panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

poranek_w_mieście

Tajemnica Merry, część 2

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki – Tajemnica Merry.

 

***

– …chciałabym się z panią spotkać… – Po chwili Margaret odłożyła komórkę, wsiadła do auta i pędziła do sąsiedniej dzielnicy. Zaparkowała pod starą kamienicą i pobiegła do drzwi, nerwowo wcisnęła guzik domofonu i brama otwarła się. Dłuższą chwilę Margaret wspinała się po staroświeckich, wysokich schodach. Na samej górze były tylko jedne drzwi. Otworzył je młody człowiek nim zdążyła zapukać. Zaprosił ją do środka gestem ręki i wprowadził do pokoju.

Pomieszczenie przypominało zwykłe biuro, nie pasowało do okoliczności, a może to Margaret niepotrzebnie spodziewała się przygaszonych świateł, szklanej kuli na stoliku, czarnych kotów, dziwnych przedmiotów porozwieszanych na ścianach i starej Cyganki z kartami w rękach.

Kobieta siedząca przy biurku, odchyliła głowę i przyglądała się bez słowa Margaret, w końcu kiwnęła ręką jakby wołając ją, aby podeszłą bliżej. Margaret ruszyła niepewnie do przodu. Kobieta wyciągnęła do swą żylasta i zniszczoną dłoń. Gdy ich ręce się spotkały, odwróciła dłoń Margaret i przez moment intensywnie patrzyła na jej linie. Nagle gwałtownie odrzuciła jej rękę i wstała.

– W niezłe kłopoty się wpakowałaś, nie wiem, czy będę umiała Ci pomóc – rzekła i zniknęła za drzwiami prowadzącymi do innego pomieszczenia.

 

***

Margaret siadła na krześle i zaczęła opowiadać swoją historię człowiekowi, który otworzył jej drzwi. Po chwili przerwała:

– Skoro ona wszystko wie, to dlaczego mam opowiadać, co się stało, dlaczego Tobie, a nie jej?

– Hanna wie sporo, ale nie wszystko. Hanna wciąż bardziej jest naukowcem, ostatnio zajęła się magią, jakiś rok temu, gdy jej córka zaginęła. Znalazła jej zmasakrowane ciało nim dotarła tam policja. Hanna wciąż sprawdza swój talent, chyba nadal nie dowierza, że go ma. Teraz siedzi w pokoju i spisuje, co widziała w twoich liniach. Porównamy z naszym nagraniem i zobaczymy.

-hmm

– Na ogłoszeniu było wyraźnie napisane, że to program doświadczalny, że pomagamy tylko wyjaśnić, co się dzieje, jak sobie radzić ze zjawiskami paranormalnymi, ewentualnie sprawdzamy czy zaangażowane są w to nieczyste moce, a nie, że je usuwamy. Mogłaś iść do kościoła na egzorcyzmy, a nie przychodzić tutaj.

– Byłam już w dwóch, w jednym wysłali mnie do psychiatry,  a drugim wyrzucili mnie, gdy klecha darł się na całą kaplicę „precz szatanie”!

Młody człowiek przyjrzał się jej uważnie i spokojnie zapytał – to możemy kontynuować… – Margaret pokiwała głową.

 

***

Pracuje na zlecenie agencji, wysyłają mnie do szpitali i domów opieki. W jednej klinice przenieśli na mój oddział kobietę pogrążoną w śpiączce, byłam z nią sam na sam kilka minut. Staruszka nie ruszała się, spała z otwartymi oczami, sprzęt robił za nią wszystko, nie reagowała na głos, czy łaskotanie po ręce. Ciągle miałam wrażenie, że coś do mnie mówi, że coś mi pokazuje, bałam się okropnie.

Potem przyszła pielęgniarka, a ja wyszłam na korytarz. Coś dziwnego się stało, kobieta spłonęła, nawet jej kości się spopieliły, sprzęt się poprzewracał, ale nie zapalił, właściwie spaliła się tylko część pościeli, na suficie była śmierdząca maź.  Oprócz tego nadpalona była pielęgniarka, umarła po kilku dniach. Dziwna sprawa pielęgniarka spaliła się do połowy, nawet jej ubrania poniżej pasa nie nadpaliły się.

Sprawę zatuszowano, gazet napisały, że aparatura nawaliła, w pożarze zginęła pacjentka wraz z pielęgniarką próbującą ją uratować. Nigdy nie wysłano mnie już do tego szpitala, z czego akurat jestem zadowolona. Co jakiś czas widzę spopieloną twarz staruszki, jest taka jak maska, jak rzeźba, wyglądała dokładnie tak, nim ją dotknięto, nim się rozsypała na popiół.

Widzę ją w moich snach, widzę na ścianie w moim domu, czasem w jakiejś klinice, w której akurat pracuje, prześladuje mnie w sklepach, nawet w knajpach, czasem staje jak ogromny cień za którymś z moich znajomych. Pojawia się niespodziewanie i odchodzi. Kilka dni temu stała za jedną z pacjentek, kobieta była po wypadku, była sparaliżowana, nagle zaczęła się rzucać po łóżku i w gwałtownych konwulsjach zmarła.

Nikomu nie mówiłam, muszę pracować, by spłacić kredyt za mieszkanie. Jeden ze znajomych przestał się ze mną spotykać, nazwał mnie wysłannikiem diabła i zasugerował egzorcyzmy w kościele. Później zginał w wypadku, jego firma miała odnawiać elewację kościoła, spadł z rusztowania w pierwszym dniu pracy. Świadkowie twierdzili, że coś go odepchnęło od ściany, gdy tylko jej dotknął.

Byłam tam zobaczyć, nim weszłam do kaplicy, proboszcz oszalał, krzyczał „precz szatanie” i rzucił się na mnie z wielkim krzyżem. Robotnicy zatrzymali go nim mnie dopadł i kazali mi wyjść poza mury kościoła. Później przeczytałam w gazecie, że znaleźli jego spalone ciało w zakrystii.

Dziś byłam na komisariacie, wezwał mnie dzielnicowy. Pokazał wideo, że niby byłam u staruszki, na jej drzwiach była tablica, że ona jest wróżką. Gdy tylko nagranie się skończyło, w komisariacie wywaliło korki. Po chwili wszystko wróciło do normy podszedł do mnie inny policjant i zapytał, co ja tam robię. Odpowiedziałam, że wezwał mnie sierżant McKenzee na rozmowę. Gliniarz powiedział, że to pomyłka, bo sierżant McKenzee zginął kilka lat temu w akcji.

Wychodząc słyszałam jak mówi do kolegi o mnie, i sierżancie McKenzee, on podobno zginął lata temu w dziwnych okolicznościach, prowadząc sprawę śmierci sławetnej wróżki Merry Smith. Problem w tym, że pacjentka w śpiączce nazywała się Merry Smith i zginęła kilka dni temu. Nic z tego nie rozumie i boję się, dlatego tu jestem.

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*