panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

poranek_w_mieście

Tajemnica Merry, część 17 (ostatnia)

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki – Tajemnica Merry.

 

***

Ojciec Benedykt obudził się w obcym pokoju. Pomieszczenie było wyjątkowo jasne, przy jego łóżku siedział starzec w granatowym garniturze. Skinieniem ręki odesłał swoich ochroniarzy i mężczyźni zostali sami w pokoju.

– Dzień dobry, niedoszły klecho.

Ojciec Benedykt przetarł oczy i zapytał, gdzie Twoja limuzyna sprzedawco marzeń?

– Została w Twoim śnie klecho.

– Ja nie mam snów, skoczyłem z mostu, a trupy snów nie miewają.

Starzec zaśmiał się głośno i rzekł pogodnym głosem:

– Skoczyłeś, noga Ci ugrzęzła w metalowych ozdobach przęsła, głową huknąłeś o pionową belkę. Miałeś szczęście, że Cię znalazłem, a może to ja miałem więcej szczęścia, że znalazłem właśnie Ciebie. Zabrałem Cię stamtąd jeszcze nim obudziło się całe miasto! Ale by była sensacja, gdyby Cię tam ktoś przede mną znalazł, pewnie pisali by o Tobie na pierwszych stronach gazet.

Ojciec Benedykt patrzył na starca z niedowierzaniem i wyszeptał:

– Jednak umarlaki też czasem mają sny, bo to nie może dziać się naprawdę!

 

***

Dwóch mężczyzn siedziało naprzeciwko siebie, w maleńkim pomieszczeniu przypominającym salon. Młodszy bardzo się wiercił na swoim wózku inwalidzkim, miał założony dziwny sprzęt na głowie, elektrody na jego skroniach drżały delikatnie. Natomiast starszy mężczyzna siedział wygodnie w skórzanym fotelu, nie miał na sobie żadnego sprzętu, ale uważnie przyglądał się aparaturze poustawianej obok. Ich połączone ręce wsparte się na szklanym stoliku wyglądały, co najmniej dziwnie, jak dłonie kochanków nieśmiało zaciśnięte w pierwszym dotyku.

– Jak się czujesz? Na pewno jesteś w stanie pogadać? – starzec rozpoczął ich pierwsza rozmowę bez słów.

– Nie ma o czym mówić, followersi, demony z lustra, pacjenci w śpiączce, dla mnie wszystko jasne.

– Chciałbym się jednak upewnić…

–  Demony? Każdy człowiek ma swojego demona, którego boi się ujrzeć nawet przelotem w lustrze, najczęściej to strach przed nieznaną mocą, obrzydzenie do siebie, kompleksy itp. Jakieś spersonalizowane zło przed którym jak pierwotni ludzie usiłujemy się ochronić czy ukryć, a gdy to zawiedzie podejmujemy walkę, albo wrabiamy innych aby za nas walczyli. Followersi to demony, przecież follow to podążać, czyli wszystko to, co za nami idzie. Mogą to być nasze demony, nasz strach, przesądy i nasze słabości, albo całkiem obcy followersi. Ci najczęściej są czysto ludzkiej produkcji, to przekazy energetyczne podązające za pewnymi ludźmi, rozkazy wywołujące zmiany w świadomości. Są wydawane przez kogoś innego np. twojego hipnotyzera, czy chociażby mnie, gdy siłą woli narzucałem ludziom, co mają robić lub wywołane przez sprzęt taki jak Twój, którym kroisz ludzką pamięć w kawałki i manipulujesz wprowadzając zupełnie obce dane. Każdy na swój sposób może być followersem…

– Dobrze powiedziane, pewnie byłbyś niezłym kaznodzieją. – uśmiechnął się starzec.

– Bardzo się postarzałeś. To Ty jesteś ordynatorem, prawda?

– Takie projekty zajmują lata. Nie każdy tak szybko wskakuje w rolę tak jak Ty Kulawy.

– Kulawy to ja?

– Opracowałem moje drugie ja na bazie wspomnień przeszłości, a Ty klecho stworzyłeś swoje alter ego samorzutnie. Wiedziałeś, albo wyczułeś, że miałeś poważne uszkodzenia nogi. Nie udało nam się lepiej złożyć pogruchotanych kości. Byłeś mocno poturbowany, na szczęście nie wisiałeś głową w dół, tylko większość ciała wspierała metalowa konstrukcja mostu, utkwiłeś jakby ktoś przełożył Cię przez kolano z wypiętym tyłkiem jak do bicia.  Ściągnąłem specjalistę, przez to Twoje otwarte złamanie w kostce z przemieszczeniem i pogruchotaną stopę, po nastawieniu odłamów kości zespolił Ci także kości śródstopia za pomocą specjalnych śrub i płytek, porobił metalowe wstawki. Generalnie nie chciało się goić, ale wygląda dobrze, wybacz, ale ciężko jest o rehabilitację pacjenta w śpiączce.

– Jestem Kulawy – powtórzył ojciec Benedykt.

– Tego jeszcze nie wiemy, nie chodziłeś od lat, zobaczymy jak będzie. Na zdjęciach rentgenowskich wygląda dobrze, może tylko sobie to ubzdurałeś w podświadomości.

 

***

– Dość tego gadania, od jutra zabierasz się do roboty. Układ klasztoru i należących do niego budynków ośrodka opieki znasz ze snów.  Wszyscy pacjenci mają usunięte z pamięci wspomnienia o naszej przygodzie. Jesteś jedyny, któremu nie wymazałem tego doświadczenia. Spałeś najdłużej. Oni już dawno się obudzili i opuścili ośrodek. Została tylko Hanna jest bardzo dziwna, nie mam z nią kontaktu, tylko Ty możesz jej pomóc. Jutro będziesz miał okazję poznać nowych pacjentów i personel, ale większość kadry już znasz.

– Czegoś tu nie rozumie… A gdzie jest wiedźma Merry?

– Jak to gdzie? Widzę, że jeszcze masz problem z chronologią, nie do końca jeszcze poukładałeś bieg wydarzeń, może za wcześnie Cię wybudziłem, ale nie mogłem już dłużej czekać, Twoje ciało za bardzo słabło. W snach i w matrycy energii nie ma ograniczeń czasu i przestrzeni. Wiedźma Masza* jest w Rosji, w laboratorium pod moskiewskim metrem. Próbowała mnie namierzyć, nie przedarła się przez Twoje pole ochronne, a jej pierwsza ofiara pani wróżka-naciągaczka niejaka Merry Smith, rzeczywiście spłonęła, ruscy ją zlikwidowali na odległość. Kolejny agent, niejaka Jane wciąż jest u nas w podziemiach klasztoru, dokładnie tak jak chciałeś. Ale o tym porozmawiamy jutro. A tak na koniec to nasza wiedźma to facet, imię Maria czasem bywa drugim imieniem mężczyzny, prawdziwa wiedźma Merry to Sasza** – Masza*, ruscy miewają zabawne zdrobnienia.

 

* Merry, Maria, a Masza to zdrobnienie rosyjskie

** Sasza, rosyjskie zdrobnienie od Aleksander.

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*