panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

poranek_w_mieście

Tajemnica Merry, część 4

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki – Tajemnica Merry.

 

 

***

– Hallo, dlaczego dzwonisz do mnie o tak późnej porze?

– Margaret tutaj jest, miałaś nie brać pastylek!

– Musiałam, jakbyś słyszał, chociaż raz, co myślą wszyscy koło Ciebie to byś wreszcie zrozumiał, że tak się nie da żyć. Te głosy, z każdej strony, najpierw kilka, a później cały tłum, świrowały w głowie tak głośno, że myślałam, że mi czaszkę rozwalą.

– Dobra, nieważne, błagam nie bierz kolejnej pastylki, dostałaś urlop?

– Zapomniałam, przez te tabletki jestem taka osowiała. Jutro i tak środa, a środy mam przecież ma zawsze wolne.

– Przyjadę po Ciebie.

– Zostawisz Margaret samą?

– Wypiła Twoje ziółka, nie obudzi się szybko.

 

***

Margaret otworzyła oczy, pokój był pusty, tonął w półmroku, lampka na biurku była zbyt mała, aby oświetlić tak wielkie pomieszczenie. Margaret podeszła bliżej. Na blacie w skromnej drewnianej ramce ujrzała fotografię. Wzięła ją do ręki i wtedy zobaczyła przed sobą cień spopielonej staruszki. Zamarła, wciąż trzymając zdjęcie w ręce. Próbowała pochylić głowę, nie mogła już patrzeć za cień, koniecznie chciała zobaczyć, kto jest na fotografii. Nie mogła się ruszyć, najgorsze było to, że cień miał oczy, utkwione w nią dokładnie tak samo jak oczy starszej kobiety w szpitalu.

Po chwili cień zniknął, a na przeciwległej ścianie Margaret zobaczyła dwoje ludzi, szarpali się, w końcu kobieta odepchnęła napastliwego mężczyznę od siebie. Facet stracił równowagę i upadł na ścianę, rozbijając olbrzymie lustro w szerokiej ramie. Zsunął się plecami zgarniając za sobą fragmenty rozbitego szkła. Ostre brzegi niektórych kawałeczków lustra, odbijały jak pryzmat, ale szybko zrobiły się niebieskawe. Wyglądały jak płomyczki, które Margaret już widziała w szpitalu, nim wtyczka wypadła z kontaktu i na komisariacie, nim wywaliło korki.

 

***

Drzwi wejściowe się otwarły, Andy wszedł, ale Hanna zatrzymała się w progu i patrzyła na Margaret trzymającą w ręce zdjęcie jej córki. Margaret wciąż patrzyła na ścianę. Widziała jak drobinki szkła wirują wokół mężczyzny, a kilka większych kawałków, wbiło się do jego pleców. Z ran ciekła krew, na ubraniu pojawiły się plamy ciemnej mazi. Stojąca kobieta nagle do niego podbiegła. Mężczyzna oprzytomniał, podniósł z podłogi poszczerbiony kawałek i rzucił jej w twarz. Podniósł się, ale nim odszedł, szarpnął jej całym ciałem i odepchnął w bok.

Na podłodze we fragmentach rozbitego lustra, widać było odbicie setek zniekształconych twarzy, unosiła się nad nimi, jakaś szaro-niebieska mgła, jak kłęby dymu ogarnęła ich dwoje, aż do pasa. Po chwili mężczyzna wyszedł, a kobieta nadal stała pocierając zakrwawiony policzek, a na wysokości szczęki. Później obraz zawirował, ściana zaczęła się kołysać i nagle cienie wróciły.

Margaret zobaczyła jak fragment lustra leci w kierunku twarzy kobiety. Poczerniała i powykręcana twarz w jego odbiciu, miała rozdziawione usta, szczerzyła ogromne zęby, jakby chciała ugryź drżący policzek. Obraz znów się zachwiał się, jak zacięta płyta, wrócił do momentu, gdy mężczyzna rzucił ułamkiem rozbitej tafli. Tym razem gęba z lustra była jeszcze bardziej powykręcana i przerażająca.

Obraz się rozmył, wszystko zamigotało. Po chwili Margaret zobaczyła kubeł na środku podłogi i kobietę już z plastrem na dole policzka, zamiatającą ułamki lustra. Wpadające do kosza fragmenty odbijały przerażające twarze. Kobieta jakby na to nie zwracała uwagi i sprzątała nadal bałagan z podłogi. Szufelka, za szufelką lustrzanych okruchów, w których mieniły się powykręcane twarze.

 

***

Margaret upuściła fotografię, znów mogła się swobodnie ruszać. Schyliła się po zdjęcie. Na szczęście upadło na miękki dywan i nie rozbiło się. Podnosząc je z podłogi, dostrzegła Hannę i Andy’ego. Hanna stała nadal w progu, po policzkach ciekły jej łzy.- Jakbym wszystko widziała – wyszeptała Hanna drżącym głosem. Margaret odwróciła się w jej kierunku i spojrzała jej głęboko w oczy.

– Moja córka powiedziała, że poślizgnęła się na mokrej podłodze, próbowała się podeprzeć o ścianę, uderzyła w lustro i upadła. Teraz już rozumie, dlaczego z nim zerwała.

– Ja natomiast nic nie rozumie – burknęła Margaret.

– Od pewnego czasu słyszę ludzkie myśli, słyszałam Twoje.

– Myślałam, że jesteś wróżką.

– Nie jestem, czasem udaje… To też słyszałam. Margaret, owszem patrzyłam na Twoje linie, ale mylisz chirologię z chiromancją. Chiromancja to wróżenie z dłoni. Chirologia jest jak nauka, ma swoje zasady i prawa. Opisano ponad 150 cech i znaków na dłoniach. To pozwala rozpoznać charakter, temperament, skłonności… bardzo przydatne narzędzie dla psychologów i psychiatrów.

– No proszę wysłali mnie do psychiatry, nie chciałam, a i tak trafiłam.

– Tylko tak Ci się wydaje, nie wyciągaj pochopnych wniosków Margaret.

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*