panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

szeroka_droga

Ta, której już nie ma. Część 2. Nie tak miało być.

| 0 comments

 

Ta, której już nie ma. Część I – Historia jakich wiele.

 

Mąż wrócił z pracy, mimo, że mieli już nie rozmawiać znowu zaczął…  Oświadczył, że nie podoba mu się Anety pomysł, on tak nie da rady, że lepiej będzie jak się wyprowadzi. Próbowała go zatrzymać, wydawało się jej, że lepiej by było, żeby to ona się wyniosła. On jest dobrym ojcem, a ona prawie nie radzi sobie z rolą matki. Mieszkanie samej w miejscu, w którym byli tacy szczęśliwi? Nie umiała sobie tego wyobrazić, wszystko wokół nasiąknięte wspomnieniami i ta pustka. „To będzie zbyt mocno bolało”- pomyślała i poprosiła, aby jeszcze raz się zastanowił i dodała cichutko „…dobrze, więc  będzie jak chcesz”.

Aneta wolniutkim krokiem zmierzała do drzwi balkonu , wróciła się po gruby koc i papierosy, w końcu usadowiła się na balkonowym krzesełku i patrzyła bezmyślnie w chmury.  Siedziała prawie nieruchomo i odpalała jednego od drugiego, słyszała jak mąż kręci się po domu, a później już tylko głuche trzaśniecie drzwiami.

Oparła się o balustradę i wpatrywała się uparcie w dół, w jednym kierunku.  Widziała jak mąż wchodzi na parking i nerwowo wrzuca walizki do bagażnika. Gdy spojrzał do góry, cofnęła się gwałtownie i z powrotem usiadła na krzesełku, nie chciała, aby ją zobaczył. Papieros za papierosem, minuta za minutą, i kilka gorzkich łez…

Dzieci przy kolacji były wyjątkowo ciche i niespokojne, prawie nic nie zjadły i szybko zamknęły się w swoich pokojach. Aneta usiadła na wersalce i próbowała nie myśleć, włączyła telewizję, długo przełączała kanały, ale nie mogła oglądać. Pościeliła łóżko i zawinęła się w kołdrę…

Po kilku godzinach usłyszała zgrzyt zamka i odgłos przekręcanego klucza, nie była pewna czy śni, czy to się dzieje na prawdę. Głuche kroki powoli zbliżały się w jej stronę. Aneta przez moment poczuła znajomą dłoń delikatnie głaskającą jej włosy.

Po chwili poczuła niepewny oddech i nagie ciało wsuwające się pod kołdrę, lekko drżąca dłoń przesunęła się po jej biodrze i dotarła do jej piersi, a ciepłe ciało przylgnęło do jej pleców…

– Aneta… to ten kraj nas niszczy, nie zmieniamy się, bo chcemy to ten kraj nas zmienia…

– tak myślisz?

– tak…wyjedźmy gdzieś daleko, najlepiej bardzo daleko od tej parszywej pracy, wścipskich znajomych i sąsiadów… daleko od popieprzonej rodzinki…

– np. gdzie?

– no nie wiem… może do Ameryki…

– za dużo Polaków… może w jakieś lekko zdziczałe tereny…  takie podmiejskie obrzeża…

– tak… już wiem gdzie pojedziemy!

– gdzie?

– do Kanady, potrzebują tam specjalistów z mojego fachu, chętnie nam dadzą papiery, a moze i się uda dostać mieszkanie socjalne…

– dobrze, sprawdź rano ile kosztują bilety i zadzwoń do agencji zapytać za ile uda się sprzedać mieszkanie… do wakacji zostało kilka miesięcy, wyjedziemy  w lipcu, albo w sierpniu…

– Aneta… ty tak na serio?

– tak na serio, też mam dość … to nie głupi pomysł…dobranoc.

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*