panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

poranek_w_mieście

Tajemnica Merry, część 1

| 0 comments

 

***

Na jej oddział przywieźli nową pacjentkę, Margaret zawieszała jej kartę na łóżku, gdy usłyszała szmer za plecami i cudzy, zimny oddech na karku. Obejrzała się, nikogo nie było. – Nie ma prawa nikogo być w izolatce, jesteś przemęczona – Margaret próbowała się uspokoić, gdy żaluzja w oknie nagle zadrżała złowrogo, dziewczyna podeszła bliżej i domknęła okno. – Cholerny wiatr – wyszeptała pod nosem i spojrzała na zegarek – jeszcze dwie godzinki nim przyjdzie poranna zmiana, jakoś przetrzymam.

Popatrzyła w stronę łóżka, starsza kobieta, nie wyglądała najlepiej, podpięta do aparatury z oczami utkwionymi beznadziejnie w suficie. Podeszła i poprawiła jej prześcieradło, pacjentka leżała bez ruchu, przyglądała się jej przez chwilę – śpij spokojnie – wyszeptała i ugryzła się w język – dupiany tekst do kogoś pogrążonego w śpiączce – pomyślała i odwróciła się do wyjścia.

Nagle coś uderzyło ją w rękę, podskoczyła przerażona i spojrzała na łóżko, kątem oka ujrzała jak ręka staruszki opada na pościel, wydawało jej się, że kobieta patrzy na nią – Spoko to tylko spontaniczna reakcja nerwowa – mruknęła do siebie, ale oczy kobiety nie dawały jej spokoju, ona nie patrzyła już w sufit, patrzyła na nią.

Pacjent z podejrzeniem spowodowanego operacją niedoboru tlenu w mózgu – hipoksja anoksemiczna. Od kilku dni znajduje się w śpiączce. Nie wykazuje żadnej reakcji na zróżnicowane bodźce. – Margaret powtórzyła na głos, co przeczytała w jej karcie – Poruszenie się gałek ocznych może być objawem komunikacji – przypomniała sobie z kursu  – Ładnie, po co się zgodziłam na to zastępstwo, nigdy nie widziałam pacjenta w śpiączce. Nie mam pojęcia, dlaczego mnie tak przerażasz, ale jeszcze parę minut i pielęgniary wrócą, a ja wreszcie pójdę do domu.

– Nie pójdziesz do domu – usłyszała Margaret, ale w maleńkim pokoju nadal było pusto, starsza pani leżała nieruchomo na łóżku, cicho monotonnie brzęczały urządzenia, nie wykazując żadnych zmian. Margaret znieruchomiała – co to było? – zauważyła dziwny cień na przeciwległej ścianie. Rozmazany szary obraz nabierał wyraźniejszych kształtów. Po chwili rozpoznała w nim siebie stojącą obok umywalki, tuż obok stało łóżko ze staruszką podpiętą do otaczającej aparatury. Ciarki ją przeszły, nie mogła oderwać wzroku, jakby patrzyła nie na ścianę tylko na stare, mocno spękane lustro.

Niewyraźny obraz zawirował, Margaret zobaczyła zbliżenie kontaktu na ścianie, połyskiwał złowrogim światełkiem, jakby cieniutkimi błyskawicami dookoła. W tym momencie do izolatki weszła pielęgniarka.

– idź pomóc na salę 15, tam Cię bardziej potrzebują.

Jedna z wtyczek nagle wypadła z kontaktu i monitor zgasł, pielęgniarka schyliła się i wsadziła ją ponownie do gniazdka. Ciało pielęgniarki objęły drobniutkie ledwo widoczne błyskawice, takie jak przed chwilą Margaret widziała na ścianie. Pielęgniarka podniosła się gwałtownie – Dziwne, jeszcze nie widziałam, aby wtyczka sama wypadła – mruknęła do Margaret i zaczęła sprawdzać wyniki odczytu urządzeń.

Margaret bez słowa wyszła z salki, na korytarzu odetchnęła z ulgą – na szczęście ta okropna noc się kończy  – i poczłapała leniwie do sali nr.15. Nim doszła, dobiegł ją okropny rumor z tyłu. Odwróciła się, z uchylonych drzwi izolatki słychać było huki i dziwne syczenie, z pomieszczenia wydobywał się gęsty dym i niebieskawe błyski. Margaret zobaczyła lekarkę biegnącą korytarzem w tym kierunku, otwierające się drzwi windy i wylatującego z niej ochroniarza, który również tam pędził.

Margaret zawahała się, kazano jej iść do sali 15, ale ciekawość nakazywała wrócić do izolatki. Nagle jakby jakiś wiatr pchnął ją w kierunku powrotnym. Ogromna siła z tyłu pchała ją w stronę izolatki, Margaret próbowała się jej oprzeć, nie chciała tam wracać, nie wiadomo, co się stało, jeszcze będzie na nią! Te dziwne cienie na ścianie, przerażająca staruszka i głos, że nie pójdzie do domu, a przecież zostało tylko kilka minut do końca jej zmiany.

Po chwili mimowolnie wpadła na próg izolatki. Ochroniarz stał na środku bałaganu, jakby sparaliżowany z przerażenia, kasłał przeraźliwie i patrzył jak lekarka zbliża się do łóżka pacjentki. Jej ciało sczerniałe cuchnęło, staruszka wyglądała jak rzeźba z popiołu, bladoniebieskie płomyczki znikały jeden za drugim, a prześcieradła były nadpalone. W rogu sali siedziała pod ścianą pielęgniarka ze spalonymi drżącymi rękami, jej twarz i szyja była opalona, wytrzeszczone oczy bez powiek patrzyły nieruchomo na Margaret.

– O cholera jak tu cuchnie spalonym tłuszczem – zaklęła Margaret i podbiegła otworzyć okno.

Zwymiotowała na parapet. Patrzyła na budzące się z uśpienia miasto i bała się odwrócić. Nagle coś szturchnęło ja w łydkę. Odwróciła się gwałtownie, kątem oka ujrzała opadającą przypalona dłoń pielęgniarki i krzyknęła z przerażenia.

 

***

Policjant przeglądał nagranie z kamery na korytarzu. Przez szybę izolatki widać było, jak niebieskawe płonienie wychodzą z rąk i głowy pacjentki, nagle ciało staruszki stanęło w płomieniach i kłębach dymu. Z tumanu dymu gwałtownie wypadło ciało pielęgniarki, kobieta przez chwilę wiła się z bólu, i chyba krzyczała. W moment później zachowywała się jak w transie i opadła w rogu pod oknem.

Margaret weszła do pokoju – Chciał pan ze mną rozmawiać.

– Niech pani usiądzie.

– Myślałam, że sprawa zamknięta. To makabryczne wydarzenie, wolałabym do niego nie wracać, o co chodzi.

– Owszem śledztwo wykazało, że pani Marry Smith zmarła, ponieważ ogień wypalił ją od środka. Pielęgniarki nie udało się uratować, zbyt duże obrażenia, ale nie mam pytań, co do tego co się stało w szpitalu, chce porozmawiać o pani…

– Dlaczego?

– Co robiła pani w domu denatki?

– Słucham?

Policjant bez słowa włączył nowe nagranie. Na ekranie pojawiła się nieznana Margaret okolica. Zobaczyła siebie idącą ulicą, skręcającą na podjazd zaniedbanego domu. Margaret na filmie wyjęła klucze z torebki, otworzyła drzwi i weszła do środka. Staroświeckie drzwi zamknęły się za nią. Na drzwiach wisiała tablica. Kamera pokazała jej zbliżenie. „Wróżka Marry – tarot, chiromancja, oczyszczanie aury – poznaj swoje przeznaczenie.”
 
Dalsze odcinki opowiadania z dreszczykiem – Tajemnica Merry
 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*