamiętasz, czy zastanawiasz się jak można mieć wypadek na takiej drodze? Nie patrz tak na mnie, wysiadaj. – Jack milczał, gdy ciągnęła go za rękę. Pokazała skąd wyszła z lasu i gdzie leżał, gdy go ujrzała w rowie.

– Pogotowie już było, gdy podeszłam do ciebie. Natychmiast mnie odsunęli mnie i sanitariusz kazał mi usiąść w karetce. Dziwne, ale zaparkowali daleko, tam po przeciwnej stronie. Patrzyłam jak zakładają ci tlen, wydawało mi się, że obok widzę cień kobiety z lasu!  Gdy podnieśli nosze, ona dalej tam stała. Ta kobieta z wielkim napięciem patrzyła na drogę, wtedy pojawiła się laweta z samochodem Donna i zasłoniła wrak twojego auta.

Auto pomocy drogowej odjechało kawałek, ale kierowca wciąż oglądał się za siebie, pomyślałam, że zainteresował twoim wrakiem i chce zarobić na transporcie. Usłyszałam syrenę, nadjeżdżała policja na sygnale i wtedy usłyszałam huk, to twoje auto wybuchło. Jack w płonącym samochodzie ktoś był. Widziałam jak ktoś w środku podniósł się z siedzenia. Przednia szyba wtedy na moich oczach, ktoś próbował wypełznąć na maskę. Nacisnął brzuchem klakson, przez chwilę było słychać trąbienie i nastąpiła druga eksplozja.

Chciałam krzyknąć, a może nawet się darłam, ta kobieta znów pojawiła się znikąd, zamknęła mi buzię i ściągnęła do rowu. Kawałek blachy zawirował w powietrzu i uderzył sanitariusza w szyję. Pociągła mnie w twoją stronę i przewróciła upadłam na twoje nogi, nikogo nie było obok noszy. Podniosłam głowę. Na ulicy pojawili się dziwni ludzie w płaszczach, kręcili się wokół. Kobieta stała przed nami z szeroko otwartymi ramionami. Z drugiej strony podjechała inna karetka i nas zabrali, widziałam jak ta kobieta wchodzi do lasu…

 

***

Ewa nie wysiadała z auta, włączyła głośno muzykę i rozmyślała. Początkowo zastanawiała się, dlaczego Jack mówi półsłówkami o tym co się wydarzyło. Nie chce jej denerwować czy coś ukrywa? Może teraz on bierze ja za wariatkę? Przez tą szczerość, kiedyś na pyta sobie kłopotów!  Nie, coś się wydarzyło wtedy w lesie, za każdym razem gdy wracają do tematu, nerwowo skacze mu policzek! Muszę przestać o tym myśleć!

Ewa zaczęła snuć plany jak wyremontować dom u Dziadka. Nie przypuszczała, że Jack poprosi ją o rękę, ani, że będzie chciał zamieszkać u Dziadka. Staruszek był bardzo sympatyczny i żwawy jak na swój wiek. I kto by pomyślał, że zamieszka u wnuka emerytowanego pastora? Kto by pomyślał, że w ogóle jego Dziadek jest pastorem? Jack długo nie wracał, zaczęła się niepokoić, w końcu nie wytrzymała i ostrożnie weszła do domu.

– Jack?

Drętwa cisza, zaniepokoiła ją jeszcze bardziej. Zapaliła światło i zaczęła wołać głośniej. Nagle dostrzegła coś przez okno. Nie była pewna, czy to Jack, czy znów ktoś obcy. Podeszła do szyby, ale nic nie dojrzała, było już wyjątkowo szara – Jack, wynośmy się stąd nim zapadnie ciemność – Nie odpowiadał, sprawdziła w kuchni – Jack? Coś znów drygnęło za oknem. W panice pobiegła do salonu – Jack!

Drzwi na taras były uchylone, z ciemności co chwilę dobiegał dziwny szmer, ktoś chodził po ogrodzie. Kroki na zewnątrz ucichły . Wolniutko podeszła, wstrzymała oddech  i wychyliła głowę. – Jack jesteś tam?  Gdy oczy przywykły do zmroku, zobaczyła światło latarki i Jacka stojącego przy pniach, tuż obok komórki na drewno. – Jack? – Nic nie odpowiedział, a ona miała zaschnięte w gardle i nie była w stanie wołać głośniej, więc podeszła bliżej.

– Wydawało mi się, że kupiłeś nową siekierę, jak czymś takim można rąbać drwa do kominka?

– To nie jest nasza, widziałem taką na bagnach. Choć zbieramy się stąd!

 

siekiera
Koniec

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*