panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

poranek_w_mieście

Tajemnica Merry, część 12

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki – Tajemnica Merry.

 

 

***

Ojciec Bernardo chodził nerwowo po pokoju, pielęgniarka siedziała rozdygotana na krześle i z trudem odpowiadała na jego pytania.

– Jak to nie ma Hanny? Kiedy ją ostatni raz widziałaś?

– Tak jak mówiłam, przyprowadziłam do niej pana Andiego, po półgodzinie wróciłam, a jego nie było. Podeszłam do Hanny, a w fotelu siedziała inna kobieta, obudziła się, gdy ją szturchnęłam. Zapytałam kim jest i wtedy wpadła w szał gdzie jej córka, błagała, aby ją ratować.

– Może to jednak Hanna! – krzyknął Bernardo.

– To nie jest Hanna, ojciec ją widział, nawet ojciec w to nie wierzy, że to Hanna. Są wizualnie podobne i na tym koniec, ta co jest teraz nawet ma inny głos, jest zdrowa jak ryba i wystraszona jakby z piekła wróciła, upiera się, że jest z innego miasta. Słyszał ojciec, co ona wygaduje?

– To nie jest inne miasto, tylko bardzo oddalona dzielnica, należy do miasta od kilku dobrych lat.

– Właśnie, a Hanna twierdzi, że pracuje w tamtejszym szpitalu i błaga, abyśmy ją wypuścili, albo dali telefon, bo straci robotę. Ciągle pyta o córkę, jakby zapomniała, że córka nie żyje.

– Jaki to szpital? Zadzwonimy tam.

– Hope Hospital.

– Tego szpitala nie ma, zburzyli go 7 lat temu, wszyscy pacjenci zostali przeniesieni do kliniki…

– z której przyjechała do nas Hanna – dokończyła coraz bardziej przerażona pielęgniarka.

 

***

Andy wyszedł na taras, patrzył na miasto, jego uwagę przykuł wylewający tłum z metra. Ludzie pędzili przed siebie w pośpiechu, ale było ich coraz mniej. – Za chwilę podjedzie następny pociąg i znów będzie tłoczno – pomyślał Andy, nadal przyglądając się, co się dzieje na ulicy. Nagle dotarło do niego, że widzi bramę, w której stał, gdy doszło do awarii metra.

– Zaraz, czy to była awaria? – zapytał Andy samego siebie.

– Kretyn – usłyszał, a może przypomniał sobie tamtą sytuację.

– Może i kretyn, ale nie na tyle, aby dać się wrobić w to gówno!

– Jesteś gówno wart – przyszły jak echo słowa Merry.

Andy wrócił do pokoju, otworzył laptopa, nie znalazł żadnych wiadomości o awarii w metrze. Przejrzał jeszcze raz papiery Hanny. Były tylko rachunki za mieszkanie i kilka luźnych kartek, na nich notatki w nieznanym języku. Po chwili zorientował się, że to kopie tego samego tekstu.

– Jednak jestem kretynem, jak mogłem tego nie zauważyć? Może jestem kretynem, ale nie mordercą i samobójcą. Wiem, do czego zmierzasz kretynko! – krzyknął Andy – Ja wywalę pociąg, uwolnię demony, a później ty je wyłapiesz. Followersi nie grymaszą z nosicielem, biorą to, co jest dostępne i jak coś nie tak, to mają 70 dni na znalezienie lepszego schronienia. Demony z luster wlazłyby do ocalałych pasażerów, nie do mnie, bo by mnie tam nie było. Ofiara nie byłaby moja, bo nie ja to wymyśliłem, nie ja dałem polecenie. Stara wiedźma chce mnie wyeliminować z gry!

 

***

Andy przygotował narzędzia, po chwili z trudem wyłamał zamek do pokoju Hanny. Zapalił lampę i ostrożnie wszedł do środka. Puszysty dywan, zasłane łóżko, biurko, szafa, fotel przy oknie i nic więcej, wydawało mu się zdecydowanie za mało. Dopadł biurka, na blacie stała fotografia Hanny z córką, a w środku było pusto, w ostatniej szufladzie znalazł tylko niezapisany notes i długopis.

Zaglądnął do szafy, jedno ubranie pod foliowym pokrowcem, sweter niechlujnie przewieszony przez barierkę i kilka pustych wieszaków. Na półkach też nic nie znalazł. Podszedł do fotela i usiadł totalnie zaskoczony. Ten pokój wygląda tak jak wtedy, gdy Hanna się wprowadziła przed laty.

Odruchowo gładził się po podbródku i myślał intensywnie, co dalej. Wtedy zauważył brud na swoich rękach. Jego dłonie przypominały ręce kominiarza. Rozejrzał się po pokoju, wszystko pokrywała dość spora warstwa kurzu, wszędzie odbijały się jego świeże ślady, na biurku kontrastowały ślady palców, a na dywanie wyraźnie odbiły się jego buty.

Nagle dostrzegł coś pod łóżkiem. Schylił się i gwałtownie wyciągnął pakunek. Nie był specjalnie ciężki. Rozpakował w pośpiechu. Po chwili okazało się, że w płótno zawinięta była mała drewniana skrzyneczka. Z wysiłkiem otworzył zamek, wieko zatrzeszczało, ale posłusznie odchyliło się. W środku Andy zobaczył fragmenty starej ramy z kilkoma odłamkami lustra wciąż tkwiącymi przy ozdobnie rzeźbionym drewnie.

– Czy to lustro z domu Hanny, to co skaleczyło Hanny córkę? – zapytał głośno Andy.

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*