panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

rośliny_drzewa_korzeń

Tajemnica drzewa.

| 4 Comments

 

Janek zaparkował auto, spojrzał przed siebie na szumiące w oddali drzewa i uśmiechnął się szeroko. Nie był tu z pięć lat, ale dobrze pamiętał, każdy kąt lasu. Wspomnienia z dzieciństwa wywołały kolejny uśmiech na jego twarzy. Janek zatrzymał się na polanie, ściskał za rękę dziewczynę, usiedli na powalonym pniu i namiętnie się całowali. Nagle Janka przeszył nieznany dreszcz, gdy dotykał jej piersi drobnych piersi…

Janek przelotnie spojrzał na Aśkę wysiadającą z samochodu. Aśka była taka podobna to tamtej dziewczyny z polany, może nie z urody, bo była dużo mocniejszej budowy i miała kruczoczarne włosy, ale jej głos brzmiał niemal tak samo ciepło i oczy miała równie błyszczące. Aśka jak dziewczyna z polany, lubiła wycieczki w góry, pociągały ją dzikie i nieznane tereny, zachwycała się słońcem i strumykiem, nawet ślimak na kamieniu potrafił ją zatrzymać, nie była tak pusta i wyrachowana jak te inne dziewczyny, które kręciły się koło niego.

Aśka wyjęła mały wiklinowy koszyk z bagażnika i oczami wyobraźni zapełniła go borówkami, wybrała metalową formę w kształcie serca, włożyła ciasto do piekarnika, już czuła jego słodkawy zapach, gdy Janek objął ją czule i zapytał – Gotowa? Idziemy? – Aśka porwała notatnik, w którym spisywała wiersze. Energicznie wepchnęła notes do kieszeni małego plecaka wiszącego na ramieniu Janka. Uśmiechnęła się ciepło i zamknęła bagażnik.

Wczorajszy deszcz zostawił swoje ślady na pomarańczowym od błota i trochę kamienistym wąwozie.  Omijając kałuże weszli na wąską ścieżkę i wtuleni w siebie przyśpieszyli kroku. – Ta polana powinna być gdzieś tu. Fajnie, Aśka od kilku dni nie traktuje mnie już tylko jako przyjaciela, po ostatniej wyprawie, dała się objąć i pocałować, aż reszta paczki się zdziwiła. Teraz przyjechaliśmy tu sami i trzymam ją w ramionach! Gdzie ta polana? Zaprosiła mnie do siebie na wieczór na ciasto z leśnymi owocami, piecze doskonale jak moja babcia. Na polanie… – Z daleka dochodził radosny śpiew ptaków, a liście drzew i krzewów cichutko szumiały.

Aśka i Janek rozmawiali o ostatniej wycieczce, wspominali ognisko, kiełbaski, i kolegę z gitarą. Hanka pierwszy raz wzięła swojego chłopaka, a on gitarę i wszyscy jak młodzi harcerze śpiewali ballady, zapamiętane z dzieciństwa i bawili się dobrze. Aśka głośno podsumowała, że ich paczka wygląda zupełnie inaczej niż te dwa lata temu, gdy zaczęli razem chodzić po górach. Jest ich coraz mniej, bo co kto założył rodzinę to odchodził, pewnie podobnie będzie z Hanką…

Las stawał się coraz gęściejszy, do pięknej polany mieli jeszcze spory kawałek drogi. Janek rozglądał się dookoła, próbując sobie przypomnieć jak tam dojść. Las wydawał się jakiś inny, jakiś za gęsty i robiło się coraz ciszej, a ścieżka stała się coraz mniej udeptana. Doszli do zakrętu i zatrzymali się. Janek był zaskoczony, tu właśnie powinna być polana.

Zbyt ciemno i dookoła stare drzewa, pnie takie szerokie! Moja polana nie mogła zarosnąć w ten sposób, powinny być tu jeżyny, może samosiejki drzew, a nie to! – Janek nerwowo przygryzł wargę, nie był pewien czy to powiedział głośno, czy to wszystko to tylko jego myśli. Mężczyzna rozejrzał się dokładnie, w przelocie zobaczył lekko zaniepokojoną twarz Aśki.

Przyciągnął Aśkę mocniej do siebie i ruszyli dalej przed siebie. Ni to przewlekłe jęknięcie, ni to przeraźliwe zgrzytnięcie przerwało ciszę i całkowicie wypełniło powietrze. Później nagle coś huknęło i znów zapadła kompletna cisza. Odruchowo stanęli i obejrzeli się za siebie. Z tyłu za nimi leżała spora sterta gałęzi i liści. Podeszli bliżej, ścieżka była kompletnie zatarasowana, dookoła drzewa szczelnie obrośnięte kującymi krzakami, z boku sterczał kikut złamanego drzewa.

– Dziwne, tak się złamało bez powodu!

– Pewnie było przepróchniałe od środka!

– Nie ma powrotu – szepnęła Aśka.

– Nie przejmuj się, z polany zejdziemy inną drogą, prosto na szlak i nim w dół do miasteczka, zjemy obiad i przespacerujemy się do auta – odparł Janek i chwycił Aśkę za rękę.

Zrobili kilka kroków i usłyszeli dziwny szmer za plecami, odwrócili głowy. Wszystko wydawało się takie same, złamane drzewo dalej tarasowało drogę, tylko coraz głośniejszy szmer dochodził stamtąd, ale olbrzymia przeszkoda zasłaniała, co się dzieje po drugiej stronie ścieżki. Sterta gałęzi drżała nienaturalnie, po jednej stronie pulsując coraz szybciej, a po drugiej pozostając nieruchoma.

Aśka patrzyła w jej kierunku jak zahipnotyzowana, coraz częstsze pojękiwania dochodziły spod liści, odgłos ciągle narastał, nagle coś wyleciało z hukiem i przeraźliwym skrzekiem. Ciemna plama na niebie zasłoniła resztki światła dochodzącego między wysokie drzewa. Aśka i Janek stali nieruchomo, wciąż trzymając się za ręce. Nieprzenikniona ciemność ogarnęła ich drżące ciała.

Po chwili usłyszeli jakby szum dalekiego wodospadu, z niego wyłoniły się krzyki ludzi i nagle wszystko ucichło. Niebo powoli zaczęło się rozjaśniać, pojedyncze promienie słońca dotarły do ścieżki i oświetliły wędrowców swym blaskiem. Aśka i Janek patrzyli przed siebie, sterta gałęzi wyglądała zupełnie inaczej, liście nie były już soczysto zielone, tylko czarno – brązowe, większość opadła na ziemię, pozostawiając gołe gałęzie.

Sczerniałe liście delikatnie wirowały wszędzie wokoło, powoli docierając pod nogi Aśki i Janka, ale oni już na nie, wcale nie patrzyli, pędząc w przeciwnym kierunku. Z czasem zwolnili kroku, ale wciąż podążali szybko przed siebie. Ścieżka stawała się bardziej kręta i mniej widoczna, jakby nikt latami tu nie chodził. Parli do przodu, nie oglądając się za siebie, czasem tylko spoglądając na boki.

Dookoła rozciągał się tylko gęsty las, dzikie czarne krzewy coraz szczelniej wypełniały luki między drzewami, nie pozwalając im zejść ze ścieżki.  Co jakiś czas widzieli wyłaniające się cienie z krzaków i szybko unoszące się w górę, by schować się w koronie najbliższego drzewa. Aśka trzymała się kurczowo za rękę i milczała. Janek rozglądał się bacznie, próbując odgadnąć, dokąd prowadzi ścieżka.

Słychać było ich przyśpieszone oddechy i echo kroków, nic więcej, ani ptaków, ani zwierząt, ani szumu wiatru, wszędzie panowała cisza. Wokół otaczały ich ogromne drzewa i kolczaste krzaki, a ich zbyt wybujałe gałęzie tworzyły coraz ciaśniejszy mur wokół ścieżki. Musieli już iść jedno za drugim, aby krzaki nie zahaczały o ich ubrania.

Aśka zwalniała, może brakowało jej sił, a może z nerwów, zatrzymywała się, nic nie mówiąc patrzyła jak bezszelestne cienie wyglądają zza kolczastego żywopłotu i powoli unoszą się w górę. Janek poganiał ją, ciągnąc za rękę, próbował nadać tempa i jak najszybciej opuścić las. Ścieżka wydawała się nie mieć końca, ale tam dalej wydawała się mniej kręta i jakby bardziej rozświetlona.

Ostry jęk gwałtownie rozdarł powietrze, nieziemskie zgrzytania i skrzeki wypełniły las. Lawinowo narastał szum, a w nim coraz wyraźniej słychać było krzyki ludzkie i szczęk metalu. Zapadła nieprzenikniona ciemność, głośna fala jęków i trzasków szczelnie wypełniła przestrzeń. Słychać było werble, nawoływania ludzkie, tent końskich kopyt, ostre rżenie wmieszane we wrzaski zarzynanych zwierząt i ludzi.

Między drzewami pojawiły się światła z oddalonych ognisk. Czarne postacie na koniach gnały prosto w kierunku Aśki i Janka. Błyszczące tarcze i zbroje odbijały się w świetle ognia, a kopie i wycelowane miecze zbliżały się do nich coraz bardziej. Zapach spalenizny i krwi wdarł się w ich nozdrza. Najbliższy jeździec ryczał w niezrozumiałym dla nich języku i podniósł metalowe ostrze w górę, poganiając konia ruszył w ich kierunku.

Z drugiej strony coś nagle wyskoczyło i przemknęło nad ich głowami. Kula ognia walnęła tuż przed ich nogami, tworząc ogromną wyrwę w ziemi. Stojąc na jej brzegu patrzyli jak uzbrojony jeździec spada z konia, lecąc wprost na nich. Jego ogromne ciało i porozrywane nogi zwierzęcia uderzyły w kolana Aśki i Janka i wpadły do płonącej dziury w ziemi.

W oddali coś huknęło przeraźliwie i nagle wyszło słońce. Jasne promienie zalały wszystko swym blaskiem i oślepiły Aśkę i Janka. Po woli do ich załzawionych oczu docierał obraz otoczenia. Z jednej strony wyłoniła się ścieżka przywalona stertą gałęzi i liści. Tuż za nią, a właściwie na jej skraju widać było olbrzymi korzeń, a w jego tle kikut złamanego drzewa.

Przed nimi ścieżka, rozszerzała się w kierunku oświetlonej słońcem polany, po prawej stronie leżał ogromny, na wpół spróchniały pień, otoczony wrzosem. Aśka i Janek w przelocie spojrzeli po sobie, ich wzrok przesuwał się to na polanę, to na stertę połamanych gałęzi i liści, później równocześnie spojrzeli pod nogi. Kolana mieli umorusane świeżą krwią! Promień słońca oświetlił ich zdziwione kamienne twarze i zatrzymał się tuż obok na starym grawerowanym mieczu wbitym w trawę.

 

Udostępnij na:

4 Comments

  1. Myślałem o trochę innym zakończeniu ale to jest bardziej mistyczne niż się spodziewałem, czy to było odbicie czasowe bitwy pod grunwaldem? 1410 r. A może dziura czasowa i oni wpadli w pułapkę czasu , super historia liczę na kolejne części, bo tu się jeszcze może jeszcze bardzo dużo wydarzyć między Jasiem a Asią :)

  2. podoba mi się to opowiadanie :smile:

  3. Lubię opowiadania w tym stylu, i „Dary i czary” tez sa bardzo wciagajce, nie dziwię się, że reklamujesz je na stronie głównej. Pisz więcej takich opowiadań, bo wierszyki i teksty o emigracji to nie dla mnie!

    • admin

      Cieszę się, że podobają się te teksty, dziękuję za uwagi, postaram się bardziej rozwinąć ten dział. Pozdrawiam, Jagoda

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*