panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

poranek_w_mieście

Tajemnica Merry, część 13

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki – Tajemnica Merry.

 

***

Ojciec Bernardo bez słowa zaprowadził Andiego do pokoju Hanny. Zajrzał przez szybę w drzwiach. Kobieta siedziała przy stoliku i jadła obiad, mechanicznie podnosiła łyżkę do budzi, długo przeżuwała i powoli nabierała kolejną porcję. Obróciła się, gdy drzwi się otworzyły.

– Witaj Hanno – odezwał się Andy.

– Kim jesteś nie znam Cię. – powiedział Hanna cichutko.

Przyglądali się sobie dłuższą chwilę. Nie wyglądała zbyt znajomo, twarz miała bardzo podobną, ale głos, jej ociężałe ruchy i spojrzenie wydawały mu się zupełnie obce. Do tego ogromna blizna na szyi i dekolcie, nigdy jej wcześniej nie zauważył. Andy wciąż zastanawiał się, co powiedzieć, gdy Hanna odezwała się pierwsza.

– Chyba Cię pamiętam. Śniło mi się, że moja córka zginęła w pożarze, a potem nagle trafiłam do twojego mieszkania, często tam wracałam, kiedy nie miałam już siły jej szukać. Możesz mi tu przynieść zdjęcie mojej córki?

– Hanno mieszkałaś ze mną tzn. bywałeś u mnie przez 7 lat – wyszeptał Andy.

– Kłamiesz – powiedziała Hanna dobitnie – to był tylko uporczywie powracający sen. Skąd się wziąłeś w moim śnie?

– Wystarczy – powiedział ojciec Bernardo i wzrokiem wskazał Andiemu drzwi.

– Do zobaczenia Hanno – odparł Andy i posłusznie wyszedł z jej pokoju.

 

***

Ojciec Bernardo ręką wskazał mu drzwi wyjściowe na końcu korytarza.

– Nic z tego nie rozumiem – burknął Andy do ojca Bernardo, zatrzymał się i oparł o ścianę wielkiego holu.

– Ja też nie wszystko rozumie synu. – odparł ojciec Bernardo i swą dłoń skierował do wyjścia jeszcze raz.

– Często mieszkała ze mną przez kilka dni i znikała, a później wracała i znów była. Różnie kilka godzin po pracy, czasem cały weekend. Rozmawiała ze mną, wychodziliśmy razem na miasto. Trzymała dystans, ale była. Włamałem się do jej pokoju w moim mieszkaniu. Wygląda jakby nikt tam wielki nie był. Rachunki są opłacone na jej nazwisko, miesiąc w miesiąc robiła przelew. Nic z tego nie rozumie!

– Sprawdziłeś, Hanna nie ma demonów, jest Ci nie potrzebna, zostaw ją w spokoju, idź już, nim wezwę ochronę.

– Wyrzucasz mnie, zamiast porozmawiać?

– Nie mammy, o czym rozmawiać.

– Jak to a Hanna?

– Omal jej nie zabiłeś w tamtym szpitalu, mam ryzykować, że spróbujesz ponownie?

– Już kilka razy zaryzykowałeś, dlaczego?

Na korytarzu nagle pojawił się facet, który pomógł uciec Andiemu z metra. Stał w otwartych drzwiach jednego z pokojów i pokazywał coś na migi do ojca Bernardo. Andy podążył za wzrokiem klechy i dostrzegł postać cofająca się w głąb pokoju. Zerwał się dobiegu i sekundy później stanął tuż przed nim

– To ty zaciągnąłeś mnie wtedy do tamtej kafejki i to ty wbiłeś mi zastrzyk w kark! – krzyknął Andy. W tym momencie poczuł ukucie w szyi i świat mu zawirował, runął z hukiem na podłogę.

 

***

– Co z nim zrobimy?

– Właśnie się zastanawiam – odparł ojciec Bernardo. – Może powiemy mu prawdę?

– Myślisz, że jest na to gotowy?

– Nie, ale skoro zmarnował 7 lat życia to może najwyższy czas go oświecić?

– Zwariowałeś jego też chcesz obudzić?

– Potrzebujemy ich wszystkich, wiedźma jest za silna! Tracimy za dużo siły na podtrzymywanie iluzji…

Do pokoju weszła starsza kobieta, uśmiechnęła się  i odezwała się cichutko.

– Dzień dobry panie ordynatorze, o ojciec Bernardo: szczęść Boże – powiedziała kobieta i podeszła do łóżka. Ucałowała syna w policzek, dosunęła krzesło bliżej, siadając zapytała – Panie doktorze, czy ja jeszcze dożyję dnia, w którym on się obudzi?

– Pewnie tak, to może być kwestia godzin, a może kolejnych lat, już to pani tyle razy tłumaczyłem…

 

***

Ordynator wszedł do kolejnej sali, kobieta leżała na łóżku i patrzyła beznadziejnie w sufit.

– Hanno?

– Czy moja córka naprawdę nie żyje?

– A pamiętasz jej śmierć? – zapytał ordynator.

– Nie wiem, nie wiem czy była martwa, czy żyła.

– Co pamiętasz?

– Szukałam wróżki, która miała zdjąć z niej pecha, klątwę rozbitego lustra. Mówiłam jej, że to zabobony, ale ona wierzyła w te bzdury i nagle zniknęła. W końcu znalazła dom tej wróżki. Moja córka leżała na jakimś ołtarzu ofiarnym z powbijanymi kawałkami lustra w ciało, podbiegłam pochyliłam się i nie pamiętam. Chyba dostałam czymś ciężkim w głowę, wydaje mi się, że ciągle mnie boli.

– Co było później?

– Widziałam oślepiające światło, a w nim upadające na mnie ciało człowieka w policyjnym mundurze.

– Sierżant Mc Kenzee – mruknął mężczyzna.

– Czyli to się wydarzyło?

– Niestety tak.

– Pamiętasz jeszcze coś?

– Pożar, płonąca belka, albo kawałek stropu spadł na mnie i tego policjanta.

– Co z moją córką i tym policjantem?

– Zginęli w pożarze. Powinnaś teraz odpocząć…

– Przespałam 7 lat, a ty karzesz mi znów iść spać? Jeżeli oni wtedy zginęli, a ja byłam w śpiączce 7 lat, to oni nie żyją od 7 lat…

– Tak, Hanno – odparł mężczyzna i wbił strzykawkę do kroplówki – Odpocznij Hanno.

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*