panelarrow

Moje3po3

Blog: opowiadania, reportaże, proza życia

poranek_w_mieście

Tajemnica Merry, część 5

| 0 comments

 

Wszystkie odcinki – Tajemnica Merry.

 

***

Hanna siedziała na sofie z rękami założonymi na głowę, tępy ból i narastający szum rozwalał jej czaszkę od środka, a głosy rozchodziły się z coraz większym echem. Hanna wsparła łokcie o kolana i, kołysała się do przodu i do tyłu jakby miała chorobę sierocą. Andy nie mógł już patrzyć jak się trzęsie.

– Nie przestanę – burknęła do niego Hanna – przestańcie myśleć, albo oddawaj pastylki – wrzasnęła rozpaczliwie.

Andy podał jej tabletkę bez słowa, w takim stanie i tak nic sensownego nie wymyśli. Andy i Margaret wyszli do innego pomieszczenia. Skromne wyposażenie, gitara w kącie, niechlujnie rzucone ciuchy na łóżku i Margaret od razu domyśliła się, że to jego pokój.

– Bierze leki? – zdziwiła się Margaret.

– Bez nich się nie obejdzie, im dłużej ich nie bierze tym głośniej nas słyszy w swojej głowie, Hanna odbiera myśli coraz bardziej oddalonych ludzi, wszystko tworzy szum jak niedostrojona stacja radiowa. Robi się tak głośno, że rozwala ją od środka i przestaje rozróżniać pojedyncze głosy, wszystko zlewa się w wodospad dźwięków wywołując ból nie do zniesienia… – wyszeptał Andy

 

***

Margaret dotarła do swojego domu, chwilę kręciła się po kuchni, ale wcale nie zjadła tego, co przygotowała. W wannie też nie mogła usiedzieć, szybko wyszła z łazienki, wskoczyła do łóżka, rozglądała się niepewnie, jakby spodziewała się kolejnego pojawienia spopielonej staruszki, albo cieni na ścianie. Nic się nie działo, Margaret wciąż rozmyślała o tym, co się dowiedziała dzisiaj.

Hanna twierdziła, że dopiero się zacznie, skoro coraz częściej widzi na sceny z przeszłości i dotyczą one różnych osób. Najpierw ta scena w komisariacie, a teraz córka Hanny – Margaret próbowała jeszcze raz odtworzyć w pamięci sytuację na policji – Z tego, co powiedziała Hanna to widziałam wideo ze szpitala, z izolatki starszej pani wydobywał się dym. Nie pamiętam faceta, który oglądał taśmę.

Później nie patrzyłam na monitor tylko na ścianę, chyba było tam z weneckie lustro. Film jak idę do domu staruszki był szary i niewyraźny. Pytanie, czy taką jakość miała uliczna kamera, czy Hanna ma rację i widziałam tam nie siebie tylko jej córkę przed laty idącą do wróżki Merry? Cienie pokazały, co działo się w komisariacie 7 lat temu, gdy jeszcze żył sierżant Mc.Kenzi? – przerażona Margaret zapytała samą siebie.

Margaret siadła gwałtownie na łóżku – Tak jak mówili, zaczynają dochodzić dodatkowe zdolności, bo skąd bym znała jego nazwisko?! Nie chcę widzieć tego co było, ani tego co się stanie, nie chcę słyszeć więcej niż ona!

W tym momencie pojawiła się sczerniała postać starszej kobiety. Była tak naturalna, że wcale nie wyglądała jak cień, tylko jakby stała obok. Jej oczy, mimo że zamglone lśniły złowrogim blaskiem. – Precz przeklęta maro – Margaret rzuciła w nią poduszką. Postać wcale nie zniknęła, poduszka utkwiła w powietrzu, jakby zaraz miała wbić się w ramię i klatkę piersiową staruszki. Z zawieszoną w powietrzu poduchą wyglądała jeszcze bardziej przerażająco. – Idź sobie i oddaj mi moje stare życie – wycedziła błagalnie Margaret i próbowała się schylić po pantofla przy łóżku – Cholera znów to samo, zesztywniałam jak trup!

 

***

Ciało Margaret uniosło się, zawirowało w powietrzu, rąbnęło całą siłą w róg pokoju tuż nad sufitem i opadło z hukiem na szklany stolik przy łóżku. Margaret ledwo zarejestrowała trzask pękającego blatu i brzdęk sypiącego się strzaskanego szkła, gdy coś ją pchnęło w plecy, zawyła przeraźliwie z bólu. Wokół niej wszystko kołysało się w powietrzu, z otwartych szaf wciąż wypadały różne przedmioty, większość z nich leciała w jej kierunku. Nie miała siły, aby się uchylić i uderzały w nią z coraz większa siłą, zasypując jej zakrwawione ciało.

Nagle lustra w drzwiach szafy spękały jak szyba samochodowa, na tysiące drobniutkich kawałeczków. Zawirowały w powietrzu i ruszyły wprost na nią, tworząc lej kryształkowego tornada, wciągały wszystko po drodze jak magnes, miażdżąc przedmioty i targając na kawałki to, co do niego wpadło. W okruchach lecącego w jej stronę szkła Margaret zobaczyła powykręcane twarze. Usłyszała skowyt ich otwartych paszczy i czuła wydobywające się z nich oddechy, ohydny zapach i przytłaczająca energia strachu i agresji wypełniła pokój.

Margaret nie mogła oddychać, jakiś dodatkowy smród wtargnął nagle do pokoju, wdzierał się przez nos i buzię, hamując jej oddech. Natarczywy odór palącego się ludzkiego tłuszczu narastał, dziwny podmuch trzasnął otwartym oknem i wszystko zaczęło wirować jeszcze szybciej.  Łóżko drżało i skrzypiało, w końcu przechyliło się i stanęło dęba na jednym z boków, kopyrtnęło i przygniotło ją lądując na stercie rzeczy, które dosięgły jej wcześniej. Po chwili porozrywane poduszki, unoszące się nad sufitem opadły, przykryły pierzem całe pobojowisko.

 

***

– Co się stało zapytał policjant, kobiety trzymającej dziecko na ręce.

– Nie wiem, usłyszałam wrzask, straszliwy huk, wyszłam na korytarz, aby poprosić o ciszę, drzwi jej mieszkania były otwarte, zobaczyłam zdewastowane mieszkanie i do was zadzwoniłam.

Policjant chciał zadać kolejne pytanie, ale usłyszał skrzypienie metalowych kółek, sanitariusze pędzili z wózkiem w stronę karetki. Twarz kobiety leżącej na noszach zasłaniała aparatura tlenowa. Po chwili drzwi karetki zamknięto i ambulans odjechał w pośpiechu.

 

 

 

Udostępnij na:

Dodaj komentarz

Required fields are marked *.



*