panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

ciało astralne

Świetlista postać.

| 0 comments

 

 

Nana oparła się o kredens w głowie jej huczało, w uszach gwizdało, nawet jak na chwilę ucichło to z oddali jakby bzyczenie natrętnej muchy. Świat wokół wirował, w drgającym nieznośnie obrazie rzeczywistości zobaczyła świetlistą postać. Słyszała, że ona coś do niej mówi, ale nie rozumiała słów. Powoli ustąpiło wibrowanie i nieznośny szum, tylko daleki odgłos lejącej się wody przecinał ciszę. – To tylko odkręcony kran. – pomyślała Nana.

Zrobiła krok do przodu, jej ciało było jakby z waty, wciąż czuła echo przeszywającego gorąca, które przelało się przez jej kręgosłup i utkwiło głęboko w głowie. Intrygowało ją wspomnienie świetlistej postaci, ale ciepło jeszcze nie odparowało z wnętrza jej czaski, jakby siedziało i paraliżowało jej mózg. – Muszę się ruszyć! Zaraz uznają mnie za wariata. – Nana nalała wodę do czajnika i zamyśliła się wsypując kawę do kubka.

Wibrowanie wokół niej powracało coraz częściej i ten przeszywający gorący ból czy skurcz, który pędził po kręgosłupie, wysoko do góry, aby zagnieździć się w jej głowie i przeszkadzać w myśleniu. Słyszała wtedy głosy, nie rozumiała ich, było ich za dużo i wszystkie paplały równocześnie tworząc przeraźliwie głośny szum. Starała się je wyciszyć i wtedy czuła ucisk w głowie i odrętwienie okolicy czoła.

Po chwili wszystko odchodziło, czasem wracało po kilku tygodniach, czasem za kilka minut. Ostatnio męczyło ją kilka razy dziennie. Była już zdziwiona, że to już tak trwa od ponad tygodnia i po każdym takim incydencie dłonie i nogi puchły jej bez powodu. Nawet zastanawiał się czy nie iść do lekarza, ale co mu miała powiedzieć, że słania się po meblach, słyszy przeraźliwy  jazgot, widzi świetlistą postać i później puchnie, czasem w kostkach, a czasem dużo wyżej, aż ma poduchy pod kolanami i z boku łydki?

 

***

Nana skończyła pracę i szybko dotarła do domu, weszła do kuchni, ale nie miała siły nawet zrobić sobie kanapki. Zrezygnowana sięgnęła po butelkę mineralnej i poszła do  pokoju, wyłożyła się na sofie z nogami do góry, ale nie mogła zasnąć. Coś jakby łaskotało opuchnięte miejsca od środka i pulsowało nieznośnie. Mimo to zamknęła oczy. Wtedy widmo przeraźliwego wypadku znów powróciło. Nana widziała jak jej ciało obija się w samochodzie spadającym w przepaść. Metalowa konstrukcja gruchnęła o twarde podłoże.

Nagle zrobiło się ciemno, przeraźliwy huk rozwalonego samochodzie odbijał się echem w jej głowie. Nana zobaczyła świetliste postacie różnego wzrostu podawały ręce ludziom wychodzącym z auta. Oni tez byli świetliści, tylko trochę mniej i wypełzali przez dach. Świetliste istoty zabrały wysokiego mężczyznę z małym dzieckiem o słabym blasku ze sobą. Nana patrzyła jak się oddalają i ich sylwetki toną we mgle.

Zewsząd dobiegało nieznośne buczenie, jakby była na zlocie motocyklistów, a może na torze wyścigowym. Kobieta chciała spojrzeć na siebie, ale nie mogła się ruszyć, jedyne, co zobaczyła to swoją wyciągniętą rękę, tkwiącą między strzępami pomiętej blachy. Ręka od łokcia w stronę palców też była świetlista i kontrastowała mocno z kolorem jej skóry. Nana nie mogła się ruszyć, przez chwilę w uszach dzwoniło i brzęczało na przemian, cały świat zawirował i zniknął.

 

***

Nana wzięła głęboki oddech dalekie wspomnienie wypadku, znów wywołało głęboki smutek, a niesforne pojedyncze łzy zaczaiły się w kąciku lewego oka. Nana przetarła twarz, ogarnęła wzrokiem pusty pokój spojrzała na nienaturalnie przekrzywione firanki. Świetlista postać zamajaczyła pod oknem. – To znowu ty? – szepnęła Nana i usłyszała delikatne buczenie – oho zaraz się znów zacznie! – i nakryła głowę kocem.

Szum nie powrócił, gorący postrzał też się nie pojawił, zdziwiona Nana wychyliła głowę. Całe mieszkanie wirowało w jej oczach, meble drżały, miała wrażenie, ze sofa na której leży płynie, ale mimo to spojrzała w okno. Świetlista postać trzymała na ręku mniejszą taką samą istotę, a ta machała przezabawnie ręką. Nana mimowolnie uśmiechnęła się i pomachała im ręką, wtedy wszystko zniknęło. Ręka Nany dziwnie błyszczała, tak jak wtedy w samochodzie. Po chwili jej blask ustąpił.

Nana spojrzała na rękę, utkwiła wzrok w szerokiej bliźnie. Ruszyła palcami i uśmiechnęła się.  Pomyśleć, że mam pod skórą mam rękę jak Terminator, metalowy widelec, podtrzymuje w uchwycie resztki kości paliczków. Jak to cholerstwo się tak zgrabnie rusza? – zapytała szeptem i spojrzała jeszcze raz w stronę okna. Świetlistych gości już nie było, Nana dojrzała rozmyte postacie majaczące na końcu ogrodu, a może jakieś światło majaczące w oddali niczym jakiś duch, firanka wróciła na miejsce i po chwili zapadła błoga cisza.

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*